yeerba
28.04.14, 17:43
nie będę zdawać matury i co mi zrobisz?
Takie oświadczenie usłyszałam od koleżanki, do której w te słowa zwróciła się córka.
Z grubsza sytuacja ma się tak, że dziewczę poznało chłopaka (karka), który matury nie ma ale pracuje (u swoich rodziców, którzy matury też nie mają) i oni wszyscy zarabiają o wiele lepiej niż wy (to tekst córki do rodziców, który jest kluczowym argumentem).
Zakończenie liceum zostało wybłagane przez tatę, choć dziewczyna ma w ostatnim semestrze większość nieobecności nieusprawiedliwionych i masę złych ocen. Dziewczę na studniówkę poszło, choć już wtedy wiedziała, że do matury nie podejdzie.
Koleżanka twierdzi dość spokojnie, że nic nie może poradzić - przecież nie zmusi córki.
Córka ma podobno bajzel w pokoju, w domu nie pomaga, jest przyłapywana na kłamstwach, no ale nic się nie da.
Jedyne co robi - dorabia sprzątaniem, bo rodzice zagrozili wystawieniem walizek. Tak jednak męczy się tą pracą (4h dziennie), że jak jest w domu to śpi, potem spotyka się z karkiem i tak mijają kolejne miesiące.
Nie jestem z koleżanką blisko. Mówi tyle, ile chce sama - ja nie wypytuję, ani nie komentuję, bo moje dziecko ma ledwie 8 lat i nie znam się na 18-latkach.
Jednak mam do Was pytanie, bo pewna rzecz nie daje mi spokoju.
Czy Waszym zdaniem to rodzaj jakiegoś buntu tej dziewczyny, jakiejś przejściowej głupawki, czy należy szukać głębiej i rodzice też mają swój niemały udział w tym, że dziewczyna olewa ich koncertowo?
Bo jak tak słucham koleżanki to mi się w głowie to nie mieści, że ona "nic nie może poradzić" i nie ma żadnego wpływu na córkę.
Dodam, że ma jeszcze jedną córkę (lat 10). Bardzo miłe, kulturalne, uprzejme, uczciwe dziecko. Dobrze się uczy, jest bardzo lubiana (acz nieśmiała).