anorektycznazdzira
29.12.13, 13:35
Byłam wczoraj. Obejrzałam wczoraj. W 3D. Do końca. Mimo narastającego poczucia, że ktoś kto napisał scenariusz musiał być nawalony, a już na pewno z książki przeczytał tylko tytuł na okładce.
1. z doopy wzięte postacie, które nigdy się w historii nie pojawiły i ich wątki, mniej lub bardziej (zwykle mniej) pasujące do całości
2. opuszczone lub potraktowane hasłowo wątki, które w książce faktycznie były
3. praktycznie brak tak cudownego w książce poczucia humoru i nastroju, jedynego w swoim rodzaju
4. wszechobecne i na siłę budowane poczucie grozy, pitolenie co drugi kadr o nadciągającej ciemności- IMO po to, aby na siłę Hobbita "zintegrować" z Władcą pierścieni.
5. w ramach powyższego sporą część filmu zajmuje wyprówanie flaków i odcinanie głów orkom. Tym, których to dziwi, bo czytali książkę śpieszę wyjaśnić, że do tego celu użyto tych z tyłka wziętych postaci, których w historii nie było.
6. tysiące mniejszych i większych niezgodności, które można byłoby wybaczyć, gdyby występowały samodzielnie, ale wobec totalnego zdemolowania historii jako takiej rażą i przeszkadzają.
Oczywiście- w warstwie wizualnej super, charakteryzacje, rekwizyty, pejzaże, "scenografia" cudne,
ale jak chcieli nakręcić swoją własna bajkę o wuj-wie-czym, to nie trzeba było se geby wycierać Tolkienem.