mój syn w piątek zwichnął obojczyk (to tak w dużym skrócie), doszło do zerwania torebki stawu mostkowo-obojczykowego.
udało nam się dostać do ortopedy tego samego dnia. ten początkowo chciał założyć synowi gips ale w końcu uznał,ze nie będzie go męczyć i dał zlecenie na ortezę barkową.
dziś poszłam do szkoły po nr polisy, potem pojechałam do nfz-u po pieczątkę do refundacji, potem do sklepu ze sprzętem ortoped. i-tadam! okazało się,że na zleceniu było założenie zwykłego temblaku,takiego do podtrzymywania złamanej ręki.
przy urazie takim jak ma syn to ten temblak można sobie w buty wsadzić bo ma takie działanie jak wit. c na raka piersi

po paru konsultacjach m.in. z rehabilitantką kupiłam mu kamizelkę- typową ortezę wyłączającą z ruchu cały bark i obojczyk.
koszt- 200zł bo nie miałam na to zlecenia i w związku z tym refundacji, która w tym przypadku wyniosłaby 140 zł- czyli całkiem sporo
pani w sklepie poradziła mi,żebym wróciła do lekarza i uprosiła o nowe zlecenie- tym razem na tę kamizelkę i ona mi zwróci te 140 zł.
przewiduję kłopoty bo lekarz był niemiły, nie bardzo chciał słuchać i rozmawiać.
co byście zrobiły na moim miejscu?