Dodaj do ulubionych

Wielojęzyczność w rodzinie.

11.02.14, 02:11
Moje dzieci, Zosia i Jaś, swobodnie posługują się w mowie trzema językami – polskim, chińskim-mandaryńskim i angielskim. Zosia również czyta i pisze w tych trzech językach. Jaś nadal uczy się pisania i czytania po chińsku. Ponadto Zosia także mówi po tajwańsku (dialekt języka chińskiego, z grupy języków min nan), Jasiek rozumie ten język, ale nie za bardzo chce w nim mówić. Oboje rozumieją i konwersują po japońsku. Mała Ania jest w naszej rodzinie od pół roku i dopiero zaczyna uczyć się polskiego
i angielskiego, jak na swój wiek świetnie mówi już po chińsku.
Chciałybyście mieć tak utalentowane dzieci? wink No i te języki - mandaryński, chiński, japoński, angielski i polski ofkors.
Muszą mieć w domu niezłą wieżę Babel wink
Obserwuj wątek
    • bi_scotti Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 11.02.14, 02:34
      Ja juz kiedys o tym pisalam: caly "wic" polega na tym co bedzie dalej gdy dzieci juz beda dorosle i beda funkcjonowac w jakichs swoich zawodach, niekoniecznie przeciez zwiazanych z uzywaniem roznych jezykow, beda w jakichs zwiazkach etc. Widze po moich wlasnych dzieciach jak bardzo prawdziwe jest to, ze "narzad rzadko uzywany rdzewieje" wink Cala moja trojka w pewnym momencie (na koniec high scool) byla completely fluent in French, minelo kilka lat i tylko moj Sredni, ktory uzywa francuskiego ba codzien w pracy, utrzymal (a wrecz rozbudowal) owo fluency. Najstarsza i Najmlodszy wciaz sa "fluent" ale to juz nie jest takie samo fluent jak to z jakim konczyli 12 klase. Bo w tzw. miedzyczasie uzywanie francuskiego mieli/maja limited. Najstarsza chociaz moze sobie czasem pogadac w swojej Szwajcarii ale i to nie tak bardzo. Najmlodszy pisze wiersze/teksty piosenek po francusku ale to tez jest specyficzna forma wypowiedzi. Ja nie wiem czy sie da utrzymac "perfect fluency" w kilku jezykach przez wiele lat ... Ot, taka obserwacja smile
      • azjaodkuchni Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 11.02.14, 04:18
        Oj to wyjątkowa rodzina jest. W Tajwanie dość znana. Tam mama cały czas i serce poświęciła na edukację dzieci. Dzieci uczone są w domu i z tego co pamiętam chodzą na niektóra zajęcia do specjalnych ośrodków. P. Dorota pisze też blog ourbabelschool.blogspot.sg/ i jest dla mnie skarbnicą wiedzy... Niestety my walczymy o dwujęzyczność, ale u nas im lepszy angielski tym słabszy polski niestety... sad
        • azjaodkuchni Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 11.02.14, 04:23
          A tak na marginesie powiem, że Azjaci zwykle mówią kilkoma językami... chiński dla nas jest trudny dla Koreańczyków czy Japończyków już mniej.
          Za to niemiecki wydaje im się językiem piekielnym podobnie jak francuski.
          • ichi51e Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 11.02.14, 07:11
            Raczej bym stawiala ze dla Chinczykow nauka innych jezykow jest prosta smile dla Koreanczykow nauka japonskiego jest prosta za to angielski srednio trudny a dla Japonczykow wszystko bardzo trudne - lacznie z chinskim (mowionym zwlaszcza bo pisanym to latwiej)
            • azjaodkuchni Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 12:27
              Nauka języków jest dla Chińczyków trudna... tylko gdyby czas poświęcony nauce przekładał się efekty to każdy Chińczyk miałby Nobla. wink
      • joa66 Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 11.02.14, 19:02
        Pomijajac na razie roznice miedzy wielojezycznoscia a tzw perfekcyjna (doskonala, itd) znajomoscia jezykow, to zgadzam sie z Toba. Poza sytuacjami wyjatkowymi, moim zdaniem da sie utrzymac te doskonala znajomosc dla -co najwyzej- 3 jezykow (w tym ojczystego-ojczystych). I to przy zaangazowaniu zainteresowanego.

        Znam pare dzieci (juz doroslych), ktore stracily te umiejetnosci po kilku latach nieuzywania danego jezyka.
        • ichi51e Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 11.02.14, 20:28
          A z kolei moj krewny po wylewie zapomnial polskiego a zaczal mowic ukrainskim (mial nianke ukrainke do 8 roku zycia potem null ukrainskiego) czyli wszystko byc moze tam gdzies zakodowane zostaje.
      • a1ma Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 11.02.14, 23:02
        bi_scotti, nie da sie Ciebie czytać.
        Wrzuć swoja wypowiedz w jakiś translator internetowy NA POLSKI.
        Wybacz, ale Ty chyba swoja "fluency" w polskim juz straciłas.
        • morgen_stern Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 17:01
          Ręce precz od bi_scotti! smile
          W tym wypadku jakość wypowiedzi przesłania formę. Zresztą bi i tak pisze lepiej, niż część forumek, które po polsku składnie zdania nie potrafią napisać.
      • princesswhitewolf Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 11.02.14, 23:14
        fluent to jeszcze cos do osiagniecia biscotti
        Trudno to osiagnac native level fluency bez ksztyny obcojezycznego akcentu
        • bi_scotti Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 00:09
          princesswhitewolf napisała:

          > Trudno to osiagnac native level fluency bez ksztyny obcojezycznego akcentu

          Who cares about "ksztyna obcojezycznego akcentu"? W ogole, who (and where) cares about accent? Chyba tylko Polacy w UK tongue_out I jaki to jest "obcojezyczny" akcent w kontekscie takich jezykow jak angielski, francuski, hiszpanski, portugalski ... You must be kidding big_grin
          • princesswhitewolf Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 00:19
            > Who cares about "ksztyna obcojezycznego akcentu"? W ogole, who (and where) care
            > s about accent? Chyba tylko Polacy w UK tongue_out I jaki to jest "obcojezyczny" akcent
            > w kontekscie takich jezykow jak angielski, francuski, hiszpanski, portugalski
            > ... You must be kidding big_grin


            A Polacy w UK to tacy ambitni niby czy maja jakies kompleksy jakich to Polacy w Kanadzie nie maja? No... wezzze...To nie kwestia czy Polak w UK czy w USA i moje podejscie do kwestii nie zmienilo sie w zaleznosci od szerokosci geograficznej ( studiowalam przez 5 lat w USA w Kalifornii Polnocnej)

            O co chodzi- nie o sam fakt akcentu.
            Mowa o native poziomie. A jesli o takim poziomie mowa to sorry... ale nie mozna mowic jesli jest akcent obcokrajowca.

            A czy ktos ma akcent to w zyciu niewiele zmienia- to oczywiste. Po prostu dziwia mnie tu komentarze o znajomosci kilku jezykow na poziomie ojczystego... Znajomosc na poziomie ojczystego jednak nie ma nalecialosci obcojezycznych jakby nie bylo
            • bi_scotti Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 00:37
              Nie mam pojecia o czym mowisz. slowo! Akcent, jakis tam, ma kazdy. Nie wiem co nazywasz "obcojezycznym" - taki dla Kalifornijczyka bedzie akcent Southern Belle, nie wspominajac juz o naszym Newfie wink Kto tu jest "obcojeczny"? Nie wiem co to jest "native poziom" - jakiego native? Profesora lingwistyki z UJ czy pani Jadzi ze spozywczego w Mlawie, absolwentki szkoly zasadniczej przepchnietej do graduation z litosci?
              Dla mnie to w ogole sa abstrakcyjne pojecia, sorry ... a wlasciwie nalezaloby pewnie powiedziec, ze takie z kategorii rozwazan ile diablow mieszka na lebku od szpilki. Jestem w stanie ogarnac porownywalne fluency zarowno w mowie jak i w pismie ale juz dyskusje o akcentach, native level czy innych wynalazkach to dla mnie wylacznie sztuka dla sztuki i jakas taka proba podwazenia (za wszelka cene) czyichs umiejetnosci. Szczegolnie w tzw. dziesiejszych czasach i szczegolnie w kontescie kilku jezykow uzywanych na roznych kontynentach przez niepoliczalna acz nieslychanie roznorodna mase "native speakers". Cheers.
              • princesswhitewolf Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 00:41
                bi_scotti napisała:

                > Nie mam pojecia o czym mowisz. slowo! Akcent, jakis tam, ma kazdy


                naprawde nie slyszysz jak obcokrajowiec mowi po angielsku? Nie mowimy o dialektach czy gwarach mowimy o native level speaker. "Nowofoundlandczyk" mowi ze swoim specyficznym dialektem ale jest to native akcent. Nawet jesli mowi jak sprzedawczyni ze sklepu czy dyrektor.

                > Dla mnie to w ogole sa abstrakcyjne pojecia, sorry ...

                nie dla lingwistow ani dla kogos kto dobrze slyszy. Choc nie ma znaczenia jaki masz akcent w wiekszosci zawodow w niektorych ma znaczenie. Sorry ale nawet w US prime time TV nie znajdziesz prezenterow telewizyjnych jacy mowia z silnym obcym akcentem. Takowi tez w PR zawodzie nie maja bytnosci.
                • bi_scotti Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 01:04
                  princesswhitewolf napisała:

                  > Sorry ale nawet w U
                  > S prime time TV nie znajdziesz prezenterow telewizyjnych jacy mowia z silnym ob
                  > cym akcentem. Takowi tez w PR zawodzie nie maja bytnosci.

                  To jest problem sasiadow, nie moj. I nie mojej TV smile
                  Ja juz nie wspomne o armii politykow, ktorych mamy, ktorzy mowia, wedlug Twoich kategorri, nie z "native accent" (niektorzy przy tym sa Native tongue_out ) tudziez aktorow jak rowniez literatow, dla ktorych angielski lub francuski nie sa pierwszymi jezykami. Nie przypuszczalabym zeby to moglo komus przeszkadzac!
                  • princesswhitewolf Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 01:07
                    > To jest problem sasiadow, nie moj. I nie mojej TV smile > Ja juz nie wspomne o armii politykow, ktorych mamy, ktorzy mowia, wedlug Twoich
                    > kategorri, nie z "native accent"


                    Nie wierze. W Kanadyjskiej TV czy w polityce moze spotkasz masowo francusko angielskie kombinacje akcentow ale nie wierze ze macie slawne gwiazdy TV z polskim albo czeskim akcentem... -????
                    No i nie mowie o dialektach czy gwarach ( jeszcze raz zaznacze) mowie o obcych akcentach
                    Francuski i angielski akcent w Quebec czy w Kanadzie anglojezycznej to nie obce akcenty...

                    • bi_scotti Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 01:26
                      princesswhitewolf napisała:

                      > Nie wierze. W Kanadyjskiej TV czy w polityce moze spotkasz masowo francusko ang
                      > ielskie kombinacje akcentow ale nie wierze ze macie slawne gwiazdy TV z polskim
                      > albo czeskim akcentem... -????

                      Traffic w moim ulubionym radiu czyta kobita z mandarynskim zaspiewem, moja lokalna councillor mowi z wyraznym wloskim zaspiewem, pogode czyta nasza ukochana Brytyjka z ciezka brytyjska melodia, roznych reporterow z Jamaican-Canadian, Romanian-Canadian, Ukrainian-Canadian ect. nie chce mi sie nawet wymieniac. Kazda stacja, wieksza czy mniejsza, kiedys miala po jednym rodzynku na okrase a od lat jest juz tych "rodzynkow" za duzo zeby liczyc.

                      > No i nie mowie o dialektach czy gwarach ( jeszcze raz zaznacze) mowie o obcych
                      > akcentach
                      > Francuski i angielski akcent w Quebec czy w Kanadzie anglojezycznej to nie obce
                      > akcenty...
                      >

                      Z tego co jeszcze pamietam ze szkoly, dialekt to dialekt, gwara to gwara i mieszanie ich z tym jak Franco-Canadians (nie tylko przeciez z Quebec!!!) mowia po angielsku czy Anglo-Canadians mowia po francusku jest jakims kompletnym pomieszaniem z poplataniem. Zacznij moze od definicji, eh ...
                      • princesswhitewolf Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 01:35
                        > Traffic w moim ulubionym radiu czyta kobita z mandarynskim zaspiewem,

                        albo macie tam naprawde duzo wieksza tolerancje w kanadzie albo to jakies radio "niszowe"

                        moja loka
                        > lna councillor mowi z wyraznym wloskim zaspiewem,

                        mowa o politykach widzianych w TV a nie gminnych...

                        roznych reporterow z Jamaican-Canadian, Rom
                        > anian-Canadian, Ukrainian-Canadian ect.


                        takich co jezdza do tych krajow. taa takich tez mamy tu i daja sprawozdania. Ale juz nie beda czytac reportarzy o powodziach w UK...

                        > Z tego co jeszcze pamietam ze szkoly, dialekt to dialekt, gwara to gwara i mies
                        > zanie ich z tym jak Franco-Canadians (nie tylko przeciez z Quebec!!!) mowia po
                        > angielsku czy Anglo-Canadians mowia po francusku jest jakims kompletnym pomiesz
                        > aniem z poplataniem. Zacznij moze od definicji, eh ...


                        Od tego masz wikipedie i za duzo w zyciu tego walkowalam by znowu tlumaczyc. Gwara, slang i dialekt ( 8 klasa podstawowki) to zupelnie inne kategorie niz obcokrajowiec z obcym akcentem i nie ma tu zadnej plynnej lini. To oczywiste roznice nie tylko dla lingwistow.
                        • bi_scotti Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 02:06
                          princesswhitewolf napisała:

                          > albo macie tam naprawde duzo wieksza tolerancje w kanadzie albo to jakies radio
                          > "niszowe"

                          Google: CBC big_grin

                          > moja loka
                          > > lna councillor mowi z wyraznym wloskim zaspiewem,

                          > mowa o politykach widzianych w TV a nie gminnych...

                          OMG, mam Ci wymienic wszystkich federal and provincial MPs and MPPs, ktorzy maja "background" i mowia z "akcentem" - zwyczajnie mi sie nie chce. Again: mozesz sobie google sklad ktoregokolwiek parlamentu (federalnego albo prowincjonalnego) i bedziesz miec wszystkie dane.

                          >
                          > roznych reporterow z Jamaican-Canadian, Rom
                          > > anian-Canadian, Ukrainian-Canadian ect.

                          >
                          > takich co jezdza do tych krajow. taa takich tez mamy tu i daja sprawozdania. Al
                          > e juz nie beda czytac reportarzy o powodziach w UK...
                          >

                          Nie zrozumialas. Albo nie chcialas zrozumiec. Ja jestem Polish-Canadian - teraz sobie to dostosuj do reszty mojej wypowiedzi. Ja mowie o main anchors w glownych news roznych stacji czytajacych codzienny news i na dodatek dumnie podkreslajacych swoje pochodzenie. Ty sie wstydzisz swojego "akcentu"?

                          > G
                          > wara, slang i dialekt ( 8 klasa podstawowki) to zupelnie inne kategorie niz obc
                          > okrajowiec z obcym akcentem i nie ma tu zadnej plynnej lini. To oczywiste rozni
                          > ce nie tylko dla lingwistow.

                          Jaki obcokrajowiec? We wlasnym kraju? Uparlas sie ale tak bywa u niektorych, nie da sie przeskoczyc. Trudno. Mecz sie sama ze soba, mnie sie juz nie chce wink Ciao!
                        • kocianna Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 05:57
                          To powiedz mi, w jakich językach w wieku, powiedzmy, XIX, mówili polski i słowacki góral i czy różnice między polskim i słowackim w górach nie były przypadkiem mniejsze od różnic pomiędzy gwarą podhalańską i językiem wykształconych elit?
                          Osobiście nie widzę ŻADNEJ różnicy (w kontekście wielojęzyczności) pomiędzy odmianami jednego języka (gwara, dialekt, żargon zawodowy etc.) i wieloma językami. Z wykształcenia jestem lingwistką.
                          Fakt, wielojęzyczność idealna nie istnieje - nikt nie wypowiada się z jednakową łatwością na wszystkie tematy na poziomie profesora uniwersytetu w każdym znanym sobie języku. Ale mam tu dwa pytania:
                          1) czy niezbyt wykształcona osoba władająca jednym językiem wypowiada się z łatwością na wszystkie tematy, używając takiego samego języka?
                          2) czy wielojęzyczność nawet na poziomie język ojczysty + znajomość innych choćby na poziomie C1, uzyskana w bonusie za pochodzenie, nie jest warta wkładanej w nią pracy rodziców?
                          • olena.s Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 06:38
                            > To powiedz mi, w jakich językach w wieku, powiedzmy, XIX, mówili polski i słowa
                            > cki góral i czy różnice między polskim i słowackim w górach nie były przypadkie
                            > m mniejsze od różnic pomiędzy gwarą podhalańską i językiem wykształconych elit?
                            >

                            Myślę też, że im dalej w las, czyli w obszary abstrakcji tym trudniej jest o pełną dwujęzyczność. A podejrzewam, że język wykształconych elit zwyczajnie był o wiele bogatszy pojęciowo, niż język rolników z dość hermetycznego obszaru.
                            To trochę jak z dziećmi - jednojęzyczniak stanie się dwujęzyczniakiem jak rakieta, o ile wpadnie w ten drugi język bardzo młodo, kiedy struktury jeszcze rudymentarne, a zasób słów- wąziutki. Ale to samo dziecko wrzucone w drugi język o dwa lata później będzie miało o wiele trudniejsze zadanie i zajmie mu to sporo więcej czasu.
                            • kocianna Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 07:03
                              Mnie chodziło bardziej o podstawową warstwę leksykalną, fonetyczną i gramatyczną.
                          • joa66 Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 06:41
                            czy wielojęzyczność nawet na poziomie język ojczysty + znajomość innych choćby na poziomie C1, uzyskana w bonusie za pochodzenie, nie jest warta wkładanej w nią pracy rodziców?

                            Jest warta. Ale pod jednym warunkiem - ze nie rujnuje zycia dziecku, np kiedy dziecko jest "ciezkim" dyslektykiem, kiedy jest nadmiernie obciazone nauka/zajeciami dodatkowymi
                            • kocianna Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 07:11
                              Nie udowodniono korelacji między ciężką dyslekcją i wielojęzycznością. Powtarzam, większość ludzi na świecie jest wielojęzyczna naturalnie, a dyslektyków jest mniej-więcej tyle samo w każdym społeczeństwie. Nadmierne obciążenie nauką? Jak Ty sobie wyobrażasz wychowanie dwujęzycznego dziecka? Mnie po prostu matka tłumaczyła matematykę po rosyjsku, nie przeszkadzało mi, że pojęcia mają inne nazwy, ja musiałam zrozumieć pojęcia. A że przy okazji znam twierdzenie Pitagorasa po rosyjsku? No właśnie, przy okazji.
                              • joa66 Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 07:59
                                Mam w rodzinie "ciezkiego" dyslektyka i wiem jak sobie radzil z jednym jezykiem -ojczystym (pisanie oczywiscie , nie mowienie). I zakladam, ze o ile kwestia jezyka mowionego moze byc rozwiazana naturalnie , z jezykiem pisanym jest problem. Do tego dyslektyk ma duzo zajec obowiazkowych dodatkowych (zwiaznych wlasnie z dyslekjsa) dlatego nie bardzo wyobrazam sobie dokladania mu kolejnych. Z jednym wyjatkiem - gdyby jezykiem ojczystym nie byl jezyk angielski, to jednak staralabym sie dziecko troche uczyc. Gdyby tym jezykiem "sobotnio-niedzielnym" byl jezyk polski, mysle , ze ograniczylabym sie do zapoznawania kultury polskiej. Podkreslam - to jest moje zdanie o nauce dzieci z ciezka dysleksja.

                                Ja sama jestem maniaczká nauki jezykow, uwazam, ze jest to jedna z najcenniejszych rzeczy, ktora rodzic moze dac dziecku, ale jest granica - granica zdrowia psychicznego dziecka - dziecko MUSI miec czas wolny od nauki , do swobodnego zagodspodarowania na biezaco. I nie mam na mysli 20 minut dziennie.

                                p.s. oczywiscie, ze nie udowodniono korelacji miedzy dysleksja a wielojezycznoscia, dlaczego mialby to ktos robic? Moim zdaniem takiej korelacji nie ma. Co nie zmienia faktu, ze w kazdej rodzinie (mieszanej, polskiej na obczyznie itp) moze urodzc sie dyslektyk.
                                • kocianna Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 08:39
                                  Oj robiono takie badania, robiono smile Bo były robione badania na temat szkodliwości wielojęzyczności.
                                  Widzisz, akwizycja językowa na tym polega, że się dziecka nie uczy smile Tylko jeśli się człowiek ograniczy, powiedzmy, do rygorystycznego OPOL czy mL@H to język mniejszości siłą rzeczy będzie zubożony i ograniczony do tematów podejmowanych w tym języku - większość z nas nie dyskutuje w domu o kwantach i kwarkach. Umiarkowana dysleksja nie przeszkadza w stosowaniu OPOL (jestem dyslektyczką i jestem niemal idealnie dwujęzyczna naturalnie), na ciężkiej się nie znam, ale, o ile się nie mylę, nawet nauczanie języka jako obcego ma tutaj różne ograniczenia.
                                  • joa66 Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 12:15
                                    kocianna - nie musisz mi tłumaczyć pojęć z jezykoznawsytwa , teorie m.in Chomsky'ego i Skinnera swego czasu zaliczyłam na piątkęwink Poza tym zdarzyło mi się współorganizować konferencję poświęconą m.in. dwujęzyczności u dzieci - podstaw nie musisz mi tłumaczyćsmile

                                    Ale kiedy spotykasz dziecko z ciężką dysleksją to wszystko staje na głowie - zapewne da się w jakiś sposób nauczyć takie dzieci 2 języków, ale w przypadku niektórych (na szczęście niewielu) cena jest -to już moje zdanie - zbyt wysoka.
                                    • kocianna Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 12:24
                                      smile
                                      Ale mówimy tu jednak o większości społeczeństwa, a nie o dzieciach ze specyficznymi zaburzeniami. Jeśli nie oczekujemy od dyskalkulika, że zostanie fizykiem kwantowym, to ciężki dyslektyk nie musi posługiwać się biegle w mowie i piśmie wieloma językami.
                                      • joa66 Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 12:41
                                        Wiem, że o większości, ale cały czas boje się, że czyta ktoś w rodzaju mojej siostry (czyli matki takiego dyslektyka), kto zarznie siebie i dziecko próbując osiągnąc cel niemożliwy do osiągnięcia (lub możliwy za zbyt wysoką cenę)
                                  • joa66 Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 12:38
                                    Wracając do Twojego głównego pytania - na pewno warto dziecko uczyć /dopilnowywać(jeżeli nie ma przeszkód, o których pisałam, ale to dotyczy niewielkiej grupy dzieci). Dla mnie każdy kolejny język jest jak kolejne życie w grze komputerowej big_grin Wierzę, że tyle mamy "żyć" ile znamy językówsmile Odpowiednią propagandę uprawiałam w domu od dziecka i mój syn (liceum, poziom angielskiego C2, potwierdzony) już w liceum zarobił pierwsze pieniądze na tłumaczeniu (filmy).
                                    Pękłam przy drugim jezyku - moje ambicje (wiem brzmi strasznie w stosunku do dzieckawink ) były takie, żeby kończąc liceum oba języki obce miał na poziomie C2, niestety nie udalo się kontynuować hiszpańskiego i w liceum zaczął francuski - teraz oba języki zna na poziomie mniej więcej B1 czyli nie najlepiej. Mogłam uprawiac propagandę (do zmuszania bym się nie posunęła) i namawiac na kontynuację hiszpańskiego równolegle do francuskiego, ale.... No właśnie..mój syn nie jest maszynką do uczenia się jezyków (chociaż bardzo bym chciała), ma inne zainteresowania, trochę publikuje, ma życie towarzyskie i uczuciowe. A doba ma tylko 24 godziny. Odpuściłam. To znaczy prawie odpusciłam, bo truję już dorosłemu dziecku, że po maturze powinien się zdecydować, który język (hiszpański czy francuski) ciągnie do C2. I o dziwo się ze mną zgadza (lata propagandy zrobiły swojewink)

                                    p.s. zdaję sobie sprawę, że C2 to dopiero początek drogi smile
                                    • bi_scotti Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 13:53
                                      Joa, tak z ciekawosci - ta dyskleksja to problem w pisaniu i czytaniu, tak? Nie przeszkadza chyba w komunikacji werbalnej. Czytanie i pisanie w kazdym drugim, trzecim, czwartym jezyku to wyzsza szkola jazdy i bez dysleksji wink Ja juz kiedys pisalam, moj Sredni jest bardzo slaby w pisaniu po polsku (czyta no problem), bo zwyczajnie czasu bylo za malo zeby go jeszcze takimi wymaganiami dreczyc. Facet musial cwiczyc chodzenie po schodach czy noszenie kubka z plynem wiec juz na pisanie po polsku czasu nie starczylo. Ale w mowie jest wciaz fluent, w jego przypadku to good enough.
                                      • joa66 Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 14:03
                                        Tak - pisanie i czytanie. Z tym, że ja nie kwestionuję sensu mówienia do dziecka w języku ojczystym przez rodzica, tylko wysyłanie do szkoł sobotnio-niedzielnych dzieci z ciężka dysleksją (jeżeli mają inne zajęcia związane np z rehabilitacją, nie mają ochoty itd).
                              • rosapulchra-0 Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 10:26
                                Kocianna, ja myślę, że szukanie korelacji między dysleksją a wielojęzycznością to przykrywka dla rodziców, którzy nie byli w stanie wyegzekwować na swoich dzieciach tej wielojęzyczności. No i, IMHO, nie ma czegoś takiego, jak przeciążenie nauką. Każdy człowiek ma swoją granicę. Nieprzekraczalną.
                                Jedna z moich córek jest dyslektyczką i jest dwujęzyczna.
                        • ingryd Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 11:15
                          jejuniu a skad u ciebie taka kupa kompleksow,

                          w takiej francji co trzecia gwiazda kina, tv, muzyki, literatury ma pochodzenie wielorakie i akcent ktory za nim idzie,
                          pierwsze lepsze przyklady :
                          -taki polanski, typowy polski akcent na ktorym noze mozna ostrzyc
                          -andrzej severyn, aktor przyjety w poczet comedie française (instytucja narodowa)
                          -cala plejada belgijskich aktorow, uszy bola,
                          -brel, ktory tak pieknie piescil mowe moliera
                          -kundera, sliczny akcent czeski
                          -eva joly, deputowana, ekologistka, pochodzenia szwedzkiego (ona szczeka nie mowi)

                          i tak mozna dluuuugo,
                          we francji, i jego bulionie kulturowym, akcent nie jest wyznacznikiem sprawnosci poslugiwania sie jezykiem, nie ma takiej opcji.
                          • gazdzinazdaleka Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 14:06
                            Od dawna przecież wiadomo, że najważniejsze jest nie to, iloma językami się włada, tylko co się ma w nich do powiedzenia. I to bez względu na akcent. Język to tylko środek, a nie cel sam w sobie.
                            PS Był u nas kiedyś spis powszechny. W kraju, w którym obowiązuje kilka języków urzędowych. I jedno z pytań brzmiało - w jakim języku śnisz (marzysz)? Można było wybrać tylko jeden. Dziecko mnie wtedy zapytało - mamo, co ja mam napisać, jeśli śnię w dwóch? Bo to przecież zależy, o czym śnię smile Pytanie w takim miejscu zgoła idiotyczne, bo tutaj większość ludzi posługuje się na co dzień kilkoma językami. Napisaliśmy obydwa. Teraz do tego doszły jeszcze inne języki, którymi sprawnie się posługuje (mając z nich zajęcia z niektórych przedmiotów), ale chyba w żadnym z nich nie śni smile
                  • olena.s Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 06:20
                    Ależ oczywiście, że przeszkadza. Są akcenty utrudniające zrozumienie i TV o tym wiedzą. Na przykład indyjski/pakistański angielski (przy doskonałej znajomości samego języka przecież!) bywa trudny do pojęcia. Brytyjczycy miewają z tym problemy.
                    Ja się nie upieram, że każdy dziennikarz musi mówić BBC English, ale jednak powinno się go bez trudu rozumieć. Inna sprawa, że i natywne akcenty bywają trudniejsze - ode mnie np. gordie wymaga kompletnego skupienia na mówiącym, a i tak nie wszystko łapię.
                    • bi_scotti Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 13:28
                      olena.s napisała:

                      > Inna sprawa, że i natywne akcenty bywają trudni
                      > ejsze - ode mnie np. gordie wymaga kompletnego skupienia na mówiącym, a i tak n
                      > ie wszystko łapię.

                      Przypomnialas mi ogladanie ilus tam szkockich i irlandzkich filmow w anglo-jezycznych kinach Toronto - zawsze mialy subtitles, bo inaczej nikt by nie zrozumial nic poza "f.u.c.k" wink
                      A powaznie, to ja naprawde nie rozumiem tej obsesji z native accent, bo gdzie kto i dla kogo jest "native". W ogole okreslenie "native" jest wybitnie nieprecyzyjne. Moje dzieci, Polish-Canadians urodzeni w Kanadzie, we wszystkich ankietach czy innych tam pismach/aplikacjach jako "native language" melduja Polish choc, uczciwie mowiac, ich fluency w angielskim, pod kazdym wzgledem jest wieksza niz po polsku. Ale, wedlug nich samych, do konca zycia tym wlasnie "native" bedzie dla nich ich jezyk pierwszy, domowy, serdeczny. I przeciez nie oni jedni!
                      I jeszcze o Hindusach - uwielbiam, po prostu uwielbiam sluchac (i patrzec!) gdy Hindusi wypowiadaja sie po angielsku. Uwazam to za uczte dla oka i ucha smile Po francusku juz tak to nie dziala. Przy czym jestem zdania, ze wielu z nich, niestety, dalo sie "zgermanizowac" (zanglicyzowac) - odrzucili swoje "native" languages w przekonaniu, ze English rulez a szkoda, wielka szkoda ... Ale to inny temat smile
                      • jak_matrioszka Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 13:38
                        Moje dziecko, 100% polskie z urodzenia, wychwane do 4r.z. w jezyku polskim, powinno w takich ankietach meldowac norweski, bo bez watpienia jest to jej dominujacy jezyk. I dla mnie to jest "nativ", a biologia i geografia maja znaczenie drugorzedne.
                        • bi_scotti Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 13:48
                          Twoje dziecko podejmie swoje decyzje w kwestii "czucia sie native language speaker" gdy juz mu/jej przyjdzie te ankiety wypelniac wink
                          • jak_matrioszka Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 14:53
                            Czyli od jakichs 10 lat smile
                            • bi_scotti Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 16:12
                              jak_matrioszka napisała:

                              > Czyli od jakichs 10 lat smile

                              Masz 28-letnie dziecko? Cool.
                      • rosapulchra-0 Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 13:50
                        Scotti, to prawda z tymi Hindusami smile W UK wielu Hindusów straciło już ten swój akcent i charakterystyczną wymowę, ale można jeszcze spotkać perełki. Moja córka świetnie parodiuje ich wymowę, bo jest naprawdę bardzo specyficzna. Jednak takie osoby jak ja, gdy mają rozmawiać z kimś nieangielskim (Indie, Pakistan, Chiny) po angielsku przez telefon, to przyznaję, że sprawia mi trudność ich zrozumienie, właśnie przez akcent i podejrzewam, że osoba po drugiej stronie ma podobny problem ze mną - mówię z silnym polskim akcentem.
                        • bi_scotti Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 14:07
                          To jest pewnie kwestia wycwiczenia ucha. Jak wspomnialam wyzej, dla anglo-jezycznych Canadians zrozumienie anglo-jezycznych Scotts jest nie do przejscia wink Ale gdybysmy ich tu mieli wiecej, gdybysmy sie musieli z nimi czesciej komunikowac to bysmy sie zaczeli rozumiec, bo nie byloby innego wyjscia. Odpowiednia ilosc Scottish and/or Canadian whisky na pewno jednak bylaby konieczna wink
                          Ja miewalam kiedys, dawno temu, problemy z rozumieniem Vietnamese-Canadians ale po blizszych kontaktach z kilkoma rodzinami, ucho sie wytrenowalo i jest OK smile
                          • ingryd Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 14:16
                            oj prawdziwa prawda,
                            ilez mnie kosztuje skupienia i koncentracji zeby zrozumiec frncuski kanadyjski,
                            ale jaki on piekny jest,
                            uwielbiam,
                            ma melodie francuskiego mowionego "po rosyjsku" wink
                            taki francuski alzacki jest o wiele latwiejszy do zrozumienia, ale wiadomo ze melodia nie ta
                            • bi_scotti Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 14:37
                              ingryd napisała:

                              > oj prawdziwa prawda,
                              > ilez mnie kosztuje skupienia i koncentracji zeby zrozumiec frncuski kanadyjski,
                              > ale jaki on piekny jest,
                              > uwielbiam,
                              > ma melodie francuskiego mowionego "po rosyjsku" wink

                              Zaraz by Ci tu jakis Franco-Canadian zadal podchwytliwe pytanie, ktory francuski kanadyjski Cie tak zachwyca wink Ten z Quebec, z New Brunswick, z polnocnego Ontario czy moze z Manitoby smile Bo faktycznie kazdy inny, nie tylko w wymowie ale w slownictwie, idiomatic expressions. No i jeszcze wszak mamy przybyszow z Algierii, Maroka, Senegalu, Haiti etc. etc. ktorych francuskie tez wzbogacaja nasza zamarznieta ziemie. Salut.
                              • ingryd Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 15:15
                                oj slownictwo to cudo,
                                kilka idiomow i specyfikow gramatycznych bardzo logicznch (bo dlaczego francuzi sie upieraj ze nie mowi sie "plus mieux" ? ) to prawdziwe pierelki
                                zawsze zachwycala mnie "ma blonde", bo wyobrazalam sobie swiat zamieszkaly pzez same blondynki wink
                                a jesli chodzi o francophonow to i w metropolii jest smiesznie, zapewniam cie
                                veuillez agréer, soeur canadienne, mes salutations réciproques wink
                      • olena.s Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 15:10
                        > A powaznie, to ja naprawde nie rozumiem tej obsesji z native accent, bo gdzie k
                        > to i dla kogo jest "native".
                        Im lepszy jesteś językowo, tym bardziej wchodząc w daną grupę jednorodną z punktu jesteś 'swój', milcząco zakłada się, że taki ktoś złapie, pojmie, wie, czytał, rozumie, nie trzeba mu od jaja wykładać.
                        Ale masz rację, to jest w większości przypadków coraz mniej ważne (aczkolwiek, hi hi, pamiętam jakie wrażenie zrobił na Brytolach Balcerowicz, któremu na dzień dobry dali parę punktów więcej za angielszczyznę: nie, że piękną, ale że z odpowiednim akcentem klasow/uniwersyteckim.
                        • bi_scotti Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 16:07
                          Olena, nie wiem czy ogladasz moja ukochana angielsko-jezyczna Al Jazeera, pewnie nie wink Anyway, ja ogladam i uwilebiam u nich, miedzy innymi i to, ze sciagaja super reporterow z roznych stacji z calego swiata (ksiaze ewidentnie ma forse wink ) i ze wlasnie slychac caly czas ten melodyczny mish-mash i nigdy nie wiesz jak kto nastepny zabrzmi, bo ani nazwisko, ani kolor skory nigdy nie daja 100% pewnosci, ze "akcent" bedzie jakis tam. No i piekne jest to, ze oni sie wszyscy wzajemnie ucza wymawiac jakos sensownie nazwiska tych swoich diverse kolegow. I love Al Jazeera big_grin
                          • olena.s Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 16:18
                            Jestem beztelewizorowa, ale ich słucham w aucie.
                            Nie dzielę twojego uwielbienia: pokaz shadenfreude jaki dawali przy okazji Haiti był zaiste silnym wrażeniem. Materiały palestyńskie, ogolne ręczne serowanie w sprawach egipskich....Nie jest to stacja na drodze do obiektywizmu, tak to ujmę.
                            A co do akcentów, to pamiętaj, że oni sprzedają się glównie do Azji, Afryki. Więc im więcej (bliższych odbiorcom) akcentów, tym lepiej.
                            • bi_scotti Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 18:41
                              olena.s napisała:

                              > Jestem beztelewizorowa, ale ich słucham w aucie.
                              > Nie dzielę twojego uwielbienia: pokaz shadenfreude jaki dawali przy okazji Hait
                              > i był zaiste silnym wrażeniem.

                              Ja z kolei nie moglam patrzec na to, co moja TV pokazywala przy okazji Haiti, szczegolnie ze wtedy nasza GG (Governor General) byla Michaelle Jean pochodzenia haitanskiego - az do obrzygania ... Wszystko, jak zwykle, kwestia kontekstu.

                              Materiały palestyńskie, ogolne ręczne serowanie
                              > w sprawach egipskich....Nie jest to stacja na drodze do obiektywizmu, tak to uj
                              > mę.

                              A jakas jest? Dla mnie jest cudowna przeciwwaga dla amerykanskich i kanadyjskich mediow, ktore sa jakie sa. Nawet PBS czy inne publiczne TV nie sa wszak "obiektywne" a zdecydowanie wrecz przeciwnie wink

                              > A co do akcentów, to pamiętaj, że oni sprzedają się glównie do Azji, Afryki. Wi
                              > ęc im więcej (bliższych odbiorcom) akcentów, tym lepiej.

                              Nie, nie, nasza wersja jest dla nas - dla Ameryki i Kanady. A "akcenty" sa wszelakie, rowno po kontynentach leca. I nawet otyle kobiety sie zdarzaja jako main anchor, co w ogole uwazam za rewolucje, bo procz amerykanskiej Gwen Ifill z PBS to nie takie czeste wink
                              • olena.s Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 19:34
                                Nie prowadzę badań porównawczych, więc ci nie będe niczego polecać - natomiast AJ nie tworzy nawet pozorów obiektywizmu w szeregu spraw, i to jest bardzo wyraźne.
                • jan.kran Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 01:06
                  Jestem jednym z adminów tego forum i Matką ZaLożycielką powyższego:

                  forum.gazeta.pl/forum/f,37229,Wielojezycznosc_w_rodzinie.html
                  Do tego mam na tapecie dwoje dzieci , dorosłych , wielojęzycznych.
                  Podstawa wielojęzyczności moim zdaniem nie są dzieci bo one mają mało do powiedzenia . Podstawą są rodzice , ich zaparcie konsekwencja i odpór na głupie gadanie rodziny , szkoły , znajomych , psychologów , pedagogów i wszystkich dookoła którzy wiedza lepiej.
                  Moje dzieci miały szlaban na mówienie do mnie w jakimkolwiek innym języku niż polski przez pierwsze kilkanaście lat Ich życia.
                  Za odzywanie się w innym języku niż polski groziła rózga lub klęczenie na grochu:ppp
                  Na dziś mówiaą po polsku bdb , córka i dobrze syn i w innych językach daja sobie radę.
                  To czego nie akceptuję , z czym walczę i za co gonię to mieszanie jezyków.
                  Z córką nie mam problemów bo się stara , syn to lekka porażka ale poprawiam , poprawiam porawiam. jak maszyna .Polski , bo w innych jezykach nie miesza albo niewiele.
                  • princesswhitewolf Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 01:10
                    janie kranie czytam twoje forum i twoje bardzo rozsadne i nieudawane racjonalne podejscie -jest dla mnie inspiracja do wychowania mojego mam nadzieje dwujezycznego dziecka.
                    W przeciwienstwie do twoich wypowiedzi nie lubie czytac o genialnych 8miojezycznych dzieciach jakie znaja wszystkie jezyki doskonale... bo czesto zwyczajne sa to nieobiektywne wypowiedzi osob jakie nie sa w stanie ocenic znajomosci tych jezykow
                    • jan.kran Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 01:28
                      Księżniczko , ja jestem w stanie dobrze ocenic znajość jezyków moich dzieci choć sama bez akcentu i poprawnie mówię li tylko po polsku...
                      Niemiecki: oboje są idealnie niemieckojęzyczni , nie moje zdanie tylko znajomych Niemców.
                      Nie wiem jak to się stało bo mieli osiem lat i dwanaście jak opuścili DE gdzie sie urodzili i wychowali.
                      Polski: córka mało rozpoznawalna jako osoba nie urodzona w PL , nie ma akcentu ale mówi po polsku językiem archaicznym , tzn. moim smile Czuć że nigdy nie mieszkała wOj. Syn mówi chętnie i dużo po polsku ale ma jednoznaczny niemeicki akcent i miesza za co Go bije regularnie.
                      Angielski: ja znam z widzenia ale oni oboje poruszają sie w tym języku tam i z powrotem , nie wiem z jakim akcentem ale za to lekką stopa.
                      Norweski: bdb ale mają akcent, nie do końca wiadomo jaki ale nikt Ich za Norwegow nie weżmie za to język znaja bdb.
                      Oproócz tego oboje spokojnie dają radę w szwedzkim , duńskim , rosyjskim i francuskim , dwa pierwsze na poziomie dobrym , następne dwa na poziomie kupienia biletu lub też zapytania sie jak dojść z punktu jeden do punktu dwa lub nabyć coś do jedzenia.
                      Syn kuma portugalski ale to inna historiasmile
                      Ja robie za Cerbera i wiedźmę i pilnuje czystosci polskiego ... u syna bo córka sama się pilnuje.
                      Tak nam w życiu wyszło że żyjemy w rozkroku między kilkoma jezykami i kulturami ...
                  • bi_scotti Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 01:28
                    jan.kran napisała:

                    > To czego nie akceptuję , z czym walczę i za co gonię to mieszanie jezyków.

                    Et tu, Brute? tongue_out
        • rosapulchra-0 Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 01:32
          princesswhitewolf napisała:

          > fluent to jeszcze cos do osiagniecia biscotti
          > Trudno to osiagnac native level fluency bez ksztyny obcojezycznego akcentu

          *kRZtyny, jeśli już wink
          • princesswhitewolf Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 01:38
            rosa wrrr....
            jak na 20+ lat poza Polska i edukacja poza Polska ...to calkiem niezle mowie po polsku. Nie gneb mnie niewiasto!
            • rosapulchra-0 Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 02:00
              Orajt wink
    • srubokretka Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 11.02.14, 04:15
      oczywiscie, ze chcialabym miec dzieci utalentowane. Kto by nie chcial smile
      Moje dzieci sa 2 jezyczne (tz drugie zaczyna). Starsza chcialaby sie uczyc tez rosyjskiego, ale ja uwazam ze jest jeszcze za wczesnie (ma 6lat). Znam sporo dzieci wielojezycznych. Niestety to nie wyglada tak jak sugeruje artykul. Ewentualnie, jak to nasza wyobraznia sobie idealizuje. Prawada jest taka, ze takie dzieci mowia wieloma jezykami, ale zadnym poprawnie. Jest jednak to bdb podstawa, zeby w przyszlosci niektore z nich opanowac w bdb stopniu.
      Ja nie jestem za przeladowywaniem. Skupiam sie nad tym, zeby moje dzieci chociaz dwa znaly, ale bdb w miare mozliwosci. Jezeli beda chcialy sie uczyc pozniej jezykow obcych prosze bardzo. Mieszkanie za granica bardzo to ulatwia.
      Wiekszosc jednak moich znajomych specjalnie zapisuje dzieci do przedszkoli np. rosyjskich , zeby dzieci mowily w 3 jezykach. I mowia , ale jak to wyglada? Komicznie, bo zazwyczaj te 3 jezyki umieszczone sa w jednym zdaniu.

      Mam znajomego Litwina, ktory mowi minimum 7 jezykami. Czesto przy kawce robimy sobie jaja i pakujemy w jedno zdanie ile sie da jezykow... Zaczynamy od tego : To iloma dzis jezykami sie poslugujemy? wink
      • princesswhitewolf Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 11.02.14, 23:16
        rawada jest taka, ze takie dzieci mowia wieloma jezykami, ale zadnym poprawnie.

        nie no przesadzasz. Jeden jest native, i w tym mowia jak w ojczystym.
        Zdarzaja sie tez i perfectly bilingual. Mam takiego przyjaciela ojca Polakow wychowanego w UK od dziecka. Po polsku mowi jak ja czy ty, bo to slysze, a ani ja ani moj maz ( Anglik) nie slyszy odrobiny akcentu polskiego w angielskim.
        • srubokretka Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 00:38
          dlatego napisalam "dzieci". Dorosli latami ciwcza, wyjezdzaja do krajow ojczystych itp. Ja swoja corke do 4 r z bronilam przed angielskim. Nawet jak szla do przedszkola to tylko podstawy znala. Teraz ma 6 lat. Od kilku tygodni pracuje nad tym , zeby 'sie" poprawnie mowila, bez akcentu. Przez miesiace drzewo, to bylo dżewo itp. Tego nie slychac na codzien, ale jak ktos sie przyslucha to badzo slychac. Pisalam tez o swoich doswiadczeniach, a poloni sporo znam. Osoby, ktora mowi nawet tylko 2 jezykami "bez akcentu" nie znam. Nikt na to tak bardzo nie zwraca uwagi, bo kazdy kladzie nacisk na to zeby sie poprostu, zwyczajnie dogadac.
          • jak_matrioszka Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 12:34
            No to ja mam tak samo, 2+jezycznych znam sporo, doroslych i dzieci, ale nikogo kto by mowil w obu jezykach idealnie. Czasami jest to wlasnie takie "dżewo", czasami niedociagniecia gramatyczne, zawsze w jakis sposob to slychac. Oczywiscie przy obnizonym standardzie co uwaza sie za mowienie bez akcentu, to swiat jest pelen dwu- a nawet wielojezycznych. Tylko po co wciskac komus ze "nie idzie rozpoznac" obcych elementow? Ja rozpoznaje bez problemu w polskim i norweskim (potrafie tez wskazac drugi jezyk, o ile sama go znam), w wielu wypadkach poradze sobie z rozpoznaniem "obcokrajowca" w kilku innych jezykach, to tylko kwestia czy slyszy sie taka osobe w dluzszej wypowiedzi, czy to tylko kilka slowek (przez kilka slowek to i ja moge udawac dwujezyczna).
            • joa66 Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 12:47
              Ale istotą dwu/wielojęzyczności nie jest to, zeby posługiwać się danymi językami doskonale tylko tak samo (jak język ojczysty/ojczyste).

              Paradoks polega na tym, że czasami nie-native posługują się danym językiem (struktura, bogactwo słownika, styl) lepiej niż np niewykształceni native.
              • jak_matrioszka Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 12:55
                Ja nikomu nie ujmuje wielojezycznosci, ja jedynie dziwie sie wciskaniu ciemnoty jakoby taki wielojezyczny wszystkie jezyki mial opanowane IDEALNIE. Ja tez czesto komplementuja, ze mowie po norwesku bdb., albo ze moje dzieci mowia po polsku "bez cienia akcentu", ale ja ten "cien akcentu" bardzo dobrze slysze, a rownoczesnie nie mam potrzeby udawania ze cos jest lepsze niz w rzeczywistosci. Osoba wielojezyzna to ktos, kto ma opanowane kilka jezykow w stopniu bardzo wysokim, jednak nie na poziomie "nierozpoznawalnosci".
                • joa66 Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 13:04
                  Osoba wielojezyzna to ktos, kto ma opanowane kilka jezykow w stopniu bardzo wysokim, jednak nie na poziomie "nierozpoznawalnosci".

                  Nie zgadzam się-poziom języka, w tym ojczystego , jest związany z wykształceniem. Oczekiwanie, że ktoś ma opanowany język w stopniu bardzo wysokim oznacza, że należałoby wykluczyć wielu niewykształconych osób używających aktywnie 1000 słow, a znających biernie 5000 , z kręgu osób, które w ogóle jakiś język ( w tym ojczysty) znają.

                  • jak_matrioszka Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 13:33
                    Ale jezeli ktos w jezyku ojczystym aktywnie uzywa tylko 1000 slow, to robi to inaczej niz osoba dla ktorej jest to drugi jezyk, i wlasnie o tej roznicy mowie. Z 500 slowami jest sie nativ speakerem swego jezyka ojczystego, a mozna znac 3000 slow jezyka obcego, bardzo dobrze gramatyke i mowic z ladnym akcentem, ale to wciaz nie daje sukcesu "nierozpoznawalnosci".
                    • joa66 Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 13:51
                      Ale ja nie pisałam o "nierozpoznawalności" bo tutaj się z Tobą zgadzam, tylko o tym jak ryzykowwna jest definicja wielojęzyczności poprzez określenie , że ma to być język bardzo zaawansowany.

                      Dwujezycznosc (wielojezycznosc) polega na tym, że wszystkie języki, które włączymy do tego osobistego worka , znamy TAK SAMO, a nie wybitnie.
                      • bi_scotti Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 14:01
                        Ale o co chodzi z ta "rozpoznawalnoscia"? W czym problem, ze rodowity warszawiak "rozpozna" przybysza z Gliwic & vice versa? Caly czas mam poczucie, ze ten problem "akcentu" czy owej "rozpoznawalnosci" to jakies ukryte kompleksy, jakas (dla mnie kompletnie niezrozumiala) potrzeba zeby mowic jak Norweg czy jak Rosjanin czy jak ... whoever. Przeciez w komunikacji roznymi jezykami, skutecznej (!!!) komunikacji to jest naprawde kompletnie nieistotne.
                        • jak_matrioszka Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 15:03
                          Owszem, w Norwegii to wazne rozpoznac czy sie jest z "warszawy" czy z "gliwic", ale to kraj gdzie sa dwa jezyki pisane (dwa norweskie, a nie jak w kanadzie angielski i francuski), i dialektow od groma, a konwersacja o przynaleznosci geograficznej jest rownie wazna, jak konwersacja o pogodzie smile
                          Nie wiem skad u Ciebie ten kompleks mowienia z akcentem, ja go nie mam wiec nie potrafie wytlumaczyc. Ja mowie z akcentem i slysze te obce tony u innych, nie rozumiem zatem tej aspiracji "a X to mowi piecioma jezykami tak, ze nie zgadlabys ktory jest jego ojczystym". To tak jakby pryszczaty opowiadal z ma gladka cere :p
                        • princesswhitewolf Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 15:33
                          Caly czas mam poczucie, ze ten problem "akcentu" czy owej "rozpoznawalnosci" to jakies ukryte kompleksy, jakas (dla mnie kompletnie niezrozumiala) potrzeba zeby mowic jak Norweg czy jak Rosjanin czy jak ... whoever

                          Uwierz mi, ze swiat jest pelen pracodawcow jacy niekoniecznie sa otwartymi na swiat kanadyjczykami. Dla wielu zgrzyt obcego akcentu w uchu= dziekujemy Pani za interview.
                          • rosapulchra-0 Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 16:09
                            princesswhitewolf napisała:

                            > Uwierz mi, ze swiat jest pelen pracodawcow jacy niekoniecznie sa otwartymi na s
                            > wiat kanadyjczykami. Dla wielu zgrzyt obcego akcentu w uchu= dziekujemy Pani za
                            > interview.

                            Mocno demonizujesz. W końcu w tym wątku wypowiadają się dziewczyny z całego świata. Owszem, UK jest konserwą, ale na pewno nie tak zardzewiałą, jak próbujesz ją tu przedstawić.
                          • bi_scotti Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 16:11
                            princesswhitewolf napisała:

                            > Uwierz mi, ze swiat jest pelen pracodawcow jacy niekoniecznie sa otwartymi na s
                            > wiat kanadyjczykami. Dla wielu zgrzyt obcego akcentu w uchu= dziekujemy Pani za
                            > interview.

                            To tak jakby ich problem. W obliczu tego jak zmienia sie swiat takie zasciankowe myslenie (sluchanie wink ) dlugo juz pewnie nie pozyje. Aczkolwiek wciaz sa pracodawcy, ktorzy maja problem z przyjeciem kobiety na stanowisko spawacza albo engineer na kolei - w jakims momencie wszystkie dinozaury jednak wymra.
              • kocianna Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 13:49
                Nieprawda, nieprawda, nieprawda smile Tak samo się nie da po prostu i już! Osoby idealnie dwujęzyczne w przyrodzie występują niezmiernie rzadko.
                A co powiemy na człowieka, który wychował się i wykształcił na poziomie uniwersyteckim w języku A, a następnie wyemigrował i całe zawodowe życie do emerytury spędził używając języka B? Jego język ojczysty odbiega już bardzo znacznie od języka używanego w kraju pochodzenia, jest o wiele bieglejszy w języku kraju przyjmującego!
                • joa66 Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 13:59
                  Prawda, prawda, prawda wink

                  Osoby idealnie dwujęzyczne w przyrodzie występują niezmiernie rzadko.

                  ale występują i to jest ta najbardziej podstawowa definicja. Rozszerzone rozumienie uwzględnia niewielkie wzloty i upadki po drodze.

                  Ale to i tak nie zmienia paradoksu "doskonałości" języka- czy lepszy angielski ma np Anglik, który edukację ukończył w wieku 16 lat i nigdy niczego dobrowolnie nie przeczytał czy Polak (Francuz , Niemiec), który studiował literaturę angielską w Oxfordzie? wink
                  • bi_scotti Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 14:02
                    joa66 napisała:

                    > Ale to i tak nie zmienia paradoksu "doskonałości" języka- czy lepszy angielski
                    > ma np Anglik, który edukację ukończył w wieku 16 lat i nigdy niczego dobrowolni
                    > e nie przeczytał czy Polak (Francuz , Niemiec), który studiował literaturę angi
                    > elską w Oxfordzie? wink

                    I na dodatek czasem ja wyklada big_grin
    • kocianna Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 11.02.14, 05:51
      Na forum wielojęzyczność w rodzinie jest sporo dzieci trójjęzycznych i zdarzają się takie, które dość swobodnie mówią w czterech językach. Mieszanie na poziomie przedszkola jest zupełnie normalne i naturalne, potem języki się rozdzielają. Sprawa jest banalna (choć wymaga sporo samozaparcia): język ojca, matki, wspólny język rodziców i język otoczenia - np. Nigeryjczyk i Polka rozmawiają między sobą po angielsku i mieszkają we Francji.
      Rzadko jest tak, że wszystkie języki są na jednakowym wysokim poziomie, zazwyczaj następuje funkcjonalizacja, zupełnie tak, jak w języku ojczystym (inaczej lekarze rozmawiają między sobą, inaczej tłumaczą pacjentowi, a jeszcze inaczej dziecku) - moja córka mówi o szkole po rosyjsku, a o Bożym Narodzeniu po polsku. Nie znaczy to, że nie potrafi zamienić języków, ale najbardziej naturalny jest dla niej właśnie taki podział.

      A tak w ogóle to na świecie jest więcej ludzi naturalnie wielojęzycznych, niż jednojęzycznych.
      • olena.s Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 11.02.14, 08:59
        Myślę, że doprowadzenie już trzech języków do poziomu, powiedzmy, natywnego studenta pierwszego roku wydziału humanistycznego jest wściekle trudne. Ja doświadczam tego z dwoma zaledwie językami i wiem, jak ciężka to praca.
        Najzwyczajniej brakuje dnia. Wolny czas dziecka (ile tego jest? 7 godzin dziennie w przypadku ucznia?) w układzie monojęzycznym poświęcony przecież jest na nieświadome rozbudowywanie języka mimochodem. Tu się poczyta powieść, tu artykuł z miesięcznika, tu gra radio, tu ktoś z kimś gada na ulicy, tu film, tu dzwoni kolega, tu leci czat.
        Cały czas struktury języka są wzmacniane, a zasób słów - rozbudowywany, z całym wachlarzem znaczeń i subtelności. Wyłapywane są archaizmy i wszystko to się wsącza mimochodem.
        Przy dwujęzyczności z tych 7 godzin dziennie robią się 3,5. Przy zdeterminowanym rodzicu powiedzmy da się w w nie upchnąć zawartość siedmiu - dobór książek i filmów, celowe używanie wyrazów bardziej złożonych, rzadziej używanych (kajet, trzewik, mizerykordia, karabela, baskinka, zaśpiew, forma przetrwalnikowa), wyjazdy wakacyjne językowe i tak dalej.
        Ale trzy języki? Wyuczone ot, tak, przypadkiem? Łącznie z defloracją, prokrastynacją, z byłbym był z bezbrzeżnym i z zieloną rutą? Dla mnie nie do pojęcia, nie do wyobrażenia ale - chapeau bas.
    • ichi51e Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 11.02.14, 07:07
      Fajna todzina sliczne dzieci. Brawa dla mamy za konsekwencje i wytrwalosc.
      • ichi51e Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 11.02.14, 08:29
        Wydaje mi sie ze duze znaczenie miala tu jednak edukacja domowa - matka zapewne dbala zeby dzieci mialybtez kontakt z polskimi rowiesnikami. Znane mi wielojezyczne dzieci buntowalybsie przeciwko jezykowi matki mniej wiecej jak szly do szkoly i wpadaly w grupe rowiesnicza... Nie mowie tu ze ona je tam w wiezy trzyma big_grin tylko ze pewnie dbala o pokazywanie ze rozne jezyki sie w roznych okolicznosxiach przydaja...
    • eliszka25 Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 11.02.14, 08:59
      moj 7-latek mowi po polsku, niemiecku i w dialekcie szwajcarskim, wiec de facto w trzech jezykach, pisze po niemiecku. i super, bardzo sie z tego ciesze. widze tez, ze chyba czas zaczac nauke pisania po polsku, bo mlody sam sie za to bierze i zaczynaja mu wychodzic rozne dziwne rzeczy. wczoraj np. napisal "schickaz", czyli sikac big_grin. kombinuje dobrze, ale zna tylko pisownie niemiecka, wiec trzeba to nadrobic.

      zgadzam sie z bi_scotti, ze utrzymanie plynnej znajomosci wielu jezykow w codziennym zyciu, to nie taka prosta sprawa. poki mama pilnuje, sa potrzebne w szkole/pracy, to idzie. pozniej bywa roznie. ja kiedys dobrze znalam rosyjski, zdawalam z rosyjskiego mature i calkiem niezle mowilam w tym jezyku. jednak od nastu lat nie uzywam tego jezyka, bo nie mam okazji i teraz w razie potrzeby jakos bym sie dogadala, ale rozmowa tego by raczej nazwac nie mozna bylo.

      mam tylko nadzieje, ze dzieciaki utrzymaja swoj polski, bo praktycznie cala rodzina w polsce i byloby srednio przyjemnie, gdyby np. wnuki z dziadkami nie mogly sie dogadac. poza tym mam tez swiadomosc tego, ze z czasem silniejszym jezykiem stanie sie jezyk otoczenia, czyli dialekt szwajcarski.

      oczywiscie jest jeszcze kwestia tego, ze niektorzy maja wiekszy talent do jezykow, inni mniejszy, a jeszcze inni sa kompletnymi beztalenciami. ja nie mam ambicji, zeby moje dzieci znaly ochnascie jezykow. wystarczy, ze naucza sie tych, ktore maja na codzien. w szkole beda sie uczyc jeszcze przynajmniej francuskiego i angielskiego. to juz i tak bedzie wystarczajaco duzo.
    • edelstein Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 11.02.14, 12:00

      Zeby wielojezycznosc bylo latwo osiagnac,ale nie,to jest orka na ugorze.Najczesciej ludziom sie wydaje,ze to przychodzi naturalnie.Pstrykniesz palcami i juz.Jesli dobrze pojdzie syn bedzie czterojezyczny,jesli zle tylko dwujezyczny.Pozyjemy zobaczymy.
      Sceptycznie podchodze do chwalenia sie wielojezycznoscia u malych dzieci,bo Jak napisala bi,jezyk nieuzywany rdzewieje.Bede mogla sie wyppwiedziec o wielojezycznosci gdy syn bedzie dorosly.

      "Ihr moralischer Kompass ist so im Arsch, ich wäre geschockt, wenn Sie auch nur den Weg zum Parkplatz finden würden."
      • ingryd Pozylam, zobaczylam 11.02.14, 22:23
        Z autopsji :
        Podstawa jest start, jesli zaczynamy z tylko 2 jezyk ami, lecz w tej samej mierze (intensywnosci) to pozniej wszystko idzie z gorki.
        Moje dzieci urodzily sie w polskiej rodzinie we francji. W domu mowilismy po polsku, swiat zewnetrzny, szkola, koledzy, tv po francusku. Bylo troche smieszno, troche straszno. Zaczeli mowic bardzo pozno (moje przerazenie ogromne, komplet badan sluchu i naszczescie madry pediatra, ktory uspokajal, oraz przyjaciolka lingwistka z dobrymi radami) n'a poczatku wybierali z kazdego jezyka slowa ktore im bardziej odpowiadaly, bo latwiej bylo powiedziec merci niz dziekuje wink .
        Potem ladnie sie stabilizowalo, dostosowywali jezyk do odbiorcy (nigdy nie przyszlo im do glowy mowic po francusku do babci).
        W ten bardzo gladki sposob, najzupelniej naturalnie stali sie doskonale dwujezyczni.
        Dzieki temu nauka jezykow obcych w szkole byla bulka z maslem.
        Angielski i niemiecki od gimnazjum byly bajka, wiec dorzucilam mimochodem za namowa koleznki lingwistki jezyki martwe, lacine i greke, dzieci umysly scisle, polknely to z luboscia (taka jeszcze jedna lamiglowka).
        Pod koniec liceum obydwoje w klasach europejskich mieli czesc zajec po angielsku, czesc po niemiecku. Jezdzili oczywiscie n'a wakacyjne obozy do edynburga czy kolonii, pracowali w benewolacie tamze.
        Po maturze corka dostala sie do paryskiej anteny cornell university, wykladowy angielski i moge smialo powiedziec ze jest 3 jezyczna. N'a drugim roku bachelor, wybrala obowiazkowy 6 miesieczny staz w berlinie w niemieckiej korporacji wiec niemiecki wrocil szybciutko.
        Syn wybral studia klasyczne, prawnicze,lecz, z kierunkiem droit des affaires, staze w kacelariach anglosaksonskich implantowanych w paryzu, angielski tam podstawa, négocjacje, transakcje, pisma procesowe w dwoch wersjach francuskiej i angielskiej. Jako ze solidna znajomosc niemieckiego zaposiadl byl to scisla wspolpraca z chambre de commerce franco allemande i czeste wyjazdy do hamburga i kolonii.
        Ogolnie slowo humoru wam daje ze nie sa to dzieci wyjatkowo zdolne, ot, zwykle sredniaki, ale w ich edukacji ta inicjalna dwujezycznosc dala im niesamowitego kopa n'a rozbieg wiec dziewczyny ktore wyemigrowaly, pamietajcie nie zaprzepascie tej szansy w edukacji swoich dzieci, mowie wam to ja, stara emigrantka wink
        • edelstein Re: Pozylam, zobaczylam 11.02.14, 22:27


          " Moje dzieci urodzily sie w polskiej rodzinie we francji. "Zdajesz sobie sprawe,ze nie wszyscy Maja taka sama sytuacje startowa?

          "Ihr moralischer Kompass ist so im Arsch, ich wäre geschockt, wenn Sie auch nur den Weg zum Parkplatz finden würden.""
          • ingryd Re: Pozylam, zobaczylam 11.02.14, 22:54
            Oczywiscie ze nie wszyscy, sa tacy ktorzy maja o wiele lepsza.
            Przyklad z mojej rodziny i emigracji zakomunowej. Szwagierka wyemigrowala do de, pod granice dunska. Tam wyszla za maz za niemca, ktory pracowal w danii. Zamieszkali po kilku latach po drugiej stronie granicy. Tam urodzily sie ich dzieci. W domu byly dwa jezyki, polski z matka, niemicki z ojcem. Szkola dunska, studja w hamburgu.
            Siostrzency mojego meza to jest dopiero czad. 3 jezyki ojczyste plus oczywiscie swietny plynny angielski (w dunskiej szkole to podstawa) plus hiszpanski jako "jezyk obcy" a tak w sumie to n'a lotnisku dogadaja sie wszedzie n'a swiecie wink
            Para polskojezyczna wychowujaca dzieci w jakimkolwiek kraju ma mozliwosc bezproblemowa wychowania poliglotow, to jest prezent od losu, chocby nie wiem jak ciezkie bylo zycie n'a emigracji.
            • ingryd Re: Pozylam, zobaczylam 11.02.14, 22:56
              O boze, mialo byc oczywiscie : studia
            • edelstein Re: Pozylam, zobaczylam 11.02.14, 22:58

              Na swiecie nie Ma wylacznie par polskojezycznych.
              Jakos nie wierze w takie namnozenie poliglotow.

              "Ihr moralischer Kompass ist so im Arsch, ich wäre geschockt, wenn Sie auch nur den Weg zum Parkplatz finden würden."
              • ingryd Re: Pozylam, zobaczylam 11.02.14, 23:18
                Para polskojezyczna jestn najslabsza opcja, o wiele efektywniejsze sa pary mieszane, vide przyklad powyzej : polsko niemiecko dunski.
                Nô ale jak sie uprzesz ze nie jest to mozliwe to nie ma problemu, nie bedziesz mnozyla smile
                Wiedz jednak ze wielojezycznosc to nie tylko sprawa jezykow, ale uwierz ze te dzieci ogolnie maja wieksza ogolna latwosc w nauce.
                Kazdy lingwista ci to wyjasni ze mozg poliglotow zdobywa wieksza zdolnosc abstrakcyjnego myslenia.
                • princesswhitewolf Re: Pozylam, zobaczylam 11.02.14, 23:35
                  Para polskojezyczna jestn najslabsza opcja, o wiele efektywniejsze sa pary mieszane, vide przyklad powyzej : polsko niemiecko dunski.

                  Nie znam nikogo kto by znal 3 jezyki na poziomie native speakera. 2 i owszem, ale nie 3. Zawsze ten trzeci kuleje

                  Jakby liczyc po prostu znajomosc jezykow to liczac wszystkie naliczylabym z 6 nawet na swojej osobie ( lacznie z ta nudna lacina jaka mnie meczyli i latami rosyjskiego...) ALE to nie jest zadna porzadna znajomosc jezyka na boga. Jakies tam dogadywanie sie na wakacjach to nie native speaker level.
                  • ingryd Re: Pozylam, zobaczylam 12.02.14, 00:01
                    Przykro mi, to malo znasz.
                    W przypadku moich dzieci i siostrzencow 3 jezyki sa n'a poziomie ojczystym,
                    Oczywiscie u moich najsilniejszym jest francuski, u siostrzencow niemiecki.
                    Rozmawiajac z nimi n'a ulicy w warszawie nigdy bys sie nie kapnela ze sa nie stad.
                    Anegdotka z krynicy morskiej.
                    Rodziny wyjazd wakacyjny z dzieciakami.
                    Plaza, koledzy, kolezanki. Zabawa sie toczy oczywiscie po polsku. Nagle widze blysk zlowrogi w oczach moich iiiii pooooszlo, rodzenstwo zajelo sie o lopatke i bardzo plynnie przeszlo n'a klotnie i bluzg po francusku. Konsternacja, rodzice dzieci nie lapia o co kaman. Bachory musialam rozdzielac za to mama kasi zadala mi natychmiast pytanie : à gdzie ich pani zapisala n'a francuski ?
                    Obecnie ze wzgledu n'a jezyk studiow, zlapalam ich kilka razy n'a bledaxh ortograficznych we francuskim, wynikajacych z anglicyzmow, n'a co moja corka zlapala sie za glowe i stwierdzila, jak dobrze ze bede pisala prace dyplomowa po angielsku.
                    • princesswhitewolf Re: Pozylam, zobaczylam 12.02.14, 00:13
                      W przypadku moich dzieci i siostrzencow 3 jezyki sa n'a poziomie ojczystym
                      > Oczywiscie u moich najsilniejszym jest francuski, u siostrzencow niemiecki.


                      na poziomie ojczystym a jednak jest najsilniejszy? to przeczy samo sobie. Jesli mowa o jezyku ojczystym to nie ma silniejszy i slabszy. Znam perfectly bilingual osoby ( kilka) i nie ma u nich silniejszego czy slabszego. Oba sa porownywalne.

                      Rozmawiajac z nimi n'a ulicy w warszawie nigdy bys sie nie kapnela ze sa nie st
                      > ad.

                      Ale to nie argument!
                      Jak mowie po angielsku do Polaka jaki zna przecietnie angielski po ogolniaku czy troche mial tez i na studiach to tez mysli ze jestem Angielka ( od 20 lat mieszkam poza polska i studia ukonczylam w USA) ale... badzmy realistami nie jestem perfectly bilingual.

                      Native speaker zauwazy moj akcent. Choc nie wiem... w USA jakas starsza Amerykanka do mnie i mojego meza kiedys walnela "skad jestesmy", i byla zdumiona ze on i ja z roznych krajow pochodzimy. Wiec zapewne native speaker nie moze byc gluchy ani z demencja... smile)))

                      > Obecnie ze wzgledu n'a jezyk studiow, zlapalam ich kilka razy n'a bledaxh ortog
                      > raficznych we francuskim, wynikajacych z anglicyzmow, n'a co moja corka zlapala
                      > sie za glowe i stwierdzila, jak dobrze ze bede pisala prace dyplomowa po angie
                      > lsku.


                      Moze mamy inne standarty co oznacza znajomosc na poziomie ojczystego jezyka. Ja nie wierze ze ktokolwiek moze sie nauczyc jezyka do poziomu ojczystego nie mieszkajac w kraju w jakim w tym jezyku mowia.
                      • joa66 Re: Pozylam, zobaczylam 12.02.14, 06:33
                        W kilku wypowiedziach w tym watku widac, ze wiele osob myli dwujezycznosc (wielojezycznosc) z doskonala (cokolwiek to znaczy) znajomoscia jezyka obcego.
                        • kocianna Re: Pozylam, zobaczylam 12.02.14, 07:00
                          Ojoj, nie mylmy pojęć. Wielojęzyczność może być naturalna, a może być sztuczna, ale wciąż pozostaje wielojęzycznością.
                        • ingryd Re: Pozylam, zobaczylam 12.02.14, 07:47
                          chyba nie rozumiesz pojec,
                          osoby mowiace na poziomie jezyka ojczystego (jak moje dzieci czy kuzynowstwo) NIGDY nie uczyly sie tych jezykow jako jezykow obcych.
                          lingwisci zreszta to tlumacza, ze bledem jest posylac dzieci kilkujezyczne na nauke jezyka ojca lub matki jako jezyka obcego. metody nauczania sa zupelnie inne i skierowane do innej publicznosci.
                          w szkole polskiej jezyka polskiego uczy polonista.
                          ten sam polonista nie poradzi sobie w nauczaniu jezyka klasy obcokrajowcow.
                  • joa66 Re: Pozylam, zobaczylam 12.02.14, 06:17
                    Nie znam nikogo kto by znal 3 jezyki na poziomie native speakera. 2 i owszem, a
                    > le nie 3. Zawsze ten trzeci kuleje


                    Ja znam. Dzieci dwujezycznego ojca i matki z jezykiem trzecim. Chodzily do szkól (na roznych etapach swojego zycia) z kazdym z tych jezykow jako wykladowym.

                    Ale zdaje sobie sprawe z tego, ze to ewenement.
                • eliszka25 Re: Pozylam, zobaczylam 11.02.14, 23:38
                  ingryd zgadzam sie z toba. dla mnie to, ze my mowimy po polsku za granica jest dla dzieciakow bonusem. oczywiscie, czasem wynikaja z tego trudnosci czy dziwne/smieszne sytuacje, ale ogolnie jak by na to nie patrzec, dzieciaki maja jeden jezyk "za darmo". dlatego staram sie nie zaprzepascic tej szansy.

                  troche czytalam na temat wielojezycznosci i tez wlasnie wyczytalam, ze dzieci wielojezyczne ucza sie zupelnie inaczej i przychodzi im to z wieksza latwoscia. ja widze po moim 7-latku, ze jego proces uczenia sie i w ogole myslenia przebiega inaczej niz u wiekszosci dzieci. on ma wszystko posegregowane w szufladkach, jak te jezyki, z ktorymi sie styka. poza tym, wlasnie dzieki temu, ze mozg jest jakby wycwiczony w automatycznym przelaczaniu sie z jezyka na jezyk, dziala tak tez w innych dziedzinach. no nie umiem tego za bardzo opisac, ale widze, ze "jest cos na rzeczy", jak to sie mowi wink
            • princesswhitewolf Re: Pozylam, zobaczylam 11.02.14, 23:32
              Para polskojezyczna wychowujaca dzieci w jakimkolwiek kraju ma mozliwosc bezproblemowa wychowania poliglotow, to jest prezent od losu, chocby nie wiem jak ciezkie bylo zycie n'a emigracji

              to nie jest takie latwe ani oczywiste. Mam znajomych Rumonow jakich corka sie wychowala tu w UK. Chodzila do angielskiej szkoly oczywiscie. Mimo, ze w domu mowili po rumunsku ich corka nie chciala juz w liceum mowic po rumunsku nie wazne jak bardzo naklaniali ja. Odpowiadala po angielsku. Znajomi, presja grupy jest najsliniejsza. Dzis ma 26 lat i po rumunsku mowi z silnym angielskim akcentem i w ogole unika mowienia po rumunsku.

              Ja mam jeszcze trudniejsze wyzwanie jako ze moj synek bedzie slyszal rozmowy po angielsku bo jego ojciec nie mowi po polsku. Planuje jednak mowic do niego po polsku, a od wieku 6 lat wysylac do sobotniej polskiej szkoly by i tam znalazl przyjaciol. Inaczej bedzie tak jak z wieloma moimi znajomymi jacy niestety nie zdolali wlasnych dzieci nauczyc polskiego
              • eliszka25 Re: Pozylam, zobaczylam 11.02.14, 23:52
                bo to wcale nie jest takie proste i wcale nie musi byc oczywiste. to jest szansa, ale nie kazdy chce/umie/moze ja wykorzystac. tez znalam rodzine z podobna historia, jak ta rodziny rumunskiej. rodzice oboje polacy, a corka nastolatka nie chciala po polsku mowic i nawet w domu do rodzicow po niemiecku odpowiadala. tylko akurat w tym przypadku skonczylo sie dobrze, bo gdy bunt minal dziewczyna wybrala sie na studia do polski, wiec bywa roznie, ale warto sprobowac.

                moim zdaniem w rodzinach, gdzie kazde z rodzicow mowi innym jezykiem bywa i latwiej i gorzej jednoczesnie. gorzej zwlaszcza wtedy, gdy mieszka sie w kraju jednego z rodzicow. wtedy kontakt z jednym jezykiem jest niemal non stop, a z drugim sporadyczny i trzeba sie niezle napracowac, zeby ten jezyk utrzymac. niestety, nie zawsze potomstwo jest chetne do wspolpracy i wtedy kupa.

                u nas tez nie przyszlo to samo z siebie. z dziecmi rozmawiamy tylko po polsku, w kazdym miejscu i okolicznosciach. bajki w tv, ksiazki czytane przez rodzicow - tylko po polsku. nawet niemieckie ksiazki ja czytam chlopakom po polsku. sami moga czytac, jak chca. poza tym mamy na tyle czesty kontakt z rodzina w polsce, ze dzieciaki same z siebie chca mowic po polsku, bo chca jechac do dziadkow, kuzynow itd. jest motywacja. co roku spedzamy w polsce jakies 5-6 tygodni, a to tez bardzo dobrze, albo moze nawet najlepiej, wplywa na chec nauki jezyka.

                dzisiaj uslyszalam od starszego, ze jak bedziemy nastepnym razem w polsce, to on chce sobie kupic jakas ksiazke, zeby uczyc sie pisac po polsku. mam wiec nadzieje, ze jestesmy na dobrej drodze.
              • ingryd Re: Pozylam, zobaczylam 12.02.14, 10:02
                hmmm,
                moje bachorki nigdy nie mialy odrzutu od polskiego (najciezej bylo z niemieckim, ale to inna historia bo to jednak byl jezyk obcy).
                coz moge ci poradzic ?
                chyba przede wszystkim sprawic zeby ten jezyk byl dla gnojka po prostu atrakcyjny, mysmy stworzyli z dziecmi swoista zmowe, bylismy wspolnikami w przygodzie pt mamy cos fajnego miedzy nami, ktorego inni nie posiadaja.
                szybko np zrozumieli ze oni nie musza sciszac glosu lub mowic mi na ucho by inni ich nie zrozumieli, wystarczy rzucic krotkie : boze jaka ta zupa paskudna wink
                ten odrzut najczesciej ma miejsce w okresie nastoletctwa i zauwazylam ze najczesciej dotyczy dzieci ktore nie maja sie dobrze w swojej skorze, gdy sa akompleksione, gdzie rodzice tez maja kompleks swoich korzeni
                gdy przedstawisz dziecku jego wielojezycznosc jako atut, cos z czego mozna byc dumnym to nie widze powodu do niecheci do jezyka.
                mnie sie udalo, najbardziej smieszy mnie ze cora na fb ma miasto zamieszkania paryz i pochodzi z ..... warszawy wink)))
                obydwoje nie uzywaja wsrod przyjaciol swoich pelnych imion (nadalam im klasyczne podobnie brzmiace w obydwu jezykach) lecz zdrobienia polskie ktore nie maja fonetycznie nic wspolnego z oryginalem

                takze da sie, trzymam kciuki
                • joa66 Re: Pozylam, zobaczylam 12.02.14, 12:20
                  off top

                  chyba przede wszystkim sprawic zeby ten jezyk byl dla gnojka po prostu atrakcyjny,

                  skoro o językach rozmawiamy...błagam..nie nazywajmy dzieci gnojkami
                  • jak_matrioszka Re: Pozylam, zobaczylam 12.02.14, 12:40
                    I nie namawiajmy ich aby uzywaly jezyka ojczystego do mowienia glosno rzeczy, ktorych by w jezyku otoczenia glosno nie powiedzialy. Jezyk polski nie jest az tak elitarny, zeby uznac go za super bezpieczny sekretny jezyk.

                    Moje dzieci uzywaja jezyka polskiego, nie oponuja przeciwko jezgo uzywaniu (a mam mocno zaawansowana nastolatke na stanie) i sa dumne ze swojej dwujezycznosci, zarowno ilosciowo jak i jakosciowo. Jedyna rzecz jaka zrobilam w tym kierunku to moje wlasne pozytywne podejscie do jezyka polskiego oraz konsekwencja w jego stosowaniu (maz innojezyczny). Dziecka sie nie zmusi do lubienia czegos, ale mozna je do czegos zachecic wlasna postawa, pod warunkiem ze samemu naprawde sie to cos ceni.
                  • ingryd Re: Pozylam, zobaczylam 12.02.14, 14:24
                    wyluzuj,
                    ja tak o nich, przy nich rowniez, z tej wielkiej milosci,
                    moze dlatego ze juz lada chwileczka, lada momencik znikna mi z "pola razenia" sad

                    oni sie pieknie odgryzaja i obiecuja ze nie mam co liczyc na nowy fotel na kolkach, ze zrzuca sie ewentualnie na uzywany w dobrym stanie.
        • rosapulchra-0 Re: Pozylam, zobaczylam 11.02.14, 22:32
          Bardzo mądry post, Ingrid.
          U mnie najstarsza na pewno jest już trzyjęzyczna (polski, angielski, francuski), dwie młodsze dwujęzyczne, bo francuskiego nie za bardzo lubią.
          • ingryd Re: Pozylam, zobaczylam 11.02.14, 23:08
            I tak trzymac,
            Jesli im pod gorke z francuskim to radze wyslac n'a wakacje w jakies fajne miejsce do uroczego ciepelka z duza iloscia boîtes de nuit n'a poludnie francji, szybciorkiem zalapia milosc "do jezyka".
            Moja progeniutura wlasnie w ten sposob przekonalà sie ostatecznue do niemieckiego, uczeszczajac do bardzo ludycznych, undergroundowych klubow berlinskich wink (mimo ze w lutym bylo paskudnie zimno wink a i kuchnia podla w porownaniu z francuska wink
        • princesswhitewolf Re: Pozylam, zobaczylam 11.02.14, 23:27
          a namowa koleznki lingwistki jezyki martwe, lacine i greke, dzieci umysly scisle, polknely to z luboscia (taka jeszcze jedna lamiglowka).

          no ale po co to??? nie mieli innych zajec? Poza tym nie mowia po lacinie bo to jezyk martwy i nikt w nim nie mowi.
          2 lata mnie meczyli na studiach lacina i uwazam to za stracony czas. Zaluje ze nie uczylam sie wtedy francuskiego za jaki zabralam sie duzo pozniej albo nie wrzucili wiecej niemieckiego
          • ingryd Re: Pozylam, zobaczylam 11.02.14, 23:42
            Gimnastyka, gimnastyka umyslowa pani,
            swietnie robi dla higieny intelektualnej wink
            Taka lacina ze swoja gramatyka dla germanistwow jest niezla pomoca, dla matematykow rowniez, niewspominajac juz o kulturze ogolnej.
            Mowisz ze nikt nie mowi w tych jezykac (jezyki martwe) ?
            Powiedz to prawnikowi czy lekarzowi smile
            Ja meczylam bule 4 lata w liceum, i choc wtedy pomstowalam n'a caly swiat to wiem ze w francuskim bardzo mi te 4 lata pomogly, nie wspominajac ogolnej latwosci w poruszaniu sie w swiecie kultury srodziemnomorskiej.
            • princesswhitewolf Re: Pozylam, zobaczylam 11.02.14, 23:53
              > Gimnastyka, gimnastyka umyslowa pani,
              > swietnie robi dla higieny intelektualnej wink


              Dzieciaki siedza od rana do nocy w szkole uczac sie, i jeszcze dodatkowa gimnastyka umyslowa im potrzebna? Moze lepiej by poszly na plywalnie albo zwyczajnie do parku zamiast kuc jakies martwe jezyki.


              > Taka lacina ze swoja gramatyka dla germanistwow jest niezla pomoca,

              akkurrrat... glauben Sie mir, ich habe nicht bemerkt, dass Latein wäre so hilfreich.


              dla matemat
              > ykow rowniez,


              niby w czym? Moja mama tez miala lacine ( lekarz) i tez mowi ze cale kucie subjunctivow itd bog wie co ma sie nijak do prostej nauki nazewnictwa lacinskeigo.

              Matematykow? te pare nazw z laciny w porownaniu z nauka paskudnie rozbudowanej gramatyki w lacinie? Widzisz ja mysle ze problem polega na tym, ze nie uczylas sie laciny i nie wiesz o czym mowa nawet.


              > Powiedz to prawnikowi czy lekarzowi smile

              moi rodzice sa lekarzami + siostra farmaceutka tak sie sklada... wyzej napisalam juz

              > Ja meczylam bule 4 lata w liceum, i choc wtedy pomstowalam n'a caly swiat to wi
              > em ze w francuskim bardzo mi te 4 lata pomogly, nie wspominajac ogolnej latwosc
              > i w poruszaniu sie w swiecie kultury srodziemnomorskiej.


              ...moi pas. Pourapprendre le français, ...je viens d'apprendre le français. Beaucoup plus utile était l'anglais ici....
              • ingryd Re: Pozylam, zobaczylam 12.02.14, 00:29
                Kochaniutenka,
                Accusativus cum infinitivo i double ablalativus byly moimi koszmarami,
                Ale teraz w nocy o polnocy wyrecytuje ci 5 deklinacji smile
                Oraz zloty wiek homera. (Aurez prima sata est aetas quae vindice nullo...)
                wlasnie ta cholerna gramatyka, z logicznym rozbieraniem zdania n'a czynniki pierwsze zeby pokapowac o co do jasej choléry chodzi pomagala w rozwijaniu umyslow do nauk scislych (przeca nie o slownictwo tu idzie i wkuwanie n'a pâmiec)

                À moje dzieciatka (obecnie 20 i 21 lat) to mialy jeszcze i czas n'a szkole muzyczna (klasa oboju i gitary) oraz n'a sporty przerozne, od lekkoatletyki przez tennis, plywalnie i lucznictwo do tanca moderne jazz. szkole cyrku zaliczyli, à chlopak nawet football amerykanski katowal à gwiazda do szkolki teatralnej posuwala.
                Wiec jak widzisz lacina i greka im dziecinstwa nie zmarnowala smile
                Le latin aide beaucoup dans l'apprentissage des langues romaines

                • princesswhitewolf Re: Pozylam, zobaczylam 12.02.14, 00:45
                  > Le latin aide beaucoup dans l'apprentissage des langues romaines

                  Dla mnie sorry to bezssens postepowac wg zasady: Aby nauczyc sie francuskiego i niemieckiego uczylam sie najpierw laciny. Zamiast przystapic do sensownej czesci zadania czyli samego francuskiego to wieelkie kolo zatoczyc o wszelakie martwe jezyki.
                  Cos na zasadzie... Jadac do nieba wstapil do piekiel po drodze mu bylo... no prosze cie.

                  Kiedys skonczylam hist szuki na UAM i tam mnie ta lacina meczono 2 lata. 2 lata raz na tydzien niepotrzebnie zamiast skupic sie na tym co tu i teraz zyje jako jezyk i na cos sie przydaje. Ludzie maja problem z opanowaniem bieglosci w zywych jezykach a co dopiero..martwakach

                  • ingryd Re: Pozylam, zobaczylam 12.02.14, 09:42
                    no princesso,
                    jesli jako historyk nie widzisz uzytecznosci laciny, to mnie jednak rece opadaja,
                    w moim kursusie uniwersyteckim historia byla rowniez elementem znaczacym (zreszta obowiazkowe byly 2 semestry laciny) i powiadam ci ze przydala sie baaaaaardzo.

                    mam wrazenie ze podchodzisz zbyt pragmatycznie i puerylnie do nauki i wyksztalcenia, uwazajac za strate czasu cos co nie jest utylitarne bezposrednio i natychmiast,
                    ja tak mialam np z biologia ale w liceum w wieku lat 16, po cholere mi wiedza o fotosyntezie i rozmnazaniu sie lancetnika, przeciez nigdy do niczego mi sie to nie przyda wink
                    • princesswhitewolf Re: Pozylam, zobaczylam 12.02.14, 09:57
                      > jesli jako historyk nie widzisz uzytecznosci laciny, to mnie jednak rece opadaj
                      > a,


                      historyk sztuki i tylko z pierwszego wyksztalcenia. Nie zawodowo.Co ciekawe to zbiorowe. Wszyscy ze mna studiujacy nie cierpieli laciny ani nie widzieli jego znaczacej przydatnosci. Nie kazdy paprze sie cale zycie w hist sztuki antycznej. To powinno byc przedmiot elektywny dla tych jacy chca sie w tym antyku czy ewentualnie sredniowieczu specjalizowac

                      > mam wrazenie ze podchodzisz zbyt pragmatycznie i puerylnie do nauki i wyksztalc
                      > enia, uwazajac za strate czasu cos co nie jest utylitarne bezposrednio i natych
                      > miast,


                      ale ta fotosyteza jest nadal aktualna i ma miejsce caly czas. Po lacinie z nikim nie porozmawiasz ani ksiazek w tym nie czytasz.
                • kawka74 Re: Pozylam, zobaczylam 12.02.14, 08:47
                  > Le latin aide beaucoup dans l'apprentissage des langues romaines
                  >

                  Łacina jest cudownie łatwa, ale, szczerze mówiąc, nie widzę, żeby mi szczególnie pomogła. Dopuszczam jednak myśl, że tego po prostu nie dostrzegłam wink
              • eliszka25 Re: Pozylam, zobaczylam 12.02.14, 09:01
                princesswhitewolf napisała:


                > akkurrrat... glauben Sie mir, ich habe nicht bemerkt, dass Latein wäre so hilfr
                > eich.
                >
                >
                po niemiecku to raczej nie mowisz na poziomie native speakera. gdyby tak bylo, instynktownie wrzucilabys czasownik na koniec zdania.

                ja tez po niemiecku tak dobrze nie mowie. w zadnym jezyku tak dobrze nie mowie, choc moja nauczycielka niemieckiego w szwajcarii byla zaskoczona, ze w ogole nie mam slowianskiego akcentu. jednak slychac u mnie, ze nie jestem "stad", bo inaczej nie spotykalabym sie z pytaniami "skad jestes".

                dla mnie podstawowa roznica miedzy dobra znajomoscia jezyka a mowieniem na poziomie native speaker jest wlasnie brak tychze pytan. moje dzieci tak mowia. w polsce nikt nie uslyszy w ich mowie, ze mieszkaja za granica. mowia po polsku bez zadnego akcentu. starszy nawet przelacza sie na polski calkowicie i przestaje wtracac niemieckie czy szwajcarskie slowka, bo wie, ze rodzina tego nie rozumie. w domu czasem miesza, bo tak mu latwiej. jesli w rozmowie z obca osoba w polsce wyjdzie, ze moje dzieci nigdy w polsce nie mieszkaly, to robi oczy jak spodki i nie chce wierzyc.

                podobnie tutaj - po szwajcarsku starszy mowi jak szwajcar. nie slychac roznicy miedzy nim i dziecmi z podworka. nie ma polskiego, slowianskiego czy jakiegokolwiek akcentu. charczy po szwajcarsku tak, ze az mnie uszy bola wink. byl czas, kiedy martwilam sie troche, ze nie nauczy sie dobrze wymawiac polskiego r. dlugo go nie mowil, a do logopoedy nie mialam gdzie isc, bo zaden tutejszy logopeda nie uznalby tego za wade wymowy przeciez. jednak w koncu przyszlo samo i teraz wymawia piekne r zarowno polskie, jak i niemieckie.

                mysle, ze u nas duzo ulatwilo sprawe to, ze oboje z mezem jestesmy polakami i do pewnego wieku nasze dzieci mialy kontakt wlasciwie tylko z polskim. najpierw mowily po polsku, a dopiero potem szly do przedszkola/szkoly, gdzie poznawaly jezyk otoczenia. mlodszy jest wlasnie na etapie wdrazania sie w jezyk i system szkolny. jesli kazde z rodzicow mowi innym jezykiem, a miedzy soba porozumiewaja sie np. w jezyku jednego z tych rodzicow, to tego drugiego jezyka dziecko slyszy zwykle bardzo malo i trzeba sie napracowac, zeby go utrzymac. najgorzej, jak latorosl sie zbuntuje, bo lopata do glowy sie nie nakladzie.
                • princesswhitewolf Re: Pozylam, zobaczylam 12.02.14, 09:59
                  oczywiscie ze nie eliszka25. I wczesniej to napisalam przeciez. Takich jak ja costam gadajacych jest setki tysiecy i tak jak mowilam wczesniej wszystkim jacy nie sa native na pozor wydaje sie ze ktostam ma rewelacyjna znajomosc jezyka.

                  W zasadzie to poza polskim tylko po angielsku mowie na poziomie gdzies tam zblizajacym sie do native speakera ale tu zyje wiekszosc zycia i tu studiowalam. Ale i tak slychac cien akcentu
                  • eliszka25 Re: Pozylam, zobaczylam 12.02.14, 11:13
                    to absolutnie nie mial byc zarzut. kto jak kto, ale ja ci takich zarzutow za bardzo robic nie moge, bo sama doskonale slysze, ze do native to mi daleko smile.

                    mnie chodzilo o to, ze wlasnie dzieki temu widze doskonale roznice miedzy mna, a moimi dziecmi. polacy mieszkajacy w polsce nie zauwazaja roznicy jezykowej miedzy moimi dziecmi i takimi, ktore mieszkaja cale zycie w polsce. oni po polsku mowia jak polacy. bez akcentu, bez znieksztalcen itd. jezeli polak mieszkajacy cale zycie w polsce, slyszac moje dziecko mowiace po polsku robi wielkie oczy na wiadomosc, ze moj syn urodzil sie i cale swoje zycie spedzil za granica, to jednak mysle, ze moge mowic o znajomosci jezyka na poziomie native speaker.

                    tak samo wyglada to na miejscu. mlodszy jeszcze jest na etapie poznawania jezyka, wiec u niego slychac od razu, ze nietutejszy. jednak starszy chodzi do szkoly szwajcarskiej i gdy rozmawia z rowiesnikami, to mowi, jak oni. szwajcarzy twierdza, ze mowi jak szwajcar, wiec nie mam podstaw nie wierzyc. nawet po niemiecku mowi jak szwajcar smile.

                    dlatego uwazam, ze moj starszy syn, poki co, jest dwujezyczny. jednak zgadzam sie z toba, ze wiecej jest ludzi, ktorzy mowia danym jezykiem bardzo dobrze niz takich, ktorzy mowia, jak miejscowi. poza tym, podobnie jak ty, mam tez watpliwosci co do tego, ze mozna niezliczona ilosc jezykow znac na takim samym poziomie. raczej malo prawdopodobne jest, ze ktos uzywa 5 czy 6 jezykow na codzien w dokladnie takim samym stopniu. zawsze jeden czy 2 jezyki, ktore uzywa sie najczesciej, beda przynajmniej odrobine silniejsze. co oczywiscie nie umniejsza w niczym tym osobom i nie sprawia, ze nie warto uczyc sie jezykow.
                • bi_scotti Re: Pozylam, zobaczylam 12.02.14, 14:43
                  eliszka25 napisała:

                  > jednak slychac u mnie, ze nie jestem "stad", bo i
                  > naczej nie spotykalabym sie z pytaniami "skad jestes".
                  >
                  > dla mnie podstawowa roznica miedzy dobra znajomoscia jezyka a mowieniem na pozi
                  > omie native speaker jest wlasnie brak tychze pytan.

                  Ale to nie kwestia Twojego mowienia tylko ciekawskich ludzi wink Mam zreszta znajoma, ktora na takie pytanie zawsze odpowiada wlasnym pytaniem "a dlaczego chcesz wiedziec?". I dla wielu ludzi jest to sygnal, ze przekroczyli niewidoczna linie i ze lepiej sie wycofac. Bo tak naprawde to jaka to dla kogo robi roznice skad jestes? I wiem, wiem, sa ludzie na swiecie, ktorzy takim pytaniem chca dac osobie pytanej odczuc, ze jest "obca", "inna" i to wcale nie w pozytywnym znaczeniu, ze chcieliby sie czegos o niej dowiedziec. Life.
                  • jak_matrioszka Re: Pozylam, zobaczylam 12.02.14, 15:07
                    Ja jestem z tych co pytaja, bo interesuje mnie melodia roznych jezykow i jej wplyw na kolejne nauczone jezyki. Zgadywanie kraju pochodzenia jest dla mnie hobby i rozrywka i tak tez bym Twojej kolezance odpowiedziala. Szkoda ze niektorzy odbieraja to jako wytkniecie "obcosci".
                    • eliszka25 Re: Pozylam, zobaczylam 12.02.14, 15:46
                      matrioszka, ja tego tak nie odbieram. a w kazdym razie nie zawsze, bo intencje da sie wyczuc z rozmowy i najczesciej jest to po prostu zwykla ciekawosc. poza tym najczesciej moja odpowiedz spotyka sie z reakcja w stylu "ale w ogole nie masz slowianskiego akcentu" czy cos w tym rodzaju.
                  • princesswhitewolf Re: Pozylam, zobaczylam 12.02.14, 15:35
                    I wiem, wiem, sa ludzie na swiecie, ktorzy takim pytaniem chca dac osobie pytanej odczuc, ze jest "obca", "inna" i to wcale nie w pozytywnym znaczeniu, ze chcieliby sie czegos o niej dowiedziec. Life

                    Szczegolnie Amerykanie w tym celuja. "Przepraszam gdzie jest najblizsza poczta?" " Where are you frooom??". Kurcze no poprosze wode mineralna... Skaaaad jestes i oczy jak u wola.

                    W Uk na szczescie mnie to nie spotyka.
                    • olena.s Re: Pozylam, zobaczylam 12.02.14, 15:42
                      Ha.
                      Miałam znajomka, który dawno temu wyemigrował do US. Kompletnie zmienił zycie, nauczył się nowego fachu, zamieszkał w NY, znalazł pracę, sprawdził się i został wysłany gdziesik - może do Minnesoty, albo Arizony nieść kaganek oświaty.
                      Z lotniska został odebrany przez kierowcę.
                      Drugim zdaniem kierowcy było 'where are you from?'. No, to znajomek mówi, że Polska, że generał, że wojna....A kierowca się krzywi.
                      - Każdy jest skądś - powiada. - Ja pytam, skąd jesteś teraz.
                      - Teraz? Teraz to z Nowego Jorku.
                      - A. To jak tam sprawy w Nowym Jorku?
                      • eliszka25 Re: Pozylam, zobaczylam 12.02.14, 15:56
                        olena, dobre smile i w sumie w stanach bardzo prawdziwe.

                        w niemieckim pytanie jest bardziej wlasnie o korzenie, bo w doslownym tlumaczeniu jest "skad pochodzisz". no bylo nie bylo, pochodze z polski, nie ze szwajcarii.
                      • bi_scotti Re: Pozylam, zobaczylam 12.02.14, 16:23
                        olena.s napisała:

                        > - Każdy jest skądś - powiada. - Ja pytam, skąd jesteś teraz.
                        > - Teraz? Teraz to z Nowego Jorku.

                        Exactly smile Gdy ja powiem w San Diego, ze jestem z Toronto to zaraz sie dowiaduje, ze ktos tam ma w Toronto kuzyna i czy przypadkiem nie znam big_grin Albo ma kuzyna/znajomego/kolege z high school w Montrealu i czy jego przypadkiem nie znam, bo to przeciez blisko. Life.
                        Just for fun: www.youtube.com/watch?v=BRI-A3vakVg
                        BTW, nasze dziewczyny wlasnie wygraly z Amerykankami 3:2 w hokey. Go Canada Go!
                      • rosapulchra-0 Re: Pozylam, zobaczylam 12.02.14, 16:25
                        Olena, dobre!
                        No i znowu wychodzą kompleksy pochodzenia z ludzi.. wink
                      • jak_matrioszka Re: Pozylam, zobaczylam 14.02.14, 12:31
                        olena, ja taka sytuacje jak Twoj znajomy mialam kilkakrotnie w Norwegii, a to mniejszy kraj. Po norwesku pytanie skad jestes? jest tak samo zbudowane jak w jez. angielskim, i kiedy odpowiadam ze jestem z PL, to zaraz jest doprecyzowanie: nie, nie, skad w Norwegii jestes?. Nie udalo mi sie niestety nauczyc lokalnego dialektu, bo mam za malo osob danego dialektu w otoczeniu a za duzo lat (czterdziestolatki stoja z definicji na straconej pozycji), wiec mowie na ogol norweskim "przybyszow" (albo osloenskim).
                        • olena.s Re: Pozylam, zobaczylam 14.02.14, 13:05
                          No bo jak się człowiek spodziewa niechęci do obcego, to tak zrozumie to pytanie. Tyle że w wielu miejscach tej niechęci w zasadzie nie ma, a już na pewno jest daleka od powszechności.
                          • jak_matrioszka Re: Pozylam, zobaczylam 14.02.14, 13:19
                            Ja sie nie spodziewam niecheci do mnie, tylko checi poznania mojego kraju pochodzenia. Kilka lat mi to zajelo, ale teraz to juz sie przyzwyczailam ze prawie nikogo nie obchodzi skad przyjechalam, chca tylko wiedziec gdzie gram smile Jak ktos jest stad, to go maja jak na talerzu jak tylko sie odezwie, bo Norwedzy sa mistrzami w rozpoznawaniu dialektow (sport narodowy, caloroczny), i tylko czasem obcokrajowcy im problem sprawiaja. Niektorzy obcokrajowcy ucza sie jednego dialektu i wtedy tez sa latwi do zaszufladkowania, nawet jak mowia kaleczac jezyk, to i tak stosunkowo latwo zgadnac z jakiej czesci Norwegii sa (czego nieco zazdroszcze).
                    • eliszka25 Re: Pozylam, zobaczylam 12.02.14, 15:54
                      hehe u mnie na szczescie nie jest tak zle. szwajcarzy sa przyzwyczajeni do obcokrajowcow (w sumie amerykanie tez powinni). maja jednak sporo zlych doswiadczen, choc akurat nie z polakami. jesli rodzina obcokrajowcow wyglada tak, ze ojciec gdzies tam pracuje, a matka jest w domu z dziecmi, to na 90% przypadkow matka w najlepszym razie cos tam wyduka po niemiecku, a bardzo czesto w ogole nie mozna sie z nia dogadac. dlatego jest to wlasnie cos w rodzaju pozytywnego zaskoczenia. rowniez dlatego, ze ja sama wole mowic po niemiecku, ale do mnie spokojnie mozna mowic w dialekcie szwajcarskim i tez rozumiem. dlatego gdy wychodzi, ze mozna sie ze mna dogadac nie tylko po niemiecku, ale i nawet po tubylczemu nastepuje zaskoczenie i pytanie "a skad ty jestes", ale ja to odbieram pozytywnie, wlasnie jako zaskoczenie in plus.
                  • eliszka25 Re: Pozylam, zobaczylam 12.02.14, 15:44
                    bi_scotti napisała:

                    > Ale to nie kwestia Twojego mowienia tylko ciekawskich ludzi wink

                    bi_scotti, to oczywiscie tez smile, ale ja sama slysze te roznice w wymowie, wiec dobrze wiem, ze jest ona slyszalna. musialabym miec non stop powaznie chore gardlo, zeby mowic poprawnie po szwajcarsku albo wlasnie tu sie urodzic i uczyc sie tego od dziecka, jak moje dzieci. oni nawet na nowy jork mowia "niu jorkhrhr" big_grin
            • olena.s Re: Pozylam, zobaczylam 12.02.14, 06:26
              > Mowisz ze nikt nie mowi w tych jezykac (jezyki martwe) ?
              > Powiedz to prawnikowi czy lekarzowi smile

              No nie żartuj.
              Prawnik i lekarz, jak jeszcze pamięta, to potrafi ze słownikiem Wojnę Galijską przełożyć. Ale nie mówić. Nie składać zdania w konwersacji.
              • ingryd Re: Pozylam, zobaczylam 12.02.14, 07:52
                nie zartuj,
                mowisz ze powinnam wstawic "mowic" w zawiasy ?
                wydalo mi sie to ewidentne, ze nie postponuje dlugich zimowych konwersacji "po lacinie" przy szklance wina miedzy adwokatem a chirurgiem smile
                tylko standartowa utylitarnosc laciny w tych 2 profesjach.
    • boo-boo Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 10:05
      Starszak w trzech językach płynnie. Nie miesza języków.
      Młodsza jeszcze nie na etapie mówienia ale mam nadzieję, że będzie tak dobrze jak brat.
      Z jednym się zgodzę- trzeba uparcie i konsekwentnie realizować plan bo inaczej efekty mogą być różne i dalekie od zamierzonych- znam wiele dzieci "wielojęzycznych" i różnie to z ich wielojęzycznością wygląda niestety. Ja do dzieci tylko po polsku i nie ma opcji, żeby one do mnie winnym języku mówiły- jak na razie tylko jedna moja gaduła zawsze do mnie po polsku, a gada non-stop 24/7, a jak młodsza jeszcze zacznie to już w ogóle chyba zakup stoperów mi pozostanie wink
      • azjaodkuchni Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 12:01
        Rozmawianie o pogodzie, ulubionym ciastku i samopoczuciu nie jest dla dwujęzycznością....dwujęzyczność to mówienie o wszystkim co dotyczy danego osobnika w dwóch językach. Moje polskie dziecko nie jest dwujęzyczne... ma angielski dominujący podciągam polski jak daję radę, ale powiem szczerze czasu mi brakuje. I to nie mojego a dziecka. Szkoła singapurska jest dość wymagająca....lekcje zaczynają się o 7.15 i o 13 kończą, ale potem są kółka, zajęcia dodatkowe w efekcie czego moje dziecko wraca do domu o 17. Zanim zje odpocznie odrobi lekcje jest 20.... na polski zostaje nam godzina lub 2... sad podczas których muszę wytłumaczyć, że Perpendicular to prostopadły, Nederland to Holandiia... przy okazji muszę trochę historii i geografii .... rozwijanie dwujęzyczności to ciężka praca.. zwłaszcza gdy dzieciak jest w okolicach gimnazjum i jego 2 język jest językiem szkolnym. Znam wielu dorosłych którzy w domu mówili np po chińsku, ale edukacje zaliczyli po angielsku i w Chinach szukają lekarza anglojęzycznego bo chińsku potrafią powiedzieć : boli mnie brzuch a po angielsku powiedzą , że czują tępy skurcz po lewej stronie zaraz po jedzeniu ...Pewnie gdyby zamieszali w Chinach język szybko by się rozwinął...a skoro nie mieszkają to akceptują taki stan.
        --
        azjaodkuchni.blogspot.sg/
        • boo-boo Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 13:59
          No ale jaki to ma związek z moją wypowiedzią bo nie kumam ....
    • kocianna Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 16:43
      To jeszcze jako smaczek do dyskusji o akcentach dodam, że obecnie lektorzy do nagrań do podręczników dobierani są nie tak, żeby mówili BBC English, czy RP, czy jakkolwiek to nazwać, tylko żeby było dużo różnych akcentów. I śpiewny wschodniosłowiański, i specyficzny dalekowschodni, i z Azji Południowej. Bo angielski się umiędzynarodowił do tego stopnia, że trzeba rozumieć różne akcenty...
    • mala_truskawka Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 12.02.14, 18:26
      Dziewczyny, a co będzie z takim dzieckiem: mama - język A, tata - język B, między sobą - język C (w tym języku też mówią do dziecka), język otoczenia - D, rodzice z otoczeniem komunikują się w języku E? Dziecię jeszcze nie mówiące, a właściwie mówiące w sobie tylko znanym języku F smile
      • jak_matrioszka Re: Wielojęzyczność w rodzinie. 14.02.14, 12:47
        U mnie mama jezyk A, tata i otoczenie jezyk B, kazde z rodzicow do dziecka w jezyu swoim a miedzy soba w jezyu C i okazalo sie ze dziecko jezyk A i B opanowalo w mowie, a jezyk C opanowalo w zrozumieniu - nigdy nie mowilo w jezyku C, bo nie mialo do kogo, ale na pytania zadawane w jezyku C potrafilo odpowiedziec w jezykach A i B. O tym ze jezyk C przestal byc dla dziecka tajemnica dowiedzielismy sie przypadkiem, bo dziecko zaczelo ustosunkowywac sie do naszych dyskusji w jezyku C oraz do innych wypowiedzi w tym jezyku (obcy ludzie, tv).

        W Waszej sytuacji obstawialabym ze dziecko nauczy sie jezyka C jako pierwszoplanowego, jezyka E na drugim planie (o ile bedzie Was czesto w tym slyszec), jezyka D po otwarciu sie na otoczenie (przedszkole, kontakt z rowiesnikami z jez. D), a jezyki A i B pozostana obce, razem z cala reszta alfabetu (bo przeciez ich nie slyszy, moze czasem jak rozmawiacie z kims ze swojej wlasnej grupy jezykowej, ale to za malo). Jezyka sie nie dziedziczy, wiec skoro nie mowicie do dziecka w swoich jezykach, to maja one ten sam status co jakikolwiek inny jezyk swiata.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka