Moje dziecię (13 lat) przy obiedzie rzuciło hasłem pół żartem, pół serio, że od dziś musi zacząć kontrolować ilość jedzenia i chyba przerzuci się na sałatę (której nigdy nie jadła, bo nie lubi surowych warzyw). Podpytana o co chodzi, opowiedziała, że dzisiaj koleżanka miała urodziny i przed treningiem częstowała urodzinowymi muffinami. Trener wlazł, zobaczył i rzucił: "nie opychajcie się tak, bo konie was nie udźwigną". I poszedł.
I tak się zastanawiam - córka niby z tych rozsądnych, ale jak na 13-latkę przystało ma i fiu bździu w głowie, widać, że trener wzbudził jej niepokój. Dziewczyna chuda jak patyk, wysportowana, z tych co to raczej chciałoby się porządnie dokarmić niż odchudzić... Do tej pory jadła normalnie, jak na rosnące i usportowione dziecko przystało.
I teraz:
a. rozmawiacie z córką, obserwujecie, nie poruszacie tematu z trenerem,
b. a + delikatne zwrócenie bałwanowi uwagi, że ma pod opieką chwiejne nastolatki i musi uważać na słowa,
c. robicie aferę.
Wkurzyłam się no... pajac pewnie nie miał nic złego na myśli, ale trochę nadpsuł mi dziecko

.