Dodaj do ulubionych

Problem rodzinny

15.01.14, 12:26
Pisze tego posta, bo chcialam prosic o rade – jakie sa moje opcje w tym zwiazku?

Jestem z moim partnerem w zwiazku od 14 lat, mamy trojke dzieci (corki 12 i 4 lata, syna 9 lat). M. jest typem samotnika. To ten typ faceta, ktory oczekuje adoracji nie dajac zbyt wiele w zamian (nie pamieta, a raczej nie dba o urodziny, okazje – dla przykladu – w czasie trwania naszego zwiazku dostalam od niego 4 prezenty urodzinowe i raz gwiazdkowy – wszystko inne ‘zalatwiam’ sama, nigdy nie kupil dzieciom prezentu na urodziny czy gwiazdke, ale zawsze bardzo chetnie zbiera od nich podziekowania), nie pomaga w domu (i ma to na wytlumaczenie typu – odkurzylem, ale zaraz znowu bylo brudno, wiec sie zniechecilem) – po 6 miesiacach w nowym domu nie umie wlaczyc piekarnika, czy uruchomic pralki. W czasie naszego zwiazku raz (!) ugotowal obiad, pod moje dyktando – mialam zapalenie pluc i 40 stopni goraczki.

W zeszlym roku przeszlismy powazny kryzys. Poniewaz do tej pory bylo tak, ze to ja ciagle naklanialam M. do robienia czegos ‘wspolnie’ postanowilam dac mojemu partnerowi ‘wolna reke’I zobaczyc co z tego wyniknie – nie naklaniac go do spedzania czasu ze mna czy dziecmi – oczywiscie pytam go czy chce do nas dolaczyc jesli sama planuje jakies wyjscie oraz czasem luzno rzucam propozycje wspolnego spedzenia czasu, ale jesli nie chce, to robie swoje. W odpowiedzi na powyzsze jego przecietny plan dnia wygladal nastepujaco – wyjscie do pracy o 8 rano, powrot ok 21-22, czasem ze wzgledu na ilosc obowiazkow, czasem, bo po pracy szedl jeszcze na piwo z kolegami (dzieci chodza spac o 21.30, wiec czasem udawalo mu sie poczytac im przed snem, albo chwile porozmawiac), praca nad wlasnym projektem przed komputerem do oporu (1-2 nad ranem), padniecie spac. W weekend jeden dzien to jego spanie do 13-14, potem kilkugodzinna kapiel i komputer (z przerwa na wspolny obiad – aktywnosc rodzinna); drugi – komputer lub wspolne wyjscie (wyjscie srednio raz na miesiac). Czesto wyjezdza sluzbowo (w sumie w czasie ostatniego roku spedzil 3 miesiace poza domem). Dodam, ze nie mamy problemow finansowych – jego praca etatowa wystarczy by sie utrzymac. Projekty po pracy robi w ramach wlasnego rozwoju (jest informatykiem) i myslac o tym, zeby w perspektywie pracowac na wlasny rachunek (tak jest od 14 lat) – proponowalam, zeby zrezygnowal z pracy, albo przeszedl na mniejszy wymiar godzin (mamy oszczednosci wystarczajace na pol roku zycia na tym samym poziomie), i skonczyl jakis projekt w tym czasie, ale nie chce. Ja zajmuje sie domem i pracuje dorywczo – bede szukac pracy na pelen etat po wakacjach, gdy najmlodsza corka pojdzie do szkoly.

Jako dodatek do braku czasu, zdarza sie, ze M. jest stosuje przemoc psychiczna w stosunku do mnie (kazda wymiana zdan i proba przedyskutowania czegos zaczyna sie od tego, ze mnie sprowadza werbalnie do parteru – ostatnio staram sie pisac do niego maile, zamiast rozmawiac) i syna, zdarza mu sie rowniez popchnac syna, pociagnac go za ucho czy wlosy, uderzyc. Mowi, ze nie umie go kochac (mowi to mi, nie synowi), ale stara sie byc dobrym tata, na ile moze. M. sam pochodzi z domu gdzie przemoc byla na porzadku dziennym (psychiczna i fizyczna). Jego model wychowywania dzieci to tresura. Ma bardzo duze wymagania w stosunku do mnie i dzieci (poza najmlodsza corka, ktora jest jego oczkiem w glowie, wiec jesli w ogole spedza z nia czas, traktuje ja z miloscia), bardzo niskie w stosunku do siebie – ostatnio na przyklad zrobil mi afere, bo odwiesilam scierke w kuchni kolo kuchenki zamiast kolo zlewu, co jego zdaniem jest glupie, z drugiej strony sam zupelnie nie dba o porzadek. Z drugiej strony jest inteligentny, ma swietne poczucie humoru, potrafi cos zorganizowac (jesli mu sie chce) – problemy zaczynaja sie, jesli cos idzie nie po jego mysli lub stawia sie jakies wymagania.

Efekty?

Syn stwierdzil, ze lepiej sie czuje gdy taty nie ma w domu, bo jest spokojniej i mniej stresujaco; starsza corka powiedziala, ze tacie nie mozna ufac, bo jesli cos obieca, to albo zapomina, albo jest zbyt zajety, zeby to zrobic. A najmlodsza corka zaczela go traktowac jak kogos obcego (nie chciala sie z nim bawic, dawac buziaka na dobranoc, uciekala do mnie – traktowala go mniej wiecej jak babcie, ktora widuje raz na rok). Gdy M. to zauwazyl, zaczal wracac nieco wczesniej z pracy, spedza jakies 30 min z dziecmi, ale za to przestal prawie zupelnie rozmawiac ze mna, bo nie ma na to czasu (ilosc czasu spedzonego przy komputerze pozostala bez zmian).

Nie chce go zmieniac i do pewnego poziomu rozumiem czemu taki jest. Ale to nie znaczy, ze chce zyc w taki sposob. Proponowalam mu terapie (wspolna, badz indywidualna), ale nie ma czasu (i ochoty). Pytanie – czy zycie w takim domu jest lepsze dla dzieci niz rozbita rodzina? Moj pierwszy plan ‘pokryzysowy’ byl taki, zeby zostac w tym zwiazku do momentu osiagniecia dojrzalosci przez dzieci, zeby nie burzyc im swiata, ale zaczynam watpic, czy to ma sens. Mam wrazenie, ze jego tez to stresuje (co jakis czas rzuca niby w zartach, ze chetnie by sobie kupil kawalerke, zeby tam zamieszkac).

Nie prosze o ocene moich poczynan (typu czemu mam 3 dzieci z z tym konkretnym facetem), a raczej o spojrzenie z boku – moze jest cos, co mi umyka w tym obrazku? Moze tak po prostu wyglada zycie? Ja niestety nie mam obrazu jak powinna wygladac rodzina (moja rozpadla sie gdy mialam 9 lat, a potem bylam czesciowo opuszczona przez rodzicow, albo przerzucana pomiedzy jednym a drugim).

Chetnie dopisze jakies szczegoly, jesli cos wymaga doprecyzowania – ten post I tak jest dlugi, a nie wiem co jeszcze moze byc istotne.
Obserwuj wątek
    • karolajna83g Re: Problem rodzinny 15.01.14, 12:39
      Hmm....

      A jak u was z seksem?
      Moze on Cie zdradza i dlatego rzuca mimochodem o tej kawalerce?
      • good-wood Re: Problem rodzinny 15.01.14, 12:56
        Od czasu kryzysu seks praktycznie nie istnieje (trudno sypiac z kims, kto Cie generalnie olewa), aczkolwiek teksty na temat, ze moze byloby mu lepiej mieszkac oddzielnie pojawialy sie 'od zawsze', nawet gdy bylo dobrze.

        Mam wrazenie, ze ta kawalerka to raczej kwestia myslenia typu - chcialbym miec rodzine, ale tak, zeby mnie nie ograniczala w zaden sposob
        • karolajna83g Re: Problem rodzinny 15.01.14, 13:10
          Jesli mozesz...chyba dalabym mu wolna reke i nawet namawiala go do tego, zeby sobie te kawalerke kupil. Ty tez zaczniesz nowe zycie, dzieci w sumie odetchna...
          Bez zadnego rozwodu, tak po prostu. Zobaczysz, co z tego wyniknie..moze zateskni za ogniskiem domowym? Czasem rozlaka jest dobra.
    • agni71 Re: Problem rodzinny 15.01.14, 12:49
      Smutny te post.

      Odpowiem na twoje pytanie:

      > Nie prosze o ocene moich poczynan (typu czemu mam 3 dzieci z z tym konkretnym f
      > acetem), a raczej o spojrzenie z boku – moze jest cos, co mi umyka w tym
      > obrazku? Moze tak po prostu wyglada zycie?

      Nie, nie tak to wygląda. Ludzie wiążą się ze sobą by się wspierać. U was tego nie ma. Nie wiem, co ci doradzić.
    • ichi51e Re: Problem rodzinny 15.01.14, 12:52
      Niech kupi ta kawalerke pomieszka tam i zobaczycie czy bedzie wam lepiej.
      Ja bym na miejscu waszejnrodziny modlila sie zeby sie zabral.
      • ioanna80 Re: Problem rodzinny 15.01.14, 13:13
        Popieram. Znam taki przypadek z życia, po podziale na dwa mieszkania okazalo sie ze pan i posprzątać w domu umie, i nastawić pranie, a zaproszony na obiad umie go docenić a nie traktowac jako "nalezy sie". No i po paru miesiącach znów są razem, facet trochę na cenzurowanym ale widać ze trochę dotarlo...
      • dantonka Re: Problem rodzinny 15.01.14, 13:30
        > Ja bym na miejscu waszejnrodziny modlila sie zeby sie zabral.

        Powiedz jej to po rozstaniu z mężem, kiedy nie będzie mogła uporać się z małym dzieckiem (4 lata) i dwójką niedużych (9 i 12 lat), bo będzie musiała sama zapewnić byt czteroosobowej rodzinie (same alimenty nie wystarczą)
        • ichi51e Re: Problem rodzinny 15.01.14, 14:34
          Alex ja nie mowie zeby sie rozwiedli - tylko zeby pan soe wyprowadzil - teraz i tak go nie ma w sumie.
          • thea19 ale oni slubu nie maja 16.01.14, 17:36
            wiec wyprowadzka sama w sobie jest rozwodem
    • bri Re: Problem rodzinny 15.01.14, 12:56
      Ciężko prorokować, co będzie się działo po Twoim ewentualnym rozstaniu z mężem, a tylko mając tą wiedzę można stwierdzić co byłoby lepsze dla dzieci. Żyjąc w takiej rodzinie jak w tej chwili nie mają szansy nauczyć się, co oznacza bliski, ciepły związek kobiety i mężczyzny, zapewne same czują dotkliwy brak wsparcia ze strony ojca.

      Niestety jeśli mąż nie czuje bliskiej więzi z dziećmi to po rozwodzie może kompletnie odmówić Wam wsparcia finansowego, a dodatkowo zatruwać Tobie życie na milion sposobów.

      Moja córka jest bardzo wrażliwa na to co się dzieje między mną a moim mężem, wszystkie nasze problemy natychmiast po niej widać - robi się marudna, trudno jej się skoncentrować, widać, że jest nieszczęśliwa, zaczyna obgryzać paznokcie, zamykać się w sobie, traci pewność siebie, kłóci z koleżankami, gorzej śpi. Myślę, że byłaby zupełnie innym dzieckiem niż teraz, gdyby w domu panowała non-stop cicha wrogość.
    • default Re: Problem rodzinny 15.01.14, 13:03
      Wiesz, jak ja bym robiła od 8 do 21, a potem jeszcze po nocy pisała programy komputerowe, to też bym spała w weekend do 14-tej, a dziećmi zajmowała się góra 30 minut dziennie i nie miała głowy do rodzinnych wyjść i prezentów.
      Facet tyra ja dziki, ma cztery osoby poza sobą na utrzymaniu, więc pewnie nie ma wyjścia. Twój postulat: "zeby zrezygnowal z pracy, albo przeszedl na mniejszy wymiar godzin (mamy oszczednosci wystarczajace na pol roku zycia na tym samym poziomie)," jest dziecinny - a po pół roku, jak przejecie oszczędności to co ?
      Ja tam w facecie z Twojego opisu nic specjalnie dramatycznego nie widzę - ot, zwyczajny urobiony po pachy, znerwicowany chłop, z przeciętnym dla facetów poziomem empatii i zaangażowania. Nie Matka Teresa, ale i nie patologiczny przemocowiec.
      Idź do pracy, odciąż go finansowo, wtedy może zwolni i znajdzie więcej czasu dla Was.
      • triss_merigold6 Re: Problem rodzinny 15.01.14, 13:15
        A każe mu ktoś?
      • princesswhitewolf Re: Problem rodzinny 15.01.14, 13:16
        facecie z Twojego opisu nic specjalnie dramatycznego nie widzę

        default. Nie doczytalas. Jak ojciec mowi ze nie umie kochac syna to bardzo powazna sprawa!
        • default Re: Problem rodzinny 15.01.14, 13:34
          princesswhitewolf napisała:

          > default. Nie doczytalas. Jak ojciec mowi ze nie umie kochac syna to bardzo powa
          > zna sprawa!

          Doczytałam. Owszem, sprawa poważna, ale skoro już mówi - to nie jest tak źle, zidentyfikował problem. Może chce nad tym popracować.
          Ale OK, nie będę się upierać - facet jest do odstrzału, wystawienia za drzwi i w ogóle, autorko - nagrywaj wszystko co mówi i pisz pozew.
          • good-wood Re: Problem rodzinny 15.01.14, 13:56
            Mowi, aczkolwiek nie chce isc na terapie, bo szkoda mu na to czasu.
          • princesswhitewolf Re: Problem rodzinny 15.01.14, 14:47
            nie no bez przesady z rozwodami natychmiast. Zwiazek to cos nad czym nalezy pracowac a nie szukac chodzacego idealu.
            Rzecz w tym ze tam jest powazny problem skoro ojciec nie kocha syna. Moze nie zidentyfikowal tylko bredzi jak potluczony by dokopac matce. Zdecydowanie rodzina gdzie terapia potrzebna
      • antyideal Re: Problem rodzinny 15.01.14, 13:16
        Praca jest po to, zeby miec swiety spokoj od rodziny, wg.mnie.
        Facet odcina sie od zycia rodzinnego jak moze. Nie dziwie sie autorce, ze nie chce takiego zycia.
        Zachowan przemocowych tez nie bagatelizowalabym. Ogolnie jest emocjonalnie zamkniety,
        trudny typ. Moze rzeczywiscie powinien zamieszkac osobno, na próbę? wynajac cos, moze
        sobie uswiadomi, ze "rodzina nie cieszy gdy jest a kiedy jej nie ma samotnys jak pies"smile
        i sprobuje powalczyc ze sobą i swoim samotnictwem.
      • naturella Re: Problem rodzinny 15.01.14, 13:17
        Ale autorka napisała, że praca etatowa wystarczyłaby w zupełności finansowo. Wychodzi na to, że ten człowiek WOLI dodatkowo pracować niż być z rodziną.
      • vilez Re: Problem rodzinny 15.01.14, 13:17
        Nie, to nie jest normalne stosować wobec zony i dzieci przemoc psychiczną, werbalna i fizyczną. Żadne zapracowanie tego nie usprawiedliwia.
        • zuzi.1 Re: Problem rodzinny 15.01.14, 19:52
          Ten mąż może byc uzależniony od pracy, czyli pracoholik.
      • ioanna80 Re: Problem rodzinny 15.01.14, 13:18
        Taaa, jest tez inna mozliwosc - facet wcale sie nie zarabia, tylko używa pracy jako wymówki żeby nie byc za dużo z rodzina, bo z rodzina trzeba sie wysilać. Mialam takiego podwladnego w pracy, informatyk programista, mial taki okres ze przesiadywal w pracy do 22giej sciemniajac zonie ze go robota dusi, a w tym czasie czytal Internety i udzielal sie na forach. Wydębić od niego skończenie jakiegoś kawalka kodu bylo jak trzynasta praca Herkulesa, do tej pory mnie cholera trzęsie jak go wspominam... Btw tez mial trójkę dzieci. Nie jestes czasami z Krakowa?
      • good-wood Re: Problem rodzinny 15.01.14, 13:18
        Mysle, ze to wymaga uscislenia:
        Problem z siedzeniem przy komputerze byl zawsze - gdy pracowal do 18, gdy tylko ja pracowalam (i wtedy w domu byla niania na czas mojej nieobecnosci, zeby mogl programowac, bo dzieci nie daja sie skupic), gdy pracowalismy oboje, jest i teraz (teraz jestem w domu, bo przeprowadzilismy sie do nowego miasta i dzieci potrzebowaly czasu na aklimatyzacje - to byla wspolna decyzja) .
        Kiedys mielismy zwyczaj robienia 'narad rodzinnych' dzieci zawsze zglaszaly jako postulat, ze chca zeby tata spedzal z nimi czas, zamiast siedziec wciaz przy komputerze.

        Tak jak napisalam - nie ma potrzeby pisania po nocach - ta praca nie przynosi zadnych pieniedzy (to jest tak, ze on od zawsze robi jakis projekt - ale nigdy zadnego nie doprowadzil do momentu, kiedy mozna go wypuscic na rynek i zobaczyc czy przyniesie jakies zyski - stad moj pomysl, zeby poswiecil sie tylko temu, skoro to dla niego wazne i moze w koncu sie uda - jesli po 3 miesiacach zobaczy, ze nie zbliza sie do fazy finalnej moze zaczac szukac nowej pracy - znajdzie - jest dobry w tym co robi).

        Doceniam jego zaangazowanie w prace
        Niedoceniam braku rownowagi pomiedzy roznymi sferami w zyciu - mam wrazenie, ze jesli chce sie miec rodzine trzeba miec dla niej czas, ale moze sie myle
        • triss_merigold6 Re: Problem rodzinny 15.01.14, 13:21
          Słuszne masz wrażenie.
          Zapewne też masz pod wspólnym dachem faceta ciężko uzależnionego od kompa. Uzależnienia się leczy, oczywiście pod warunkiem że zainteresowany chce i widzi problem.
        • hellulah Re: Problem rodzinny 15.01.14, 13:23
          > teraz jestem w domu, bo przeprowadzilismy sie do nowego miasta i dzieci
          > potrzebowaly czasu na aklimatyzacje - to byla wspolna decyzja

          Jeśli twoje dzieci nie mają specyficznych potrzeb edukacyjnych czy wychowawczych, to - serio? Dałaś się na własne życzenie upupić. Miało nie być o tobie i twoich wyborach, ale tak się nie da. Serio nie podejmować pracy bo 12, 9 i 4-letnie dzieci przeprowadziły się do innego miasta w tym samym kraju?
          • good-wood Re: Problem rodzinny 15.01.14, 13:45
            Prawdopodobnie tak.

            To nie byla latwa decyzja, ale - nie mieszkamy w Polsce i nie mamy tu zadnej rodziny.
            Dojazd do mojej poprzedniej pracy to 1.30 w jedna strone (droga na stacje, pociag, droga lokalnie - nawiasem mowiac pracuje jako freelancer jesli mam okazje, zeby nie wypasc z rynku - wtedy moja mam przyjezdza do dzieci).
            Zeby utrzymac swoja dawna prace musialabym wychodzic z domu o 7.30 - szkola zaczyna sie o 9, wracalabym ok 19 (szkola konczy sie o 15) - M. by mi nie pomogl w dostarczaniu dzieci do opiekunek rano, bo 'praca to moja fanaberia, nie musze, bo on zarabia'.

            W tej chwili w wolnym czasie robie kurs prawa jazdy (zeby byc bardziej mobilna), zaoczne studia przez internet - doksztalacam sie, zeby miec szanse znalezc prace lokalnie, bez dlugich dojazdow (w tej chwili mam waska specjalizacje i bylabym zmuszona dojezdzac, zeby pracowac w branzy). To nie jest tak, ze siedze w domu, marnuje czas i narzekam
            • hellulah Re: Problem rodzinny 15.01.14, 20:33
              Przepraszam, nie chciałam żeby to jakoś źle brzmiało. Masz rację, z trójką nie jest tak prosto logistycznie. A w takim układzie to bardzo trudno... Trzymaj się, rób konsekwentnie wszystko, żeby się uniezależnić. Nie, nie radzę "rzuć męża", tylko rób swoje, dbaj o siebie przede wszystkim.

      • sanciasancia Re: Problem rodzinny 15.01.14, 16:52
        > Wiesz, jak ja bym robiła od 8 do 21, a potem jeszcze po nocy pisała programy ko
        > mputerowe, to też bym spała w weekend do 14-tej, a dziećmi zajmowała się góra 3
        > 0 minut dziennie i nie miała głowy do rodzinnych wyjść i prezentów.
        Mój mąż mniej więcej tyle pracuje (8h pracy + 4-6 h hobbystycznego programowania) i jakoś jest w stanie partycypować w życiu naszego dziecka (i reszcie ogarniania) tyle, co ja (ja też pracuję), bez długiego spania w weekendy.
        Akurat uważa, że jego hobby jest tak samo ważne, jak sen. Dla mnie hobby nie jest tak ważne, jak sen, więc ja nie mam hobby, ale za to każdej nocy dłużej śpię.
    • princesswhitewolf Re: Problem rodzinny 15.01.14, 13:15
      Dodam, ze nie mamy problemow finansowych – jego praca etatowa wystarczy by sie utrzymac.

      wiem ze masz 3je dzieci ale moja opinia jest taka ze kobieta ZAWSZE powinna pracowac z wyjatkiem okresu po porodzie. W takiej sytuacji on ma wszystkie asy w kieszeni ze ciezko pracuje wiec ty sie zajmij wszystkim w domu.

      Mowi, ze nie umie go kochac (m
      > owi to mi, nie synowi), ale stara sie byc dobrym tata, na ile moze.


      No i tu jest bardzo powazny problem. To moze miec katastrofalny wplyw na wychowanie dziecka. Jak ten twoj chlop w ogole moze cos takiego powiedziec Tobie? Patologiczny Autystyk emocjonalny.
      Moja rada idz z mezem na terapie rodzinna. To ostatni dzwonek - psycholog potrzebny



      Poza tym podziekuj tesciowej za zepsucie synalka. To plaga istna w dzisiejszych czasach.
      • triss_merigold6 Re: Problem rodzinny 15.01.14, 13:22
        Ale on nie pójdzie i co mu zrobisz?
        • good-wood Re: Problem rodzinny 15.01.14, 13:58
          Proponowalam terapie, ale on nie ma ochoty.

          Moze w takim ukladzie jakies spotkanie z psychologiem dla syna (plus ewentualnie dla mnie) byloby dobrym pomyslem?
          • triss_merigold6 Re: Problem rodzinny 15.01.14, 14:03
            A psycholog miałby dziecku wyjaśnić dlaczego ojciec jest niezainteresowany sprawami domowo-rodzinnymi, czy co?
            • good-wood Re: Problem rodzinny 15.01.14, 15:11
              Nie, myslam bardziej o czyms jak pomoc w budowaniu wiary w siebie, wytlumaczenie, ze to co sie dzieje, to nie jest jego (w sensie syna) wina, bo niezaleznie od tego co zrobi zawsze mozna sie o cos przyczepic, jesli sie chce - jesli tata nazywa Cie idiota, a zapytany o motywy Twoich zachowan je neguje (bo sam by tak nie postapil w danym wypadku) - ja staram si
          • blond_suflerka Re: Problem rodzinny 15.01.14, 14:24
            good-wood napisała:

            > Proponowalam terapie, ale on nie ma ochoty.
            >
            > Moze w takim ukladzie jakies spotkanie z psychologiem dla syna (plus ewentualni
            > e dla mnie) byloby dobrym pomyslem?

            To bardzo dobry pomysł. Dla Ciebie po to, żeby zmieniła schamat przez który jestes w takim związku a dla syna po to, żeby poradził sobie z konsekwencjami posiadania takiego ojca i takiej sytuacji rodzinnej. To samo tyczy się córek.
            Tyle tylko, że naprawa ma sens jak następnym krokiem będzie odcięcie się od źródła kłopotów.
    • eo_n Re: Problem rodzinny 15.01.14, 13:22
      Czego konkretnie oczekujesz? Rady czy odejść czy zostać? jeśli tak, to wg mnie każdy ma inną granicę tolerancji na poczynania partnera i inne oczekiwania. Choćby pieniądze - czy ta praca męża całymi dniami jest warta tej kasy? Jeśli tak, to cudów nie ma - z dnia na dzień się to nie zmieni. Jeśli np. dopuszczasz myśl, że by mniej zarabiał, byle by mniej pracował, to może porozmawiaj z nim o tym? Ty nie pracujesz, tak? A chciałabyś? Byłabyś gotowa podjąć pracę? Masz taką możliwość?
      Tu jest mnóstwo rzeczy, które indywidualnie każdy inaczej oceni. A taka awantura o szmatkę? Albo to, że deklaruje brak uczuć dla syna? Dla mnie straszne sad Pewnie że to nie katowanie i bicie do nieprzytomności, ale jednak, na dłuższą metę nie do zaakceptowania. O Aferę o "szmatkę" można jeszcze przy dobrej woli tłumaczyć stresem, ale tego, że jakoby nie kochał syna, to już nie sad
      No i nie zgadza się na rozmowę z terapeutą... Skoro taki był Twój pomysł na ratowanie Waszego związku, to czemu tak łatwo go odrzucił? Może on sobie nie zdaje sprawy na ile poważne są Wasze problemy...
      Tak czy inaczej wszelkie decyzje będziesz podejmować sama...
      Ja na Twoim miejscu próbowałabym ratować związek, ale jeśli nie przyniosłoby to efektu, chyba bym optowała za rozstaniem.
      A z tą kawalerka to też nie wiem... Moim zdaniem równie dobrze może zatęsknić, jak ostatecznie uznać, że rodzina mu zbędna...
      • good-wood Re: Problem rodzinny 15.01.14, 14:42
        Zastanawiam sie nad tym, co jeszcze moge zrobic

        Na poczatku naszego zwiazku bylo tak, ze staralam sie trzymac wszystko w kupie, niezaleznie od naszego zycia zawodowego (prosilam, zeby spedzal czas z dziecmi, aranzowalam wycieczki, wyjscia, wspolne ogladanie filmow itp). Staralam sie wypracowac podzial obowiazkow (ale on sie 'zniechecal' - o czym pisalam wczesniej). Plus ciagle klocilismy sie o to, jak traktuje syna

        Po kryzysie zmienilam front - stwierdzilam, ze moze to moje ciagle namawianie go do czegos i wciaganie do aktywnosci na sile powoduje niechec, wiec odpuscilam - nie przypomniam o jego obietnicach (poza normalna, zdroworozsadkowa iloscia - w sensie nie draze), nie namawiam go do spedzania czasu z dziecmi (co spowodowalo taka a nie inna reakcje u naszej najmlodszej corki), staram sie nie brac personalnie jego uwag (jak chocby w przytoczonym temacie awantury o scierke), traktuje go tak, jakbym sama chciala byc traktowana. Zgodnie z regula - nie mozesz zmienic innych, zmien siebie, a jest szansa, ze za Toba podaza.
        Ale to tez nie polepszylo sytuacji.

        Ja nie mam wiecej pomyslow. Ale tak jak napisalam - brak mi wzorcow, wiec moze jest cos, co jeszcze mozna zrobic.

        Jesli sie nie da, to sie rozstaniemy - bardziej martwie sie strona organizacyjna, niz brakiem pieniedzy (byl juz okres w moim zyciu, gdy utrzymywalam sama siebie i dwojke dzieci, ale wtedy mialam mame do pomocy - to byl czas kiedy M. juz wyjechal za granice, a my jeszcze do niego nie dolaczylismy)
        • turzyca Re: Problem rodzinny 15.01.14, 20:41
          Zgodnie z regula - nie mozes
          > z zmienic innych, zmien siebie, a jest szansa, ze za Toba podaza.
          > Ale to tez nie polepszylo sytuacji.
          >
          > Ja nie mam wiecej pomyslow. Ale tak jak napisalam - brak mi wzorcow, wiec moze
          > jest cos, co jeszcze mozna zrobic.
          > Jesli sie nie da, to sie rozstaniemy - bardziej martwie sie strona organizacyjn
          > a, niz brakiem pieniedzy (byl juz okres w moim zyciu, gdy utrzymywalam sama sie
          > bie i dwojke dzieci, ale wtedy mialam mame do pomocy - to byl czas kiedy M. juz
          > wyjechal za granice, a my jeszcze do niego nie dolaczylismy)

          Powolutku, nie na zlamanie karku. Zaplanuj sobie perspektywe na dwa, trzy lata.

          Teraz, jesli mozesz, idz do psychologa. Jemu opowiesz wiecej niz na otwartym forum, poza tym on ma jednak wieksze doswiadczenie z praca z ludzmi. Lepiej niz Forum bedzie umial pomoc Ci szukac rozwiazan. Bedziecie mogli pracowac w systemie "niech pani sprobuje zachowywac sie tak". Doradzi Ci tez, czy jest sens szukac jakiegos wsparcia dla syna.

          Na przyszlosc: przygotowuj sie do bycia samodzielna. Koncz te studia, kurs prawa jazdy i co tam jeszcze. Szukaj pracy.
          Pomysl o tym, co bedzie za dwa, trzy lata - Twoje duze dzieci beda praktycznie samodzielne, najmlodsze tez nie bedzie wymagalo tyle Twojej opieki. Postaraj sie, zeby byly jak najbardziej samodzielne, takze w sensie ogarniania domu, bo to tez bedzie dla Ciebie wsparciem, jesli ktores ugotuje obiad czy przygotuje kolacje. A 15-latek prosty obiad powinien umiec zrobic. Zorientuj sie, jak jest z dodatkowa opieka, zajeciami itd
          To nie znaczy: przygotuj sie na rozstanie z mezem. Ale uniezaleznij sie do tego stopnia, zeby ono bylo calkiem mozliwe. No i organizujac zycie w ten sposob wytracisz mu sporo argumentow z reki.
    • dantonka Re: Problem rodzinny 15.01.14, 13:23
      Rozumiem, że rozważasz dwie opcje: żyć jak dotychczas, ponieważ próby zmiany czegokolwiek napotykają na opór ze strony męża lub rozstać się z nim.
      W takim razie proponuję Ci totalne wyrachowanie, bo samotnej matce z trojgiem dzieci może być trudno, mężczyźni raczej nie są rozrzutni w kwestii alimentów - nie wymagaj od męża zbyt wiele, jeżeli nie potrafi lub nie chce Ci dać więcej niż do tej pory, zostaw to w takim kształcie, wyluzuj, niech pracuje, zarabia, utrzymuje rodzinę, Ty nie naciskaj, atmosfera nieco zelży, dzieci się uspokoją, ciut życzliwiej spojrzą na tatę (w tej kwestii wiele zależy od mamy). Możesz sobie w tym czasie poszukać pracy, poszukać miłości, a kiedy znajdziesz to, czego Ci w życiu trzeba, poprosisz o rozwód. Wcześniej - nie polecam rozstania, może być cholernie trudno, a na pewno nie będzie przyjemniej, niż teraz. Korzystaj z tego, co Twój mąż Ci zapewnia.
      Pozdrawiam.
      • vilez Re: Problem rodzinny 15.01.14, 13:36
        Ujjj, to mocno nieemamowa rada. Bo jak kogoś fajnego pozna, to byłoby: a czemu się wcześniej nie rozwiodła. I wyjdzie, że jest mocno parszywa.
        • dantonka Re: Problem rodzinny 15.01.14, 14:41
          vilez napisała:

          > Ujjj, to mocno nieemamowa rada. Bo jak kogoś fajnego pozna, to byłoby: a czemu
          > się wcześniej nie rozwiodła. I wyjdzie, że jest mocno parszywa.

          Może pozna kogoś fajnego, kto niekoniecznie będzie nieżyciowym idealistą?
        • hellulah Re: Problem rodzinny 15.01.14, 22:51
          Poznanie kogoś to chyba nie musi być od razu związanie się z tą osobą i zdrada? I owszem, ja bym radziła usamodzielnianie się, nawet i tak, aby być gotową na odejście z dnia na dzień. Nie porównuj zresztą odejścia od przemocowca, który mam koło piór terapię i de facto partnerem nie jest, do odejścia od gotowego na ratowanie związku, zaangażowanego partnera. Niestety, każdy uważa, jak lubi, jak dla mnie organizowanie sobie związku na boku za fasadą idealnej żony jest z lekka niefajne, choć w niektórych sytuacjach wytłumaczalne. Turbo parszywe jest romansowanie u boku ufnego, kochającego partnera, który się znudził.
      • noname2002 Re: Problem rodzinny 15.01.14, 13:43
        Korzystaj z tego co Ci zapewnia mąż, a że nie kocha syna, szarpie go, popycha, drugie dziecko olewa, a trzecie faworyzuje? co tam, szczegół. Można jeszcze dzieciom zrobić pranie mózgu, że tatuś taki zapracowany i trzeba mu wszystko wybaczać-"dzieci się uspokoją,
        > ciut życzliwiej spojrzą na tatę (w tej kwestii wiele zależy od mamy)".
        • blond_suflerka Re: Problem rodzinny 15.01.14, 14:22
          O to to. Poten syn będzie szarpał swoją żonę a córka wybierze sobie na męża jakiegoś niedostępnego emocjonalnie faceta albo następnego przemocowca.
        • dantonka Re: Problem rodzinny 15.01.14, 14:40
          Weź od niej numer konta i pomagaj finansowo w utrzymaniu trójki dzieci.
          • claudel6 Re: Problem rodzinny 16.01.14, 15:52
            hej, dobrze się czujesz? to są tylko jej dzieci? po rozwodzie nagle przestaną być jego dziećmi?
    • blond_suflerka Re: Problem rodzinny 15.01.14, 14:10
      Czy jesteś w stanie ama utrzymać się finansowo?
      Czy Twój mąż jest pod tym względem sensownym człowiekiem i będzie płacił Ci sensowne alimenty?
      To co opisałaś jest okropne. Po pierwsze przemoc, po drugie żaden to związek, po trzecie zero więzi ojca z dziećmi.
      Zostając z tym facetem uczysz dzieci, że tak wygląda związek. To tylko jedna z konsekwencji mieszkania z takim ojcem.
      Czym jest wychowanie? To wychowanie do tego, żeby dziecko jako dorosłe radziło sobie w dorosłym świecie. Konsekwencje braku poczucia bezpieczeństwa wynikające z bycia świadkiem czy ofiarą przemocy mogą być różne. Jak dzieci dorosną to będą miały w swoich kompetencjach to co dostały w domu rodzinnym a Twoje dzieci co dostają? Czego się uczą? Chcesz, żeby powieliły schemat i też miały taki związek?
      To dlaczego jesteś w takim związku to wazny temat. Nie o to chodzi, żeby Ci dowalić, absolutnie. Musisz mieć jakieś predyspozycje, że nawet nie masz w sobie pewności, że nie tak wygląda normalnym związek.
      Pamiętaj też o tym, że tworzycie taki związek jest kilkanascie lat. I nawet jesli mąż chciałby się zmienić to są małe szanse, że zrobi to sam, bez terapii.
      Krótko mówiąc-daj sobie i dzieciom szanse na szczęście i spokoj.
      Idz na terapię, pomyśl o finansach i podejmij jakieś kroki-albo mąż pojdzie na terapię i będzie chciał się zmienić albo tak będzie wyglądał Twój związek bo samo nic tutaj się nie zmieni.
      No i jeszcze dzieci. Warto dac im szansą i pokazać jak się walczy o swoje szczęscie i gdzie jest granica ich godności(to a propos przemocy w której uczestniczą). Jeśli nie nauczą się tego w domu to potem już tylko na terapii.
      • dantonka Re: Problem rodzinny 15.01.14, 14:39
        > Czy Twój mąż jest pod tym względem sensownym człowiekiem i będzie płacił Ci sen
        > sowne alimenty?

        Czy masz świadomość, że alimenty mogą ulec obniżeniu? W momencie, gdy Twój potencjalny były mąż założy potencjalną nową rodzinę, może niechętnie płacić alimenty na dzieci z poprzedniego małżeństwa.
        Emocje emocjami, a żyć trzeba. Dzieci samą miłością nie nakarmisz.
        Jeżeli masz plan na przyszłość, który zapewni poczucie bezpieczeństwa Tobie i Twoim dzieciom, to super, masz więcej możliwości manewru.
      • good-wood Re: Problem rodzinny 15.01.14, 15:17
        Ja zdaje sobie sprawe, ze mam problem - dlatego dalam sie 'ugotowac' (jak w tej historyjce o zabie), dlatego nie wiem do konca, gdzie przebiega granica.
        Moim rodzice sie rozstali, co bylo dla mnie bardzo traumatyczne (szczegolnie, ze po rozwodzie praktycznie nikt sie mna nie zajmowal przez okolo rok) - zapewne dlatego rozstanie sie postrzegam jako 'zlo' z definicji - ale zaczyna mi switac, ze moze taka relacja jest gorsza dla dzieci...

        Finansowo - bylo by ciezko, ale jest to do ogarnecia - nie teraz, ale jak wszystkie dzieci beda w szkole. Pewnie na poczatku musialabym sie wspomoc pomoca spoleczna, ale za kilka lat, kiedy nie musialabym juz placic za opieke nad mlodszymi powinno byc ok.
    • lelija05 Re: Problem rodzinny 15.01.14, 14:16
      Parę takich historii już tu było, prawdziwych lub nie, nie wiem, ale jeśli te wątki są z życia wzięte, to zastanawia mnie, na wuj takim facetom rodzina? Po co sie ładują w taki układ i do tego fundują gromadę dzieciarów, skoro to dla nich problem?
      Skoro żona go wkurza, dzieci irytują, to nie łatwiej i taniej sobie gosposie zorganizować? Z opcją łóżkową przy okazji?
      • dantonka Re: Problem rodzinny 15.01.14, 14:46
        14 lat małżeństwa i troje dzieci - to nie jest decyzja tylko jednej osoby. Mieliśmy nie oceniać autorki wątku, ale Twój post to prowokuje. Po co mu rodzina? A po co ona pakowała się konsekwentnie w kolejne lata, kolejne dzieci?
        • lelija05 Re: Problem rodzinny 15.01.14, 15:01
          Nie wspomniałam ani słowem o autorce, tylko o facecie, a raczej o typie facetów, którzy ładują się w związki, a potem zachowują się, jakby ich ktoś zmuszał do życia w rodzinie i na złość robił.
          Nie rozumiem tego.
          A co do pakowania się w dzieci, to przecież go nie zgwałciła? Chyba? Zresztą, nie o tym chciałam, interesuje mnie tylko mechanizm działania takich Piotrusiów.
          • good-wood Re: Problem rodzinny 15.01.14, 15:20
            Szczerze?
            Pierwsza dwojka dzieci, to jeszcze okres zakochania, wiary, ze bedzie lepiej i mojej 'nauki postepowania z nim' (czyli oddawania pola po kawalku, bo jesli jest tak jak on lubi, to jest fajny i atmosfera w domu jest ok)
            Trzecie bylo wpadkowe - tabletki anty w poleczeniu z antybiotykiem
            • lelija05 Re: Problem rodzinny 15.01.14, 15:25
              Wiesz, ja rozumiem twoje pobudki, ale nie rozumiem dlaczego tacy mężczyźni zakładają rodziny.Po co im żona i dzieci, skoro mają je w de?
              • noname2002 Re: Problem rodzinny 16.01.14, 09:02
                Bo takie są oczekiwania otoczenia? bo nie przychodzi im do głowy, że można żyć inaczej?
        • claudel6 Re: Problem rodzinny 16.01.14, 15:54
          no ona zapewne dlatego, że marzyła o rodzinie i dzieci sa dla niej szczęściem, nie dopustem bożym
    • aagnes Re: Problem rodzinny 15.01.14, 14:29
      Jezeli wiesz, ze poradzisz sobie finansowo to niestety taki facet jest absolutnie i nieodwolalnie do wylotu. w zasadzie po co jeszcze z wami mieszka, bo jakos nie wyczytalam tego w poscie, nawet dzieci nie sa dla niego wazne (a zazwyczaj ludzie utrzymuja "zwiazek" jeszcze dla dzieci), tutaj tego nie ma - i mowie ci, ze taki ojciec jak z koziej dupy trąba moze narobic dzieciom wiecej szkody niz pozytku, naprawde nie zawsze warto walczyc za wszelka cene. masz dzieci i na nich sie skup. one sa najwazniejsze, a ty na rowni z nimi. pan out.

      ten fragment to koszmar


      zdarza mu sie rowniez popchna
      > c syna, pociagnac go za ucho czy wlosy, uderzyc. Mowi, ze nie umie go kochac (m
      > owi to mi, nie synowi), ale stara sie byc dobrym tata, na ile moze. M. sam poch
      > odzi z domu gdzie przemoc byla na porzadku dziennym (psychiczna i fizyczna). Je
      > go model wychowywania dzieci to tresura. Ma bardzo duze wymagania w stosunku do
      > mnie i dzieci (poza najmlodsza corka, ktora jest jego oczkiem w glowie, wiec j
      > esli w ogole spedza z nia czas, traktuje ja z miloscia), bardzo niskie w stosun
      > ku do siebie – ostatnio na przyklad zrobil mi afere, bo odwiesilam scierk
      > e w kuchni kolo kuchenki zamiast kolo zlewu, co jego zdaniem jest glupie, z dru
      > giej strony sam zupelnie nie dba o porzadek. Z drugiej strony jest inteligentny
      > , ma swietne poczucie humoru, potrafi cos zorganizowac (jesli mu sie chce) R
      > 11; problemy zaczynaja sie, jesli cos idzie nie po jego mysli lub stawia sie ja
      > kies wymagania.

      jak mozna sie z nim dogadac w kwestiach finansowych niech jak najszybciej sie spakuje i wyprowadzi.
    • gaskama Re: Problem rodzinny 15.01.14, 15:24
      Nawet nie chce mi się czytać, co piszą inne dziewczyny. Pewnie niejedna napisze, że "Dziwisz mu się? Jeśli tyle pracuje ... bla bla bla". Ja jemu się nie dziwię. Ja dziwię się TOBIE!. Ale dla każdego człowieka takie pojęcia jak "miłość", "rodzina", "szczęście" oznaczają coś innego. Na 100% moje i twoje rozumienie tych pojęć są rozbieżne. W moich oczach nie jesteście rodziną (nawet jakbyś miała trzy śluby kościelne), nie ma tu miłości i jeśli dobrze rozumiem, to ty chyba też ocknęłaś się po kilkunastu latach, że nie jesteś szczęśliwa. Ponieważ ja nie jestem pewna, czy jest życie pozagrobowe, to staram się być szczęśliwa tu, na ziemi. Nie wiem tylko, czemu pytasz na forum, co inni o tym sądzą. To zupełnie NIEISTOTNE. Dla mnie jesteście patologią emocjonalną. Twój mąż i przede wszystkim ty, że na coś takiego się zgodziłaś.
    • good-wood Re: Problem rodzinny 15.01.14, 15:43
      Uscislajac - on nie musi sie nigdzie wyprowadzac, jesli nie chce
      Dom jest na niego, nie jestesmy malzenstwem (napisalam 'partner', M. to skrot od imienia) - jego rodzice M. dali nam pieniadze na wklad wlasn) - umowa jest na niego, bo w momencie podpisywania tylko on pracowal i nie dostalibysmy kredytu na nas oboje
      Wiec w wypadku wyprowadzki musialabym cos wynajac, albo odlozyc pieniadze na depozyt, co moze byc trudne
      • zazou1980 Re: Problem rodzinny 15.01.14, 16:12
        no to jesteś udupiona koncertowo uncertain
    • kozica111 Re: Problem rodzinny 15.01.14, 15:43
      Jest taki film "Komedia małżeńska" zastosuj metodę.
    • lattisima Re: Problem rodzinny 15.01.14, 19:35
      Osobiście namawiałabym go na tę kawalerkę i na wyprowadzkę na zasadzie "tak będzie dla ciebie lepiej kochanie, będziesz się mógł skupić na pracy etc." - bez palenia za sobą mostów, zwłaszcza finansowo. Jeżeli się uda, zobaczysz jak Wy - Ty i dzieci funkcjonujecie bez niego. Może się okazać, że będzie lepiej i jak córka pójdzie do szkoły a Ty wrócisz do pracy będzie Ci łatwiej podjąć decyzję o rozstaniu. Może się okazać, że jednak gorzej i wtedy będziesz wiedziała, że mimo wszystko warto o ten związek walczyć.
      Najgorsze jest to traktowanie dzieci i ich odczucia. Właśnie z tego powodu postarałabym się o "oddech" od niego.
      Ostatnio usłyszałam od takiego prawie trzydziestolatka, że on nie zamierza się z nikim wiązać, bo go w domu nikt miłości nie nauczył... A chłopak jest fajny, rozsądny, zaradny, inteligentny, lubi dzieci i generalnie pewnie mógłby być świetnym mężem i ojcem.
      • bei Re: Problem rodzinny 15.01.14, 20:07
        Ale to Jego zachowanie to ewolucja, nie rewolucja, prawda?
        Co w takim razie zmieniło się w Tobie, ze już nie chcesz tolerować tego, w czym tkwisz od lat najmniej dwunastu?
        Co było kroplą przelewającą dzban?

        On będzie bardzo zdziwiony, gdy tak nagle teraz wyznasz, ze Jego grafk kompletnie Ci nie odpowiada. Musisz rozmawiać, musisz mu powiedzieć, dlaczego aż tak dlugo godziłaś się na takie życie....
        • good-wood Re: Problem rodzinny 16.01.14, 13:23
          Dziekuje za te pytania - warto sie bylo nad tym zastanowic

          Przelewajace 'krople' sa 2, w zasadzie 3, polaczone ze soba

          Na pewno rozmowa z synem - fakt jest taki (i to jest rowniez moja wina jako matki), ze skoro nie czuje sie on dobrze w domu w towarzystwie taty, to znaczy, ze jest zle i trzeba cos zmienic. Po drugie - 'rocznica' naszego kryzysu - to byl moment, kiedy powaznie zastanawialismy sie, czy nie powinnismy sie rozstac. On zadeklarowal (po blisko 2 miesiecznych przemysleniach), ze rodzina jest jednak dla niego wazna, ja postanowilam zmienic swoje postepowanie, bo uznalam, ze wina za to, ze jest tak a nie inaczej jest tez po mojej stronie (tak jak pisalam powyzej - odpuscilam namawianie go do roznych rzeczy, przestalam brac mase rzeczy personalnie - generalnie zrobilam solidny rachunek sumienia, co moge poprawic i wprowadzilam to w zycie - byly to nasze wspolne ustalenia, podkreslam to, zeby nie wygladalo na to, ze sama sobie wymyslilam plan naprawy). Teraz widze, ze bledem bylo to, ze nie otrzymalam jasnej i konkretnej deklaracji z drugiej strony - co on zrobi, poza ogolnikowym - postaram sie.
          Minal rok i widze jakie efekty (a raczej ich brak) przynioslo moje postepowanie. Owszem, atmosfera w domu jest lepsza, ale glownie dlatego, ze przez wiekszosc czasu jestem tam sama z dziecmi. Oprocz tego nie daje sie prowokowac do awantur (znacznie zwiekszyl mi sie stopien asertywnosci). Nie ukrywam, ze jestem rozczarowana tym jakie efekty mamy po roku - jednym z glownych motywow ratowania zwiazku bylo utrzymanie pelnej rodziny dla dzieci. Okazalo sie, ze nawet mieszkajac pod jednym dachem dzieci moga tak bardzo odczuwac brak taty (vide postawa najmlodszej corki)

          Rozmawiamy.
          Tylko to troche jak zdarta plyta - przewaznie konczy sie na obietnicach bez pokrycia, albo na usprawiedliwieniach lub wywolywaniu poczucia winy u mnie.
          Czasami naprawde nie wiem co odpowiedziec - na przyklad gdy spytalam czemu z innymi ludzmi potrafi normalnie dyskutowac, bez sprowadzania ich do parteru, powiedzial, ze to sa umiejetnosci spoleczne jakich sie nauczyl (faktycznie czytal sporo o NLP i ogolnie wywieraniu wplywu na ludzi), ale w domu chce byc soba, a nie caly czas uwazac co mowi
          Ciezko z czyms takim dyskutowac
          Jesli rozmawiamy o pracy, to czasem dojdzie do wniosku, ze faktycznie warto gdzies z nami wyjsc, ale najczesciej slysze w odpowiedzi, ze to jest dla niego wazne, bo chce zaczac pracowac na wlasny rachunek i, ze oczekuje wsparcia. W wersji hard slysze, ze to moja wina, ze do tej pory mu sie nie udalo, bo ciagle cos od niego chce
          • turzyca Re: Problem rodzinny 16.01.14, 14:36
            > Czasami naprawde nie wiem co odpowiedziec - na przyklad gdy spytalam czemu z in
            > nymi ludzmi potrafi normalnie dyskutowac, bez sprowadzania ich do parteru, powi
            > edzial, ze to sa umiejetnosci spoleczne jakich sie nauczyl (faktycznie czytal s
            > poro o NLP i ogolnie wywieraniu wplywu na ludzi), ale w domu chce byc soba, a n
            > ie caly czas uwazac co mowi

            Kontrargumentem moze byc to, ze jego postawa ksztaltuje dzieci. Trzeba wziac odpowiedzialnosc za swoje czyny.
    • joanekjoanek Re: Problem rodzinny 15.01.14, 21:06
      masz jakiegoś maila? bardzo chętnie bym z Tobą porozmawiała na privie...
      • good-wood Re: Problem rodzinny 16.01.14, 13:24
        Uruchomilam email gazetowy, wiec to good-wood@gazeta.pl powinno dzialac
        • joanekjoanek Re: Problem rodzinny 18.01.14, 22:29
          Hej, napisałam do Ciebie - jeśli nie chcesz, to oczywiście nie odpowiadaj, ale może po prostu nie znalazłaś maila albo nie dotarł smile
    • inguszetia_2006 Re: Problem rodzinny 15.01.14, 21:21
      Witam
      Ale smutno...
      Pzdr.
      Ing
    • kamelia04.08.2007 Re: Problem rodzinny 16.01.14, 11:14
      good-wood napisała:


      > Syn stwierdzil, ze lepiej sie czuje gdy taty nie ma w domu, bo jest spokojniej
      > i mniej stresujaco; starsza corka powiedziala, ze tacie nie mozna ufac, bo jesl
      > i cos obieca, to albo zapomina, albo jest zbyt zajety, zeby to zrobic. A najmlo
      > dsza corka zaczela go traktowac jak kogos obcego



      no chyba ci dzieci wyraxnie powiedziały, czy jeszcze to nie jest dostatecznie jasno?
      facet mówi, ze nie kocha syna, a ty sie jeszcze zastanawiasz???

      > Nie prosze o ocene moich poczynan (typu czemu mam 3 dzieci z z tym konkretnym f
      > acetem), a raczej o spojrzenie z boku – moze jest cos, co mi umyka w tym
      > obrazku? Moze tak po prostu wyglada zycie? Ja niestety nie mam obrazu jak powin
      > na wygladac rodzina (moja rozpadla sie gdy mialam 9 lat, a potem bylam czesciow
      > o opuszczona przez rodzicow, albo przerzucana pomiedzy jednym a drugim).


      Tak nie wyglada zycie, tak nie wygląda prawidłowa rodzina i tak nie wyglada prawidłowe małżeństwo.

      Facet twój was nie lubi, ucieka w prace, on w tej robocie i na tym piwie po pracy jest tylko dlatego, by z wami nie byc. Dla was jest niedobry, wyżywa sie na dzieciach, dzieci sie ciesza, gdy go nie ma. Wyraxnie mówi, że nie kocha syna. Czego jeszcze potrzebujesz, by podjąc decyzje o zabraniu sie od niego? Jaki kop w (__.__) jest ci jeszcze potrzebny?


      I zeby nie było, że ja tu pisze spod klosza. Mój mąz tez nie miał dzieciństwa ksiązkowego, ale nas lubi, z dziecmi sie bawi i na piwo po pracy nie łazi.


      O 3 dzieci cie nie bede oceniac, wiadaomo, nie miałas rodziny, to chciałas ja miec, ale o to, ze przez tyle lat nie zadbałas o interesy swoje i dzieci, to juz jest po prostu głupie. Ani wspólnoty majatkowej, ani slubu, zrezygnowałas z własnej pracy, by sie poswiecic rodzinie.... Idź do adwokata, niech ci poradzi, co zrobic, by nie wyjśc z tego w skarpetkach, z jedna walizka i z 3 dzieci, za których byt jestes odpowiedzialna.


      Z tego zwiazku nic nie bedzie, terapia małżeńska nie jest wam potrzebna. Dzieciom potrzebny jest psycholog, by zamortyzowac wyprowadzke od ojca, a tobie adwokat, bys miała za co zyć.
    • ewa_mama_jasia Re: Problem rodzinny 16.01.14, 11:53
      Odcięłabym się od męża (partner bezślubny to dla mnie też mąż), dbając o zabezpieczenie finansowe i o własny rozwój zawodowy. Nie nakazywałabym, nie prosiła, zajęłabym sie swoimi sprawami i dzieci. I tak je ogarniasz sama, a przynajmniej spokój bedziesz miała - bedziesz wiedziała, ze możesz liczyć na samą siebie. Jeśli chce się wyprowadzić, niech się wyprowadza. Może zatęskni. Jeśli nie, będziesz wiedziała że to jest nie do uratowania.
      Znajoma zrobiła podobnie, aczkolwiek w mniejszym zakresie. Mąż po powrocie z zagranicy jeszcze przez jakis czas żył tamtejszymi sprawami, tamtejszym zyciem. Rano po obudzeniu - laptop na kolana i rozmowy z tamtejszymi znajomymi, ona i dziecko szli w odstawkę. Przestała na niego liczyć, brać go pod uwagę przy spacerach, wycieczkach itp. Tylko ona i dziecko. Poskutkowało. Mąż sam się zaczął upominac o wspólne spędzanie czasu. I jakoś poszło. Gdyby nie poskutkowało, pewnie nie byłoby czego ratować.
      • good-wood Re: Problem rodzinny 16.01.14, 13:29
        Jest to kierunek w ktorym ja zaczelam isc - tez organizuje nasz (moj i dzieci) czas samodzielnie (z tym, ze proponuje wlaczanie sie w aktywnosci), pracuje nad tym, zeby sie usamodzielnic.
        Ale u nas to nie chyba nie dziala
    • claudel6 Re: Problem rodzinny 16.01.14, 16:08
      Strasznie smutny post. Jesteś w bardzo niefajnej sytuacji, ale jesteś równocześnie bardzo swiadomą tej sytuacji osobą, bardzo dojrzałą na pierwszy rzut oka. Dlatego wierzę w to, że sobie poradzisz.
      To, że to jest partner, a nie mąż... to faktycznie stawia Cię niestety w bardzo trudnej pozycji. Ciekawe, czemu z trójką dzieci na głowie i bez pracy nie nalegałaś na legalizację związku? (która w takiej sytuacji byłaby przede vwszytskim zapewnieniem swoim dzieciom bezpieczeństwa materialnego). Ja też jestem w związku niezalegalizowanym, ale bez większych konsekwencji. Weszliśmy w ten związek jako gołodupce oboje i dorobiliśmy się wspólnie wyłącznie kredytu hipotecznego, który solidarnie spłacamy. Kredyt i mieszkanie jest po połowie na nas dwoje. Pozostały majątek jest śmieszny i nikt nikomu go nie będzie zabierał.
      Ostatnio przy okazji komentowania ślubu znajomej powiedziałam swojemu facetowi, że do ślubu zmusiłaby mnie tylko JEDNA rzecz – bardzo duża nierównowaga zarobkowa między nami (znaczy jego przewaga). Wtedy z całą pewnością nie bawiłabym się w zaufanie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka