Dobra znajoma ma takie oto marzenie:
dziewczyna prawie 40-letnia, po ekonomii, bezdzietna i wolna jak ptaszę wymyśliła sobie, że przed czterdziestką zacznie realizować swoje marzenia. A jej marzeniem była zawsze medycyna, tylko kiedyś tam nie miała odwagi startować, a rodzice namówili ją właśnie na tę ekonomię. Jest od zawsze księgową i coraz bardziej ją to nudzi. Może wygospodarować sobie tyle wolnego czasu (prowadzi działalność, nie ma ustalonych sztywno godzin pracy), że byłaby w stanie uczęszczać na studia dzienne.
Pytanie jest tego rodzaju - czy ma sens zaczynanie studiów medycznych (kierunek oczywiście lekarski) mając 39-40 lat? Chodzi o to, że dziewczyna nie chce studiować wyłącznie hobbystycznie, chciałaby docelowo zmienić zawód. Ostatecznie wyszło nam, że po skończeniu studiów miałaby jeszcze 21 lat do emerytury

. Warto? Uda się popracować w zawodzie? Jak dla mnie to wygląda na lekki kryzys wieku średniego, no ale pewnie się nie znam

.