Dodaj do ulubionych

Jestem sama.

04.01.15, 22:41
Wstęp
Około października mąż zdecydował o naszym rozstaniu. Głównym powodem miała być jego pewność tego, że jeśli nie on, ja sama zrobię to prędzej czy później (co prawdą nie jest).

Rozwinięcie
W pierwszej chwili ze złości i bólu chciałam mu udowodnić, że sobie poradzę, że jestem silna. Wynajęłam mieszkanie, które sama wyremontowałam, umeblowałam i przygotowałam dla mnie i dziecka. Pozbierałam rzeczy tylko te najbardziej osobiste i tyle. Poszliśmy.

Zakończenie
Ból odrzucenia i utraty bezpieczeństwa / stabilności był najgorszymi odczuciami jakie pamiętam i jakie we mnie ciągle są. Błagałam męża o współpracę w ratowaniu tego wszystkiego, pomocy i proponowałam terapię. Wszystko odrzucił. On już ma plan, w którym mnie nie ma.

Nie umiem się pozbierać, wiecie?
Ciężko mi funkcjonować i żyć. Tęsknię za nim i za naszym wspólnym życiem.
Owszem, teraz mam więcej czasu dla siebie i dziecka, jestem mniej zestresowana i znerwicowana. Wszystko robię pod i dla siebie. Nikt mnie nie krytykuje, ocenia czy komentuje.
Rządzę swoim życiem i moimi sprawami, ale co z tego skoro nie tego mi trzeba?

Zwalił mi się grunt pod nogami, stabilizacja się ulotniła, jestem w rozsypce. Dziecko prosi o zabawę, a ja patrzę tępym wzrokiem ledwie rozumiejąc.

Wcześniej z braku czasu i chęci nie przywiązywałam uwagi to pasji i tego co lubię, przez co dziś czuję się taka pusta i samotna. Nie wiem co mam ze sobą począć, bo wcześniej żyłam dla tworzenia i dbania o dom. Teraz okazuje się, że nie mam zainteresowań, nie mam celu.
Dodatkowo te uczucia potęguje fakt, że teraz jest tak strasznie dużo wolnego, prawie od dwóch tygodni siedzę w domu...

Potrzebuję Waszych rad, proszę o delikatne potraktowanie, jak zacząć samotne życie? Jak wypełnić swoje dni, jak zmienić tok myślenia i emocji?
Jak najłatwiej (bo wiem, że szybko się nie da) się pozbierać?

Z góry Wam dziękuję!
________________________________________________
"Troll, który mówi, że nie jest trollem. Toż to jakiś tupet!"- by Lidka.
Obserwuj wątek
    • triss_merigold6 Re: Jestem sama. 04.01.15, 22:49
      Daj sobie czas i nic na siłę. Naprawdę, 3 miesiące po rozpadzie małżenstwa nie musisz tryskać energią, optymizmem i zarażać dobrym samopoczuciem. Masz powód żeby być smutna, zrozpaczona, rozbita, przygnębiona itd. Życie to nie jakiś amerykański poradnik w którym powtarzasz 100x afirmacje Jest super i faktycznie jest super.
      • czerwony-pazurek Re: Jestem sama. 04.01.15, 22:58
        Próbuję nic na siłę i próbuję dać sobie czas, tylko ta rozpacz zamiast mijać, ona mnie wciąga. Jak wir czy bagno...
        Mąż nie odpisuje na moje smsy (chociaż wysyłam góra jeden dziennie!), dziecko odstawia mi w drzwiach, mówię mu o swoich obawach i lękach to mnie zbywa, bo już leci, już musi iść..
        Nie mam rodziny, przyjaciół odrzuciłam, bo o to prosił (nie lubił moich znajomych). Dobrze wie, że nie mam nikogo. Ciężko tak na raz być samodzielną. Zaradna jestem, ale jestem też typem stadnym, samej mi źle.
        • zebra12 Re: Jestem sama. 05.01.15, 08:13
          Człowiek, który każe odrzucić przyjaciół, utrudnia kontakty z innymi ludźmi, to despota i socjopata. Człowiek czujący zagrożenie w kontakcie z innymi ludźmi. Pojawia się u niego strach o utratę żony, która być może wybierze kogoś innego, nie jego. Niepewny siebie. Czasem do takich pomysłow popycha zazdrość.
          Rezygnując ze swoich przyjaciół, czasem pasji, wyjazdów, a nawet w niektórych przypadkach rodziny, zamykamy się w jego świecie, z którego nie mamy dokąd uciec. Za to on może zawsze wyjść i trzasnąć drzwiami.
          Oj, mnie by się zapaliła czerwona lampka na takie jego postępowanie.
        • asia_i_p Re: Jestem sama. 05.01.15, 08:25
          To, że przyjaciół kiedyś odrzuciłaś, nie oznacza, że na dobre. Może na początek parę życzeń noworocznych do starych koleżanek?

