Chodzi oczywiście o lot samolotem, nie o latanie we śnie.
Czeka mnie wkrótce dalsza podróż, samolotem. Sama w sobie niezbyt długa. Od wielu lat nie korzystam z samolotów, bo niestety bardzo ciężko to znoszę. I chyba będzie źle - lot za półtora miesiąca, a ja już na myśl o tym zaczynam płakać (serio - niestety, nie jest fajnie).
Wiecie, jak można by sobie poradzić, pomóc sobie jakoś? Boję się, że będzie naprawdę kiepsko, z nieopanowanym histerycznym szlochaniem na początek (to "atrakcja" z ostatniej podróży, po której zaprzestałam latania) i że wszystko bez sensu, bo i tak cały czas będę się tylko bała drogi powrotnej.
Nie wiem, co robić.