jj0909
15.11.13, 21:03
byliśmy z mężem. Dzieje się u nas żle od dawna, córka na tym bardzo cierpi.
wszyscy jesteśmy chorzy na chorobę niuleczalną i wstrętną.
Jak dowiedziałam się o chorobie córki zwariowałam, poświęciłam się jej, mąż
odszedł na bok, ja byłam w depresji. Trwało to rok, ale pomimo tego ze od tego czasu
minał więcej niż rok, ja "zeszłam" już dawno temu na ziemię dalej jestem obwiniona za wszystko.
Wg mnie mąż ma ciężką nerwicę od dawna, jego dzieciństwo to zero miłości rodziców,
nie ma przyjaciół, nikogo. Popełniłam błąd, przyznałam się , zrozumiałam, przeprosiłam,
ale dupa, nic nie dało.
W poniedziałek jego słowa brzmiały - pójdzmy do negocjatora psychologa bo się kłocimy,
chcę być z tobą, dzisiaj powiedział że chce odejść bo ma dosyć, bo w nic nie wierzy.
Wg mnie typowa depresja.
Ja nie wiem co robić????????????/