W grupie syna(zerówka) panuje zasada nieprzynoszenia słodyczy do szkoły, tak na drugie śniadanie jak i na przekąski i jak najbardziej popieram i stosujemy się-chociaż wielu rodziców uważa, że bułka z nutellą, drożdżówka czy mleczna kanapka to absolutnie słodycze nie są
Syn jest zapisany na stołówkę szkolną na obiady. Do obiadu zazwyczaj jest deser, co drugi dzień coś słodkiego na zmianę z owocem i co mnie wkurza niemożebnie to fakt, że ktoś zdecydował za mnie, że moje dziecko tego deseru nie dostanie(słodkiego-owoc dają). Ja rozumiem, że dzieciom które na obiad nie chodzą mogłoby być przykro, że inne dziecko wraca z obiadu z wafelkiem, no i łamie to zasadę niejedzenia słodyczy w sali, no ale mógłby dostać ten deser wychodząc do domu na przykład czy schować go do plecaka, wreszcie ktoś mógłby zaproponować, że słodycze z obiadu są zabierane na imprezy grupowe(paniom fakt niepozwalania słodyczy na co dzień nie przeszkadza zupełnie w świętowaniu np. Dnia Misia, Wigilii, czyichś urodzin-dzieci wtedy pół dnia żrą słodycze-wisi ogłoszenie żeby rodzice przynieśli jakieś słodycze/ciasta/ciastka, itp) czy choćby do domu dziecka, nie chodzi o głupi wafelek, nawet wolę, że go nie zje ale o zasadę, że ktoś tą decyzję podjął za mnie. Wkurza mnie, że coś za co płacę trafia hmm....w sumie to nie wiem gdzie, ba o tym, że są jakieś słodkie desery w ogóle dowiedziałam się krótko przed przerwą świąteczną, bo syn akurat wychodząc ze stołówki spotkał koleżankę ze starszej klasy która dostała w ramach deseru pisak cukrowy do dekorowania ciastek i piernika i poszedł się kłócić, że tez chce ale dowiedział się, że zerówka nie dostaje słodyczy bo panie nie pozwalają....czepiam się?