ekspresja_genow
18.10.13, 10:30
Pewnie na mnie naskoczycie, bo jestem lekarzem. A lekarzy tu się nie lubi. No, ale spróbuję.
Na forum co jakiś czas ukazują się portrety lekarz-potworów, a niedouczonym debilem i konowałem jest 99 na 100, no może 96 %.
Nie twierdzę, że wszyscy, powtarzam wszyscy lekarze sa ok. Wieloletnie zaniedbania, w tej chwili negatywna selekcja, zły system kształcenia, brak mistrza-mentora zrobiły swoje.
Nie bez znaczenia są też zarobki- nasza grupa zawodowa zarabia nie najgorzej, jednak jeśli przeliczyć to na czas pracy ( także w nocy i dni wolne od pracy), stres, warunki nie są to kokosy.
Lekarze ( zresztą inni pracownicy służby zdrowia- oj nie lubię określenia służby, ale niech będzie) są na pierwszej linii frontu i oskarża się nas o wszystkie możliwe grzechy: NFZ, firm farmaceutycznych, konsultantów krajowych i wojewódzkich, ordynatorów, dyrekcji szpitali , a nawet Pana Boga ( choroby i śmierć). Bo musi być winny.
Tyle tytułem przydługiego wstępu.
Ustaliliśmy, że lekarze, oczywiście po za bardzo nielicznymi wyjątkami, są źli. Ale czy pacjenci, tak chetnie nas krytykujący są ZAWSZE w porządku?
W swoim zawodowym życiu spotkałam mniej więcej połowę mądrych, sympatycznych, normalnych, współpracujących pacjentów ( i ich rodzin) i tyle samo takich, o których chciałabym jak najszybciej zapomnieć, ale nie zawsze się da.
Zacznijmy od tego, że pacjent ma PRAWA a my OBOWIĄZKI.
Oto niektóre prawa:
# prawo do intymności. ( Co mamy zrobić i jak je przestrzegać, skoro na sali lezy 6 zamiast 4 chorych a odległość między łóżkami nie przekracza 1 m?)
# prawo do informacji ( co mamy zrobić jeśli usiłujemy coś wytłumaczyć, ale pacjent wie lepiej bo trafił juz do dr Googla i opowiada nonsensy).
#prawo do opieki przez rodzinę ( co mamy zrobić jesli na wspomnianej sali lezy ciężko chory a u sąsiada jest 5 osób opowiadających co się zdarzyło na imieninach cioci Kloci).
Jak mamy reagowac na:
@ arogancję ze strony rodziny i pacjentów?
@próby uzycia wobec nas siły? ( kilkakrotnie po dyzurach w Izbie Przyjęć wróciłam z zasinieniami na przedramionach)?
@ groźby pod naszym adresem i naszych rodzin?
\Co mamy zrobić gdy na umówioną wizytę przychodzi pacjent, który używał wody i mydła przed miesiącem- przy czym nie jest to osoba obłoznie chora tylko zwyczajnie niechlujna. Nadmieniam, że ukończone studia medyczne nie pozbawiają nas zmysłu powonienia.
Co mamy zrobić, gdy pacjenci notorycznie kłamią, zmieniają zlecenia a gdy stan się pogorszy wracają i....winią nas?
Jak mamy tłumaczyć, że nie mamy wpływu na ceny leków i terminy niektórych badań/konsultacji?
W jaki sposób mamy kompleksowo zająć się pacjentem, gdy mamy w poradni specjalistycznej 20 minut na jednego chorego? ( a lekarze pierwszego kontaktu kwadrans)?
Jak mamy w końcu tłumaczyć, że pracujemy tak jak wszyscy inni ludzie, również dla pieniędzy, że mamy domy a w nich czekające dzieci ( tak odmówiłam przyjęcia 2 niezapisanych pacjentów, bo musiałam odebrać dzieci z przedszkola- i tak zwykle wychodzą ostatnie), że wyjeżdżamy na urlopy i niekoniecznie chcemy prowadzić długie rozmowy telefoniczne z drugiego końca świata ( bo kiedyś nieopacznie i z dobrego serca daliśmy DO JEDNORAZOWEGO KONTAKTU prywatny numer), że popołudniami jesteśmy matkami, córkami, żonami, siostrami i podany numer ( powód j.w) nie powinien być nadużywany i nie dzwoni się do nas po nocy.
I przy tych wszystkich PRAWACH pacjentów i OBOWIĄZKACH z naszej strony może warto pamiętać, że też : my chorujemy, chorują nasze dzieci, współmałzonkowie i rodzice, miewamy kłopoty osobiste i rodzinne, bywa, że finansowe i całkiem przyziemne takie jak miesiączka czy czekający nas egzamin. Zdarza się, że jadąc do pracy złapie nas policja i zapłacimy mandat. Tak, nie powinno to wpływać na jakość naszej pracy, ale jak już kilkakrotnie wspominałam jesteśmy ludźmi. O czym pamięta 50% pacjentów i ich rodzin ale druga połowa .......nie, nie będę pisała - odsyłam do licznych wątków na nasz temat.