misiowamama-2
06.05.14, 14:02
1 maja po południu synowi wbił się kleszcz. Zauważyliśmy go na drugi dzień rano. Usunęłam go, zdezynfekowałam miejsce ukąszenia. Ponieważ synek miał dość czerwone miejsce ( odczyn alergiczny ok. 2cm.) na około ukąszenia zabrałam go do lekarza. Nie zalecił nic, kazał obserwować. Odczyn utrzymywał sie do 4 maja, potem zanikł. Na chwilę obecna nie ma rumienia, ale...
No właśnie "ale". Nie wiem co robić, czy żądać antybiotyku i leczyć dziecko miesieczną kuracją (tyle należy przy zakażeniu boreliozą), czy nie. Zdania są podzielone. Dwóch lekarzy stwierdziło, że nie ma takiej konieczności ale lekarze z zalecają kurację. Sama mam mieszane uczucia. Osobiście zawsze antybiotyk u nas to była ostateczność, nigdy nie nadużywaliśmy jeśli nie było konieczności. Teraz mam obawy. A jeśli ten kleszcz był zarażony? Objawy zakażenia mogą pojawić się nawet po długim okresie a wtedy to już dupa zbita...
No i co robić. Dawać ten antybiotyk, czy nie? Jesssuuu...
Miałyście jakieś doświadczenia?