Dodaj do ulubionych

"czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal"

13.02.14, 08:52
zapewne pamiętacie moje "zawirowania" z mężem, o czym pisałam jakiś czas temu


zawsze wydawało mi się, że prawda przede wszystkim i wole nawet najgorszą prawdę.

a teraz z perspektywy czasu muszę powiedzieć, że wolałabym tej prawdy nie poznać, bo to wszystko do mnie wraca, boli sam fakt zdrady,

a do tego rozpamiętuję to co przeczytałam, zastanawiam się jaki prezent jej kupił...i to chyba jest najgorsze, bo jednak wolałabym nie znać szczegółów korespondencji (dlatego pewnie mówi się o tajemnicy korespondencji), nie widzieć tego wyciągu z karty...
ta wiedza powoduje, że czuję się tylko gorzejsad wracam do tego nie tylko myślami ale atakuję też tym męża, a to z pewnością nie służy odbudowywaniu relacjisad

mówią, że prawda nas wyzwoli, może sama wiedza o zdradzie - tak, ale już cała reszta nie jest potrzebna.

Nie wiem jakie macie zdanie ten ten temat, chętnie poznam

Dla mnie już jest za późno, człowiek pod wpływem silnych emocji nie myśli racjonalnie, powiem więcej nie myśli w ogóle, ale jeśli kiedykolwiek miałybyście pokusę, żeby poczytać co mąż pisze do innej, co ona pisze do niego nie róbcie tego.
Obserwuj wątek
    • moofka Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 09:02
      ale zdecydowaliscie sie zostac razem i odbudowac zwiazek?
      nie znam Twojej historii, dawno to bylo?
      • adwarp Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 09:09
        sprawa jeszcze świeża, z przełomu roku.

        i ciągle jesteśmy razem, ale wiem, że moje rozkminy nie są sprzyjającesad
        • turzyca Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 09:13
          do takich rozkmin dobrze jest użyć psychologa. Albo innej mądrej osoby. Bo sama się swoimi myślami zakatujesz.
        • moofka Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 09:23
          to trudne
          ale juz sie stalo
          skoro postanowiliscie walczyc, to wasza szansa
          zamiast hodowac zal i myslec o sobie jak o ofierze spojrz na to inaczej
          wyciagnij dla siebie jak najwiecej wnioskow
          nie wiem, czy znasz artykuly i ksiazki katarzyny miller
          pieknie pisze o zwiazkach damsko-meskich i rzuca troche inne swiatlo niz stereotypowo zwyklo sie osadzac (swinia zla meza mi odebrala)
          zwierciadlo.pl/2011/seks/partnerstwo/kup-kwiaty-kochance-meza
          tu np pisze o tym dlaczego ta wiedza, o ktorej piszesz, jest tak bardzo bolesna
          ale czy niepotrzebna? raczej nie
          • adwarp Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 09:32
            czytałam tą książkę, myślałam nawet, żeby skorzystać z jakiegoś seminarium organizowanego przez panią Miller

            sama świadomość, że mąż zdradza i co go do tego skłoniło ok, ale już jak to okazuje, to prawda niepotrzebna
          • na_zakrecie33 Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 09:34
            I co w myśl artykułu wybaczyć i przyjąć misia bo on był taki biedny, zagubiony w codzienności? No sorry ale jeżeli w małżeństwie coś mu nie pasuje to powinien żonie o tym powiedzieć, a nie z wygody własnej jechać na dwa fronty. Żonka ma gacie prać, dzieci chować, obiadki podsuwać i jeszcze obsłużyć pana odpowiednio w łóżku na zmianę z kochanką? Nie wiadomo co w sumie lepsze nie wiedzieć o zdradzie czy przejrzeć na oczy. I taki facet zdradza nie tylko żonę, ale również krzywdzi dzieci.
            • moofka Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 11:55
              Odpowiadasz na:
              na_zakrecie33 napisał(a):

              > I co w myśl artykułu wybaczyć i przyjąć misia bo on był taki biedny, zagubiony
              > w codzienności? No sorry ale jeżeli w małżeństwie coś mu nie pasuje to powinien
              > żonie o tym powiedzieć, a nie z wygody własnej jechać na dwa fronty.

              czasem samo powiedziec nie jest terapeutyczne niestety
              ja sadze - a sadze po sobie, ze gdyby az tak daleko sprawy zaszly to by znaczylo ze jestem bardzo nieszczesliwa i samotna, skoro szukam czegos poza domem
              i gdyby w tej sytuacji maz walczyl o mnie i sprobowal odzyskac bylby to dla mnie najwyzszy dowod jego uczuc
              i pewnie bylabym mu za to wdzieczna
              no chyba ze mowimy o jakims lachudrze ktory robi to nagminnie, wtedy chyba nie ma o co walczyc
              z wygody na dwa fronty sie nie jedzie
              z wygody to sie trzyma jednej spodnicy raczej

              Żonka ma
              > gacie prać, dzieci chować, obiadki podsuwać i jeszcze obsłużyć pana odpowiednio
              > w łóżku na zmianę z kochanką? Nie wiadomo co w sumie lepsze nie wiedzieć o zdr
              > adzie czy przejrzeć na oczy. I taki facet zdradza nie tylko żonę, ale również k
              > rzywdzi dzieci
              • turzyca Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 12:44
                > > I co w myśl artykułu wybaczyć i przyjąć misia bo on był taki biedny, zagu
                > biony
                > > w codzienności? No sorry ale jeżeli w małżeństwie coś mu nie pasuje to po
                > winien
                > > żonie o tym powiedzieć, a nie z wygody własnej jechać na dwa fronty.
                >
                > czasem samo powiedziec nie jest terapeutyczne niestety

                Ja bym w ogole sie spytala, co sie dzialo, gdy mis dawal sygnaly, ze mu zwiazek przestaje pasowac. Bo nie kazdy sygnal jest brany serio.
                Ostatnio obserwuje zwiazek przyjaciol i widze, jak ich zwiazek pada, bo przedkladaja realizacje innych potrzeb nad szczesliwy zwiazek. I czasem trzeba podjac decyzje, czy wolimy byc szczesliwi we dwoje wracajac do mieszkania z wakacji na Mazurach, czy obcy i wkurzeni na siebie wracajac do domu z wakacji na Kanarach. Czasami nie da sie miec wszystkiego i trzeba podjac decyzje - fajniejsza praca, lepsze mieszkanie, szanse rozwoju, a nawet wrecz lepsza edukacja dzieci czy zycie z ukochana osoba. Niestety wiele osob podejmuje te decyzje nieswiadomie.
            • turzyca Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 12:20
              Wiesz, co wpada w oczy, jak sie czyta Twoj post? Zajadlosc. Dopiero potem popatrzylam na nick i dotarlo do mnie, skad Ci sie ta zajadlosc bierze.
              Ale jakos sobie wyobrazam, ze przyjemnie to sie z Toba nie zyje. I nie wiem, skad Ci sie wziela ta zajadlosc, czy to efekt malzenstwa jako takiego, czy domniemanej zdrady, czy dlugoletnia cecha charakteru. Nie wiem, jaki jest Twoj maz. Ale wiem, ze na takiej zajadlosci trudno budowac szczesliwe malzenstwo. Bo Tobie nie zalezy na tym, zeby Twoj maz byl szczesliwy. I pewnie jemu nie zalezy (juz?) na tym, zeby jego zona byla szczesliwa. A bez checi nie ma efektu. I w tej sytuacji albo nastaw sie na to, ze bedziesz miala fasadowe malzenstwo z mezem szukajacym wytchnienia gdzie indziej, albo sie rozwiedz, albo zdecyduj(cie) sie na terapie.
              • na_zakrecie33 Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 13:01
                > Wiesz, co wpada w oczy, jak sie czyta Twoj post? Zajadlosc. Dopiero potem popat
                > rzylam na nick i dotarlo do mnie, skad Ci sie ta zajadlosc bierze.
                > Ale jakos sobie wyobrazam, ze przyjemnie to sie z Toba nie zyje. I nie wiem, sk
                > ad Ci sie wziela ta zajadlosc, czy to efekt malzenstwa jako takiego, czy domnie
                > manej zdrady, czy dlugoletnia cecha charakteru. Nie wiem, jaki jest Twoj maz. A
                > le wiem, ze na takiej zajadlosci trudno budowac szczesliwe malzenstwo.
                A ty byś pewnie skakała z radości dwa dni po tym jak dowiedziałabyś się, że mąż cię oszukiwał.
                A już wyciągać takie wnioski po jednym poście jest co najmniej dziwne. I co mam ci teraz napisać, że jestem inna niż sobie wydedukowałaś? Jak mam wam udowodnić, że jestem dobrą żoną i matką, która dba i zabiega? Proszę was...
            • misterni Ale rozumiesz, że inną postawę się przyjmuje, 23.02.14, 17:06
              kiedy postanowieniem obojga małżonków odbudowuje się związek?
          • blond_suflerka Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 11:48
            Parę miesięcy temu była tu na forum rozmowa o zdradzie, chyba nawet w wątku Adwarp. Mówilam w podobnym tonie co zacytowany artykuł. Tak tu była burza, że hoho. Że głupoty opowiadam, że wcale nie tak wygląda przepracowanie zdrady. I że w ogóle brednie.
            Oczywiście, nie każdy musi rozumieć i zgodzić się z podejściem Miller(mnie na na przykład nie wszystko się podoba to co ona mówi, nie w kontekscie zdrady ale w ogole związkow) ale jednak to o czym pisałam i to o czym mówi KM to normalna, standardowa praca terapeutyczna (lub samodzielna praca) w sytuacji zdrady w związku.
            • cherry.coke Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 13:10
              Manipulujesz, burza byla o to, ze zanim jeszcze autorka zupelnie na swiezo zdecydowala, co i czy cos w ogole chce z tym robic, ty juz jej kazalas szukac winy w sobie.
              • blond_suflerka Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 14:27
                big_grin
                Manipulacja-modne słowo na forum.
                Nic nikomu nie kazałam. To po pierwsze. Po drugie-pisałam tam o mozliwych powodach zdrady i o sposobach na jej przepracowanie. Dokładnie to o czym pisze KM.
                A Autorka zadawała rozne pytania dotyczące między innymi tego dlaczego on to zrobił. W podobnym tonie pisze KM i nie zauwazyłam, żeby artykuł miał jakiś opis pt-nie dotyczy tych co dowiedzili się o zdradzie w czasie krotszym niż pol rokuwink
                Burza była o to, że podobno przypisałam zdradzonej winę za zdradę męża. Oczywiście nie była to prawda. Pisałam tylko o takiej odpowiedzialności za jakość związku o jakiej pisze KM.
                Było tam trochę wpisów o tym, że ten zdradzający mąż to głupi fiut, palant, na pewno jej nie kocha i Autorka powinna natychmiast wziąć z nim rozwód. Ciekawe, że takie wpisy nie spotkały się z Twoim protestem. Są przecież dowalaniem komuś kto i tak jest w trudnej sytuacji.
                Natomiast nie podobało Ci się to, że napisałam o możliwości przepracowania zdrady-co jest spojrzeniem na taką trudną sytuację z szerszej perspektywy i na ten pierwszy moment kiedy komuś zawalił się związek-może być własnie pozytywną wiadomością, że nie wszystko stracone. I to właśnie może chociaż minimalnie zmniejszyć czyjś ból.
                • mary_lu Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 17:34
                  Burza była o to, że klepiesz jak nawiedzona, nie podpinaj się pod żadne książki rozumnych autorów, niezłe podobno.

