Nie cierpię instytucji pod nazwą "letnie przeboje". Bezmyślne umcyk umcyk koniecznie z gołymi czterema literami w teledysku, niezależnie od tego, o czym jest piosenka. Zresztą z reguły jest o niczym...
Nagle o dziwo, w zeszłym roku, jako letnie przeboje pojawiły się piosenki proste, melodyjne, zapadające w ucho ale O CZYMŚ, niebanalne, z interesującą linią melodyczną, niepokojącym rytmem, ciekawym tekstem i fajnym teledyskiem...
Choćby to:
albo to:
albo to:
albo to
Czy w tym roku tez się pojawiły takie przeboje? Czy to było tylko jedno takie lato?