Tak się zastanawiam jak sobie radza dorosle kobiety z poznawaniem ludzi?
Pisalam chyba kiedyś, ze rodzinne strony opuscilam po maturze i pojechałam sama, ektremalnie niesmiala bardzo daleko od domu. Mimo zakończenia tu studiow i kilku prac mam garstke znajomych. Dobrze się z nimi czuje, ale tez nie z każdym mam naprawdę dobra komitywę- bardziej uważam te garstke za wlasnie znajomych, niż za „koleżanki”, nie mowiac już o „przyjaciolkach”. Np. moja „banda” spotyka sie tez pojedynczo- ja glownie w grupie, panicznie boje się/ balam się, ze ktoś odmowi jak zaproponuje spotkanie. No i co za tym idzie, z tej akurat grupy mało kto do mnie dzwoni na pogaduszki sam na sam.
Jestem bardzo niesmiala czy niepewna siebie, chociaż na tyle już stara, ze wiem, ze niesmialosc w pewnym momencie podpada z zewnątrz pod egocentryzm lub zwykla nieuprzejmosc. Jak na moje możliwości calkiem często spotykam się z jakimiś znajomymi i wlasciwie dobrze się bawie, ale chciałabym poznac więcej osob, z którymi miałabym prawdziwy feeling, i cos wspólnego, cos więcej niż tylko były wspólny szef i biurko obok.
I tak się zastanawiam, gdzie się takich ludzi poznaje? Od dwóch miesięcy chodze na silownie i jak już kiedyś pisałam, jestem tam tak oniesmielona, ze staram się być niewidzialna (wczoraj się okazało, ze średnio mi wychodzi: jakiś dwudziestolatek mnie podrywal- tak, tak, do mnie tez się dowalaja

), na koncercie DM starałam się wyluzować jak jakas szalona fanka mnie zagadywala co chwile, staram się spotykać czasem z kims z aktualnej pracy…
Czy poznanie „dobrej kolezanki” po trzydziestce jest w ogole realne?
Jak dbacie o Wasze znajomości, co robicie, że ze zwyklej znajomości rodzi się dobra komitywa, przyjazn?