Miasto z ok 15ma gimnazjami.
Dziecko ma oceny: 5/6, średnia z czwartej klasy i piątej to 5,7 i 5,5, laureat różnych konkursów, głównie matematycznych ale plastycznych też. Dziecko zdaniem nauczycieli - zdolne.
Od 'zawsze' wiedziałam, że gimnazjum (przy obecnej, rejonowej podstawówce trzeba zmienić - przepełnione, niecieszące się dobrą opinią, trzecie od końca w rankingu, niewiele zajęć dodatkowych, słaby wybór języków, brak klas profilowanych, nauka na zmiany, szkoła integracyjna (co niektórzy uważają za plus - ja po 6 latach nauki dziecka bez dysfunkcji w klasie integracyjnej uważam za minus).
I dziś, przy wypisywaniu wniosku - dziecko mówi mi, że chce zostać w rejonowym.
I płacze...
Że bez znajomych (nikt tak rzeczywiście nie idzie, zresztą - pewnie nawet jakby ktoś startował - ciężko by było się dostać, w zeszłym roku mieli tylu chętnych, że można się było dostać tylko ze średnią co najmniej 5.0 i wynikiem z egzaminu powyżej 35 pkt), że jak ona tam nikogo nie pozna fajnego, że przyjaciele zostają...
A od dwóch lat co najmniej mówi się, że pójdzie do pozarejonowego, ok - ja mówię, ale dziecię w żaden sposób nie protestuje. Wręcz nakręca się: o super jest sekcja kosza, o super są takie i takie zajęcia, więc to nie to, że nigdy tam iść nie chciało.
I co ja mam teraz zrobić???
Argumenty za zmianą to: - wyższy poziom, wysokie miejsce w rankingu, profil językowo-matematyczny, mnóstwo różnych zajęć dodatkowych - może by coś przypasowało, najważniejsze że jest wybór, dobry poziom języka (można by zrezygnować z dodatkowych zajęć w szkole językowej, to jednak i czas i koszt), ciekawe wymiany, ciekawe programy autorskie, dobre przygotowanie do egzaminów gimnazjalnych (b. wysokie lokaty w rankingu, ok - najwyższa po społecznej), szkoła przy dobrym liceum (dodatkowe punkty przy rekrutacji dla ucznia gimnazjum), dzieci... no może to nieładnie zabrzmi... ale większość tzw. zaopiekowanych, z wyboru (70% spoza rejonu). Są też argumenty na nie: dalej (rejonowe 3 minuty, to przeze mnie preferowane : 30 minut drogi piechotą), pewnie dziecko nie byłoby już tym najlepszym w klasie, zdecydowanie nie...
I co by zrobiła ematka?
Przecież dziecię dopiero 13 letnie - albo aż...
Ja wiem, ze nawet w najgorszym gimnazjum można być wybitnym ale... naprawdę można? A towarzystwo? To nasze rejonowe, poprzez swoją sławę gimnazjum, w którym za wiele nie wymagają od lat już ściąga z innych rejonów uczniów, którzy wiadomo, że swoich rejonowych, tych najlepszych, mieliby mocno pod górkę, a to dobrze nie wróży

Nie wiem co robić...