kawka74
28.09.14, 10:02
Dzisiaj w TVN24 była mowa o stresie w pracy, stosunku do pracownika i odchodzeniu z pracy ('Pie...lę, odchodzę' na wizji, facet, który odchodzi przy akompaniamencie orkiestry, itd.). Może coś przeoczyłam, ale teza była taka, że sposób odejścia z pracy i sposób wypowiadania się o poprzednim pracodawcy świadczy głównie o pracowniku i ma wpływ na jego ocenę przez ewentualnych następców.
Niby wszystko OK, jasne, że świadczy, i tak dalej, ale mam wrażenie, że sposób odejścia świadczy też o pracodawcy - jeśli pracownik jest tak zdesperowany, że rzuca grubym słowem przed szeroką publicznością albo skacze z radości i wynajmuje orkiestrę, to z pracodawcą nie wszystko było w porządku. O tym już nie było (chyba) mowy, o tym, że jeśli pracownik odchodzi z takim hukiem, to pracodawca powinien się zastanowić, czy aby na pewno wszystko z nim samym jest OK. Obarczanie wyłącznie pracownika odpowiedzialnością za sposób odejścia jest chyba nie do końca właściwe, tak sądzę. Mylę się?