Dodaj do ulubionych

po sesji u terapeuty

15.11.13, 21:03
byliśmy z mężem. Dzieje się u nas żle od dawna, córka na tym bardzo cierpi.
wszyscy jesteśmy chorzy na chorobę niuleczalną i wstrętną.
Jak dowiedziałam się o chorobie córki zwariowałam, poświęciłam się jej, mąż
odszedł na bok, ja byłam w depresji. Trwało to rok, ale pomimo tego ze od tego czasu
minał więcej niż rok, ja "zeszłam" już dawno temu na ziemię dalej jestem obwiniona za wszystko.
Wg mnie mąż ma ciężką nerwicę od dawna, jego dzieciństwo to zero miłości rodziców,
nie ma przyjaciół, nikogo. Popełniłam błąd, przyznałam się , zrozumiałam, przeprosiłam,
ale dupa, nic nie dało.
W poniedziałek jego słowa brzmiały - pójdzmy do negocjatora psychologa bo się kłocimy,
chcę być z tobą, dzisiaj powiedział że chce odejść bo ma dosyć, bo w nic nie wierzy.
Wg mnie typowa depresja.
Ja nie wiem co robić????????????/

Obserwuj wątek
    • neffi79 Re: po sesji u terapeuty 15.11.13, 21:13
      jezeli on ma depresję, to po co idziecie na wspólną terapię, najpierw on musi chcieć iśc na indywidulaną, to będzie pierwszy krok.
      Dodatkowo Ty, by umiec życ z taka osobą
      potem ew. wspólnie
      tak myslę...
      • jj0909 Re: po sesji u terapeuty 15.11.13, 21:39
        to wygląda na depresję wg mnie, ale czy nią jest - osądzić musi psychiatra.
        W Ciągu kilkunastu lat bycia razem o tym, ż enie chce być zemną słyszałm kilka razy
        to tak na marginesie. Taka sinusoida uczuciowa. Ale po prostu wierzyłam
        w lepsze jutro.
        A traz jesteśmy zawieszeni, a jeszcze w wakacje byliśmy na pięknej kilkudniowej wycieczce którą
        mile wspominamy, byliśmy sami.
        Ja wiem że wiele par się rozwodzi i żyje dalej.
        Wiem, ze dzieci jakoś funkcjonują pomimo traumy.
        Teraz jestem w stanie złości , nienawiści i agresji na to wszystko.
        Podobno dopiero obojętność to stan nieodwracalny...

        • kariwitch00 Re: po sesji u terapeuty 15.11.13, 21:52
          pomijając jego stan psychiczny, jak on motywuje to że chce odejść, dlaczego chce to zrobić co ci dokładnie mówi?
          • jj0909 Re: po sesji u terapeuty 15.11.13, 23:13
            ma tego dość, ma dosyć walki o władzę, jest odtrącony od dziecka.
            Dodam ze moje prośby od roku np. zajmij się młodą, pojedż, zabierz itp
            kończyły się fiaskiem ,bo nie chciał nigdy jechać tam gdzie ona, tylko sam wybierał
            cokolwiek a moje dziecko że nie chce. o i po wekendzie .
            Na jej jakiekolwiek nieposłuszeństwo reagowął obrazęniem i nieodzywaniem.
            No to się buntowałam ż etak się dziecka nie wychowuje i tak w kółko to samo.
            • ichi51e Re: po sesji u terapeuty 15.11.13, 23:22
              Moze lepiej niech odejdzie? Po co wam zyc z kims tak foszastym?
            • zielona.limonka Re: po sesji u terapeuty 15.11.13, 23:38
              Powinien iść na terapię dla DDD, skoro był całe życie odtrącany, to mu się dziwisz, że ma problem ze sobą i z dzieckiem? Jest poraniony i nie umie inaczej. Jeśli ci zależy na małżeństwie, to poszukaj mu terapii i namów, żeby poszedł.
              • zielona.limonka Re: po sesji u terapeuty 15.11.13, 23:39
                Jeszcze jedno - byliście u psychologa i psycholog nie zauważył, że mąż jest w depresji?
                • jj0909 Re: po sesji u terapeuty 16.11.13, 01:05
                  na szczęście zauważyła i wysłala do psychiatry.
                  Mąż od początku jest zraniony i trudny, to co dziś mówił nie zna miłości w domu
                  nie mógł liczyć na nikogo w zyciu oprócz siebie, nie ma przyjaciół.
                  Nie potrafi się kłócić, obraża się na krytykę, jednocześnie krytykując mnie i córę
                  non stop. Jest perfekcyjnie pedantycznie odpowiedzialny za wszystko.
                  Ponieważ jego matka nigdy nie okazywała miłości patrzy się na mnie jak na idiotkę,
                  że jak ja się zachowuję do dziecka.
                  W chorobie córki po 2 miesiącach się wycofał z leczenia, opieki, w e mnie narosła
                  niechęć do niego z dnia na dzień ż etak postępuje.
                  Ale wybaczyłam, niestety nie potrafi zrozumieć że miłość matki do chorego dziecka
                  jest tak silna, że inni się nie liczą.
                  Odizolował się od nas, stwierdził że zajęłam się dzieckiem na 200% i dla niego nie ma
                  miejsca.
                  kużwa, a on był tak potrzebny wtedy.


                  • paul_ina Re: po sesji u terapeuty 16.11.13, 04:22
                    Życzę Ci bardzo, bardzo dużo siły. Pomodlę się dziś za Ciebie i dziecko.

                    A co do chłopa - u znajomych męża zdarzyła się podobna historia, dziecko zachorowało na białaczkę, matka z dnia na dzień dosłownie ruszyła niebo i ziemię i całkowicie poświęciła się walce o syna - walce wygranej, bo mija właśnie 10 lat jak chłopiec dostał ostatnią chemię i ma się znakomicie - pan mąż w międzyczasie nie mógł zrozumieć, jak można całe swoje życie podporządkować chorobie dziecka i się wyprowadził.
                    Do dziś tuła się spędzając czas z tą czy inną nową narzeczoną.
                    Niedawno - niespodzianka - mój mąż zażartował do niego, że wszystko zmierza do powrotu do pierwszej żony... No co - niespodzianka - usłyszał: Próbowałem, nie chciała.

                    Nie wiem jak poważna jest choroba Twojego dziecka, jeśli jest śmiertelnym zagrożeniem - ja bym chyba nie marnowała energii na 'ratowanie związku' w takiej sytuacji, bo w takiej sytuacji - obowiązują priorytety. Oboje rodziców powinny obowiązywać. Jeśli jedno tego nie rozumie, to jest dysfunkcyjne i ma zrobić porządek ze sobą - drugie w tym czasie walczy o dziecko i ma prawo czuć do pierwszego żal.
                    • jj0909 Re: po sesji u terapeuty 16.11.13, 08:00
                      na szczęście to nie jest to tak ciężka choroba, ale potrafi zniszczyć wszystko.
                      Jest tykającą bombą zegarową. wszyscy mamy problemy z nią.
                      A mąż to typowe DDD. Naczytałam się w nocy dzisiaj i sama niewiem jak żyć.
                      Ja od roku się uspokoiłam z moją depresją, leczeniem córy.
                      Ale ze strony meża zaczęła się tresura ze dziecko niewychowane, oczywiście moja wina.
                      On chowany w domu na styl niemiecki to samo przekazuje córze.
                      a ja wychowana w miłości i ciągłym życiu rodziców dla dzieci nie potrafię byc inna.
                      dla mnie to lepsze niż niemiecki porządek.

                      • jj0909 chyba przed chwilą poełniłam błąd 16.11.13, 08:32
                        powiedziałam że go potrzebuję, ze nie tylko córka, ale on też jest mi potrzebny.
                        Usłyszałam: nie widzę tego. POtwierdziłam, zę tak teraz faktycznie żyjemy
                        na krawędzi, nienawidzimy się wręcz.
                        Ale musimy popracować, zmienić podejście, chodzić na terapię.
                        a on na to ze kupi mieszkanie i się wyniesie do czasu aż córa skończy podstawówkę,
                        potem się sprzeda dom.
                        Wczoraj na sesji umówliśmy się na następne spotkanie. Psycholożka prosiła go o nie podejmowanie tak ważnych decyzji w stanie psychicznym jakim jest teraz.


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka