Normalnie za kazdym razem kiedy patrze na swoje wlosy po wyprostowaniu to mam ochote usciskac ten sprzet! Gdyby nie prostownica pewnie nie chodzilabym w rozpuszczonych wlosach w ogole. I mam gdzies ze sie niszcza. Wychodze z zalozenia ze wlosy wlosy nie reka i odrosna.
Prostuje po kazdym myciu i czasem poprawiam miedzy myciami. Wlosy naturalnie mam falowane, jak wlozylabym wiecej wysilku to nawet krecone. Ale mi nie pasuja takie. Zle sie czuje z falami.
A na kazde prostowane pasmo uzywam oleju (teraz arganowego) i nie wygladaja na przesuszone.
Ktos jeszcze podziela moja "milosc" do prostownic?