Dodaj do ulubionych

A co ma robić lekarz?

    • gryzelda71 Re: A co ma robić lekarz? 18.10.13, 20:37
      Zapewne jesteś dobrym lekarzem i lubisz swoją pracę.Tylko pacjenci przeszkadzają, takie mam wnioski.
      • pepitka_cb Re: A co ma robić lekarz? 18.10.13, 22:11
        Haha, przypomniał mi się dyrektor pewnej szkoły, który (żartem) często powtarzał, że w szkole się bardzo fajnie pracuje, żeby tylko jeszcze tych uczniów nie było... wink
    • aakita Czemu pytasz? 18.10.13, 21:21
      Czemu o to pytasz?
      Pytasz, żeby sprowokować dyskusję czy naprawdę nie wiesz?

      Lekarz jako zawód, w którym ma się do czynienia z różnymi ludźmi i różnymi sytuacjami nie różni się niczym od urzędnika skarbowego, komornika, kasjerki - lekarz jest CZŁOWIEKIEM, posiadającym rozum. Skoro więc tak ładnie zauważyłaś pewne 'trudności', to jako rozumny, zaradny człowiek chyba potrafisz odpowiednimi słowami, postawą, empatią - różne kwestie rozwikłać.

      Weźmy te Google, bo to przypadek wypisz wymaluj z moich wizyt u lekarzy, którzy są albo wyłącznie podręcznikowo wyuczeni, albo niedouczeni (no kurcze, niestety mi się sprawdziło w 95%).
      Nie zgrywam się na mądrzejszą, ale ręce mi opadają gdy na wszelkie zło otrzymuję rp. na antybiotyk. Bez posiewu, bez atybiogramu - a może się uda wcelować.
      Nie chcę mi się rozpisywać ale ja i tylko ja pokonałam chorobę dziecka (po 1,5 roku lekarskich badań, konsyliów, konsultacji wszelkiej maści, pobytach szpitalnych, dziesiątkach antybiotyków, ukłuć, prześwietleń, itp.) bo właśnie siedziałam nocami w necie i korzystałam z doświadczeń innych rodziców i innych chorych. Diagnozy nie postawiono do dziś a dziecko mam zdrowiuśkie (odpukać) od 3 lat bez antybiotyku, bo sama trafnie zdiagnozowałam przyczynę.
      Aktualnie sama leczę swoją chorobę, gdyż przez 6 lat nie znalazłam jeszcze lekarza, który nie potraktowałby mnie instrumentalnie i łaskawie wsłuchałby się we mnie. Liczą się wyniki badań, nie liczą się symptomy, indywidualne odczucia. Oczywiście, że ma to znamiona eksperymentu ale moje samopoczucie jest o niebo lepsze, gdy sama na sobie eksperymentuję niż gdy robili to lekarze. Nikt nie zna mnie lepiej ode mnie samej - chcesz czy nie, musisz uznać ten argument. Znów pomógł internet i literatura fachowa, którą mi polecono.

      Moje dziecko czy ja jesteśmy dla lekarza przypadkiem jednym z wielu. Zamyka za nami drzwi i wchodzi następny przypadek. Jakiś tam Jaś, Staś, Basia, Kasia. Kim oni są? Jak żyją? W jakich warunkach mieszkają? Jak się odżywiają? Nie macie o tym zielonego pojęcia i nawet was to nie interesuje. Kiedy człowiek relacjonuje swoje obserwacje zostaje potraktowany z pobłażaniem w taki sposób, w jaki to napisałaś: przecież nie ty skończyłaś studia, tylko ja a zatem przestań się babo mądrzyć, bo ja wiem lepiej. W wersji light jest to mały foch, wymalowany określonym grymasem na twarzy.

      A ja wiem, że niestety macie za mało czasu, dobrej woli, motywacji (może finansowej jak piszesz), żeby analizować każdy przypadek jak wyzwanie, jak zagadkę kryminalną. Nie uznajecie w środowisku wzajemnie swoich teorii, tylko rywalizujecie i każdy z was niby nie podważa zaleceń drugiego, ale stosuje własne. Odsyłacie nas pacjentów tylko na papierze do innego specjalisty, nie mając z nim kontaktu i nie konsultując naszego przypadku na bieżąco. Ten inny specjalista zleca własne badania (nierzadko takie same). Nie chce wam się zagłębić i wyjaśnić samemu do końca co jest na rzeczy. Pacjent odfajkowany, mogę wracać do domu i dzieci.

      Lekarzy mentorów jest garstka a pośród nich jeszcze mniej osób, które nie podchodzą do drugiego człowieka z wyższością i nie oczekują, aby pacjent się zamknął, wyłącznie słuchał i stosował się do zaleceń.
      Mam lekarza wśród znajomych, mieszka blisko, teoretycznie mogłabym korzystać, ale... niestety moje odczucia są identyczne jak w przypadku reszty. Nie zawracam więc dziewczynie głowy na płaszczyźnie medycznej bo szkoda jej i mojego czasu. Ona mi nie pomoże. Nie wiem czego jej brak, wiedzy, doświadczenia? Nie wiem.

      Kiedy zadajesz takie pytania - jestem zaniepokojona. Mam wrażenie, że Ty naprawdę nie wiesz jak postępować z ludźmi, ale wiesz co? Dobrze, że pytasz bo oznacza pewną mądrość. Oznacza, że szukasz odpowiedzi, że nurtują Cię te kwestie. To nic, że teraz subiektywnie do tego podchodzisz, że obstajesz za swoją racją. MOŻE choć odrobinkę Ci rozjaśniłam drugą stronę. Niestety nie wiecie o wiele więcej od osoby, która bardzo przykłada się i mocno angażuje w rozpoznanie swojej choroby, która szuka, pyta, interesuje się, poświęca tygodnie, miesiące, wydaje setki, tysiące złotych, żeby uzyskać tą wiedzę, która dla was jest łatwiej dostępna i bardziej zrozumiała.
    • anorektycznazdzira Re: A co ma robić lekarz? 18.10.13, 21:43
      No co: no rację masz! smile
      • angela10086 Re: A co ma robić lekarz? 18.10.13, 21:55
        dobrze napisane, moze nasza dr Foch, cos dla siebie z tego wyciagniesmile
    • kosa.bar Re: A co ma robić lekarz? 19.10.13, 12:40
      Jako koleżanka z branży powiem tak, za bardzo wrzucasz do jego worka pacjentów, podobnie jak pacjenci naswink Zgadza się,że pacjenci często są brudni czy agresywni, ale na takie kontakty narażony jest każdy kto pracuje z ludźmi. Nauczyciel, pani na poczcie , kasjerka w supermarkecie-również nie wąchają miłych zapachów i często dostają po głowie od klientów. Negatywne relacje pomiędzy nami i pacjentami wynikają głównie ze złej organizacji służby zdrowia, pacjent jest wykończony długimi kolejkami, lekarz z kolei brakiem czasu na pacjenta, w takiej sytuacji nerwy puszczają i łatwo o konflikt. Myślę, że jesteś bardzo zmęczona i wypalona, powinnaś trochę odpocząć, serio. Jestem od kilku miesięcy na zwolnieniu w ciąży i w tym czasie udało mi się spojrzeć na wiele spraw z dużym dystansem.Sztuką jest być dobrym lekarzem a jednocześnie stawiać granice.
      Trafiałam w swojej pracy na totalny brak wdzięczności i zrozumienia, ale zdecydowanie częściej dobro wraca. Kilka razy spotykałam pacjentów w sytuacji, w której to ja potrzebowałam ich pomocy i oni również potrafili rzucić wszystko i uruchomić prywatne kontakty żeby m pomóc. Teraz wzruszają mnie smsy od moich pacjentów z życzeniami spokojnej ciąży i wypoczynku, chociaż kilka miesięcy temu kazali niemal przysięgać,że nigdy ich nie opuszczę big_grin
      • angela10086 kosa.bar 19.10.13, 14:15
        powiedz mi bo wygladasz mi na sensowna osobe pracujaca w wiadomym srodkowisku. Pewnie pytanie mnie caly czas nurtuje... Prawie 3 lata zajelo nam zdiagnozowanie mojej corki, bo lekarze jeden po drugim odpadali juz w przedbiegach. Czy to jest niechujstwo, niedouczenie czy po prostu nie dalam łapowki? Jak to jest, ze lekarze mowia "dzieciak jest zdrowy" a po gruntownej diagnostyce, po 2,5 roku mojego szukania, u sensownego profesora sie okazuje ze dziecko ma kilka wad wrodzonych i wymaga resekcji jelita. Prosze cie wytlumacz mi to... Jak my pacjenci mamy wam ufac?
        • kosa.bar Re: kosa.bar 19.10.13, 14:54
          Ależ ja wiem,że lekarze popełniają błędy. Wiesz ja leczyłam się przed pierwszą ciążą z niepłodności, usłyszałam od jednego z lekarzy, że na szczęście nie mam jajników policystycznych, co okazało się kompletną bzdurą. A z czego te błędy wynikają, różnie moim zdaniem. U młodych lekarzy występuje strach przed złą diagnozą i często niepotrzebne ładowanie leków np antybiotyków. Z kolei u starszych brak dokształcania się po ukończeniu specjalizacji, nadmierna pycha i pewność siebie -to typowe dla osób utytułowanych, trzymanie się stołka w wieku, gdy powinno się myśleć o emeryturze, u wąskich specjalistów brak myślenia holistycznego itp. Znajdą się tacy, którzy czekają na łapówkę, będą też niedouczeni, jak w każdym zawodzie. A jak ufać? Myślę,że warto szukać dobrego lekarza, zasięgnąć opinii o dobrych specjalistach i do takich chodzić.
          • angela10086 Re: kosa.bar 19.10.13, 15:12
            no tak, pewnie masz duzo racji. Z tym ze nasz prof ( ten ktory w koncu zdiagnozowal corke) byl 29 lekarzem specjalista ogladajacym nasza corke. Jezdzilismy roznie, od wizyt prywatnych po kase chorych. Dlaczego specjalisci w szpiatalch wojewodzkich niczego nie zauwazyli? Lekarz po lekarzu, jeden po drugim.... to nie jest normalne. Mam ogromny zal, bo corka powinna byc operowana w okresie noworodkowym, nie powinna przechodzic teraz tego. Ma chorobe hirschprunga i wady towarzyszace. Jesli sie mniej wiecej orientujesz to zapewnie wiesz ze jest to choroba nowrodkow i niemowlakow. Jula ma obecnie 3,5 roku, operowana byla dopiero 3 miesiace temu.
            • sanciasancia Re: kosa.bar 19.10.13, 15:39
              To jest trochę tak, że jak objawy są niespecyficzne i problem rzadki, to zwykle lepiej się go diagnozuje u profesora. Profesorowie zwykle konsultują dziwne przypadki, więc mają je na bieżąco, takimi zwykłymi pacjentami tak często się nie zajmują, a wiedza ze studiów nie do końca odświeżona.
              Jak objawy niespecyficzne i problem w miarę powszechnie występujący, lepiej diagnozuje się i leczy u lekarza około 40-tki, niekoniecznie utytułowanego, bo po prostu ze studiów jeszcze pamięta, co ma pamiętać, a praktykę ma dużą.
              Ja mam jeszcze zasadę unikania profesorów po sześćdziesiątce, bo otrzymanie nominacji profesorskiej z rąk prezydenta czasem szkodzi na głowę.
              • angela10086 Re: kosa.bar 19.10.13, 16:05
                no tak,cos w tym jest wink nasz prof ma tylko dziwne przypadki wink
                tylko zwykly specjalista chirurgii dzieciecej, wie czym jest CHOROBA HIRSCHPRUNGA i moja corka miala wszytkie objawy punkt po punkcie. Bylo tak ze szpital diagnozowal i leczył skutek tej choroby, nie zajmujac sie przyczyna i nie potrafili poskladac wszytkiego do kupy w calosc( szpital akademicki ) Co najgorsze falszujac przy tym dokumnetacje medyczna.
                Mam wrazenie ze lekarze nie sluchaja NAS RODZICOW, jesli byc moze sluchali nie byloby sytuacji jak wyzej.
                Nie chce tu wylewac moich zali, ale szlag mnie trafia, jak tu mi taka pani dr jeczy jak jej zle i niedobrze i jest pokrzywdzona! A co z moim dzieckiem? 2,5 roku wylo z bolu brzucha, ale co tam niech wyje, przeciez ja P. DR mam tylko 10 minut na pacjeta- pozniej kop w dupe i dowidzenia bo czas minal tak?
                Na szczescie zdazaja sie jeszcze przypadki gdzie lekarz jest nie tylko lekarzem ale przede wszytkim człowiekiem... Modle sie o to aby nasz prof leczył jeszcze dlugo, bo takich lekarzy jak on brakuje.
              • kosa.bar Re: kosa.bar 19.10.13, 16:36
                Oj tak smile u nas jest profesor- neurolog , który 60 kończył jakieś trzydzieści lat temu wink Ostatnio przepisał mojej pacjentce pięć różnych silnych, wzajemnie wykluczających się leków, po których pacjentka miała makabryczne sny z duchami zmarłych w roli głównej. Z kolei inny wiekowy profesor na studiach zanegował moją wypowiedź, tyle że to był cytat z jego książki big_grin Zdobyłam się na odwagę i przyniosłam książkę, wpisał pozytywną ocenę, ale nie pomyślał żeby przeprosić.
    • guderianka Re: A co ma robić lekarz? 19.10.13, 17:31
      Z lekarzami mam /miałam sporo do czynienia- 90% z nich to super specjaliści i ludzie
      Za to naprawdę kubeł pomyj mogę wylać na personel medyczny niższego szczebla czyli pielęgniarki-tu proporcje są inne -10% to fantastyczni ludzie
      pacjenci też są okropni-mam fajną lekarkę rodzinną i nieraz opowiada załamana o roszczeniowości i braku zrozumienia niektórych, niechęci by czekać na swą kolej 5 minut a nie wejść od razu (w mojej przychodni nie ma kolejek, opóźnień, jest idealnie)
      • hermion-a Re: A co ma robić lekarz? 19.10.13, 19:45
        A zastanawiala sie ktoras, dlaczego weterynarze maja wiecej serca dla swoich pacjentow?
        Oto moje przemyslenia:
        -zwierzeta nie pija, nie pala, nie cpaja, zdrowo sie odzywiaja i duzo ruszaja i ich choroby sa kompletnie przez nie niezawinione
        -zwierzeta nie klamia, nie zatajaja niechcianych faktow ze swojego zycia, nie wymyslaja chorob zeby isc na zwolnienie rete tudziez wyludzic recepte na narkotyczne leki
        -ich agresja wynika tylko i wylacznie ze strachu
        -nie przychodza do weterynarza zeby sobie tak ogolnie pogledzic i ponarzekac i nie wyciagaja listy z 12 dolegliwosciami, ktore nalezy zalatwic w ciagu 20 minut
        -kiedy zdrowieja widac to golym okiem i to daje ogromna satysfakcje (nawet jesli nie chca wyjsc z poczekalni).
        Bardzo zaluje, ze nie zostalam weterynarzem, mysle ze ten zawod musi dawac ogromna satysfakcje.
        • rhaenyra Re: A co ma robić lekarz? 20.10.13, 08:14
          nastawienie, ze ludzie przychodza do lekarza pogledzic klamac i zatajac co sie da
          na dodatek pija, cpaja, chlaja sa agresywni bez powodu ,a na koniec wcale po chamach nie widac zdrowienia

