shor-tie
22.10.14, 21:52
katowice.gazeta.pl/katowice/1,35055,16817199.html
Wiem,że jakiś wątek na ten temat już się pojawił,ale ja nie chce komentować tylko tego jednego przypadku opisanego w artykule,ale niech on stanowi jakiś punkt wyjściowy.Pomysł na tego typu wątek już od jakiegoś czasu chodził mi po głowie...No bo powiedzcie sami,jak to jest - niby dobry dom,pieniędzy nie brakuje,rodzice wykształceni,na pierwszy rzut oka normalni,nie sprawiający wrażenia dysfunkcyjnych,a dzieciak...czysty diabeł wcielony.Czemu z takich domów wychodzą czasem jednostki niezdolne do normalnego funkcjonowania w społeczeństwie? Przecież nikt ich nie blokuje,mają możliwości,dobre warunki do rozwoju i co? Staczają się na różne sposoby już w młodym wieku - ćpają,kradną,uciekają z domu,zaprzepaszczają szanse...Dlaczego tak jest? Może nie w domu rodzinnym tkwi przyczyna,a po prostu psychice danej jednostki,która jest po prostu aspołeczna i nie da się w nią wtłoczyć dobrych wzorców.Tak,jasne wąski procent społeczeństwa cierpi na psychopatię,socjopatię i pewnie rodzice oraz reszta najbliższego otoczenia nie mają tutaj nic do rzeczy,ale z drugiej strony...Jakoś większość znanych mi osób,które narobiły sobie bajzlu w życiu,pochodziła z biednych,często patologicznych rodzin albo właśnie z tzw. "dobrych domów".Dzieci z przeciętnych,zwyczajnych rodzin były po prostu przeciętne.No to jak to jest z tymi "dobrymi domami"? Mają aż tak ogromny wpływ czy niekoniecznie...