Czyli, gdyby ktos nie zgadł od razu- państwa z kościołem. Nie, to nie ja mam obsesję, otóż jest to prześwietne oczekiwanie pewnego purpurata, któremu dął upust na Jasnej Górze:
Państwo i Kościół nie są tylko dwoma instytucjami żyjącymi obok siebie swoim własnym, autonomicznym życiem. To są dwie instytucje zdane na siebie, i to zdane na podobieństwo związku ciała z duszą. Kościół, jeśli jest autentyczny, winien być duszą państwa. Bez duchowych wartości, jakie przynosi Kościół, ciało państwa obumiera.
Czy tylko mnie sie to zdanie wydaje groźnym? : "Kościół, jeśli jest autentyczny, winien być duszą państwa"?
Dowiadujemy się, że "religia jest głównym czynnikiem uspołecznienia społeczeństwa, wychowania, wyrabiania cnót".
Zapodał też ów hierarcha przykład realizacji owego uduchowienia ciała przez religię, mianowicie. dusza chroniłaby ciało przed ratyfikacją
Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet oraz przemocy domowej
Pytanie jest klasyczne: co poeta chciał powiedzieć? Czy to prostu rozprawka dotycząca dualizmu ontologicznego, tylko ja głupia się nie zorientowałam?