biankao
23.08.14, 13:09
Może zanim opiszę o co chodzi przedstawię dwie sytuacje. Sytuacja pierwsza: Synek wspinał się na kolana M, więc ten wziął go na kolana. Synek zainteresował się żóltymi karteczkami samoprzylepnymi, na których napisałam listę zakupów. M dał mu karteczki. Mały wszystko bierze do buzi, więc może się zaciąc a poza tym nie chce zeby zjadal papier a rozmiekczone kartki w jego buzi koncza w zoladku. Potem, gdy mu probuje odebrac jest oczywiscie histeria. Podobne sytuacje były z kartonem chusteczek, koncowka do puszczania baniek (!!) i innymi. Wszystko M. dawal tylko po to, zeby go na chwile zainteresowac i zeby nie marudzil.
Sytuacja druga. Zostawiam malego M na 10 minut, żeby podgrzac sloik. Maly zaczyna marudzic. Nie przestaje, wiec M wsadza go do fotelika do karmienia zanim ja jestem gotowa z jedzeniem. Efekt ja podchodzę z jedzeniem a mały nie chce i marudzenie przeradza się w placz... M od razu, ze skoro on nie wytrzymuje w domu to trzeba isc na spacer i zeby sie ubierac. A co z jedzeniem? A co z myciem zebow? Zero planu. Wiec ja na to, że niech sam idzie bo ja się nie wyszykuje. I poszedl. Ciekawa jestem jak sobie poradzi. Ja zazwyczaj chodze troche pozniej, by wrocic dokladnie na drzemkę. Mały jest przyzwyczajony, że jak wraca to jest piers i zasypia. A on pewnie wroci niedlugo (jestem pewna, że nie wysiedzi z nim 1.5 godziny) i maly znow bedzie w domu. Czy to ze mna jest cos nie tak, że lubie miec wszystko poukladane? Dodam, ze nasz synek jest wymagajacym przypadkiem, wiec wydaje mi sie ze rutyna ulatwia zycie. Mąż cały czas mi zarzuca, ze go krytykuje, więc nie chcę tego robić, ale mam wrazenie, że on czesto idzie na łatwiznę. Tyle razy mu powtarzam, nie dawaj małemu rzeczy, których nie powinien brać do buzi. A wiecie co mi odpowiedział jak dał mu końcówkę do puszczania baniek: "Nie martw się, umyłem..." To ja na to: "To odłącz żelazko od prądu i tez mu daj". Zero wyobraźni. Ja wiem, że jestem perfekcjonistką i muszę trochę wyluzować, ale już nie wiem jak rozmawiać z M, żeby dotarło. A może to ja przesadzam...