Piszę tu, z uwagi na to, że nie raz obserwowałam Wasze zaangazowanie w pomoc, trzeźwe spojrzenie na sytuację i mądrość życiową.
Sprawa jest tragiczna.
3 miesiące temu mój 24 letni brat odebrał sobie życie

Cierpienia nie da się opisać, ale nie o tym.
Zostawił list, gdzie za wszystko obwinił swoją partnerkę. Wiedzieliśmy, ze dzieje się u nich źle ale nie do tego stopnia. Siostra odwiedzająca ich mówiła nam, że się kłócą, że ona go strasznie wyzywa, że jest psychicznie chora. On sam skarzył się na nią, mówił, że go szantażuje, że odejdzie, że odbierze mu ukochaną córeczkę, doprowadzała go do ostateczności. Zaznaczam, że brat był bardzo wrażliwym, spokojnym chłopakiem. Nie miał zadnych nałogów.
I teraz pytanie. Zostało dziecko. 4 letnia dziewczynka, której chrzestnym jest mój mąż.
Nie wiem co robić. Nienawidzę tej kobiety, tej która odebrała nam brata. Ale jest dziecko, jego ukochana córeczka, nie chcę stracić z nią kontaktu. Co zrobić?
Z jednej strony może powinnam wybaczyć (jestem wierząca), ale nie umiem, nie umiem spojrzeć jej w oczy

Ona sobie normalnie zyje, znajomi mówili, ze widzą ją zadowoloną
Moja rodzina, rodzice strasznie cierpią. Mama nie chce stracić wnuczki, zacisnełą zęby i ostatnio zaprosiła je do domu!!! Powiedziała, że jest wierząca i modli sie o to by Bog pozwolił jej przebaczyć. Że robi to tez dla dziecka.
Ja tak nie umiem.
Co byście zrobiły na moim miejscu? Wolałybyście nie widzieć dziecka już nigdy? Olać ją? (ukochana córka brata i mąż chrzestny). Czy zacisnąc zęby i kontaktować sie tylko po to by nie stracić z małą kontaktu.
Pomóżcie