Dodaj do ulubionych

"złe"dzieci z dobrych domów

22.10.14, 21:52
katowice.gazeta.pl/katowice/1,35055,16817199.html
Wiem,że jakiś wątek na ten temat już się pojawił,ale ja nie chce komentować tylko tego jednego przypadku opisanego w artykule,ale niech on stanowi jakiś punkt wyjściowy.Pomysł na tego typu wątek już od jakiegoś czasu chodził mi po głowie...No bo powiedzcie sami,jak to jest - niby dobry dom,pieniędzy nie brakuje,rodzice wykształceni,na pierwszy rzut oka normalni,nie sprawiający wrażenia dysfunkcyjnych,a dzieciak...czysty diabeł wcielony.Czemu z takich domów wychodzą czasem jednostki niezdolne do normalnego funkcjonowania w społeczeństwie? Przecież nikt ich nie blokuje,mają możliwości,dobre warunki do rozwoju i co? Staczają się na różne sposoby już w młodym wieku - ćpają,kradną,uciekają z domu,zaprzepaszczają szanse...Dlaczego tak jest? Może nie w domu rodzinnym tkwi przyczyna,a po prostu psychice danej jednostki,która jest po prostu aspołeczna i nie da się w nią wtłoczyć dobrych wzorców.Tak,jasne wąski procent społeczeństwa cierpi na psychopatię,socjopatię i pewnie rodzice oraz reszta najbliższego otoczenia nie mają tutaj nic do rzeczy,ale z drugiej strony...Jakoś większość znanych mi osób,które narobiły sobie bajzlu w życiu,pochodziła z biednych,często patologicznych rodzin albo właśnie z tzw. "dobrych domów".Dzieci z przeciętnych,zwyczajnych rodzin były po prostu przeciętne.No to jak to jest z tymi "dobrymi domami"? Mają aż tak ogromny wpływ czy niekoniecznie...
Obserwuj wątek
    • plater-2 Re: "złe"dzieci z dobrych domów 22.10.14, 22:00
      Jak najbardziej, dysfunkcje mózgu wywołane jego chorobami, uszkodzeniami lub urazami, które mogą powodować zespoły psychopatologiczne, zdarzaja sie w najlepszych rodzinach.
    • zuzi.1 Re: "złe"dzieci z dobrych domów 22.10.14, 22:06
      Czasem te ' dobre domy' bywaja po prostu za dobre i z normalnego dziecka robi sie najpierw roszczeniowy malolat a w najgorszych przypadkach nawet degenerat. Zbyt duzo dobra i brak realnego wychowania i wymagan tez moze mocno przewrocic w glowie.
      • agnieszka77_11 Re: "złe"dzieci z dobrych domów 22.10.14, 22:24
        zuzi.1 napisała:

        > Czasem te ' dobre domy' bywaja po prostu za dobre i z normalnego dziecka robi s
        > ie najpierw roszczeniowy malolat a w najgorszych przypadkach nawet degenerat. Z
        > byt duzo dobra i brak realnego wychowania i wymagan tez moze mocno przewrocic w
        > glowie.

        A takich dzieci jest coraz więcej. Wielu rodziców zbyt dosłownie odebrało podejście bezstresowe do dziecka, że w wieku 5-6 lat te dzieciaki włażą im na głowę, nie mają kompletnie szacunku do rodziców.
    • klamkas Re: "złe"dzieci z dobrych domów 22.10.14, 22:11
      A co to jest dobry dom? Znam dziewczynę z domu, gdzie były pieniądze, wakacje, korepetycje, rodzinne święta, piękne fotki na kominki, a brakowało codziennej miłości. Inną, w której domu mimo pozornego zdrowego funkcjonowania i pieniędzy była przemoc psychiczna i ekonomiczna (na pozór: dużo kasy, mądry ojciec, super mama, wszyscy zaopiekowani).

      Znam przeciętną rodzinę - bez biedy i bez szaleństwa, rodzice pracowici, zaangażowani, fajne małżeństwo - obaj synowie to alkoholicy, jeden zwyczajny, drugi przemocowiec do potęgi n-tej.

      Znam rodzinę patologiczną - ojciec gangster, matka narkomanka. Dzieci: jeden jest przeciętnym obywatelem z przeciętnie szczęśliwą rodziną, drugi - odnoszącym sukcesy zawodowe ojcem wielodzietnej rodziny z żoną spełnioną w roli super żony i super mamy.
    • agnieszka77_11 Re: "złe"dzieci z dobrych domów 22.10.14, 22:16
      Moim zdaniem przyczyna tkwi w braku czasu dla dziecka. Jest kasa, jest łatwe życie, ale dzieci wychowuje ulica, koledzy, ławka, a nie. Brak wspólnych chwil, wspólnych zabaw, wspólnych rozmów. Rodzice przestają być autorytetami, a dzieci ich w zasadzie nie znają, bo pracują od rana do wieczora, a po pracy najzwyczajniej nie chce im się pobyć z dzieckiem. Od własnych dzieci wola piwko z kuplami lub ploteczki z koleżankami. Brak tego czasu, tego autorytetu rodzica, które byłoby w stanie "potrząsnąć" dzieckiem, pokazać mu właściwą drogę.
      • jola-kotka Re: "złe"dzieci z dobrych domów 23.10.14, 01:15
        Zgadzam się z przedmowczynia. Ja pochodzę z takiego dobrego domu. Było wszystko,kasy full ale ona z nieba nie leciała. To był dom na tamte czasy zresztą i teraz tzw. Luksusowy. Tylko rodziców w nim nie było,pomijam fakt,że ja mam dość specyficzna matkę. I wiesz co z tych mebli z tych wakacji,ciuchow które matka zalatwiala z zagranicy,mój brat jest byłym narkomanem po kilku odwykach,ja choruje na anoreksje i bujam się z innymi zwichnieniami swojej psychiki. Te dobre domy to są domy które oceniane są tak z zewnątrz ich wnętrza są bardzo różne i często niestety inne niż pozornie się wydają. To tak w przenośni.
        • naomi19 Re: "złe"dzieci z dobrych domów 23.10.14, 08:17
          Zgadzam sie z Jola- to brak czasu rodziców. Tak samo zgubny w rodzinie skrajnie biednej, średniej i bogatej.
          A poza tym, nie jest 'dobra rodzina' ta, ktora po prostu ma pieniadze. Znam kilka takich niby 'dobrych rodzin'. Obok dobrych, to one nawet nie staly. Patologia w czystej postaci, tyle, ze z pieniedzmi...
          • agnieszka77_11 Re: "złe"dzieci z dobrych domów 23.10.14, 09:36
            naomi19 napisała:

            > Znam kilka takich niby 'dobrych rodzin'. Obok dobrych, to one nawet nie staly. Patologi
            > a w czystej postaci, tyle, ze z pieniedzmi...

            No ba, ilu alkoholików i damskich bokserów jest wśród panów z grubymi portfelami.
    • stacie_o Re: "złe"dzieci z dobrych domów 22.10.14, 22:19
      nanga kiedyś fajnie napisała, że zdumiewająco łatwo, to że mamy "dobre" dziecko przypisujemy temu, że dobrze je wychowaliśmy, a czyjeś złe dziecko to wina "złego" wychowania.
      Czy jest na sali socjolog, psycholog, pedagog?
      Może dobro i zło jest po części w genach.
      Są przecież przypadki, gdy dysfunkcyjna rodzina "wychowała" dobrego człowieka i na odwrót.
      • konsta-is-me Re: "złe"dzieci z dobrych domów 23.10.14, 01:29
        Oj, przestancie juz nudzic ze "dobry dom" = bogaty dom,
        biedny dom = patologia.
        To juz taki banal jest ze zeby bola.
        • kwiat_w_kratke Re: "złe"dzieci z dobrych domów 23.10.14, 01:44
          Dobry dom to taki, w którym rodzice poświęcają dziecku dużo uwagi, dużo z nim rozmawiają, spędzają czas, dają maksymalnie siebie dzieciom. A tego raczej nie widać z zewnątrz. Akurat kasa z dobrym domem ma niewiele wspólnego.
          • agnieszka77_11 Re: "złe"dzieci z dobrych domów 23.10.14, 09:53
            kwiat_w_kratke napisał(a):

            > Dobry dom to taki, w którym rodzice poświęcają dziecku dużo uwagi, dużo z nim r
            > ozmawiają, spędzają czas, dają maksymalnie siebie dzieciom. A tego raczej nie w
            > idać z zewnątrz. Akurat kasa z dobrym domem ma niewiele wspólnego.

            A ilu rodziców zwala obowiązki wychowania ich dzieci na przedszkole, szkołę, opiekunki, babcie itp.?! Wiadomo ciężko jest być 100% rodzicem, kiedy trzeba pracować,ale ten czas co zostaje warto zainwestować w dziecko.

      • tabakierka2 Re: "złe"dzieci z dobrych domów 23.10.14, 09:54
        stacie_o napisała:

        >
        > Może dobro i zło jest po części w genach.


        to są, moim zdaniem, dość subiektywne określenia.
        Wydaje mi się, że tutaj duże znaczenie ( w drodze dorosłej dziecka) ma zarówno jego potencjał biologiczny ( geny?temperament, jakieś urazy okołoporodowe, historia chorobowa), ale też środowisko, rodzice, rówieśnicy. To wszystko musi 'zagrać', żeby z rodziny 'wyszedł' dobry człowiek - nie zwajhowany. Wszystkie doświadczenia życiowe będą miały wpływ. Samo wychowanie - ważne, ale nie tylko i wyłącznie, ma wpływ.
        Przecież nawet bywa, że z rodziny z wartościami wychodzi człowiek, który całym sobą zaprzecza wartościom rodzinnym.

        > Są przecież przypadki, gdy dysfunkcyjna rodzina "wychowała" dobrego człowieka i
        > na odwrót.

        Pytanie, czy ten człowiek od początku nie był 'inny', może bardziej ambitny, może zdeterminowany, może miał słoniową skórę, może sprawdziło mu się to, że cięzką pracą wiele osiągał...
        • agaja5b Re: "złe"dzieci z dobrych domów 24.10.14, 14:26

          > to są, moim zdaniem, dość subiektywne określenia.
          > Wydaje mi się, że tutaj duże znaczenie ( w drodze dorosłej dziecka) ma zarówno
          > jego potencjał biologiczny ( geny?temperament, jakieś urazy okołoporodowe, hist
          > oria chorobowa), ale też środowisko, rodzice, rówieśnicy. To wszystko musi 'zag
          > rać', żeby z rodziny 'wyszedł' dobry człowiek - nie zwajhowany. Wszystki
          > e doświadczenia życiowe będą miały wpływ. Samo wychowanie - ważne, ale nie tylk
          > o i wyłącznie, ma wpływ.
          > Przecież nawet bywa, że z rodziny z wartościami wychodzi człowiek, który całym
          > sobą zaprzecza wartościom rodzinnym.
          >
          > > Są przecież przypadki, gdy dysfunkcyjna rodzina "wychowała" dobrego człow
          > ieka i
          > > na odwrót.
          Moim zdaniem z wychowaniem dziecka jest tak jak z fizycznym układem nie dość, że jest to cały system, jest wiele zmiennych, nie wszystko da sie przewidziec, bo nie wszystkie dane mamy od razu, to jeszcze zwykle zachowuje sie tak jak układ będący w ruchu, gdzie jeden niezbyt znaczący w statycznym układzie błąd w ruchu da efekt kuli śnieżnej i może prowadzić do katastrofy.


      • bullet-proof Re: "złe"dzieci z dobrych domów 23.10.14, 17:43
        Najczęściej ten "dobry człowiek" z dysfunkcyjnej rodziny jest po prostu świadomy tego, że w jego rodzinie działo się źle, nie chce żyć tak jak żyli jego rodzice i nie powiela schematu. Niestety jego dorosłe życie to zazwyczaj naprawianie tego co zostało schrzanione w dzieciństwie.
        • agnieszka77_11 Re: "złe"dzieci z dobrych domów 23.10.14, 19:02
          bullet-proof napisała:

          > Najczęściej ten "dobry człowiek" z dysfunkcyjnej rodziny jest po prostu świadom
          > y tego, że w jego rodzinie działo się źle, nie chce żyć tak jak żyli jego rodzi
          > ce i nie powiela schematu. Niestety jego dorosłe życie to zazwyczaj naprawianie
          > tego co zostało schrzanione w dzieciństwie.

          Czasem nie powiela, a czasem chcąc nie chcąc powiela.
    • jola-kotka Re: "złe"dzieci z dobrych domów 23.10.14, 02:08
      Ale mowa chyba o dobrych domach z oceny innych. A kiedy według ludzi dom jest dobrym domem? Wtedy gdy ludzie mają kasę,super auto itd. Tego co w środku właśnie nie widać bardzo często więc nie da się ocenić. A to co się da to często pozory.
      • eo_n Re: "złe"dzieci z dobrych domów 23.10.14, 08:10
        Mnie dla odmiany "dobry dom" kojarzy się z domem z tradycjami, gdzie rodzice i przynajmniej dziadkowie mieli b.db wykształcenie, kultywowane są tradycje, itp.
        Odnoszę się do hasła (stąd cudzysłów). Nie jest to moja opinia, bo wydaje mi się, że samo pojęcie trąci myszką.

