Postanowilam zaprowadzic dzis synka do fryzjera. Jade do "naszego" bez umowienia...nie ma terminów- ok
Pojechalam do osiedlowego "salonu"- brak miejsc
wiec udalam soie do kolejnego nieznanego...akurat trafilam na przegrupowanie....panie konczyly zaczynali panowie fryzjerzy....ok- przed nami facet z wasem czeka spokojnie....wchodzi pan fryzjer i rozklada swoje narzedzia pracy.
Mial pokazne etui i zaczyna wyciagac 2 maszynki- buch je na ladowarke, okragla szczotke , jakies spinki do wlosów, 2 etui - norzyczki roznej masci, pedzel....cos tam jeszcze...etiu oryginalnie chyba czarne, ale widze jakis kurz chyba szczatki wlosów/pylu z maszynki...podchodzi do kosza na smieci i zrecznym ruchem przy uzyciu pedzla strzepuje resztki wlosów z grzebienia, norzyczek....zebralo mi sie na wymioty ...serio

wstalam i wyszlam....
Czy fryzjerzy maja prawny obowiazek odkarzania swoich narzedzi pracy....? zawsze u fryzjerek widzialam pojemniki z "czyms" jakas chemia do dezynfekcji .