          Facet najwyraźniej cię trochę ubezwłasnowolnił i to utrudnia nowy początek, ale może warto chociaż posmakować tej samodzielności. Może być fajnie.
        • anorektycznazdzira Re: Jestem sama. 05.01.15, 10:59
          Przyjaciele łatwiej wybaczają niż się może wydawać. Przyjacielscy członkowie rodziny też. Poszukaj kontaktu, prawdopodobnie reakcja będzie 1000 razy lepsza, niż Ci się teraz wydaje. A pomyśl, że nawet gdyby nie, to nic nie tracisz.
    • cherry.coke Re: Jestem sama. 04.01.15, 22:52
      Bez cisnienia, masz czas. Jest ciemno, zimno, czytaj sobie ksiazki i przyzwyczajaj sie do nowego zycia z dzieckiem, a jak przyjdzie wiosna, ulozy ci sie w glowie i wroci energia, opcje same zaczna sie pokazywac.
      • czerwony-pazurek Re: Jestem sama. 04.01.15, 22:59
        Zapomniałam o nich! Przecież ja kocham książki!
        • cherry.coke Re: Jestem sama. 04.01.15, 23:01
          No to poczytaj sobie teraz do wypeku... Jak ci sie zaczna nudzic, to akurat bedzie pora na jakies nowe opcje.
          • verdana Re: Jestem sama. 04.01.15, 23:07
            Ależ trzy miesiące to jest nic. To dopiero czas, gdy zaczyna się w pełni rozumieć, co sie stało. Z rozstaniem jak z żałobą. Nie próbuj przyspieszać, nie martw się, że się martwisz. To normalne, zdrowe i wręcz konieczne. Nie jesteś robotem.
    • marychna31 Re: Jestem sama. 04.01.15, 23:07
      Człowiek- zwierze stadne-potrzebuje innych ludzi. Nic w tym dziwnego, że tęsknisz do wspólnego życia z kimś...smile ale tym kimś nie musi być Twój mąż.

      Ktoś inny nie znajdzie się od razu ale znajdzie się. Jestem pewna, że będziesz jeszcze bardzo szczęśliwa ale to wymaga czasu.
      tak jak dziewczyny pisały- dopieszczaj się i nie wymagaj cudów od siebie. Nadejdzie wiosna, zrobi się pięknie w koło, Ty wypiękniejesz i wszystko będzie mogło sie zdarzyćsmile
      • 3-mamuska Re: Jestem sama. 04.01.15, 23:27
        Ależ trzy miesiące to jest nic. To dopiero czas, gdy zaczyna się w pełni rozumieć, co sie stało. Z rozstaniem jak z żałobą. Nie próbuj przyspieszać, nie martw się, że się martwisz. To normalne, zdrowe i wręcz konieczne. Nie jesteś robotem.

        Zgadzam sie w 109%.

        Mam rade taka.
        Znajdź dzien , żebyś miałam wolne na drugi dzien.
        Znajdź film/kaiazke bardzo dołujący i przeplacz cała noc.
        Mi to kiedyś pomogło , długo starałam sie trzymac pion nie załamać sie. A to oczyściło mnie od srodka.

        Uświadomić sobie ze maz juz cie nie chce, nie proś , nie wysyłaj smsow.
        Moim zdaniem teraz w czasie "żałoby" powinnas uciąć wszelkie kontakty z nim , oprócz tych dotyczących dziecka, bo to jak posypywanie sola rany, do mometu az odzyskasz równowagę.
        Powieś na scianie duza kartkę i napisz co w sobie lubisz, z czasem zaczniesz dopisywać wiecej.
        Pomysł co lubisz robić w wolnym czasie i rob cos dla siebie, małymi kroczkami do przodu.
        Pomysł o formie aktywności fizycznej/cwiczenia ,bo to pozytywnie wpływa na nasz stan.
        Moze basen.

        Ja jesli oczywiście finansowo dajesz rade sprawiła sobie kota, moim marzeniem jest manie coon, ale ze mamy juz 3 koty i psa maz nie bardzo chce następne zwierze.

        Wiec zrób cos czego on ci zabraniał/lub cie ograniczał.
        I spróbuj odnowić kontaktu z najbliższymi znajomymi.

        Trzymaj sie.
    • gulcia77 Re: Jestem sama. 04.01.15, 23:13
      czerwony-pazurek napisała:
      > Wcześniej z braku czasu i chęci nie przywiązywałam uwagi to pasji i tego co lub
      > ię, przez co dziś czuję się taka pusta i samotna. Nie wiem co mam ze sobą począ
      > ć, bo wcześniej żyłam dla tworzenia i dbania o dom. Teraz okazuje się, że nie m
      > am zainteresowań, nie mam celu.
      Super nie będzie od razu, bo być nie może. Ale bardzo dobrze, że już wiesz, w którym miejscu nawaliłaś (takie jest życie, miłość to naprawdę nie wszystko, a czasem bardzo niewiele), a to jest ogromny krok naprzód, bo chroni Cię przed zatopieniem się w czarną dziurę. Rób co lubisz (te książki to genialny pomysł na zimę smile ), pomaleńku odnawiał kontakty z przyjaciółmi i rodziną - tylko ostrożnie, no i nie pakuj się przypadkiem w nowy związek, póki nie jesteś zaleczona. A poza tym, to w końcu zrobi się ciepło, przestanie kapać na nos, będzie dłużej jasno, dziecko będzie sprawiać kłopoty i z nich wychodzić i codziennie wstanie słońce, nawet jeśli za chmurami. Trzymaj się, uśmiechaj i pamiętaj, że nigdy nie jesteś sama, nawet jeśli samotna chwilowo.
    • czerwony-pazurek Re: Jestem sama. 04.01.15, 23:17
      Właśnie tego też się boję i przed tym wzbraniam. Chodzi mi o nowego partnera.

      Mąż był moim pierwszym mężczyzną, jak mam mieć innego skoro będę w nim wyszukiwała cech tego pierwszego, wybranego i ukochanego? Ciągle kocham męża i chcę z nim być. Myślę, że jakby umarł umiałabym sobie to łatwiej wytłumaczyć i przejść. Teraz go widuję, a on robi się na siłę takim obcym... To tak mocno boli sad

      Czuję, że to rozbicie związku spowoduje u mnie późne-staropanieństwo, bo nie wyobrażam sobie, że męża zdradzam.
      No albo będzie zupełnie odwrotnie, z desperacji, strachu i niepewności, właduję się w jakąś banialukę!

      Cholera, czemu to musi być takie skomplikowane?
      • cherry.coke Re: Jestem sama. 04.01.15, 23:20
        To normalne, wszystko jest swieze. A maz jest ojcem twojego dziecka, wiec bedzie sie platal.
        Tylko czas...
      • triss_merigold6 Re: Jestem sama. 04.01.15, 23:24
        Ale ktoś Ci każe teraz myśleć o nowym partnerze? Daj sobie czas, spokojnie. Jeśli w przyszłości zdarzy Ci się fajna nowa znajomość, to jest spore prawdopodobieństwo, że nie będziesz się doszukiwała cech eks męża, w ogóle nie będziesz myslała o eks mężu.
        Jaka zdrada? Nie jesteś z mężem, rozwiedziecie się więc nie ma mowy o zdradzie.
        Lepiej żebyś za jakiś czas - rok-dwa-trzy- doszła do etapu, że chcesz i potrzebujesz być z innym mężczyzna, bo samotne matki miewają tendencje do czynienia z dzieci partnerów emocjonalnych + lepiej żeby dziecko miało świadomość, że matka nie jest na własność i wyłączność, zdrowiej.
    • srubokretka Re: Jestem sama. 05.01.15, 01:39
      Masz mozliwosc wyjechac gdzies w cieplejszy klimat? Nie ma w takiej sytuacji lepszego lekarstwa jak slonce i czas. Jak nie mozesz to lykaj chociaz vit D. przynajmniej braki nie beda cie bardziej dolowac i pomoga logiczniej myslec.

      >Zaradna jestem, ale jestem też typem stadnym, samej mi źle.

      Skup sie na swoich mocnych, pozytywnych stronach. Zacznij odbudowywac kontakty z rodzina i znajomymi. Minuta po minucie, dzien po dniu. To nie bedzie latwe.

      >Dziecko prosi o zabawę, a ja patrzę tępym wzrokiem ledwie rozumiejąc.

      Postaraj sie to zmienic, ale nic na sile. Nie rob sobie z tego wyrzutow, ale i nie przeginaj. Pamietaj , ze dziecko ma tez roztrzaskane serce. Tobie troche sie swiat przemeblowal (nie pierwszy i nie ostani raz) , a dziecku pierwszy raz w zyciu, wiec skup sie na pomaganiu jemu/jej. To tez powinno dodac ci sily.
      Wbrew pozorom najgorsze masz za soba.
    • asia_i_p Re: Jestem sama. 05.01.15, 08:22
      Przede wszystkim absolutnie normalne, że się tak czujesz. To nie znaczy, że nie masz zainteresowań czy że jesteś słaba, to tylko znaczy, że normalnie reagujesz na radykalną zmianę w życiu.
      Czym zająć sobie czas? Może warto sięgnąć do starych hobby sprzed związku, to znajomości z tamtych czasów. Cel? Żeby to było takie proste. 90% ludzi nie wie, jaki ma cel, tylko to zapycha na bieżąco, a tobie się zapychacz skończył. wink Tymczasowo możesz przyjąć, że masz za cel odnaleźć swój cel. No i przecież dalej musicie tworzyć dom, tylko we dwie. Zbudować sobie nowe rytuały, nowe zwyczaje domowe - to może być całkiem fascynujące zadanie.
      Kiedyś przeczytałam w jakiejś psychologicznej książce, ogólnie nawet dosyć strawnej (jak na psychologiczną), że w każdej emocji kryje się potencjał emocji przeciwnej. Że jeżeli czujesz strach, to w tym strachu jest schowana możliwość wielkiej odwagi. Na pewno ją znajdziesz.
      • bei Re: Jestem sama. 05.01.15, 08:50
        Człowiek, to nie maszyna, to nie komputer, który zaprogramować mozna na bezstroskość i wesołość.
        Musi upłynąć dużo więcej czasu, by przejść żałobę po stracie.
        Normalne jest to, co czujesz.
        Bardzo mi Ciebie szkoda...poradziłaś sobie świetnie, teraz daj sobie czas na ochłonięcie, na przyzwyczajenie się do nowej roli.
        Życzę najlepszego. Nawiążesz znajomości, przyjaźnie, na pewno kiedyś spotkasz kogoś dobrego... Będziesz szczęśliwa, że już nie jesteś z tamtym facetem.
    • cosmetic.wipes Re: Jestem sama. 05.01.15, 09:13
      Może to banał, ale wszystko mija. Nawet najdłuższa żmija.

      Daj sobie czas smile
    • sweetsimplicity Re: Jestem sama. 05.01.15, 09:27
      A mnie nurtuje inne pytanie - on chciał się rozstac, a Ty wynajęłas i wyremontowałas mieszkanie? A pan został w waszym? I Ty ponosisz koszty JEGo decyzji?
      Dla mnie powinno byc tak, że skoro on chce odejść, to on ODCHODZI, a mieszkanie zostaje Twoje.
      Wziąwszy pod uwagę to, co piszesz (twoi przyjaciele) i to co ja napisałam pan jest chyba toksykiem i moze to dobrze, że z nim nie jesteś.
      A żal Ci przejdzie.
      • triss_merigold6 Re: Jestem sama. 05.01.15, 11:06
        Mógł zostać w swoim własnym przedślubnym.
      • czerwony-pazurek Re: Jestem sama. 11.01.15, 20:54
        Mieszkanie jest moje, jestem głównym najemcą, on nie jest meldowany.
        Było mi żal dziada... sad
        • zottarella Re: Jestem sama. 12.01.15, 11:51
          Żartujesz prawda?
    • aagnes Re: Jestem sama. 05.01.15, 09:32
      ten akapit:
      Owszem, teraz mam więcej czasu dla siebie i dziecka, jestem mniej zestresowana i znerwicowana. Wszystko robię pod i dla siebie. Nikt mnie nie krytykuje, ocenia czy komentuje.
      Rządzę swoim życiem i moimi sprawami, ale co z tego skoro nie tego mi trzeba?

      Wez go sobie powieksz do czcionki 10000 - powies na scianie i czytaj milion razy dziennie. facet to zazwyczaj wrzod na dupie a nie jakies tam oparcie w zyciu - ty masz za soba najwazniejsze, teraz bedzie a gorki i tylko lepiej. jak staniesz na nogi to bedziesz wiedziala, ze dzien w ktorym misio odszedl to najwazniejszy dzien w twoim i dziecka zyciu.
      • ezmd99 Re: Jestem sama. 05.01.15, 09:40
        Dokładnie.
        I przeczytaj sobie blog mojedwieglowy.
        Reakcja u mnie była taka sama.. W końcu spokój, czyli coś było na rzeczy.
        Ty żyjesz wyobrażeniem o nim, poczekaj aż ci spadną różowe okulary. Dopiero przejrzysz na oczy. Zobaczysz.
      • anorektycznazdzira Re: Jestem sama. 05.01.15, 11:04
        oczywiście niech sobie Autorka ostatniego fragmenciku od "..., ale co z tego" czasem nie drukuje i nie wieszasmile
    • ezmd99 Re: Jestem sama. 05.01.15, 09:36
      Z doświadczenia (niestety własnego)
      Sport - potrafi naprawdę pomoc, szczególnie jak się wkręcisz. Idź na fitness, na zajęcia grupowe, poznasz nowych ludzi.
      Kosmetyczka- naprawdę pomaga, przede wszystkim lepiej odbierasz siebie, ja akurat ze swoją się zakumplowałam.
      Książki - w początkowej fazie nie byłam w stanie, potem połykałam, teraz codziennie czytam, ale już tak spokojniej. Czytałam i czytam dużo literatury psychologicznej, analizuję związek, by nie popełniać błędów.
      Psychoterapia - ja zrezygnowałam, ale może być pomocna
      Wyjazdy - pomagają, odstresowują, ale akurat to była moja pasja.
      Znajomi- selekcja, odnowienie starych znajomości, mi bardzo pomogli znajomi płci męskiej, ale z czasów przedmałżeńskich tylko takich miałam. Dobra koleżanka na wagę złota.
      Zmiana wyglądu - zaczęłam chodzić w sukienkach, jak przed ślubem. Z różnych powodów podczas małżeństwa pomykałam głównie w spodniach.
      Jak coś mi się przypomina, to dopiszę.
      Czas, czas i jeszcze raz czas.
      3 miesiące to mało, u mnie rok i to też jeszcze niekiedy wraca np. dzisiaj.
      Trzymaj się
    • mid.week Re: Jestem sama. 05.01.15, 10:17
      Dobrze dziewczyny radzą. Ja w podobnym stanie, które trwał jednak zanacznie dłużej wylądowałam w końcu u psychologa. Długo tam nie chodziłam, ale to co wyniosłam bardzo mi się przydało. Najbardziej pomogło mi uświadomienie, że w moim stanie i sytuacji nie ma sensu zastanawiać się nad przyszłością. Otrzymałam zakaz robienia planów na dalej niż 1 dzień i nakaz skupiania się w tych planach wyłacznie nad czynnościami, rzeczami praktycznymi, typu zrobić listę zakupów, wbić gwóździa pod obrazek itp. Po drugie wygrzebałysmy z panią pscholog priorytety do zrobienia. Dla mnie to było zdobycie pewnego papierka pomagającego w pracy. Wtedy, w tej całej rosypce wydawało mi się, że mowy niema anym sobie poradziła, ale po rozpisaniu wyzwania na mniejsze kroki udało się. Zyskałam więcej niż sam papier - ogromny krok naprzód w samopoczuciu, zrozumiałam, że dam radę. Zajęcie się tym dużym wyzwaniem wymagało skupienia tylko na nim, zaczełam umieć odrywać się myślami od problemu samotności i rozkminiania dlaczego on powiedział że blablablab oraz czy gdybym mu wtedy odpowiedziała bleblebleb to byłoby lepiej itp. Poza tym dostałam ogromne wsparcie, kilkanaście banalnych rad, które jednak wypowiedziane przez psychologa były dla mnie wtedy niczym objawienia. Jeśli nie masz wkoło bliskich osób zastanów się nad rozmowa z psychologiem. To co było dobre dla mnie niekoniecznie muszą byc idealne dla ciebie, a z autopsji wiem, jak bardzo drobne zmiany myślenia i organizowania dnia wpływają na samopoczucie. Trzymaj się, będzie jeszczu u ciebie bardzo słonecznie, zobaczysz wink
    • paul_ina Re: Jestem sama. 05.01.15, 11:25
      Kiedy ja się rozstałam po 12 latach związku to pierwsze, co mi pomogło to sport. Każda możliwa forma, ja akurat biegałam i ćwiczyłam na siłowni. Najlepsze pomysły i najlepiej układało mi się w głowie w czasie aktywności fizycznej. Plus działało otępiająco na popęd. Drugie, to przyjaciółka, taka osoba, co jest najbliżej, do której możesz zwrócić się o każdej porze dnia i nocy. To nie musi być nikt z dawnych znajomych, może być ktoś nowy - ja się zaprzyjaźniłam z samotną koleżanką z pracy. Trzecie, to daj sobie czas, masz prawo do żałoby, 3 miesiące to ciągle okres 'chodzenia po ścianach', po pół roku powinno zacząć się przejaśniać.
    • 1matka-polka Re: Jestem sama. 05.01.15, 11:41
      Polecam terapię, dobrze przeprowadzona czyni cuda.
    • czerwony-pazurek Re: Jestem sama. 11.01.15, 20:49
      Co u mnie?
      W lutym, tak zapobiegawczo rozpoczynam terapię indywidualną w ośrodku pomocy rodzinie. Czuję, że muszę się od niego uwolnić. Od tego przyzwyczajenia, od tego strachu, że jestem sama, porzucona i opuszczona. Sama nie dam rady, tego jestem pewna.
      Chcę zacząć czuć, że żyję, a nie czekam pod drzwiami, kiedy on po nas przyjdzie, kiedy zabierze nas do domu sad

      Dwa razy dziennie biegam, rano i wieczorem jakieś 15 min. To pomaga mi wyładować stres i ominąć te "cięższe" emocje, z którymi słabo sobie radzę.

      Gdy syn jest ze mną, w ogóle nie myślę o mężu, w ogóle staram się nie smucić, by dziecka nie straszyć. No, ale przychodzi chwila jak dziś, że syn u ojca- to na siłę zaglądam w kielich (nigdy nie piłam, to moje experymenty z alkoholem). Zaglądam by się otumanić, nie czuć i przespać noc chociaż 2 godzinki... sad
      • 3livka Re: Jestem sama. 11.01.15, 21:48
        Dzięki kobieto za Twoj wątek. Kto wie, chyba mnie to czeka wkrótce. Będę czytać i powtarać sobie, ze wszystko sie jakos ułozy.
      • hermenegilda_zenia Re: Jestem sama. 11.01.15, 22:39
        Alkohol to naprawdę kiepski pomysł na dłuższą metę - po co ci to? Lepiej zrypać się fizycznie aż do wyczerpania, zamiast chlać.
    • hrabina_niczyja Re: Jestem sama. 11.01.15, 21:55
      Jeśli ktokolwiek tutaj udzieli ci rady jak masz się pozbierać oznacza to, że nigdy nie był w takiej sytuacji i nie rozumie. Nie bierz tej rady do siebie. Nie ma żadnego sposobu jak się pozbierać. Tylko czas i ty znasz odpowiedź. Wsłuchaj się w siebie, płacz jak potrzebujesz, śmiej się jak masz ochotę i żyj. Tak po prostu żyj, z dnia na dzień. Kiedyś minie, wszystko ucichnie, a ty obudzisz się pewnego dnia i stwierdzisz, że jest jasno i świeci słońce. Nie oznacza to, że nie będzie chmur, będą, ale jakby rzadziej. Trzymaj się i odnajduj siebie w każdym dniu smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka