Natchnął mnie wątek o kieszonkowym i szkolnych sklepikach

Czytacie składy produktów - żywności, kosmetyków itp?
Przyznaję się bez bicia, że ja zawsze dokładnie studiuję skład tego co zamierzam kupić. Poliestrowa bluzka za 500 zł nie ma u mnie szans. Podobnie krem do twarzy za 450 zł, gdzie w składzie jest głównie gliceryna i emulgatory, a "róża wyhodowana na promie kosmicznym" okazuje się zaledwie jedną setną kropli olejku różanego i jest go mniej niż konserwantów.
Unikam syropu glukozowo-fruktozowego (niestety jest prawie wszędzie, bo jest tańszy od cukru, ale na nasze wątroby działa gorzej niż alkohol

, utwardzonych tłuszczów roślinnych, barwników (zwłaszcza czerwieni koszenilowej i błękitu brylantowego - dawno temu miałam okazję tłumaczyć badania dotyczące barwników i od tamtej pory unikam ich jak mogę) i jeszcze kilka innych kwiatków, które producenci w ramach obniżenia sobie kosztów wciskają nam za duże pieniądze.