burze.
Groźno, ale bezpiecznie, bo w domu.
Bywały momenty, że ze strachu płakałam, np. stojąc na przystanku PKS z babcią (ok. 10 lat).
Raz, ja już w wieku mocno dorosłym, syn poszedł odprowadzić koleżanki i rozpętało się piekło.
A raz, burza chyba kręciła się w kółko, gdyż z każdym tąpnięciem pioruna dom wpadał w wibracje.
Ale i tak ten klimat przed i w trakcie jest dziwnie przytulny.
A piszę to dlatego, bo zbliża się armagedon sądząc po temperaturze wokół.
Taki bezpieczny armagedon