wielkafuria
07.01.15, 22:58
para ludzi, ktora chce byc razem i mysli o wspolnym mieszkaniu. i nagle z obojga wychodzą potwory, gdyż...
uwaga...
oboje mają koty.
kot jej - kocur, nie sterylizowany, łazi po dworze, pewnie zapładnia co druga kotkę na dzielni
kot jego - wysterylizowana kotka, nie wychodząca
do zamieszkania poki co nie doszło, wiec nawet nie wiadomo czy koty sie zaakceptują, za to własciciele drą koty jak wsciekli.
ona swojego nie wysterylizuje bo nie bedzie mu jaj obcinac i nie zabroni mu wychodzic na dwor bo zacznie znaczyc dom. kot ma wyjscie na stałe zamontowane w balkonie (balkon na parterze).
on wpada w panikę że kotka mu przez te stale otwarte "drzwi" wylezie, zaginie i psy ją zeżrą.
on sugeruje ze kocura trzeba wysterylizować i zamknac w domu, ewentualnie wypuszczać pod kontrolą i wpuszczac kiedy wroci i siadzie na balkonie.
ona nie bedzie go zamykac w klatce.
i chyba przez te koty zwiazek sie zakonczy...
acha, facet ma jeszcze psa... nie wiadomo czy pies nie zezre kocura.
co robi e matka?