          eee no miodzio big_grin
    • mruwa9 Re: A co ma robić lekarz? 19.10.13, 19:46
      a czemu sie dziwisz? Ekspresjo, sama sie podkladasz swoim rozhisteryzowanym mailem, albo estes bardzo mloda lekarka (max 5 lat po studiach) i slabo jeszcze znasz zycie.
      kazdy kij ma dwa konce: z jednej strony faktem sa roszczeniowi, chamscy pacjenci, traktujacy medykow jak dostawcow pizzy ( na zasadzie- ja place, ja wymagam), z drugiej- przegnily do szpiku kosci system, sprzyjajacy korupcji i niekompetencji ( kto zauwazyl mala wzmianke o tym, ze lekarze musza sie ksztalcic za wlasna, prywatna kase i w swoim prywatnym czasie, ktorego i tak jest nikczemnie malo dla rodziny czy chocby dla najzwyklejszego wypoczynku oraz regeneracji sil? Gdy opuszczalam Polske, jednodniowy kurs kosztowal czasem tyle, ile moja calomiesieczna pensja, a nie zawsze okazywalo sie, ze byly to dobrze wydane pieniadze, kupowalo sie kota w worku. Generalnie system bardzo nie sprzyja rozwojowi zawodowemu).I w tym wszystkim ogromna rzesza uczciwych lekarzy, probujacych robic, co w ich mocy i pracowac tak rzetelnie, jak to mozliwe. Ale w tym skorumpowanym, zgnilym systemie albo pojda pod prad, placac za to wysoka cene (rozwalka zycia rodzinnego, wypalenie), albo sie dostosuja, zgodnie z powiedzonkiem- jesli wlazles miedzy wrony..
      Albo wyemigruja do kraju, gdzie lekarze ciesza sie szacnkiem i gdzie mozna rozwinac skrzydla zawodowo..
      W Polsce system jest tak zepsuty, silnie zhieracrhizowany i oparty o nepotyzm, ze nawet nie pomoze wymarcie dwoch pokolen...ja nie widze perspektyw zmian na lepsze, bo nie ma ani swiadomosci (ordynatorzy i kadra profesorska uczelni medycznych zyja w totalnym oderwaniu od rzeczywistosci i samouwielbieniu dla wlasnego geniuszu), ani woli zmiany (kazdy okopal sie w swoim wygodnym grajdolku i ani mysi z niego wychodzic, czy dzielic sie tym wlasnym torcikiem z "konkurencja").
      Uczciwym pozostaje frustracja lub emigracja.
      Osobiscie polecam to drugie wyjscie. Szkoda zycia na kopanie sie z koniem. Zycie ma sie tylko jedno.
      I masz jedna nauczke: ekspresjo genow, NIGDY nie daje sie pacjentom prywatego numeru telefonu. Chyba, ze masz zupelnie osobny telefon dla pacjentow i mozesz go wylaczyc w kazdej chwli.

      • maj18-98 Re: A co ma robić lekarz? 19.10.13, 20:27
        ciekawe czy za granicą daliby radę tak samo magicznie pracować naraz w kilku miejscach, sytuacja w rodzaju przychodzi baba do lekarza, umówiona na 10 ,pan doktor przyjmuje od 9 ale realnie się pojawia o 13 bo W SZPITALU JEST (z fochem wyjaśniają w rejestracji) tym sposobem kilka etatów ciągnie, cuda normalnie
        budził ktoś lekarza na dyżurze? miałam tę przyjemność, nie polecam
        nie mówiąc juz o sytuacji wielkiej awantury bo Z DOMU go ściągnęłam, w nocy, (dyżur w szpitalu podobno miał)


        taaaak, fochy, chamstwo, brak empatii, korupcja itp wszystko przez niedomytych pacjentów, i cylkistów
        • kosa.bar Re: A co ma robić lekarz? 19.10.13, 22:10
          Za granicą nie muszą ciągnąć kilku etatów, bo za jeden maja taką pensję jak u nas za trzy. Dlatego w ogóle nie ma chętnych, którzy by pracowali wyłącznie w przychodni, moja dyrektorka od kilku miesięcy poszukuje specjalistów.
          Niestety nie wierzę w to,że lekarz, który miał dyżur w szpitalu spał w domu, być może miał dyżur pod telefonem.
          • maj18-98 Re: A co ma robić lekarz? 19.10.13, 23:27
            możesz mi nie wierzyć ale tak było, pamiętaj ze oceniasz po sobie i po środowisku w którym jesteś, to że u was to nie do pomyśenia nie znaczy, ze nie zdarza sie gdzie indziej,
            szpital w moim mieście dostał aparaturę od orkiestry, która jest wykorzystywana, a i owszem w prywatnym gabinecie ordynatora, niemożliwe, a jednak!
            w każdej grupie zawodowej są fachowcy i partacze, wśród lekarzy sytuacja wygląda koszmarnie, jeśli ktoś cierpi na poważną chorobę i miał do czynienia ze służbą zdrowia często, wie doskonale o co mi chodzi,
            w innych krajach studia medyczne to wydatek i inwestycja, u nas jest powszechne przekonanie ze idą na nie najlepsi, leżąc na oddziale endokrynologicznym byłam świadkiem jak pani adiunkt rugała swoich studentów że nie potrafią wymienić hormonów tarczycy i NIE WIEDZĄ GDZIE te tarczycę znaleźć , możecie nie wierzyć ale to szczera prawda
            • mruwa9 Re: A co ma robić lekarz? 20.10.13, 09:34
              maj18-98 napisała:

              >
              > szpital w moim mieście dostał aparaturę od orkiestry, która jest wykorzystywana
              > , a i owszem w prywatnym gabinecie ordynatora, niemożliwe, a jednak!

              Zostalo to zgloszone do WOSP?

              leżąc na oddziale endokrynologicznym była
              > m świadkiem jak pani adiunkt rugała swoich studentów że nie potrafią wymienić h
              > ormonów tarczycy i NIE WIEDZĄ GDZIE te tarczycę znaleźć , możecie nie wierzyć a
              > le to szczera prawda

              a nie bylas przypadkiem tez swiadkiem sytuacji, gdy studenci stali bezczynnie na sali/korytarzu oddzialu, bo pani/pan adiunkt/asystent iemili na nich czasu, pochlonieci np. swoimi prywatnymi sprawami i pacjentami), a czesto jeszcze wprost mowiac studentom: nie zamierzam was niczego nauczyc, bo stanowicie dla mnie potencjalna przyszla konkurencje?

              Caly te system jest przegnily do szpiku kosci.
              I w tym systemie naprawde jest bardzo wielu lekarzy pracujacych rzetelnie i tak uczciwie, jak to mozliwe. I nie masz pojecia, jak im jest trudno,bo albo dostaja w dupe od roszczeniowych pacjentow i chamow, zaczynajacych rozmowe z lekarzem od tekstu " a bo wszyscy lekarze to lapowkarze", albo dostaja w dupe od ordynatora za wychodzenie przed szereg i prace niezgodnie z linia obrana przez ordynatora (wladce absolutnego na oddziale). Albo/i dostaja w dupe od NFZ, ktory nie doszacowuje kosztow procedur i poniekad zmusza lub co najmniej sprzyja kombinatorstwu, zeby dalo sie powiazac koniec z koncem zachowac plynnosc finansowa (oraz plynnosc swiadczen) .
              Dlatego nie jest dobrze i nie bedzie dobrze.
            • kosa.bar Re: A co ma robić lekarz? 20.10.13, 10:09
              Jeśli tak faktycznie było z tym dyżurem i sprzętem to takie sprawy należy zgłosić! W to,że student 5 roku nie wie gdzie leży tarczyca w życiu nie uwierzę, taka osoba przede wszystkim nie miała szans dostać się na studia. Samo zdanie egzaminu wymagało wiedzy przekraczającej zakres liceum, mimo,że byłam najlepsza w szkole musiałam wziąć korepetycje. Jeśli trafił się ktoś słabszy, to i tak nie przebrnął przez pierwszy rok gdy w kółko była anatomia.U nas wyleciał syn sławnego profesora, na nic zdały się znajomości. Na anatomii topografia tarczycy? Nie moja droga, trzeba było znać każdy najmniejszy nerw i naczynie krwionośne, cały ich przebieg w stylu bocznie ogranicza to, przyśrodkowo tamto itp, z zajęć na kolejne zajęcia (2-3 dni nauki) około 50 stron w tym stylu na pamięć! Nie zdajesz sobie sprawy co to było,dziś sama nie wiem jak przez to przebrnęłam. Więc wybacz, ale bajeczki o tym, jacy analfabeci są na medycynie -to nie dla mnie.
        • mruwa9 Re: A co ma robić lekarz? 19.10.13, 22:23
          za granica nie trzeba sie miotac od dyzuru do dyzuru. Praca w jednym miejscu wystarczy.
          Pracujac np. w wymiarze pracy 70% zarabiam o wiele wiecej, niz w Polsce harujac na 1+ 4/5 etatu, co w realu oznaczalo prace przez co najmniej 13 godzin dziennie, wolne mialam jedno przedpoludnie w tygodniu, co druga sobote i niedziele.
          A w porownaniu do innych kolegow po fachu pracowalam wyjatkowo malo.
          I jeszcze jedna wazna sprawa: za granica kursy i szkolenia odbywaja sie w godzinach pracy oraz na koszt pracodawcy.
          Z granica lekarz rano, po nocnym dyzurze ma prawo pojsc do domu i odespac zawrana noc. W Polsce sie to praktyczne nie zdarza, bo ordynator, pan i wladca absolutny na oddziale, nie wyraza na to zgody. Jak ma dobry humor, pozwala zejsc z dyzuru o np. 12 , a zwykle kaze odbebniac pelna dniowke.
          Jak wyglada wydolnosc, zdolnosc koncentracji, o cierpliwosci dla pacjentow nie mowiac, lekarza, po kilkudziesieciu godzinach nieustannej pracy, bez snu i odpoczynku- mozesz sie domyslic.
          • bovirag Re: A co ma robić lekarz? 19.10.13, 22:32
            Nienawidze polskiej sluzby zdrowia. A lekarze, ich teaktowanie pacjentow, kompetencje i wiedzato totalne dno.
            Na cale niezzxzescie mialam w tym roku z nimi duzo doczynienia, poniewaz moja Mama zachowowala i zmarla na raka. Nigdy nigdzie nie czulam sie tak upokozona jak w wielkim szpitalu specjalistycznym na slasku. Nigdy nikt nie traktowal mnie jak intruza, ktory najlepiej jakby zapadl sie pod ziemie. Zostalam skrzyxzana pare razy przez personel oddzialu za nic-potraktowana jak smiec.
            Wiele, wiele jeszxze wy, lekarze musicie sie nauczyc, zeby zdanie spoloeczenstwa o was uleglo zmianie.
            I czasami ciesze sie, ze meka mojej Mamy trwala tylko 2 miesiace, biedna ile lez wylala pezez traktowanie Jej jak smiecia do wyezuxenia pezez sluzbe zdrowia q Polsce.
        • franczii Re: A co ma robić lekarz? 20.10.13, 08:44
          > ciekawe czy za granicą daliby radę tak samo magicznie pracować naraz w kilku mi
          > ejscach, sytuacja w rodzaju przychodzi baba do lekarza, u

          No wlasnie, ja sie tez ostatnio zastanawialam, w sensie ze podziwiam jak oni sobie daja rade. Ze przyjmuja prywatnie w 2 miejscach, maja normalne dyzury i wizyty w szpitalu, mieszkaja 50 km dalej, publikuja, jakis wyklad w szkole medycznej, na ktory tez dojechac trzeba i zawsze oddzwaniaja jesli pacjent sie probowal skontaktowac.
      • sanciasancia Re: A co ma robić lekarz? 19.10.13, 22:58
        > ncji ( kto zauwazyl mala wzmianke o tym, ze lekarze musza sie ksztalcic za wlas
        > na, prywatna kase i w swoim prywatnym czasie, ktorego i tak jest nikczemnie mal
        > o dla rodziny czy chocby dla najzwyklejszego wypoczynku oraz regeneracji sil?
        Dokładnie tak samo to wygląda, jak się jest naukowcem. Kiedyś piękny artykuł napisała o tym Joanna Bator.
        Podejrzewam też, że jak się jest nauczycielem i chce się dokształcić też trzeba to robić za własne pieniądze i w czasie wolnym od pracy.
        • mruwa9 Re: A co ma robić lekarz? 19.10.13, 23:05
          ... i dlatego polska nauka lezy i kwiczy.
          W miedzynarodowym swiecie nauki Polska nie liczy sie zupelnie. I nie moze, przy takim jej traktowaniu ze strony decydentow.
          • sanciasancia Re: A co ma robić lekarz? 19.10.13, 23:36
            > ... i dlatego polska nauka lezy i kwiczy.
            > W miedzynarodowym swiecie nauki Polska nie liczy sie zupelnie. I nie moze, przy
            > takim jej traktowaniu ze strony decydentow.
            Te dziedziny, które nie wymagają wielkich nakładów np. fizyka teoretyczna, mają sie w miarę dobrze.
            • mruwa9 Re: A co ma robić lekarz? 20.10.13, 09:40
              maja sie rownei kiepsko.
              To "naukowcy" dowartosciowuja sie swoja rzekomo wysoka pozycja w swiatowej nauce.
              Czy kiedykolwiek poslcy naukowcy byli realnymi kandydatami do np. nagrody Nobla?
              Owszem, byc moze zdarzalo sie (prof. Wolszczan chyba?) ale pod warunkiem, ze nie pracuja w Polsce.
              • sanciasancia Re: A co ma robić lekarz? 20.10.13, 18:37
                > maja sie rownei kiepsko.
                Mruwa, tak dobrze znasz się na kwantowej grawitacji czy teorii cząstek elementarnych, żeby takie sądy wygłaszać?
                Oraz Noble teoretykom przyznaje się nadzwyczaj niechętnie.
                • mruwa9 Re: A co ma robić lekarz? 20.10.13, 21:37
                  a mozesz podrzucic jakis link, swiadczacy o wybitnym wkladzie polskich osrodkow naukowych do swiatowej nauki w dziedzinie fizyki grawitacji kwantowej?
                  Bo moze rzeczywiscie cos mnie ominelo...
                  • sanciasancia Re: A co ma robić lekarz? 21.10.13, 00:01
                    The Birth of Time: Quantum Loops Describe the Evolution of the Universe
                    • mruwa9 Re: A co ma robić lekarz? 21.10.13, 00:26
                      no tak, ale to zaledwie jedna jedna publikacja i jedna jaskolka, ktora wiosny nie czyni. Niby dobre i to, ale jest to zaledwie wyjatek potwierdzajacy regule ze niemal 40-milionowy kraj praktyczne zupelnie sie nie liczy w swiecie nauki. Kiedys mialam w rece publikacje , ze Polska lezy np. w rankingach cytowan daleko za np. znacznie mniejsza pod wzgledem liczby ludnosci Finlandia czy Szwecja.
                      Nie udalo mi sie teraz znalezc tych rankingow w necie, przerywam poszukiwania z powodu poznej pory, postaram sie poszukac przy najblizszej okazji, bo chce zobaczyc cyferki czarno na bialym wink
                      • paszczakowna1 Re: A co ma robić lekarz? 21.10.13, 14:26
                        Nie masz bliższego pojęcia, o czym piszesz, co nie przeszkadza ci, jak widać, wydawać bardzo kategorycznych (żeby nie powiedzieć mocniej) sądów. Polska w ogólnych rankingach cytowań ma miejsce około 20-te (faktycznie za Szwecją, acz akurat przed Finlandią), tyle że te cytowania rozkładają się bardzo nierównomiernie na dziedziny nauki. Im bardziej dziedzina teoretyczna, tym cytowań więcej. W biologii, medycynie, naukach o Ziemi (już o naukach społecznych nie mówiąc) nas nie ma w 1-szej dwudziestce. W matematyce natomiast to miejsce 14, w fizyce 14-15 (zależy, które lata liczyć), w chemii 17 (dane np. tu: archive.sciencewatch.com/dr/cou/2011/ ) - ale w fizyce i chemii cytowania pochodzą głównie z fizyki cząstek elementarnych, teorii grawitacji, astrofizyki, i chemii kwantowej/teoretycznej.
    • kotobala No i co ma zrbić ten biedny lekarz... 20.10.13, 00:29
      metromsn.gazeta.pl/Wydarzenia/1,126477,14791071,Poznan__Odsuneli_lekarke_z_Krysiewicza__ktora_straszyla.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_Metro
      A może jakie konsekwencje wyciągnąć z tych "profesjonalnych" zachowań pani???
      I gdzie tu ODPOWIEDZIALNOŚĆ lekarza? Pytam. Gdzie?

    • memphis90 Re: A co ma robić lekarz? 20.10.13, 08:47
      Jeśli 50% Twoich pacjentów wspominasz źle, to rzeczywiście jest nieciekawie. Ja wspominam z dreszczem pojedyncze jednostki (za to z jakim dreszczem...), większość ludzi jednak lubię, warknąć na chama zdarzyło mi się chyba z 2-3 razy. Większość nerwusów wchodzi nabuzowana, bo kolejki, bo niemiła pani w rejestracji, bo ostatnio trafili na mruka, i w dużej mierze od nas zależy, czy ich wytonujemy, czy wdamy się w kłotnie nt. firm farmaceutycznych, kolejek, długopisów i oczu premiera Tuska.

      Za to mam regularny mobbing w pracy, więc zazdroszczę wszystkim tym, którzy spokojnie pracują sobie z POZ...
      • kosa.bar Re: A co ma robić lekarz? 20.10.13, 09:01
        U mnie w POZ też zbyt spokojnie się nie pracuje. Dyrektorka faworyzuje swoje dwie koleżanki, reszta musi błagać szanowną panią o urlop, najlepiej jechać w listopadzie albo marcu. Dowiaduję się z dnia na dzień,że mam zmianę godzin, wizyty, albo popołudniówkę.Do tego marne pensje, śmieciowe umowy i ciągłe zastraszanie. Wolę zdecydowanie kontakt z pacjentami niż samą atmosferę w pracywink
    • suazi1 Jak to co???? 28.10.13, 09:52
      Zakasać rękawy i zapier... W końcu za coś wam płacą. A jak chce się leżeć i pachnieć, to trzeba było zawczasu pomyśleć o innym zawodzie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka