nangaparbat3
06.02.14, 07:15
Nie dalej jak wczoraj, czytając wypowiedź jednej z Foremek, ze na chamskie slowa dwudziestoletniego syna, uderzyłaby go w twarz, pomyslalam, że majac corke w tym samym wieku nigdy nie wpadlam na taki pomysl, uderzenie jej w twarz jest dla mnie zupelnie nie do pomyślenia.
Ale zycie, jak zawsze, sprawia niespodzianki.
Czytam wlaśnie dobra radę innej: matkę pogonic.
I czuje, że owszem, że slyszac cos podobnego wypowiadane serio, to kto wie.
A potem poczatkowy gniew ustępuje współczuciu.
Wiem, że traktujemy naszych starych rodzicow analogicznie do tego, jak sami bylismy traktowani przez nich.
I nie tylko to.
Mialam niedawno urodziny, troche sobie z corką żartowalysmy, i nagle ona powiedziala powaznie: Chcialabym byc stara.
To u nas rodzinne, ja też chcialam, zawsze myślalam o starosci jak o okresie rownowagi, rozumienia, madrości po prostu.
Ponieważ blisko mi do 60, wiec ewidentnie stoje na progu starości, myśle: jakie to szczęście, widzieć starośc jako cos dobrego, coś co CHCE się osiagnąć, przyjdzie tak czy siak, a o ilez latwiej.
Czy podobnie będzie myśleć ktoś, kto mowi o matce: ona już swoja szansę miala, pogonić matkę?
Strasznie smutne. Pewnie ta matka jakoś sobie na to "zapracowała", i tak to się ciągnie, jak w Biblii, "do siodmego pokolenia".