        A co do tematu to jednak myślę, że nie ma mocnych, albo to jest skutek psychopatii itp. albo zaniedbań rodziców lub odwrotnie - zbyt wysokich aspiracji przy niewystarczającym wsparciu, a to nie ma wiele wspólnego ani z kasą, ani z wykształceniem, ani z niczym poza podejściem do dziecka.
      • tabakierka2 Re: "złe"dzieci z dobrych domów 23.10.14, 09:57
        jola-kotka napisał(a):

        > Ale mowa chyba o dobrych domach z oceny innych. A kiedy według ludzi dom jest d
        > obrym domem? Wtedy gdy ludzie mają kasę,super auto itd.

        dla mnie: to dom, który zaspokaja Twoje potrzeby, w którym czujesz, że jesteś bezpieczny, że jesteś u siebie. W którym ludzie się szanują. Z kasą, moim zdaniem, to niewiele ma wspólnego. Znam wiele rodzin tzw. inteligenckim, gdzie ludzie nie mają szczególnie dużo kasy, ale edukacja jest dla nich wartością. (np.) i dbają o to, żeby dzieciaki pokończyły dobre szkoły/studia...Jest kasa na edukację, ale nie inwestuje się w dobra materialne - meble, ciuchy, auta.
        • dziennik-niecodziennik Re: "złe"dzieci z dobrych domów 23.10.14, 10:55
          szczerze - bardzo sobie cenię edukację, ale nie uważam jej za czynnik najwazniejszy w procesie wychowawczym.
          • tabakierka2 Re: "złe"dzieci z dobrych domów 23.10.14, 11:58
            dziennik-niecodziennik napisała:

            > szczerze - bardzo sobie cenię edukację, ale nie uważam jej za czynnik najwaznie
            > jszy w procesie wychowawczym.
            >

            chodzi mi raczej o to, że są rodziny,rodzice, którzy cenią bardziej dobra duchowe/intelektualne, a materialne są dla nich zupełnie drugorzędne. Być może nie mają kasy, ale dla nich to tyle, ile wystarczy, żeby żyć na takim poziomie, na jakim im pasuje.
      • dziennik-niecodziennik Re: "złe"dzieci z dobrych domów 23.10.14, 10:53
        > A kiedy według ludzi dom jest dobrym domem? Wtedy gdy ludzie mają kasę,super auto itd.

        no własnie nie. dla mnie dobry dom to taki dom, gdzie dzieci są szczęsliwe. moze nie mają wszystkiego, moze zyją skromnie, ale wiedzą że są kochane i akceptowane, czują wsparcie, są odpowiednio "prowadzone" emocjonalnie i moralnie.
        to są dobre domy.
        te o ktorych piszesz to tylko domy bogate.
        • agnieszka77_11 Re: "złe"dzieci z dobrych domów 23.10.14, 11:04
          Dobry dom to dom, gdzie jest miłość, bliskość, zrozumienie, szacunek, tolerancja, czas dla siebie. Gdzie są zasady, gdzie wychowuje się dzieci na mądrych i odpowiedzialnych, gdzie wszyscy w rodzinie sobie pomagają i się wspierają.

          Dobry dom to wcale nie bogaty dom, a dzisiaj niestety dla wielu pieniądze kojarzą się z wychowaniem dzieci na szczęśliwych. A jest tylu wartościowych ludzie pochodzących z biednych, a dobrych domów.
        • jola-kotka Re: "złe"dzieci z dobrych domów 23.10.14, 21:44
          Ale nie zrozumialas co miałam na myśli. Pisałam o ocenie domów przez innych. Nie jesteś w stanie oceniając kogoś stwierdzić co on robi w domu jak zachowuje się w stosunku do dzieci. Oceniasz to co widzisz na zewnątrz czyli przeważnie strefę materialną np. Auto,ciuchy. W tym kierunku myślałam pisząc to.
    • mamma_2012 Re: "złe"dzieci z dobrych domów 23.10.14, 08:02
      To jacy jesteśmy, to unikalna mieszanka genów, doświadczeń w domu, z rówieśnikami, w szkole itd. Status majątkowy czy posiadanie pełnej rodziny to tylko kawałki układanki.
      A i "miłość rodzicielska" czasem objawia sie w sposób, ktory w jakis sposób upośledza funkcjonowanie człowieka w społeczeństwie.
      Tym sposobem krzywdzący innych ludzie pojawiają sie w absolutnie każdym środowisku.

      Mnie w komentarzach pod tamtym artykułem zaciekawiło, ze nikt zauważa momentu, kiedy człowiek, a juz nawet dziecko zaczyna odpowiadać, za to jakie jest, walczyć ze słabościami, kierować swoim zachowaniem.
      Winni sa rodzice? Do pewnego momentu tak, ale dziecko dorasta, dojrzewa i zaczyna świadomie wpływać na to kim sie staje. Idąc przyjętym przez wiele osob tokiem myślenia, możemy doszukiwać sie winnych wszystkich nieszczęść dowolna ilosc pokoleń wstecz.
    • cosmetic.wipes Re: "złe"dzieci z dobrych domów 23.10.14, 08:08
      Może zacznijmy od definicji dobrego domu?
    • koza_w_rajtuzach Re: "złe"dzieci z dobrych domów 23.10.14, 08:43
      Czytałam ten artykuł już jakiś czas temu i cały czas chodzi mi po głowie myśl czy, aby na pewno ten dom był taki dobry, a rodzice tacy wspaniali?
      Poznaliśmy tu tylko jedną stronę. Nie znamy błędów rodziców.
      Wg sąsiadów to rodzice zawinili. Może tak było? Dziecko złe i podłe, bo w brudnej bluzce poszło do szkoły? Złe, bo skakało po czystych ubraniach. Może skakało, bo wcześniej zostało wyzwane/pobite i musiało się jakoś wyżyć? A może w zwykłej dziecięcej głupocie wymyśliło sobie taką zabawę? Rodzice pozbyli się córki, nie chcieli jej, więc to chyba nic dziwnego, że jej bunt nastoletni mógł być większy niż przeciętnie, bo czuła się niechciana i niepotrzebna? Może naprawdę była tak nieszczęśliwa, że usiłowała popełnić samobójstwo, a nie że próbowała wzbudzić litość? Może już na niczym jej w życiu nie zależało, miała gdzieś co myślą o niej inni, skoro nawet rodzice nie potrafili jej pokochać, a to może najbardziej ze wszystkiego podkopać psychikę człowieka.
      Znam jedno dziecko, które zachowywało się dość szatańsko, a niby z dobrego domu, ale to był wynik bardzo dziwnych metod wychowawczych i wręcz zachęcania dziecka do złych zachowań, bo niby jest takie przebojowe i fajne. Kiedy dziecko było w wieku nastoletnim rodziców również przerosło zachowanie córki. Dość szybko się wyprowadziła od nich, co zaskutkowało tym, że szybko zmądrzała, zauważyła jak bardzo jej rodzina była dysfunkcyjna i mocno ograniczyła z nimi kontakty.
    • asia_i_p Re: "złe"dzieci z dobrych domów 23.10.14, 08:56
      W książce "Musimy porozmawiać o Kewinie" była rozmowa jego matki z nauczycielką, pominięta w filmie.
      W tej rozmowie nauczycielka mówiła, że dostrzega, że Kewin jest wściekły, i jako jeden z powodów sugerowała dwie rzeczy - po pierwsze, że wszystko dookoła funkcjonuje tak dobrze, że on już do niczego nie jest potrzebny, że jedyny sposób, w jaki może coś istotnie zmienić w otaczającej go rzeczywistości, to coś zniszczyć; po drugie, jeżeli jest mu źle, to w żaden sposób nie może tego przypisać warunkom zewnętrznym.

      I w mojej ulubionej książce "Dlaczego rodzice wychodzą ze skóry" Cornelii Knack była podobna sugestia - że kiedyś dzieci współpracowały z rodzicami w polu, opiekowały się młodszym rodzeństwem i zwyczajnie czuły się potrzebne, a teraz z jednej strony są izolowane od wszelkiej realnej pracy, a z drugiej strony, zwłaszcza jako jedynacy, czują na sobie ciężar wszystkich nadziei i oczekiwań rodziców. I - to już moje dopowiedzenie - buntując się przeciwko obowiązkom mogą się buntować nie przeciwko pracy, tylko przeciwko niepotrzebności tej pracy. Skoro w domu jest gospodyni/ sprząta mama, to co to realnie zmienia, że ja zetrę kurze? Praca staje się nie pracą, tylko zabiegiem wychowawczym (nie - zetrzyj kurze, bo ja nie mam czasu/siły/ochoty, tylko zetrzyj kurze, bo musisz mieć jakieś obowiązki, czyli zetrzyj je dla własnego dobra), i dziecko czuje się niepoważnie traktowane.

      Z drugiej strony, im bliżej dorosłości, tym bardziej czuje, że musi sprostać, że skoro rodzice odnieśli sukces, po nim też spodziewają się sukcesu.

      Więc mamy poczucie braku sensu własnych działań, prowadzące do poczucia własnej niemocy, obawy przed porażką - to bardzo dobra pożywka dla złości.

      Jest o tyle niepokojące, że żeby tak skrzywić dziecko, wcale nie trzeba go w żaden sposób zaniedbywać, można być bardzo kochającą i całkowicie skupioną na dziecku rodziną.
      • fadilla Re: "złe"dzieci z dobrych domów 23.10.14, 10:11
        asia_i_p napisała:
        Praca staje się nie pracą, tylko zabiegiem wychowawczym (nie - zetrzyj kurze
        > , bo ja nie mam czasu/siły/ochoty, tylko zetrzyj kurze, bo musisz mieć jakieś o
        > bowiązki, czyli zetrzyj je dla własnego dobra), i dziecko czuje się niepoważnie
        > traktowane.

        O, dobre spostrzeżenie. Cały post dobrze napisałaś. To jest w gole osobny temat na współczesne pojęcie pracy. Kiedyś praca w polu przynosiła realne korzyści - zbierało się plony. Czuło się radość z włożonej pracy i cieszyło zyskami. A praca dla pracy - tak działały obozy i łagry. Przewalanie ton czegoś tam z jednego miejsca w drugie. I niestety używanie pracy jako elementu wychowawczego wobec dzieci na tym łagrowskim modelu sie opiera. W łagodniejszej formie, ale byle tylko mieli zajęcie i czuli zmęczenie. Tak działają tez wszelkie prace społeczne w ramach jakiejś kary. Więc efekt marny.
    • gazeta_mi_placi Re: "złe"dzieci z dobrych domów 23.10.14, 09:19
      Nie umiem powiedzieć, myślę podobnie jak Nanga, niektórzy rodzą się źli i nawet najlepsza rodzina nie pomoże.
      Działa też to w drugą stronę, znam dorosłą kobietę z paskudnej rodziny, ojciec alkoholik znęcający się nad rodziną, prymityw, mało inteligentny, matka debilka mająca dzieci gdzieś, potem porzuciła rodzinę, dziewczyna skończyła dobrą szkołę średnią i studia, bez nałogów, ma normalną rodzinę i dom, jest wierząca, od 13 roku życia uczciwie pracowała by mieć na swoje wydatki, tam gdzie mieszka od zawsze (od dziecka) miała zawsze bardzo dobrą opinię otoczenia, szkoda, że takie dziewczyny jak ona nie trafiają się porządnym normalnym rodzicom tylko patolom sad
    • hema14 Re: "złe"dzieci z dobrych domów 23.10.14, 09:44
      Tak jak piszesz - dzieci z przeciętnych domów mają najmniej kłopotów w życiu, tacy "średniacy" powiedzmy. To pewnie dlatego, że nadmiar lub nadmierny brak czegoś zawsze jest niewłaściwy - czy to w używkach, czy w braku pieniędzy, co za dużo to niezdrowo i co za mało to... za małowink I z tego rodzą się kłopoty, frustracje, szukanie innych sposobów bycia/życia.
    • makumi Re: "złe"dzieci z dobrych domów 23.10.14, 10:11
      Akurat opisana w zalinkowanym artykule historia nie wydaje mi się historią "dobrego domu". Matka nie ma czasu nawet jedynej córki do szkoły wyprawić, zostawia to opiekunce, która ma to gdzieś i dziecko samo sobą musi się zająć. Nikt nie zauważy nawet, że wyszła brudna do szkoły. Ile jeszcze mniej widocznych rzeczy nie zauważyli?
      A tak w ogóle, to uważam, że sporo jednak zależy od dziecka. Sama mam dwójkę, są wychowywani w tym samym domu, przez te same osoby i wg tych samych zasad. Obydwoje wiedzą jak się zachować jednak starszy często i tak robi co chce. Starszemu muszę powtarzać pięć razy, młodszy robi od razu. Starszy dyskutuje, negocjuje, młodszy robi to, o co jest poproszony. I to też nie jest tak, ze to zależy od wieku - starszy zawsze taki był.
      • tabakierka2 Re: "złe"dzieci z dobrych domów 23.10.14, 10:23
        makumi napisała:

        >
        > A tak w ogóle, to uważam, że sporo jednak zależy od dziecka. Sama mam dwójkę, s
        > ą wychowywani w tym samym domu, przez te same osoby i wg tych samych zasad. Oby
        > dwoje wiedzą jak się zachować jednak starszy często i tak robi co chce. Starsze
        > mu muszę powtarzać pięć razy, młodszy robi od razu. Starszy dyskutuje, negocjuj
        > e, młodszy robi to, o co jest poproszony. I to też nie jest tak, ze to zależy o
        > d wieku - starszy zawsze taki był.

        u nas jest dokładnie to samo.
        Ale my widzimy, że wychowujemy dzieci zupełnie inaczej - pierwsze dziecko to zawsze trochę jakby próba.Z drugim jest zupełnie inaczej. Oni są zupełnie inni i inne metody na nich działają. Więc chyba jednak nie można powiedzieć, że wychowuje się dzieci TAK SAMO.
        • makumi Re: "złe"dzieci z dobrych domów 23.10.14, 10:51
          No zgadzam się. Bardziej chodziło mi o zasady i system wartości. Metody dojścia są różne, bo nie dotrę do tego starszego tak jak do młodszego i odwrotnie.
      • stacie_o Re: "złe"dzieci z dobrych domów 23.10.14, 10:47
        ale dzieci też się rodzą różne, na pana buka smile Syn jako niemowlę i potem, aż do teraz to takie dziecko z sercem na dłoni, do każdego pójdzie, z każdym pogada, uwielbia ludzi i podróże. Córka od urodzenia akceptuje tylko krąg bliskich kilku osób i najlepiej się czuje we własnym bujaczku.
        • tabakierka2 Re: "złe"dzieci z dobrych domów 23.10.14, 10:51
          no własnie to napisałamwink
          u nas jest odwrotnie - to młodszy jest 'przylepka' a starszy nieufny.
          • stacie_o Re: "złe"dzieci z dobrych domów 23.10.14, 11:06
            to przepraszam, nie spała najlepiej księżniczka wink
    • chipsi Re: "złe"dzieci z dobrych domów 23.10.14, 10:12
      Nie tylko wychowanie rodziców ma znaczenie jakim stajemy się człowiekiem. Dochodzą tu pewne wrodzone predyspozycje ale przede wszystkim ludzie, których napotkamy na swojej drodze, środowisko w jakie wpadamy. Jak patrzę na mnie i moich braci to można by powiedzieć że każdy ma innych rodziców. Ja się dobrze uczyłam, miałam jakieś plany na przyszłość, ustalone priorytety (chociaż grzeczną dziewczynka to ja nie byłam). Najmłodszy siedzi przed komputerem, żyje grami, internetem, nie ma zbyt wielu przyjaciół, jest spokojny ale wesoły tyle że leń i tłuk. Starszy z braci to patologia od młodego. Zawsze najważniejsi byli kumple, nie myśli o przyszłości, gardzi praca co ma wydaje na imprezy i wódę.
      A rodzice? Bardzo przeciętni, żadnych awantur czy imprez ale i bez nadmiaru gotówki i innych dóbr. Kochający i wspierający dzieci jak i pozostałych krewnych.
    • dziennik-niecodziennik Re: "złe"dzieci z dobrych domów 23.10.14, 10:44
      bo sam "dom" to za mało.
      osobiscie skłaniam się ku przekonaniu że w kształtowaniu dziecka najważniejsze jest zaspokajanie potrzeb emocjonalnych. a w tym ani pieniądze, ani wyksztalcenie, ani nawet brak cech patologicznych nie pomogą.
      a i tak dochodzą do tego podstawowe czynniki charakterologiczne dziecka. dziecko to nie jest czysta karta ktorą zapisujemy jak chcemy. nie wszystko mozemy w dziecku wykształcić, nie wszystko mozemy wpoic i nauczyc. dzieci sa odrębnymi istotami, ze swoim uniaklnym zestawem cech. dlatego takie same metody wychowawcze nie dają takich samych efektow u wszystkich dzieciakow. dlatego tak wazne jest żeby dziecko nie tylko ksztalcic, ale zeby je poznawac - dlatego taki nacisk sie kladzie na rozmowy, dialogi, na pozycie emocjonalne, na relacje miedzy dzieckiem a rodzicami.

      > Może nie w domu rodzinnym tkwi przyczyna,a po
      > prostu psychice danej jednostki,która jest po prostu aspołeczna i nie da się w
      > nią wtłoczyć dobrych wzorców.

      też, jak najbardziej.
    • lily-evans01 Re: "złe"dzieci z dobrych domów 23.10.14, 11:26
      Znam mężczyznę, który przeżył swoje dzieciństwo i dorastanie w naprawdę dobrych warunkach, w bardzo zamożnej, kulturalnej rodzinie. Ale - tata zarabiał za granicą, mama zajmowała się głównie konsumowaniem przywiezionych dolarów razem z dziećmi. Skutek? Problemy w szkole, nie uczenie się, arogancja do nauczycieli, ciągłe konflikty dotyczące jego zachowania - bo matka potem chodziła i po prostu dawała spore prezenty, też przydatne szkole (a to były czasy, kiedy trudno było nawet o dobrą kawę, alkohol, już nie mówiąc np. o takim telewizorze do świetlicy). Na studiach było to samo, plus długi (dostawał od rodziców naprawdę duuuużo na życie i opłaty, wszystko wydawał na imprezki, nie płacił czynszu, mediów itp), imprezowanie i alkohol w sporych ilościach, ponoć też narkotyki.
      W końcu rodzice poszli po rozum do głowy i zaproponowali mu pracę w swojej firmie, za naprawdę niezłym wynagrodzeniem - ale do tej pracy naprawdę trzeba było się przyłożyć, i wyjechać z Polski, a więc zerwać z balującymi kolesiami.
      No i gość w przeciągu 2-3 lat zmienił się w poukładanego korpomenedżera, na szczęście dla rodziny i siebie smile.
    • asia06 Re: "złe"dzieci z dobrych domów 23.10.14, 17:57
      Wszystko zależy od tego, ile czasu rodzice mają dla dziecka. I tu nie chodzi tylko o czas na zabawę, bo życie nie polega na wiecznej zabawie. Można mieć czas dla dziecka przygotowując obiad, a można go nie miec, mając panie od gotowania i sprzątania. Ot, cały problem.

      Bywają oczywiście uwarunkowania genetyczne, jakieś choroby... Ale to raczej rzadkość, a nie norma.
    • 1matka-polka Re: "złe"dzieci z dobrych domów 24.10.14, 11:26
      Ludzie rodzą się z określonym charakterem, to geny determinują charakter, można pracować nad pewnymi cechami ale trzon pozostaje niezmienny.
      Jest to stwierdzenie bardzo niepopularne, bo możne dawać podstawy do bardzo nieciekawych eksperymentów. Są dzieci, które uczą się matematyki w pięć minut i takie, które nigdy się nie nauczą. Są dzieci, które robią szpagat bez żadnego przygotowania i takie które ledwo stają w rozkroku. Są takie które przewodzą w każdej grupie i takie które ciągle staja się kozłem ofiarnym. Są takie na granicy upośledzenia i geniusze. Na pewno znacie takie dzieci.
      Są wreszcie są takie które z urodzenia są złe (psychopaci) i takie które są dobre (frajerzy?). Tylko one znajdują się na dwóch skrajnych końcach skali. Większość jest przeciętna ani zbyt dobra, ani szczególnie zła i może na tę większość wychowanie ma rzeczywiście realny wpływ.
      Dla skrajnych przypadków wszelkie wysiłki są bez znaczenia.
    • agaja5b Re: "złe"dzieci z dobrych domów 24.10.14, 14:36
      Ale co to ten dobry dom? Jest tyle sensów dobrego domu. Wydaje mi się że najczęściej funkcjonuje ten dobry dom w sensie ekonomicznym (albo w oparciu o ekonomiczny aspekt), tzn to co widac na zewnątrz, albo to co ten "dobry dom" chce nam pokazac na zewnątrz. Bardzo trudno jest wniknąć w to co się zwie " dobrym domem". To sa czasem układy bardzo zamknięte(mam wrażenie że im "lepszy dom" tym układ ciaśniejszy), dążące dodatkowo do zachowania swojego status quo, do równowagi kosztem jej najsłabszych członków (zwykle sa to dzieci), i tylko dziwnie złym zachowaniem jak na taki " dobry dom" często ten koszt się ujawnia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka