... kl IV . Właśnie poznają odejmowanie pisemne. Na lekcji zrobili 3 proste przykłady, zadanie domowe - 3 strony w ćwiczeniach. Przykłady z lekcji prościutkie - bez "pożyczania" dziesiątek, bez zer w odjemnej, w pracy domowej przykłady już bardzo różne. Dziecko poradziło sobie ale wymagało tego by przed odrobieniem pracy domowej usiąść z nia i wytłumaczyć jej jak to się robi. W pierwszej chwili było: "nie umiem, najwyżej będę miała brak pracy domowej" - zastanawiam się czy ów "brak pracy domowej" nie byłby dla córki czasami lepszy. Bo niby to dlaczego ja mam ogarniać jej szkołę? Dlaczego ja mam jej nakazywać odrabiać lekcje i jeszcze tłumaczyć to czego nie załapała na lekcji? w końcu jeśli nauczyciel źle tłumaczy niech pozna w końcu efekty swojej pracy i zmieni sposób nauczania, jeśli mam leniwą córkę niech nałapie jedynek, które zmobilizują ją do własnej pracy a nie jedynie do posłuszeństwa mamie.
Hasło "Sześciolatki do szkoły" powinno mieć swoją drugą część " a rodzice sześciolatków do odrabiania z nimi lekcji". A najgorsze w tym jest to, że ja to wszystko wiem - ta nauka samodzielności kosztem braku czerwonego paska - itd.. itp... a jednak zawsze jak zobaczę problem to pomagam

.