                  Nie potrafisz rozmawiać ze zdradzanym tak, jak on tego na dany moment potrzebuje, od razu zajeżdżasz go swoimi jedynie słusznymi teoriami, może i adekwatnymi czasem, ale kilka faz później.
                • cherry.coke Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 17:38
                  blond_suflerka napisała:

                  > Natomiast nie podobało Ci się to, że napisałam o możliwości przepracowania zdra
                  > dy-
                  co jest spojrzeniem na taką trudną sytuację z szerszej perspektywy i na ten
                  > pierwszy moment kiedy komuś zawalił się związek-może być własnie pozytywną wiad
                  > omością, że nie wszystko stracone. I to właśnie może chociaż minimalnie zmniejs
                  > zyć czyjś ból.

                  Nieprawda, i dlatego wlasnie manipulujesz. Nie podobalo mi sie, i nie mnie jednej, ze autorka, ktora swiezo dostala po glowie i sama jeszcze nie wie, czy chce pracowac, wybaczac, wyprowadzac siebie lub wywalac jego, na dzien dobry slyszy od ciebie ze ma wejrzec we wlasna wine.
                • misterni Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 23.02.14, 17:10
                  W momencie gdy człowiek dowiaduje się o zdradzie, trzeba mu dać szanse zareagować po swojemu, a nie kazać mu szukać winy w sobie. Na wszelkie przepracowania jest czas potem, gdy emocje się uciszają i można podejmować racjonalne decyzje.
                  • blond_suflerka Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 23.02.14, 18:15
                    Przede wszystkim nikomu nic nie kazałam. Powtarzanie tego sformułowania jest bez sensu. Czy ktokolwiek na forum komuś coś każe? Czy rada-'spakuj mu walizki'-jest 'kazaniem' czy radą? To samo było z tym co pisałam.

                    Kwestia tego czy należy dać komuś reagować po swojemu jest dyskusyjna jeśli mowa o dyskusji na forum. Bo jakby to miało wyglądać? Przychodzi ktoś na forum z problemem zdrady i nikt nic nie pisze bo trzeba dać tej osobie zareagować po swojemu? Czy rady wszystkich innych osób też nie pozwalały zareagować Autorce po swojemu?
                    Rady to rady-każdy pisze to co uważa za stosowne. To Autorka same decyduje co zrobi. Czy rada o tym, żeby natychmiast wyrzucać z domu zdradzającego męża jest lepsza od tej, żeby pamiętać o tym, że zdradę można przepracować? Abstrahując od tego, że na dany moment jest płacz i ból? Można powiedzieć, że to są właśnie pierwsze kroki przepracowania zdrady a mianowicie pozwolenie sobie na wszystkie te trudne uczucia.

                    I jeszcze coś-osoba, która dowiedziała się o zdradzie może mieć rozne pomysły. Otoczenie jednak jest od tego, żeby czasem taką osobę przystopować, żeby pokazać jej, że chociaż teraz bardzo boli to będzie lepiej i że czasem warto się zatrzymać. Czy jak facet będzie chciał uderzyć kobietę bo ta zdradziła to trzeba mu pozwolić zareagować po swojemu czy jednak powiedzieć, żeby tego nie robił. To tylko przykład-nie mówię, że Autorka chciała to zrobić. Ale uważam, że rada-wypłacz się, wykrzycz, idz do psychologa i przepracuj to jest lepsza niż-'wystaw mu walizki, to palant, który nie jest ciebie wart'.

                    Oczywiście, każdy ma prawo radzić jak chce i nikomu tego prawa nie odbieram. I ja też mam to prawo. Na pewno każdy chce pomoc i to Autorka sama zdecyduje(zdecydowała) które rady dla niej są lepsze.
                    • misterni Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 23.02.14, 18:26
                      Dość agresywna się robisz, gdy ocena Twojej działalność na forum nie idzie po Twej myśli wink
                      • blond_suflerka Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 23.02.14, 18:38
                        Moja wypowiedz jest agresywna? Które zdanie według Ciebie jest agresywne?
                        Nie odpowiadam na agresywne posty. Na Twój odpowiedziałam bo napisałaś normalnie z czym sie nie zgadzasz i w takim też tonie odpowiedziałam. Wytłumaczyłam po prostu dlaczego piszę tak a nie inaczej. Nie ma tam w ogóle agresji. Odpisałam tak samo grzecznie i merytorycznie jak Ty wyraziłaś swoje zdanie.
                        I nie mam problemu z tym, że ktoś sie ze mną nie zgadza. To przecież naturalne. Nie ma tak, żeby wszyscy uważali tak samo. Naturalnym jest, że dopytuje się osobę z którą sie nie zgadza, żeby zrozumieć lepiej dlaczego uważa tak a nie inaczej. Można potem zmienić zdanie albo pozostać przy swoim.
                        • misterni Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 23.02.14, 18:52
                          Tak Cię odbieram, to jest moja opinia, nie musisz się z nią zgadzać. A agresja rożnie się objawia, niekoniecznie przez chamstwo. W twoim przypadku tak odbieram dziesiątki pytających zdań w odpowiedzi na krótką wypowiedź. Zasypujesz rozmówcę potokiem słów, pozornie grzecznych, a jednak całość odbieram jako napastliwą.
            • anorektycznazdzira Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 23.02.14, 14:52
              Burza była, bo ci się tylko wydawało, że w podobnym toni mówisz.
              Plotłaś farmazony aż zęby bolały, choć nie wykluczam, że w swoim przekonaniu się starałaś.
        • to_ja_tola Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 23.02.14, 14:11
          Ale ze jak??? Facet cie zdradzil a Ty z nim jeszcze jestes???
          Pytam bo az nie wierze.
          • rosapulchra-0 Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 23.02.14, 15:07
            No i co w związku z tym?
          • misterni Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 23.02.14, 17:11
            A ja nie wierzę, że ktoś może być tak głupi, żeby zadawać tak infantylne pytania Tolu. Ile ty masz latek? 15?
    • naomi19 Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 09:03
      to zależy
      jeśli jesteś silną kobietą i wiesz, że zdrada równa się rozstanie i doskonale poradzisz sobie bez niego
      wtedy chcesz znać prawdę
      a jeśli wiesz, że pomimo tego, że mąż krzywdzi, nie kocha, jesteś z nim i nie jesteś w stanie podjąć nawet najmniejszej decyzji-wtedy rzeczywiście lepiej nie wiedzieć, a co za tym idzie nie szperać, nie pytać- żyć w iluzji- tak jest na pewno łatwiej
      • na_zakrecie33 Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 09:12
        Przyłączę się do tego wątku, bo mam podobny problem i nie wiem, czy jestem na tyle silna, żeby rozstać się z mężem, a jednocześnie nie potrafię z nim być. Mój problem w wątku na forum życie rodzinne forum.gazeta.pl/forum/w,898,149490457,149490457,Zdrada.html
        Myślenie o tamtej boli jak nie wiem ale nie mogę przestać myśleć. Cały czas widzę tamtą babę. Więc rozumiem odczucia autorki, sama nie wybaczę chyba nigdy.
        • blond_suflerka Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 11:51
          Jak chcesz być z mężem to pracuj nad dobrym związkiem. O tym między innymi mowi artykuł, który skrytykowałaś. Nie chodzi o to, żeby być z kimś jakkolwiek ale żeby mieć dobry związek. Jak mąż powiedział, że jego najpiękniejszy czas to była delegacja(gdzie był z dala od żony i dzieci) to to powinno Ci zapalić mega czerwoną lampkę a nie kwestia zdrady-ktora nie wiadomo czy była czy nie. Bo zdrada tu najpewniej jest tylko skutkiem.
          I nie chodzi o to, żeby uchodzić za wzorowe małżenstwo tylko, żeby być dobrym małżenstwem.
          • na_zakrecie33 Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 12:03

            Jak mąż powiedział, że jego najpiękniejszy czas to był
            > a delegacja(gdzie był z dala od żony i dzieci) to to powinno Ci zapalić mega c
            > zerwoną lampkę a nie kwestia zdrady-ktora nie wiadomo czy była czy nie. Bo zdra
            > da tu najpewniej jest tylko skutkiem.
            > I nie chodzi o to, żeby uchodzić za wzorowe małżenstwo tylko, żeby być dobrym m
            > ałżenstwem.
            Mówił to w kontekście beztroski, odpoczynku od codzienności, nigdy w kontekście naszego małżeństwa. Może i głupia jestem, że wcześniej nie zapaliło mi się światełko ostrzegawcze, ale każdy mierzy swoją miarą i pewnie bazując naszych relacjach nawet w trakcie jego nieobecności w domu, pozytywnych, nie widziałam nic złego w tym, że potrzeba mu trochę odpoczynku ogólnie na regenerację, na siebie po prostu. Pewnie naiwna jestem a on a jakże zregenerował się na wszystkich polach.
            Tak poza tematem zapraszam do wątku na tamtym forum bo to nie mój wątek ale adwarp.
            • moofka Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 12:08
              > Mówił to w kontekście beztroski, odpoczynku od codzienności, nigdy w kontekście
              > naszego małżeństwa. Może i głupia jestem, że wcześniej nie zapaliło mi się świ
              > atełko ostrzegawcze, ale każdy mierzy swoją miarą i pewnie bazując naszych rela
              > cjach nawet w trakcie jego nieobecności w domu, pozytywnych, nie widziałam nic
              > złego w tym, że potrzeba mu trochę odpoczynku ogólnie na regenerację, na siebie
              > po prostu.

              ale wasze malzenstwo to tez jest ta codziennosc
              sama siebie oszukujesz
              • na_zakrecie33 Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 12:22
                > ale wasze malzenstwo to tez jest ta codziennosc
                > sama siebie oszukujesz
                Może. Wtedy przed jego wyjazdem mieliśmy ogrom spraw i pewnie gdzieś coś było nie tak. Wiesz winni się tłumaczą, zawsze znajdzie się jakiś powód.
    • kawka74 Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 09:13
      Kiedyś pisałam, że o jednorazowym wybryku wolałabym nie wiedzieć, ale o długofalowym romansie jak najbardziej, bo nie cierpię być robiona w konia.
      Nie ma jednej drogi i jednej odpowiedzi. Jeśli nie wiesz, zadręczasz się, bo chcesz wiedzieć, co tak naprawdę było, chcesz mieć pewność, a wyobraźnia pracuje. Jeśli wiesz wszystko (albo prawie wszystko), myślisz, że lepiej było nie dociekać, bo to boli - odkrywanie szczegółów relacji męża i obcej baby, porównywanie ich z tym, co było między Wami, roztrząsanie i tak dalej.
      Prawda nie zawsze jest najwyższym dobrem, ale problem jest taki, że dopiero wtedy, kiedy wiesz, orientujesz się, że to wcale nie był dobry pomysł. Póki nie wiesz, jest inaczej.
      • mag1982 Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 09:27
        > Kiedyś pisałam, że o jednorazowym wybryku wolałabym nie wiedzieć, ale o długofa
        > lowym romansie jak najbardziej, bo nie cierpię być robiona w konia.

        Ja tak samo.
    • lelija05 Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 09:33
      A co twój mąż na to?
      Odpuścił i wykazuje chęć odbudowy związku, czy dalej się "przyjaźnią"?
      Wiem, że to banalnie brzmi, ale powinien ci to teraz porządnie wynagrodzić, na tyle byś nie miała żadnego ale i a jej to...
      • adwarp Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 09:40
        podobno nawet w relacjach zawodowych się nie kontaktują, ale trudno jest tak teraz we wszystko uwierzyćsad
        • lelija05 Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 09:44
          No nie dziwię ci się, ciężko teraz od ciebie wymagać, byś zaufała mężowi.
        • anorektycznazdzira Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 23.02.14, 14:55
          Ale tak obiektywnie: trudno Ci uwierzyć, bo Cię zranił i nie masz na to ochoty, czy dlatego, że jak to mówi, to jest coś takiego w jego tonie głosu czy spojrzeniu, że nie jesteś przekonana?
    • tully.makker Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 09:38
      ja zawsze uwazalam, i nadal uwazam, ze lepiej wiedzic. Nic czuc ze cos jest nie tak, ale nie wiedzic co.

      Przeciez zawsze sie to czuje, nawet jak zdrajcy sie wydaje, ze swietnie sie maskuje.

      Ja gleboko wierze w to, ze prawda nas wyzwoli. Zycia w klamstwie na dluzsza mete nie sluzy nikomu i niczemu.

      A co do twojej sytuacj, adwarp, to jestes IMHO na pozycja z gory przegranej - chcesz zatrzymac meza, niezaleznie od tego, co zrobil, i on to swietnie wie. jestes w pozycji petenta,a facet, ktory nawywijal, czuje sie bezkarny.
      • adwarp Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 09:45
        > A co do twojej sytuacj, adwarp, to jestes IMHO na pozycja z gory przegranej - c
        > hcesz zatrzymac meza, niezaleznie od tego, co zrobil, i on to swietnie wie. jes
        > tes w pozycji petenta,a facet, ktory nawywijal, czuje sie bezkarny.

        to, że jestem na pozycji przegranej, to wiemsad , ale nie chcę zatrzymać męża za wszelką cenę, widzisz on się nigdzie, ze tak powiem nie wybiera, gdyby chciał się rozstać i wić nowe gniazdo, to nikt by go nie zatrzymał.
        • lelija05 Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 09:47
          Czyli chciał tylko zakosztować rozrywek, a ty mu zepsułaś zabawę.
          • adwarp Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 09:53
            'a ty mu zepsułaś zabawę."

            tak, zabrałam łopatkę i dałam po łapkachwink
        • tully.makker Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 09:58
          No ale postawilas mu warunki, ktore bedzie musial spelnic, zeby mogl pozozstac z toba w zwiazku? Czy tez moze zostaniesz z nim niezaleznie od tego, co zrobi?
          • wuika Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 10:00
            Z tego, co kojarzę, pan mąż nie raczy zachować resztek godności i się wynieść. Siłą ma go z domu wyrzucić, kiedy on się nie poczuwa?
            • tully.makker Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 10:19
              Tak, pamietam o tym. Ale zwiazek mozna zakonczyc nawet jesli sie jeszcze tymczasowo mieszka razem. Sadze, ze to tylko wymowka.
          • adwarp Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 10:31
            oczywiście i powiem, ze lista moich oczekiwań była dość długa i przystał na nie, a co z tego wyjdzie? czas pokaże
            • tully.makker Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 10:38
              A realizuje to, do czego sie zobowiazal?
              • adwarp Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 10:50
                tak i to powiedziałabym, że z nawiązką i dlatego ja "grzebiąc" się w tym g...nie nie koncentruję się na tym co jest, nie zawsze, ale od czasu do czasu się w nim zapadamsad
                • triss_merigold6 Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 10:55
                  Maila masz.
        • gaga-sie Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 10:00
          Cały czas piszesz, że będzie tak, jak on postanowi i to mnie uderza w twoich wypowiedziach. Twój mąż też o tym wie i dlatego trudno dopatrzeć się w jego zachowaniu jakiegoś szacunku do ciebie. Wybacz, że to piszę, ponieważ mogę się mylić, nie znam was przecież, ale takie odnoszę wrażenie po lekturze wcześniejszych wątków.
          Czy ty wiesz, czego ty chcesz?
          • adwarp Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 10:42
            jak on postanowi

            bo w pewnym sensie tak jest. Bo jeżeli postanowi odejść, to go nie zatrzymam siłą, chcę być razem, ale nie mimo wszystko i on o tym wie.

            mam wrażenie, ze wszystko już jest poza mną i właściwie, to niewiele ode mnie zależy, a jednak dużo zależy od męża i jakkolwiek to nie zabrzmi od tego co on w tej sytuacji postanowi.

            co do braku szacunku, to muszę przyznać, że mąż w ostatnim czasie staje na wysokości zadania, a to ja wypuszczam jad, o który się nie podejrzewałam i z czym wcale nie jest mi dobrzesad
            • blond_suflerka Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 11:56
              Ale inaczej się nie da. Na tym to polega-trzeba ten bol poczuć wiele razy, żeby przestało boleć. Jak zaczniesz wypierać, udawać, bronić się przed tym albo sama siebie pospieszać bo mąż się niecierpliwi to ten bol zostanie i będzie wracał w roznych sytuacjach.
              Generalnie zasada jest taka-uczucie trzeba poczuć do konca, żeby poszło. I to standardowo tak wygląda i na to się trzeba przygotowac, że mąż będzie teraz fajny i będzie się starał a mimo to Ty będziesz miała potrzebę odreagowywania przez wbijanie mu szpili albo wcale nie będziesz potrafiła cieszyć się z tego, że on jest fajny. Na to potrzeba czasu, pomaga psycholog, wtedy szybciej i lepiej się to wszystko ogarnia.
            • gaga-sie Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 12:03
              Akurat twoje reakcje są całkiem naturalne i nie miej żadnych wyrzutów sumienia.
              Ale może twój mąż musi poczuć,że jesteś silną osobą, dasz sobie radę bez niego, to wcale nie jest takie oczywiste,że z nim chcesz być-dopiero wtedy doceni to, co miał. Bo wiesz...jak się ma coś za łatwo, to nie zawsze się ceni.
      • na_zakrecie33 Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 09:50
        Dokładnie. Kiedyś mnie temat nie dotyczył bezpośrednio i też wygłaszałam takie opinie, że dwie strony zawiniły i dlatego facet zdradza. Teraz jak mnie to spotkało widzę, że pomimo super związku, seksu, udanego życia rodzinnego(uchodziliśmy w za wzór kochającego się małżeństwa), wspólnego wychodzenia z różnych trudnych sytuacji życiowych(u nas np. choroba dziecka, dziecko cudem żyje i jest zdrowe), wystarczy SŁABA WOLA jednej ze stron i wszystko się wali. Ja również miałam w czasie naszego związku możliwość zdradzić ale nie skorzystałam bo dla mnie dla kilku chwil uniesienia nie warto poświęcać wszystkiego. I tu jest klucz moim zdaniem- brak silnej woli, chęć przeżycia tego dreszczyku z inną. A jak zrobił to jeden raz i uzyska szybkie rozgrzeszenie to droga wolna do kolejnych zdrad.
        • kk345 Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 10:59
          > pomimo super związku, seksu, udanego życia rodzinnego(uchodziliś
          > my w za wzór kochającego się małżeństwa), wspólnego wychodzenia z różnych trudn
          > ych sytuacji życiowych(u nas np. choroba dziecka, dziecko cudem żyje i jest zdr
          > owe), wystarczy SŁABA WOLA jednej ze stron i wszystko się wali.

          No ale zapomniałaś dodać, ze przez kilka miesięcy mąż nie mieszkał w domu, a to zdecydowanie zmienia warunki

          • triss_merigold6 Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 11:02
            Tia, pani zapomniała dodać, że są małżeństwem na odległość, pan mąż jeszcze nikogo nie bzyknął i że jej odkrycie jest cokolwiek stare, a ryzyko zdrady miało miejsce kilka lat temu.
            Pani histeryzuje IMO i szuka pretekstu, żeby winę za rozpad małżeństwa zwalić na męża.
            • na_zakrecie33 Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 11:15
              Gdybyś przeczytała dokładnie tamten wątek to byś wiedziała, że pan mąż umawiał się na romanse w zeszłym roku, żałując niezmiernie, że nie uczynił tego 4 lata temu. Przypadkiem dowiedziałam się robiąc porządki na kompie, przeczytałam jedynie fragment ich rozmowy, reszta została usunięta, a ten fragment ich rozmowy zachował się przypadkiem.
              Mąż od lata zeszłego roku jest w domu i pewnie tylko niemożność wyjazdu do tej pani spowodowała, że na razie się nie spotykają. Pilno mu też było do kolejnej delegacji.
              • triss_merigold6 Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 11:22
                Nie umawiał, tylko flirtował, tak wynika z treści. Napisał, że żałuje że 4 lata temu etc. Bitch please, nieładnie że napisał, ale kto Ci kazał czytać?! Trzeba mieć z głową, żeby nieskonsumowaną historię przed paru lat wyciągać i na tej podstawie uznać, że małżeństwo się skończyło.
                • na_zakrecie33 Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 11:31
                  Naucz się czytać ze zrozumieniem i wtedy się wypowiadaj.
          • na_zakrecie33 Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 11:08

            > No ale zapomniałaś dodać, ze przez kilka miesięcy mąż nie mieszkał w domu, a to
            > zdecydowanie zmienia warunki
            A ty zapomniałaś zauważyć, że ja również byłam tu sama. Serio uważasz, że facet ma prawo bzyknąć inną bo biedaczek tylko co 2 tygodnie bywa w domu? To nie było kilka miesięcy cięgiem. Bywał w domu co 2tygodnie, czasem 1xna miesiąc. I seks był a że rzadko? Trudno, nie wytrwał biedaczek, a jak żona nie wytrwa to szmata. Ja też musiałam sobie jakoś z brakiem seksu i tej drugiej osoby poradzić i jakoś nie popchnęło mnie to do zdrady a okazje były, gdybym chciała.
            • kk345 Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 11:19
              Odnoszę się tylko do tego fragmentu:
              "pomimo super związku, seksu, udanego życia rodzinnego(uchodziliśmy w za wzór kochającego się małżeństwa)"
              w kontekście kilkumiesięcznej delegacji trudno chyba mówić o super związku i super seksie, tyle.
              • na_zakrecie33 Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 11:30
                > w kontekście kilkumiesięcznej delegacji trudno chyba mówić o super związku i su
                > per seksie, tyle.
                Serio uważasz, że wraz z delegacją związek przestaje istnieć? Czyli wg ciebie każde małżeństwo, nawet bardzo udane, kończy się wraz w wyjazdem jednej ze stron? Podaj mi definicję udanego seksu bo chyba nie ogarniam. Wg ciebie seks udany to tylko jeśli partner jest stacjonarny i można ile się chce bez względu na jakość? Udany seks to tylko taki na żądanie?
                Ja mam troszkę inne podejście, uważam, że warto czekać nawet ten miesiąc na tą ukochaną osobę. Nie mam potrzeby mieć kogoś w zamian na ten czas kiedy nie ma partnera. Ale to ja.
                • kk345 Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 11:58
                  A po co mam cokolwiek pisać, skoro sama obszernie odpowiadasz na własne pytania?

                  > Ja mam troszkę inne podejście, uważam, że warto czekać nawet ten miesiąc na tą
                  > ukochaną osobę. Nie mam potrzeby mieć kogoś w zamian na ten czas kiedy nie ma p
                  > artnera. Ale to ja.

                  A twój mąż?
                  • na_zakrecie33 Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 12:19
                    > A po co mam cokolwiek pisać, skoro sama obszernie odpowiadasz na własne pytania
                    > ?
                    >
                    > > Ja mam troszkę inne podejście, uważam, że warto czekać nawet ten miesiąc
                    > na tą
                    > > ukochaną osobę. Nie mam potrzeby mieć kogoś w zamian na ten czas kiedy ni
                    > e ma p
                    > > artnera. Ale to ja.
                    >
                    > A twój mąż?
                    I tu masz rację.
                    • kk345 Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 12:31
                      I tyle teorii- pokonała ją własnie twarda rzeczywistość.
    • jematkajakichmalo Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 09:51
      Podziwiam Cie i zycze duzo sil jesli faktycznie chcesz to ratowac.

      Ja wolalabym prawde bez wzgledu na wszystko, ale ja mam troche inne podejscie... czytalabym czytala i czytala... po to, zeby latwiej bylo wystawic go za drzwi.
      • roks30 Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 10:34
        Definicja brzmi tak - jeśli walnąłeś bok to wal się w sobie moralnie sam, a nie obciążaj osobę zdradzoną, bo skrzywdzisz ją dwa razy z własnej głupoty lub chęci tak zwanego rozgrzeszenia.
    • pe.tronela Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 10:27
      Adwarp, prawda JEST wazna. Jak inaczej mialabys podjac decyzje? Biorac co pod uwage? Na czym sie opierajac? A tak - wiesz co wiesz. I przygladajac sie temu decydujesz, czy go chcesz czy go nie chcesz, czy zaufasz czy nie, czego wymagasz a czego nie akceptujesz...
      • adwarp Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 10:46
        podkreślam, prawda o zdradzie tak, ale nie jej wnętrzności, które nadmiernie pochłaniają umysł
    • kosmitka06 Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 10:42
      Ja poznałam "całą" prawdę. Dziś z perspektywy czasu nie żałuję.
      Wylałam morze łez, nie przespałam wiele nocy, było wiele rozmów i kłótni.
      Na chwilę obecną jestem silniejsza, mniej ufna, żadne teksty nie są w stanie zamydlić mi oczu.
      Czy żałuję że wiem wszystko? Nie! Nie żałuję. Gdybym miała okazję zrobiłabym to jeszcze raz. Ja wolę znać najgorszą prawdę, nawet ze szczegółami.
      Teraz wiem że żyję, że to ja gram pierwsze skrzypce. A on... cóż... żałuje, ale dla naszego małżeństwa jest już za późno. I gdyby złożył nawet śluby mówienia tylko prawdy, był oblewany złotem i diamentami nie ma już u mnie czego szukać! Kwiatki, czekoladki, prezenciki i przeprosiny nic nie zmienią.

      Ty jak rozumiem ratujesz swój związek więc to nieco inaczej wygląda. Ja swojego pana męża na szczęście nie oglądam na co dzień, może dlatego jest mi łatwiej.
    • guderianka Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 10:56
      To chyba kwestia osobnicza
      Ja wolałabym znać każdy możliwy szczegół, przezyć ból do samego dna. Lubię wiedzieć, daje mi to jakieś uspokojenie.
      • wuika Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 11:01
        Fakt, niektórzy muszą sami się wypatroszyć, żeby móc budować od początku, a inni wolą wiedzieć "coś", ale nie wszystko, są w stanie zamknąć problem bez dogłębnego jego przerobienia. Co kto woli, jakie ma podejście do konkretnej sprawy.
        • triss_merigold6 Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 11:02
          Ja w teamie "prawda jest przereklamowana".
        • bri Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 19:46
          Imho nie trzeba poznać szczegółów, żeby je znać. Cóż takiego niesamowitego może mieć miejsce w trakcie takiego romansu? 99% mężczyzn zachowuje się pewnie tak samo jak na początku związku ze zdradzaną żoną, mówią te same rzeczy, robią te same gesty, zabierają kochankę w te same miejsca.
    • melancho_lia Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 11:31
      A ja napiszę może mało popularnie- ja musiałam wiedzieć absolutnie wszystko. Każdy detal do bólu. Zadawałam pytania, mąż odpowiadał.
      Nie wraca to do mnie, sama zdrada tak, czasem poczuję tamten ból, ale ilość informacji nie miała wpływu.
      Minęło juz parę lat, my chyba wyszliśmy z tego obronną ręką.
    • igajos Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 12:07
      Ja wolałam wiedzieć. Wszystko, ze szczegółami. Choć był taki moment, że bardziej raniły mnie te szczegóły niż sam fakt. I myślałam podobnie jak Ty. Że lepiej nie wiedzieć zbyt dużo. Z drugiej strony wolałam dowiedzieć się wszystkiego, żeby za jakiś czas nowy wątek nie spowodował jeszcze większego bólu. Jak już ma być źle, to wolałam mieć to za sobą. Bez tego snułam domysły, które nie miały nic wspólnego z rzeczywistością. Jeśli doczytałam / dopytałam o szczegóły, łatwiej mi było dany wątek zamknąć. Obojętnie, czy potwierdziły czy rozwiały się moje przypuszczenia. Przez jakiś czas w miejsce jednej rozwianej wątpliwości pojawiało się kilka następnych. Teraz temat chyba wyczerpałam. Wszystkie "dowody" skasowałam, żeby już do nich nie wracać. Staram się skupić na tu i teraz. U mnie sprawa niewiele starsza niż u Ciebie. Dziś mijają 3 miesiące od momentu, gdy podejrzenia stały się pewnością. Nie rozstałam się z mężem. Czy się uda dopiero się okaże. Wydaje mi się, że jesteśmy na dobrej drodze.
      Nie wiem, czy masz kogoś przy sobie. Komu możesz się wyżalić. Pogadać. Wypłakać. Ja mam dwie takie osoby. Jak się okazało jedna tych osób kiedyś była w takiej samej sytuacji, choć idąc z problemem nie miałam o tym pojęcia. Od obydwu dostałam dużo wsparcia.
    • rosapulchra-0 Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 17:23
      Nadal jesteś z mężem?
      • bei Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 17:54
        Przytulam i serdecznie wspoczuję.
        Nic juz nie porownuj, chocby teraz wychodzilo na to, ze tamtej mowil to samo, albo mowil calkiem cos innego to nie mozesz o tym myslec. Zdecydowaliscie, ze bedziecie walczyc o Wasz zwiazek, ze naprawicie relacje, i to liczy sie.
        Usiadzcie, powiedzcie sobie, ze odkreslacie ten zly czas.
        Nie rzucicie sie sobie w objecia, nie bedziecie swiergolic jak nastolatki, ale Wasza wartosc ro te wszystkie dobre dni, i te zle, ktorym stawiliscie czola.
        Jestescie teamem, ktory mial upadek.
        Mozna wybaczyc, jednak nie zapomnisz, to zawsze gdzies tam zostanie, daj czasowi wyleczyc te rany.
        Spokoj, tylko on moze teraz byc fundamentem tej odbudowy.
        Bedziesz wypominac, wspominac to zadreczysz siebie i jego.
        Postanowilas dac szanse jemu, temu zwiazkowi, wiec zeob sobie prosty plan.
        Wdech, wydech, spojrzenie w oczy....docen te wszystkie dobre elementy charakteru partnera.
        Zeob to dla siebie, bo kochasz, kiedys usmiechniesz sie do wspomnien, ze bylo trudno i przeszlas dzielnie te dni.

        Zycze szybkieo dobrego smile

        Jak bede miala czas napisze maila, w przyszlym tygosniu klikne...
        olaromanska.blox.pl/html

        www.dlaleszka.cba.pl/
    • hellulah Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 13.02.14, 18:17
      Nie zgadzam się. Nie ma się co nakręcać tymi detalami, ale informacja i wiedza to siła i władza, kropka.
    • adwarp ups 23.02.14, 11:20
      chyba mam PMS i do tego trochę wypiłam, on wyraził swoje niezadowolenie na jakiś temat i od słowa do słowa powiedziałam, "że się z nią spotkam", na co usłyszałam, "żebym tego nie robiła,bo pożałuję"..., no i cały mój dotychczasowy spokój uleciał w ch....ręsad
      • vre-sna Re: ups 23.02.14, 14:00
        Daj Wam czas. Rozumiem Ciebie, Ty byś chciała, źeby było jak dawniej, ale Twój mąż chyba jeszcze nie jest gotów.
        Emocjami nie da się sterować. Popieram to co powiedziała Bei - to dla Was obojga ciężki okres, przecież powzięliscie oboje decyzję o odbudowaniu relacji. A po taki zranieniu nic nie jest zero-jedynkowe.
        Może dobry psycholog? Trzymaj się i nie oceniaj riebie tak surowo.
        • wyznawczyni_wielkiego_czerwia Re: ups 23.02.14, 15:01
          Cudownie, facet ją zdradził, zamiast na kolanach błagać, żeby mu wybaczyła i przyjąć wszystkie jej warunki mówi jej, żeby nie spotykała się z tamtą drugą, bo pożałuje, a ematka-desperatka radzi jej, żeby przeczekała.
          No nie rozumiem i nie zrozumiem tego braku godności i szacunku do siebie.
          • rosapulchra-0 Re: ups 23.02.14, 15:06
            Dbaj o własną godność i zacznij siebie szanować, cudze tyłki zostaw ich właścicielom.
            • araceli Re: ups 23.02.14, 16:07
              rosapulchra-0 napisała:
              > Dbaj o własną godność i zacznij siebie szanować, cudze tyłki zostaw
              > ich właścicielom.

              A czemu Ty dajesz sobie prawo do doradzania cudzym tyłkom?
              • rosapulchra-0 Re: ups 23.02.14, 16:39
                Doradzać - tak. Ale ja, w przeciwieństwie do niektórych - nie obrażam. A to właśnie wc robi nagminnie.
                • araceli Re: ups 23.02.14, 16:48
                  rosapulchra-0 napisała:
                  > Ale ja, w przeciwieństwie do niektórych - nie obrażam.

                  BŁAHAHAHAHAHA big_grin big_grin big_grin big_grin You made my day!
                  • rosapulchra-0 Re: ups 23.02.14, 19:21
                    Sikłaś już?
                • edelstein Re: ups 23.02.14, 17:36

                  Dowcip rokubig_grin
          • vre-sna Re: ups 23.02.14, 16:56
            Wwc, życie nie jest czarno-białe.
            Ale ok, masz prawo tak myśleć. W końcu każdy jest kowalem itd.
            Adwarp, idź do psychologa. W przeciwieństwie do rozemocjonowanych kobiet spróbuje on lub ona Tobie pomóc bez przemycania własnych intencji.
      • lelija05 Re: ups 23.02.14, 15:56
        Uuuu, straszonko.
        • ada1214 Re: ups 23.02.14, 16:37
          wyglada jakby gosciu chcial tamta chronic, i to tak mu zalezy na nietykalnosci tamtej, ze z pogrozkami do zony...bardzo kiepsko to wyglada.
          • rosapulchra-0 Re: ups 23.02.14, 16:40
            IMHO nie masz racji. On nikogo nie chroni poza sobą. Po prostu nie chce, aby jego skrzywdzona żona dowiedziała się jakichś niepotrzebnych szczegółów.
            • ada1214 Re: ups 23.02.14, 16:57
              I dlatego jest gotow zone skrzywdzic w razie gdyby ta skrzywdzona zona cos sie dowiedziala?
              Nonsens.
              • rosapulchra-0 Re: ups 23.02.14, 18:38
                Jak to skrzywdzić? Zastosował typowy w takich sytuacjach fortel szantażu. Uważam, że on raczej chce ją chronić, nie krzywdzić.
          • mag1982 Re: ups 23.02.14, 16:41
            Też mi to tak wygląda.
      • naomi19 Re: ups 23.02.14, 17:08
        adwarp,zadręczysz i siebie i jego. Zróbże coś kobieto, podejmij najmniejszą choćby decyzję.
        • vre-sna Re: ups 23.02.14, 17:28
          Ale ona nie chce, bo jej zależy i pewnie się boi.
          Wymagacie od chorego żeby podjął się wyprawy w Himalaje.
          • naomi19 Re: ups 23.02.14, 17:55
            nie pisze o Himalajach (rozwód i kop w zad), ale o najmniejszej choćby decyzji


            mam szczęście bo mieszkam w malutkiej mieścinie gdzie jest wielka bieda i nikt tu nie rzuca się nawet na używaną odzież bo dla większości jest za droga. aniaturek0409
          • rosapulchra-0 Re: ups 23.02.14, 18:39
            Vresna, nie pisz za adwarp, bo tak naprawdę nie masz pojęcia, czego dziewczyna chce, a czego nie chce.
      • edelstein Re: ups 23.02.14, 17:35

        Zdaje sie,ze przegralas wojne.Kochanka jest wazniejsza.Po takich slowach wlasciwym jest zlozenie papierow rozwodowych.
        Nie wierze w zaden happy end.

        Helau!Helau!Helau!
        Jeck,lohss Jegge lahns!
        • vre-sna Re: ups 23.02.14, 17:39
          Jawohl!
          • guderianka Re: ups 23.02.14, 17:44
            Przeproś go za swoje zachowanie, bij pokłony głową, rozedrzyj szaty i batem okładaj plecy. Z metalową kulką na końcu. Ten bat.

            p.s. co Ty z nim jeszcze robisz ???
            • wuika Re: ups 23.02.14, 17:47
              Halo! Zapominacie, że to nie jest tak, że pan mąż jest błagany, żeby w domu dostał. On po prostu się nie wynosił uncertain
              • naomi19 Re: ups 23.02.14, 17:52
                miom zdaniem tak wlasnie jest. maz wie, ze adwarp nie poradzi sobie (mentalnie) bez niego. i dlatego to on decyduje, to on rozdaje karty, ona tylko czeka, zaczyna pić, wypominać i robić się coraz bardziej nieznośna a jednoczesnie nadal nie będąca w stanie podjąć najmniejszej choćby decyzji. Bedzie u nich coaz gorzej, jesli ona czegos nie zrobi, pomimo, ze to on zdradzil.
            • vre-sna Re: ups 23.02.14, 17:52
              Zwraca się z problemem z mężem o pomoc do forum. I to jest zasadniczy błąd. Oczywiście moim zdaniem.
              • naomi19 Re: ups 23.02.14, 17:56
                miala niejedna rade zeby z tym problemem isc do psychologa. chyba nie skorzystala.
                • blond_suflerka Re: ups 23.02.14, 18:03
                  No więc właśnie. Przyszła na forum bo widać nie ma możliwości przegadania tego gdzie indziej. Dostała wiele rad dotyczących psychologa i choćby po to dobrze było zapytać właśnie forumki o zdanie. Niestety, tu nie ma drogi na skroty i jej samej trudno będzie to wszystko ogarnąć. W takich sytuacjach psycholog jest konieczny.
                • adwarp naomi19 23.02.14, 20:28
                  masz rację, rad było sporo od rozwodu, wyrzucenia za drzwi, wyprowadzenia się od męża skoro mąż wyprowadzić się nie chce, no i była rada żeby skorzystać z pomocy dobrego psychologa ...i tu kluczowe jest "dobrego".

                  Byłam i owszem, ale coś mi w tych spotkaniach, ze tak powiem nie grało i odpuściłamsad może za szybko się poddałam, ale pomyślałam, że skoro mąż "temat skończył", to ja sobie poradzę bez specjalisty, ale jak widać chyba niekonieczniesad

                  w sumie, to jak opisuję swój problem tutaj, to wszystkie potraficie tak go rozłożyć na części pierwsze, że ja od razu się pionizuję...

                  Mąż dzisiaj stwierdził, że jak będę mu tak "ciągle przysry...ć, to on w końcu będzie miał dość" wiecie co i wcale się chłopu nie dziwię, bo lekko nie ma, no i za chwilę chyba zacznę mu współczuć, że ma żonę jędzę.
                  • naomi19 Re: naomi19 23.02.14, 20:35
                    to, że nie potrafi utrzymać fiuta na wodzy wca nie oznacza, że nie ma żony jędzy, z tymże ja uważam, że jedno do drugiego ma się nijak. suspicious
                    Zrezygnowałaś z terapii, ale zawsze możesz zmienić zdanie i zmienić psychologa lub kontynuować terapię.
                    to już bedzie jakaś decyzja.
                    mozesz tez podejmować inne- przez najblizsza godzine nie mysle o zdradzie meza. dzis nie mysle o tym o NIEJ. itp powodzenia
                    • guderianka Re: naomi19 24.02.14, 08:19
                      Nie rozumiem dlaczego ONA ma iść na terapię ? Żeby psycholog pomógł jej zrozumieć własną wartość, szacunek i godność? Żeby jej wskazał że to nie jej wina że ma meża fiuta, żeby siebie nie obwiniała-bo to on zrobil źle a nie ona ? Tymczasem to ona ponosi wszelkie możliwie konsekwencje jego zdrady. No kurde, tak to ma działać ? Jeszcze szmaciarz jej będzie dogadywał bo śmie cierpieć, mieć trudności z wybaczaniem. Po stopach ją powinien całować że chce dale z nim jeść, być, spać ( ?)
                  • komyszka "przysrywać"??? 23.02.14, 20:36
                    zawiodła cię najblizsza osoba w życiu, a ty odmawiasz sobie prawa do "przysrywania" jej?
                    za moment bedziesz go moze przepraszać? bo biedny odczuwa dyskomfort z powodu twjooej rozpaczy, goryczy i ogólnej demolki dotychczasowego życia?
                    gdyby facet cie kochał a romans był po prostu nieprzemyslanym wyskokiem, to zniósłby duzo wiecej niż wspomniane "przysrywanie". a ten jeszcze grozi, ze pozałujesz. nie...nie wierze. OBUDŹ SIĘ DZIEWCZYNO.
                  • alexa0000 Re: naomi19 23.02.14, 20:41
                    Masz rację z tym przysrywaniem, to jest słabe. Ale. Jest różnica pomiędzy rzuceniem się rejtanem po zdradzie, przeproszeniem, blaganiem o szansę oraz stwierdzeniem , że was nie zostawi i to by było na tyle. I ty o tym wiesz, stąd te rozkminianie, a ja się tobie absolutnie nie dziwię. Z tym, że ja ze swoim charakterem w takiej sytuacji spakowalabym teatralnię walizkę i zmylabym się w ataku szalu.
                  • wyznawczyni_wielkiego_czerwia Re: naomi19 23.02.14, 21:03
                    > Mąż dzisiaj stwierdził, że jak będę mu tak "ciągle przysry...ć, to on w końcu b
                    > ędzie miał dość" wiecie co i wcale się chłopu nie dziwię, bo lekko nie ma, no i
                    > za chwilę chyba zacznę mu współczuć, że ma żonę jędzę.

                    facet cię zdradził, grozi ci, a ty szukasz winy w sobie
                    masakra
                  • ada1214 Re: naomi19 24.02.14, 08:27
                    wiecie co i wcale się chłopu nie dziwię, bo lekko nie ma, no i
                    > za chwilę chyba zacznę mu współczuć, że ma żonę jędzę.

                    zal czytac.
                    naprawde nie widzisz tego, co wypisujesz?
                    • adwarp ada1214 24.02.14, 08:55
                      naprawdę zrozumiałaś, że mogę mu współczuć? to miał być sarkazm
                      • guderianka Re: ada1214 24.02.14, 09:06
                        adwarp-ale nie chodzi o to, czy Ty piszesz o tym z sarkazmem
                        Chodzi o to, że jest jakaś tam relacja między Wami, która pozwala jemu na wygłaszanie wobec Ciebie takich tekstów..
                        • adwarp guderianka 24.02.14, 09:55
                          widzisz on uważa, ze skoro "temat jest zamknięty", to ja nie powinnam już do tego wracać, bo nie ma do czego.
                          • guderianka Re: guderianka 24.02.14, 10:08
                            Ale dlaczego on uważa temat za zamknięty ?
                            Co daje mu prawo tak myśleć ?
                            Zamknięty będzie wtedy jak będzie przerobiony, przegadany, przepłakany, z nowymi postanowieniami i spojrzeniem w przyszłość..
                            • adwarp Re: guderianka 24.02.14, 10:16
                              "Ale dlaczego on uważa temat za zamknięty ? "

                              dlatego, że jak twierdzi z panią kontaktów nie utrzymuje, rozmawialiśmy też już na ten temat, jesteśmy razem, więc ...sama widzisz nie ma do czego wracać, a ja go tylko "męczę"
                              • guderianka Re: guderianka 24.02.14, 10:31
                                Ale chyba temat dotyczy Was dwojga a nie tylko jego-a z tego co widzę Ty go nie zamknęłaś. Więc jakim prawem on podejmuje decyzje za Ciebie ?

                                p.s. ile się znacie ?
                                • adwarp Re: guderianka 24.02.14, 10:39
                                  20 lat
                                  • guderianka Re: guderianka 24.02.14, 10:42
                                    To pierwszy kryzys ?
                                    • adwarp Re: guderianka 24.02.14, 11:13
                                      tego kalibru pierwszy,
                                      wcześniej zdarzały się oczywiście kwestie sporne i "ciche dni", albo raczej godziny, bo mąż szybko przechodził do normalności. 20 lat małżeństwa nie da się chyba przeżyć bez małych wojen i właściwie, gdy wydawało mi się, że żaden kataklizm mi niegroźny to dostałam z grubej rurysad szczególnie, ze uważałam swojego męża za ostoję rodziny.
                                      • pade Re: guderianka 24.02.14, 12:06
                                        Adwarp, związek tworzy DWOJE ludzi. Te dwie osoby się od siebie różnią, bardzo. Każda z nich ma inne oczekiwania, przekonania i chęci. Każda z nich inaczej przeżywa swoje emocje itd.
                                        I teraz, jesli jakiś problem dotyczy związku, to OBOJE mają prawo przeżywać wszystko po swojemu, mieć inne rozwiązanie tego problemu. Opcja: skoro mnie to nie rusza, to Ciebie też nie powinno, nie wchodzi w grę. Trzeba uszanować integralność drugiego człowieka, po prostu. Jesli się szanuje osobę, to się szanuje jej myśli i uczucia. Można się z nimi nie zgadzać, ale nie można powiedzieć: przestań przeżywać, bo mnie tym wkurzasz.

                                        Twój mąż powinien przyjąć na klatę konsekwencje swojego postępowania oraz dać Ci prawo, do przeżywania i rozkminiania wszystkiego po swojemu.
                                      • guderianka Re: guderianka 24.02.14, 15:58
                                        albo raczej go
                                        > dziny, bo mąż szybko przechodził do normalności.

                                        no właśnie
                                        i teraz zrobił to samo
                                        chyba przez 20lat nie wypracowaliście sobie modelu radzenia sobie z trudnymi sytuacjami-przegadania ich, przerobienia nieraz aż do wymiotów. Problemy były przemilczane, przeczekiwane- i tak jest tez tym razem..Nie możesz pozwolić by i ten "problem" został przemilczany i przeczekany..
                                    • adwarp Re: guderianka 24.02.14, 11:19
                                      właśnie dostałam maila od męża, że może w pracy rozszerzyć zakres opieki zdrowotnej
                                      i czytam
                                      "Do programu rodzinnego można zgłosić: męża/żonę, partnera/partnerkę oraz dzieci własne i przysposobione do 25 roku życia."

                                      i od razu mam ochotę mu odpisać "bierz dla wszystkich" - jestem złośliwa, prawda?
                                      • guderianka Re: guderianka 26.02.14, 08:07
                                        jesteś-i nic w tym dziwnego..
                              • alexa0000 Re: guderianka 24.02.14, 10:45
                                Znajoma opowiedziała mi, jak to jej mąż się zakochał.Nigdy nie ściągała go z tylko drugiej pani, ale romans był ewidentny. Po awanturze kulminacyjnej mąż wyjechał do Niemiec do pracy, rozmawiać na temat romansu nie chciał. Wrócił po kilku miesiącach, znajoma złożyła pozew o rozwód. Stawili się oboje, sędzia rozwodu nie dała, bo widziała, że oboje go nie chcą.Znajoma jest z nim do dziś, są poukladani,niby jest ok. Ale opowiedziała mi, że zaluje, że wtedy nie wzięła rozwodu. On nigdy nie chciał rozmawiać na temat romansu, tak, jak twój, uważał temat za zamknięty. Mało tego, po latach zaczął dawać jej do zrozumienia, że sobie coś uroila, to było sto lat temu, i nieprawda,i w ogóle ma coś z głową, bo drazy i drazy...nigdy nie powiedział wprost, za mu przykro, że zaluje,że przeprasza. Ona do dziś, jak o tym mówi, dostaje furii i widać tę złość na niego.To było 16 lat temu.
                            • rosapulchra-0 Re: guderianka 24.02.14, 10:27
                              Gude ma rację. Nie da się po prostu przejść nad tym do porządku dziennego. To MUSI być przegadane, przepłakane, przekrzyczane. Po prostu MUSI.
                      • ada1214 Re: ada1214 24.02.14, 09:49
                        adwarp napisała:

                        > naprawdę zrozumiałaś, że mogę mu współczuć? to miał być sarkazm

                        Czy to
                        wcale się chłopu nie dziwię, bo lekko nie ma
                        tez byl sarkazm?
                        • adwarp Re: ada1214 24.02.14, 09:58

                          to jest akurat prawda.

                          twój poprzedni komentarz odnosił się do innej części mojej wypowiedzi
                          • ada1214 Re: ada1214 24.02.14, 10:07
                            nie, moj komentarz odnosil sie tego fragmentu, ktory zacytowaam, rowniez o tym, ze sie chlopu nie dziwisz.
                            Ale tak naprawde tu nie chodzi o pojedyncze slowka ale o caloksztalt.
                            To, ze goscu w ogole wpadl na pomysl zeby Ci grozic w sytuacji gdy powinien skomlec, to juz jest wielkie nieporozumienie. A sie okazuje, ty mu sie "wcale nie dziwisz bo lekko niema". Nie lubie uzywac tego slowa, ale tu naprawde pasuje facepalm.
          • edelstein Re: ups 23.02.14, 19:07

            Jestes jakims drugim wcieleniem Rosy?ona tez glosi,ze nalezy z pokora znosic wyskoki meza,wybaczac i kochac,no i oczywiscie przepraszac za durny pomysl spotkania sie z kochanica,na kolanach przepraszac,bo biedny pan maz sie zestresowal wizja spotkania terazniejszej i przyszlej.
            Wy nie macie za grosz szacunku so siebie,Jak te psy,kopniesz je,a one skamlajac dalej Beda sie lasic.Straszne.

            Helau!Helau!Helau!
            Jeck,lohss Jegge lahns!
            • vre-sna Re: ups 23.02.14, 19:18
              Sieg heil!
              • edelstein Re: ups 23.02.14, 19:37
                Zmien dilera,te tabletki po ktorych wciaz jestes w 39sa do d... .
                • vre-sna Re: ups 23.02.14, 21:03
                  Ty bez tabletek kojarzysz się z faszystą,
                  moja to wina, że masz takie emplua?
                  • edelstein Re: ups 24.02.14, 08:44
                    Moze jakas terapia ci pomoze?
            • rosapulchra-0 Re: ups 23.02.14, 19:20
              Edel, z każdym kolejnym swoim wpisem udowadniasz, jaka z ciebie ignorantka, chamka i kłamczucha.
              • edelstein Re: ups 23.02.14, 19:36

                Przestan pier...lic,nudne to.
                • rosapulchra-0 Re: ups 24.02.14, 00:28
                  O tak. Widzę, że trudno ci pogodzić się z prawdą.
                  • edelstein Re: ups 24.02.14, 08:42

                    big_grin
                    Nie strzelaj na oslep,bo jeszcze dostaniesz rykoszetembig_grin
            • wyznawczyni_wielkiego_czerwia Re: ups 23.02.14, 19:21
              W samo sedno.
              • rosapulchra-0 Re: ups 23.02.14, 19:29
                W samo kłamliwe gó.... Zupełnie jak ty, patologiczna kłamczucho. Obie jesteście siebie warte.
                • edelstein Re: ups 23.02.14, 19:41

                  Ojojojojojjjj Rosa na napad szalubig_grin
                  • wyznawczyni_wielkiego_czerwia Re: ups 23.02.14, 19:44
                    Może w takim razie sobie ją odgaszę, żeby to zobaczyć. big_grin
                  • rosapulchra-0 Re: ups 23.02.14, 19:45
                    Edel, ja cię serdecznie proszę - przestań się już kompromitować. Sprawdź definicję słowa "szał".
                    • edelstein Re: ups 23.02.14, 19:53

                      Szal-----> = Rosencja.
                      Występuje najczesciej z tematem zdradytongue_out

                      Helau!Helau!Helau!
                      Jeck,lohss Jegge lahns!
            • vre-sna Re: ups 23.02.14, 19:35
              A tak swoją drogą Edelstein! do kogo Ty piszesz? Ignorujesz drzewka, interpunkcję i język polski.
              • edelstein Re: ups 23.02.14, 19:39
                Interesujace,mi sie wyswietla tak Jak ma byc.
              • rosapulchra-0 Re: ups 23.02.14, 19:47
                To u niej nagminne. Podobno pisze z telefonu, w którym do tej pory nie potrafiła sobie ustawić polskiego słownika.
                • edelstein Re: ups 23.02.14, 19:57
                  Rosencjo demencjo -----> nie chce i nie potrzebuje.Ty potrzebujesz,bo forum to cale twe zycietongue_out
        • rosapulchra-0 Re: ups 23.02.14, 18:40
          Następna sciana
        • noname2002 Re: ups 24.02.14, 09:06
          Chyba pierwszy raz się zgadzam z Edelstein.
    • rosapulchra-0 Jak wam łatwo i jednoznacznie oceniać 23.02.14, 18:44
      życie adwarp i jej sytuację z mężem. A tak naprawdę to gó... wiecie i każda z was wypowiada się i ocenia tak, jakby chciała to zrobić, gdyby znalazła się w takiej sytuacji.
      Przede wszystkim ta dziewczyna potrzebuje od was wsparcia, a nie ciągłego nożowania, poniżania, oceniania i chrzanienia waszych mundrości.
      Wykażcie się, kuźwa, odrobiną empatii i zacznijcie ją wspierać, a nie non stop krytykować i szambić.
      • naomi19 Re: Jak wam łatwo i jednoznacznie oceniać 23.02.14, 18:51
        ktos ja tu szabmi? wie, ze powinna isc do specjalisty nie robi tego, a w zamian za to zadrecza i siebie i meza. i jest to jej wybór, le wspieranie nie zawsze oznacza pisanie w stylu: przytulaski, trzemaj się ciepło, jeśli ktoś idzie w złą stronę, to warto zwrócić na to uwagę. tkwienie w iluzji jej nie pomoże.
        • rosapulchra-0 Re: Jak wam łatwo i jednoznacznie oceniać 23.02.14, 18:57
          IMHO dziewczyna potrzebuje czasu na podjęcie jakichkolwiek decyzji. Potrzebuje się też wygadać, bo w niej siedzi duża zadra, która uwiera. I żadna z was nie ma prawa na nią naciskać.
          Ja też potrzebowałam czasu. Choroba mi go zabrała, a w tym depresja we mnie dojrzewała z każdym dniem. Dziś to wiem.
      • vre-sna Re: Jak wam łatwo i jednoznacznie oceniać 23.02.14, 19:03
        ?
        A co Ty wiesz? O sytuacji Adwarp?
        Nawet mając najlepsze intencje można zaszkodzić.
        Stąd imho lepszy psycholog niż np. vre-sna.
        • vre-sna Re: Jak wam łatwo i jednoznacznie oceniać 23.02.14, 19:06
          To było do Rosapulchry.
        • rosapulchra-0 Re: Jak wam łatwo i jednoznacznie oceniać 23.02.14, 19:18
          Ale zdajesz sobie sprawę, że możesz tylko coś doradzić, wesprzeć, na pewno nie naciskać i nie krytykować. I ja, jako osoba doświadczona w tym temacie mam na pewno więcej do powiedzenia niż ty, która tylko teoretyzuje.
          • vre-sna Re: Jak wam łatwo i jednoznacznie oceniać 23.02.14, 19:24
            Ależ doradziłam psychologa. I mało tego, powiedziałam WWC, że życie nie jest czarno-białe.,gdy ta poradziła unieść się honorem.
            • rosapulchra-0 Re: Jak wam łatwo i jednoznacznie oceniać 23.02.14, 19:27
              Przepraszam. Nie czytałam wszystkich wypowiedzi w tym wątku.
            • wyznawczyni_wielkiego_czerwia Re: Jak wam łatwo i jednoznacznie oceniać 23.02.14, 19:32
              Hłe hłe hłe hłe. Ja niczego nie radziłam, wyraziłam tylko swoje zdanie.
              Nie szanujecie się kobiety, trudno, wasza sprawa.
              • wyznawczyni_wielkiego_czerwia Re: Jak wam łatwo i jednoznacznie oceniać 23.02.14, 19:36
                Gryzia, gdzie jesteś???
                O tym zjawisku właśnie pisałam, twierdząc, że zdradzane i upodlone kobiety będą radziły innym w tej samej sytuacji nieść swój krzyż, wybaczać i dać się poniżać nadal, byleby tylko czasem nie miały lepiej.
                • wyznawczyni_wielkiego_czerwia Re: Jak wam łatwo i jednoznacznie oceniać 23.02.14, 19:41
                  Nie wszystkie oczywiście.
                  • vre-sna Re: Jak wam łatwo i jednoznacznie oceniać 23.02.14, 19:48
                    Właśnie. Jak miło, że zauważyłaś.
                    • azile.oli Re: Jak wam łatwo i jednoznacznie oceniać 23.02.14, 20:08
                      Szczerze powiedziawszy, to nawet nie chodzi o fakt, że facet nie chciał spotkania żony z tą drugą, bo wiadomo, że na pewno by mu się oberwało dodatkowo, nigdy nie wiadomo, co tamta powie. Tu problem w tym, że zamiast żonę uspokoić, porozmawiać z nią, prosić, aby po prostu oboje odseparowali się od tamtej baby, to on jej grozi, że pożałuje.
                      No przepraszam, albo ma coś jeszcze do ukrycia, albo mu zależy, żeby przed tą drugą źle nie wypaść, nie palić mostów za sobą.
                      Tak, czy inaczej, w takiej sytuacji facet powinien próbować żonie nieba przychylić, a nie stawiać ultimatum.
              • guderianka Re: Jak wam łatwo i jednoznacznie oceniać 24.02.14, 08:24
                Nie szanujecie się kobiety, trudno, wasza sprawa.

                O tym właśnie wyżej pisałam!
                Szacunek do siebie, poczucie własnej wartości i godności - ja mężczyzna , mąż, partner ma szanować kobiete, skoro ona sama nie ma szacunku do siebie ? Skoro w pokorze chyli głowę, czekając na kolejne razy, przyjmuje winę na siebie, odmawia sobie prawa do wściekłości, zranienia ?
                Nie czaję..Światłe, wykształcone kuźwa kobiety a durne jak nastolatki uncertain
      • komyszka Tak, bo łatwo zrozumieć groźbę. 23.02.14, 20:30
        I to jeszcze tak jasno i bezposrednio wyartykułowaną. Przez najblizszą, wydawałoby się, osobę. Która to osoba w dodatku zawiniła i zamiast zachowac się jak mężczyzna- czyli podjac meską decyzję (tak- odchodzę, nie- zostaję, z pełna swiadomościa konsekwencji podjetej decyzji) kreci, mataczy i jeszcze smie grozić. Typowa pseudoobrona przez atak.
        Droga autorko- OPRZYTOMNIEJ!
        Zamiast drzeć szaty na forum, zalewać sie łzami i wspomnieniami- zacznij działać. Dyskretnie, spokojnie, skutecznie.
        Zbierz jak najwięcej dowodów zdrady.
        Zabezpiecz sie finansowo jak najlepiej mozesz.
        I zrozum, to co było, nie wróci. Bo z jakiś powodów nie chce tego przede wszystkim twój maż.
        Mąż? To nie jest dobre słowo.
        Trzymaj sie ciepło. Dasz radę.
        P.S. Po "takich " słowach walizka gada stałaby za drzwiami w 10 minut.
    • mycoma Adwarp!!! 24.02.14, 00:19
      odwzwij sie do mnie na maila gazetowego. Bardzo Cie proszę.
      • thaures Re: Adwarp!!! 24.02.14, 10:18
        A Wy ciągle o tym jego - "nie spotykaj się z nia , bo pożałujesz??" A może on wie,że w rozmowie ona jest górą i zagada żonę, a może ona jest tak ładna,że żona wpadnie w sam dół czarnej dziury, a może..... Być może facet miał tylko to na myśli (jeżeli kwestia była wyjaśniona-czytałam wątek pobieżnie)
        Prawdopodobnie odradzając przyjaciółce spotkanie się z jej rywalką- użyłabym tych samych słów- nie mając nic złego na myśli. Tylko jej późniejsze odczucia.
    • ruscello Re: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" 24.02.14, 12:49
      Nie zrozum mnie źle, bo nie oceniam Twojej decyzji. Wybrałaś tak, jak Ci się wydaje, że jest najlepiej.

      Moja sytuacja życiowa była zupełnie inna, ale zostałam kiedyś zdradzona po kilku latach związku przez faceta, którego bardzo kochałam. W pierwszej chwili nawet pomyślałam, że może związek przetrwa, bo w zasadzie zdrada była jeszcze na etapie wczesnej korespondencji. Ale jeden tydzień wystarczył, by się okazało, że reaguję jak Ty. Ciągle to wypominałam, nie myślałam o niczym innym i w moim przekonaniu on nie okazał wystarczającej skruchy.

      Wtedy pomyślałam, że nie ma sensu niszczyć samej siebie taką wściekłością, bo nie mogłabym zapomnieć. Uznałam też, że gdyby zrobił bliżej niesprecyzowane coś i błagał o wybaczenie, to mogłabym się zastanawiać. Ale on skomentował moje wypominki w sposób podobny do Twojego męża.

      Wtedy zrozumiałam, że zdradę można w ogóle wybaczyć, jeśli jest prawdziwa skrucha i starania. A jeśli facet nawet nie chce ponieść konsekwencji, to mu nie zależy na partnerce. I takie staranie się o utrzymanie związku z kimś, kto jeszcze narzeka, jest brakiem szacunku dla siebie samej. A jeśli człowiek sam siebie nie szanuje, to tym bardziej inni go szanować nie będą.

      Zastanów się, jakich konkretnych działań potrzebujesz i przedstaw je mężowi. A jeśli będzie miał to gdzieś, to zastanów się, czy jest sens w tym trwać. Jak się poczujesz, gdy mimo Twej gotowości wybaczenia, on się "zmęczy wypominaniem" i za pół roku odejdzie do kochanki?
    • zona_mi wklejone przez moderatora 25.02.14, 00:28
      bell.adona 24.02.14, 23:03
      Droga adwarp

      Przeczytałam twój post do mniej więcej 30 wpisu, wiec nie wiem co dalej Ci radzono.
      O swojej historii pisałam na tym forum jakieś 5 miesiecy temu - streszczając- wygląda to tak, że byliśmy w długoletnim związki nieformalnym ( ponad 15 lat), mój partner związał się z pewną Panią (Czeszką) siedem lat temu. Na początku spotykali się kilka razy w roku potem rzadziej. Ja się nie zorientowałam, bo ma pracę polegającą na częstych wyjazdach. W między czasie urodziła mam się dwójka dzieci. dowiedziałam się o tym we wrześniu 2013 roku. Wyobrażasz sobie pewnie jaki to dla mnie był szok.
      "Mój Pan" twierdził, że to był związek obok, że nigdy nie chciał mnie zostawić. Ale było tyle lat Podglad kłamstwa, oszukiwania, intensywna korespondencja mailowa. Jego kochanka miała swój związek. Podobno po naszym pierwszym dziecku załamała się nerwowo i nie mógł jej zostawić, po drugim sama zaszła szybko w ciąże (nie z moim partnerem).
      Dalej do siebie dużo pisali. Jako przyjaciele, bratnie dusze.
      Byłam w rozsypce. Z jednej strony małe dzieci, z drugiej katastrofa.
      Chcę Tobie i dziewczynom z forum (bo to obiecałam) napisać to się dzieje dalej.
      Oczywiście było załamanie, łzy rozpaczy ale też długie rozmowy, takie wręcz masochistyczne.
      Ponieważ nie chcę ukrywać,że uczucie do "Mojego Pana" jest nadal silne a on deklarował zdecydowanie, że chcę utrzymania naszego związku, to postawiłam mu kilka twardych warunków.
      Po pierwsze kontrola: okazał się osobą nie godną zaufania wię musi sobie na nie zapracować a to jest kwestia wieeeeeluuuuu miesięcy. Ustawiłam sobie na telefonie jego pocztę z natychmiastowym powiadomiem. Wie o tym, niestety, przez przypadek bo byłam nie ostrożna.
      Po drugie zerwanie natychmiastowe zerwanie kontatków z kochanką.
      Nie jestem pewna czy masz dzieci tak jak ja. Ja postwawiłam sprawę w ten sposób: ryzykujesz całośc rodziny, robisz coś co może ją rozbić to bierzesz całą odpowiedzialość na siebie. Nie zgadzam się abyś był niedzielnym, rozpieszczającym tatusiem. Wyprowadzasz się a dzieci z tobą. To ty dbasz o obudzenie, nakarmienie i odrowadzenie do placówki. Dzieci mieszkają z tobą. A ja będę zjawiać się u nich cztery razy w tygodniu z torbą pełną cukierków.
      Jak się rozwala rodzinę to trzeba pomyśleć też o tym,że się zostanie z cała odpowiedzialnością.
      Nie ma wygodnego życia, nowych wyzwań, znajomości, wieczorów do dyspozycji. Jest kupka, zupka i bajka do snu i jedno marzenie, położyć się spać.
      Przedstawiłam to jasno na samym początku i "Mój Pan" momentalnie otrzeźwiał.
      Rodzina stała się najważniejsza.

      Żeby nie było tak pięknie: ja prawie od samego począdku chodzę na terapię (tzw. interencyjną) i jestem pod kontrolą psychiatry, biorę niezłą baterię leków.

      Partnera również wysłałam do psychiatry(w sumie dla niego to też szok!)

      Chodzimy na terapie rodzinną - polecam- działa cuda, przede wszystkim terapeuta widzi zdradę i najpierw to porządkuje, a dopiero potem kto i jak bardzo jest winien.

      I jeszcze jedna rzecz: policzyłam sobie mniej więcej ile "Mój Pan" wydał na kochankę i powidziałam, że życzę sobie zadośćuczynienia na tą samą kwotę, w formie brylantu.

      Warunki zostały spełnione.
      Czy się z nią kontaktuje? Raczej nie ale pewnośco nie mam.

      Czy jest mi łatwo - nie. Czasem pomimo prochów mam totalne załamania i to całkim często. Ale mówię o tym, od razu, bez zbolałej miny, jest tak jak jest i "Mój Pan" o tym wie.

      I wiesz co, staram się być dla niego dobra, bo jestem z nim dalej nie po to aby go gnębić.


      Życzę Ci wszystkiego dobrego, a przede wszystkim przetwania tych koszmarnych pierwszych miesięcy.

      Potem będzie lepiej.

      Trzymaj się.
      • zona_mi Re: wklejone przez moderatora 25.02.14, 00:33
        bell.adona 24.02.14, 23:21
        Przeczytajcie to dziewczyny.
        Wiele z Was mnie komentowało i czasami wspierało.
        To jest też do Was.

        zdrada po wielu miesiącach.

        misterni 24.02.14, 23:24
        Niestety obawiam się, że zaraz wywalą wątek, jako personalny.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka