Bardzo ciekawy eksperyment psychologiczno-socjologiczny odbył się mimochodem na tym forum.
Kiedy ja napisałem w innym wątku (i poparłem to odpowiednimi artykułami dotyczącymi badań populacji), że jest to powszechna postawa wśród kobiet, to zostałem zwyzywany od mizoginów i fantastów, a większość dyskutantek stwierdziła, że nigdy się z taką postawą nie spotkała.
Natomiast kiedy identyczny temat wrzuciła kobieta, to nikt jej nie wymyśla, że pierdoły wymyśla, że nienawidzi kobiet, a spora część ematek stwierdza, że one w zupełności rozumieją takie podejście do sprawy i nawet same je zastsowały, bo "trzeba brać sprawy w swoje ręce jak idiota nie chce". I jakoś żadna nie dopatruje się w tym analogii do gwałtu małżeńskiego, wszak to seksizm tylko jak się facet nie pyta o zdanie i zakłada, że drugiej stronie po fakcie się spodoba, nieprawdaż?
Nie żebym był zaskoczony kondycją ematki, ale i tak jest zabawnie