Dodaj do ulubionych

Matki w restauracji

20.03.15, 07:28
Witamnie dzisna fb taka historia
Matki z dziecmi zrobily sobie spotkanie w restauracji przyjaznej dzieciom (niejest napisane dokladnie ile ich bylo - stawiam ze ok 7-10) dzieci buszowaly po restauracji (pustawej ale ci co byli skarzyli sie). Ale nie to jest sedno problemu - onsluga zwrocila im uwage zeby opanowaly dzieci - na co oczywiscie obraza - na co restauracja wyjechala ze nie dosc ze przeszkadzaja to jeszcze zamowily jedna pizze i napoje blokuja miejsce robia rozpierduche i ze to im sie nawet bedac super dziecioprzyjaznymi nie kalkuluje. Do tego maja wlasne jedzenie.Ogolnie dziadowa. (m.facebook.com/story.php?story_fbid=914884025210739&substory_index=0&id=746563065376170)

No i tu jest moje pytanie - zdarza wam sie dac dzieciom wlasne jedzenie w restauracji/klubie malucha/kulkach? Mnie notorycznie. Kulki oferuja szeroki wybor chrupek k-jajek k-bueno i lizakow... Restauracje tez dla dzieci oferuja glownie frytki z nuggetsami. Klub malucha ma zupe dnia i tosty. Po kanapce z szybka i musztarda z starbucksa dziecko mialo sensacje dwa dni... Jakos nigdy dzieciego menu do rzeczy nie spotkalam. Wiec przyznam sie ze zdarza mi sie dziecku daje swoje(no i czesc swojego ale sek w tym ze dziecku osobnego dania nie biore przewaznie)
Obserwuj wątek
    • ichi51e Re: Matki w restauracji 20.03.15, 07:37
      Dziecko skakalo po mnie od 2giejw nocy gryzac wiec rece mi sie trzesa - tu po redakcji

      ichi51e napisała:

      > Wita mnie dzisna fb taka historia:
      matki z dziecmi zrobily sobie spotkanie w restauracji przyjaznej dzieciom (nie jest napisane dokladnie ile ich bylo - stawiam
      ze ok 7-10). Dzieci buszowaly po restauracji (pustawej, ale ci co byli skarzyli sie). Ale nie to jest sednem problemu: Obsluga
      zwrocila im uwage zeby opanowaly dzieci - na co oczywiscie byla obraza - na co restauracja wyjechala, ze nie dosc ze przeszkadzaja to jeszcze zamowily jedna pizze i napoje, blokuja miejsce, robia rozpierduche i ze to im sie, nawet bedac super dziecioprzyjaznymi nie kalkuluje. Do tego matki przyniosly wlasne jedzenie. Ogolnie dziadowa. ( href="m.facebook.com/story.php?story_fbid=914884025210739&substory_index=0&id=746563065376170)" target="_blank"
      rel="nofollow">m.facebook.com/story.php?story_fbid=914884025210739&substory_index=0&id=746563065376170)
      >
      > No i tu jest moje pytanie - zdarza wam sie dac dzieciom wlasne jedzenie w restauracji/klubie malucha/kulkach? Mnie notorycznie. Kulki oferuja szeroki wybor chrupek k-jajek k-bueno i lizakow... Restauracje tez dla dzieci oferuja glownie frytki z nuggetsami. Klub malucha ma zupe dnia i tosty. Po kanapce z szybka i musztarda z starbucksa dziecko mialo sensacje dwa dni... Jakos nigdy dzieciego menu do rzeczy nie spotkalam (zelaszcza dla dzieci do roku - nawet glupiego sloika nie maja). Wiec przyznam sie ze zdarza mi sie dziecku daje przyniesione (no i czesc swojego ale sek w tym ze dziecku osobnego dania nie biore przewaznie)

      >
    • najma78 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 07:47
      Nie daje dzieciom wlasnego jedzenia w restauracji, wlasciwie nie dawalam gdy byly mlodsze bo teraz to juz duze dzieci. Na wszystkich placach zabaw w pomieszczeniach byl spory wybor jedzenia a raczej malo slodyczy. Zreszta mozna isc w takie miejsce miedzy posilkami glownymi. Do restauracji z wlasnym jedzeniem nie chodze bo to bez sensu. Jesli ide z dziecmi wybieram takie w ktorych dzieci beda chcialy jesc.
      • niktmadry Re: Matki w restauracji 20.03.15, 08:03
        Ja w restauracji jadam nie częściej niż 2-3 razy w miesiącu. W domu mamy zdrowe jedzenie więc jeśli dzieci tam wybierają frytki to im kupuję. Choć moje dzieci ostatnio stają się fankami spaghetti i owoców morza. Frytki i nuggety już nie są dla nich atrakcyjne.
    • gryzelda71 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 08:03
      Nigdy nie brałam i nie wezmę do restauracji własnego prowiantu. Małpie gaje to miejsce gdzie dzieci mają się bawić, a nie jeśc, także nigdy tam nie jadły co najwyżej piły.
      • ichi51e Re: Matki w restauracji 20.03.15, 08:06
        A pily miejscowe czy przyniesione?
        • gryzelda71 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 08:13
          Zawsze miałąm wodę, ale jak chciały sok to kupiłam.
    • eliszka25 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 08:08
      nasza ulubiona restauracja, do ktorej chodzimy w miare regularnie (na tyle, ze nas tam juz znaja), jest restauracja chinska. nie ma tam ani frytek, ani pizzy. dla dzieciakow zamawiamy zwykle 1 dorosle danie na pol + krewetki tygrysie jako przystawke. chodzimy z dziecmi do restauracji i roznych przybytkow od malego i sa nauczone, czego w restauracji sie nie robi, wiec nie ma z nimi problemu. jak ich energia za bardzo rozpiera, to wychodza na dwor i biegaja po pustym balkonie restauracji (oczywiscie, jesli to nie srodek lata, bo wtedy stoja tam stoliki).

      swoje jedzenie zabieralam, gdy byli naprawde mali, moze do 1,5 roku. menu dzieciece zamawialismy sporadycznie. najczesciej po prostu prosilismy o jeden talerz wiecej i ja zamawialam cos takiego, co dziecko tez moglo zjesc. porcja dzielilam sie ja, bo dla mnie zwykle restauracyjne porcje sa za duze, wiec to nam pasowalo (oczywiscie w normalnych restauracjach dla przecietnych ludzi, nie takich z 5 gwiazdkami michelina, bo tam sa porcje dla kurczakow). jak dzieciaki podrosly, to zaczelismy brac dla nich dorosla porcje na pol. teraz trzeba bedzie znow wymyslic inny system, bo starszemu polowa porcji przestaje wystarczac.

      nikt nam nigdy nie wypomnial, ze przy stoliku siedzi wiecej osob niz zamowilismy porcji. no, ale tez nie wyciagalam torby z wlasnym prowiantem. tylko bidon z woda mlodszy dosc dlugo ze soba nosil, bo nie chcial pic inaczej, jak z tego bidonu, ale to czesto prosilam w restauracji o wode i mu przelewalam w bidon.
      • eliszka25 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 08:14
        acha, zapomnialam dodac, ze nawet jak bralam jedzenie, to nie bylo to tyle, zeby dziecko sie tylko tym najadlo. mialam po prostu w torbie jakies pudeleczko z sucharami czy innymi chrupkami, zeby w razie potrzeby dac do lapki, gdyby oczekiwanie na kelnera z jedzeniem przerastalo pocieche. bywalo, ze z restauracyjnej karty dan odpowiadal ktoremus tylko suchy makaron czy ryz i najadl sie tym. nie mialam z tym problemow, nie jadamy w jestauracjach codziennie.
      • ichi51e Re: Matki w restauracji 20.03.15, 08:14
        No wydaje mi si ze to takie male dzieci do 1.5 roku byly bo jedno wlasnie zaczelo raczkowac i matka dawala mu sie wyzyc a spotkanie bylo grupy chustujacej a raczej maluchy sie chustuje.
        • eliszka25 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 08:24
          no tak, ale dodalam nizej, ze nie bralam nigdy np. calego obiadu dla roczniaka. mialam w torbie jakis pojemnik z chrupkami czy chrupkim pieczywem, zeby w razie potrzeby dac do lapki, jesli mlode bedzie zbyt niecierpliwe. jak przyszlo jedzenie, to zawsze dzieciaki dostawaly jedzenie restauracyjne. czasem byl to np. suchy ryz, ale jednak z tejze restauracji wink
          • ichi51e Re: Matki w restauracji 20.03.15, 08:37
            No wlasnie to jest niejako sedno- malo kto bierze takie male dziecko do restauracji zeby tam zjadlo - raczej sie ma jakies snacki (chrupki owoce pokrojone) zeby dziecko z nudow nie wlazilo matce i ludziom na glowe i zeby te chwile bylo spokojne. Restauracje nie targetuja takich dzieci - ani mm nie ma ani sloika wiec w sumie trudno miec do matek pretensje ze cos tam dla dzieci mialy (suchy chleb raczej w menu nie figurowal) - no chyba ze do tej pizzy mialy termosy i kanapki dla siebie
            • dziennik-niecodziennik Re: Matki w restauracji 20.03.15, 09:45
              no ale tam nie chodzi o to że matki miały pokarm dla dzieci - restauracja sama deklaruje ze podgrzewa słoiczki i inne tam takie dla dzieciaków na życzenie. problemem jest raczej to że siedziało kilka(-naście) babek nad jedną pizzą, markując jedzenie, blokując stoliki i generalnie robiąc odstraszająca rozpierduche.
              • eliszka25 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 10:44
                wlasnie, mysle, ze to jest sedno sprawy. takie akcje, kiedy kupowalismy w restauracji 1,5-litrowa cole i prosilismy o 10 szklanek, to ja robilam w czasach wczesno-nastoleckich. jesli teraz umawiam sie z kolezankami na plotki, to kazda z nas kupuje przynajmniej 1 kawe dla siebie i po ciastku i nie zajmujemy 3 stolikow, zamawiajac jedna pizze. poza tym dla mnie spotkanie wiekszej ilosci matek z malymi dziecmi w restauracji, to poroniony pomysl. do restauracji z dzieciakami chodzimy, ale nie robimy w restauracji takich spedow, bo o ile nie ma problemu, zeby opanowac nasze dzieci, kiedy sa tylko z nami, o tyle w towarzystwie rowiesnikow dostaja malpiego rozumu i spokojnie przy stoliku z pewnoscia by nie siedzieli. w zwiazku z tym z dzieciakami w wiekszej grupie umawiamy sie gdzies, gdzie dzieciaki maja swobode i nie przeszkadzaja. raczkowanie pomiedzy nogami gosci i kelnerow, to raczej srednia rozrywka, zwlaszcza dla tychze gosci i kelnerow.
            • franczii Re: Matki w restauracji 20.03.15, 22:12
              Snacki i owoce to ja dlugo zabieralam. Dla 1,5 roczniaka a nawet 2,5 latka (zalezy ktore dziecko, bo roznie jadly) to caly obiadek przynosilam, czesto w 2 czy 3 pojemnikach i mi to bez problemi podgrzewali. Suchego ryzu i makaronu zadne moje dziecko nie jada.
    • asia_i_p Re: Matki w restauracji 20.03.15, 08:11
      Owszem, zdarza mi się, żadna z restauracji, do której dotychczas z synem trafiłam, mleka modyfikowanego nie miała w ofercie. wink
      • naomi19 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 10:12
        nie sądzę, żeby rozmowa była o mleku modyfikowanym czy z piersi (!)
    • tatrofanka Re: Matki w restauracji 20.03.15, 08:14
      No i tu jest moje pytanie - zdarza wam sie dac dzieciom wlasne jedzenie w resta
      > uracji/klubie malucha/kulkach?


      Nie, nigdy.
      Moje dziecko w restauracji miało zamawiane coś co lubi (zawsze się coś znajdzie- choćby same gotowane warzywa, jakaś zupa) gdy my byliśmy na obiedzie.
      W klubie malucha/na kulkah- nie siedział tam więcej niż 1-1,5 h. A przecież dziecko nie musi szamać non stop.
      Zjadł przed i tyle.

      Teraz to On ma 7 lat - na kulki za duży, a w restauracji ostatnio zamówił grillowanego kurczaka i gotowane brokuły.

      Dawanie własnego jedzenia w knajpce uważam za niestosowne- chyba ze to butla z mm albo dziecko chore- z jakąś specjalna dietą
    • ashraf Re: Matki w restauracji 20.03.15, 08:15
      Nie, nie zabieram. Zabieralam mleko/sporadycznie sloiczki, jak synek byl niemowlakiem. Odkad jest w stanie jesc cos wiecej niz papki, po prostu zamawialam mu cos ekstra - na poczatku np. gotowane warzywa, cos takiego przygotuja wszedzie. Teraz je z nami - jezeli porcje sa wielkie, to dzielimy sie z nim, jesli normalne, to zamawiamy 3 osobne dania. Nigdy nie korzystamy z dzieciecego menu - nie mam nic przeciwko frytkom i nuggetsom od czasu do czasu, ale jesli idziemy do fajnej restauracji i jemy cos dobrego, to szkoda by mi bylo zamawiac dla mlodego smieciowe zarcie. Wode zamawiamy w normalnych szklankach, ew. przelewamy do bidonu.
    • lilly_about Re: Matki w restauracji 20.03.15, 08:16
      Nie chodzę i nie chodziłam do restauracji z własnym jedzeniem, to jest buractwo.
    • goodnightmoon Re: Matki w restauracji 20.03.15, 08:18
      ichi51e napisała:

      > No i tu jest moje pytanie - zdarza wam sie dac dzieciom wlasne jedzenie w restauracji/klubie malucha/kulkach?

      W restauracji nie, zawsze cos mu zamawiam albo dajemy od siebie. Ewentualnie picie, jesli ma przy sobie swoj bidon, to woli pic stamtad.
      Tylko jak byl bardzo maly to zabieralam dla niego sloiczek.

      Ale np. do kina zabieram jakis pojemnik z przekaskami i bidon z piciem.

      Co do restauracji "przyjaznej dzieciom", to jest to raczej wydzielenie miejsca, gdzie dzieci moga sie pobawic, a nie latanie po lokalu i np. zaczepianie innych gosci. Cos sie paniom pomylilo.
      • ichi51e Re: Matki w restauracji 20.03.15, 08:23
        True - roszczeniowe baby - najlepsza ta ktora dawala dziecku raczkowac ludziom miedzy nogami. Ale to byly chustujace wiec z czalym szacunkiem specyficzne. wink
        • wtop.ek Re: Matki w restauracji 20.03.15, 08:26
          co to są true-roszczeniowe baby?
        • lauren6 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 09:27
          Chustujące - i wszystko jasne.
          • gazeta_mi_placi Re: Matki w restauracji 20.03.15, 09:45
            Wszelkie chuściary to burackie wieśniary. Nawet się rymuje. Nie bądź chustówą nie zostaniesz chamówą.
            • ichi51e Re: Matki w restauracji 20.03.15, 09:48
              No nie wszystkie. Nie chodzi o zadna chamowatosc tylko raczej taki tryb matki lwicy/niedzwiedzicy eko. Takie co wozkiem ludziom po nogach jezdza tez sa. big_grin
              • gazeta_mi_placi Re: Matki w restauracji 20.03.15, 10:51
                I po latach będą leczyć ekologicznie zrujnowany kręgosłup przez tą durną modę.
            • guderianka Re: Matki w restauracji 20.03.15, 15:08
              E, gazeta, wypraszam sobie, ja nie jestem buracką wieśniarą tongue_out
              • gazeta_mi_placi Re: Matki w restauracji 20.03.15, 16:07
                Ty też jesteś chuściara? Nie szkoda Ci kręgosłupa?
                • ichi51e Re: Matki w restauracji 20.03.15, 16:36
                  Woekszosc ludzi nosi male dzieci - lepiej w chuscie niz na rekach inaczej sie ciezar rozklada. Przy wiekszym to musisz miec dobra technike - przy zlej od razu odcinek krzyzowy wysle komunikat ze chyba cie pogielo.
                  • ichi51e Re: Matki w restauracji 20.03.15, 16:37
                    Cos jak z martwym ciagiem - jak robisz nie wiedzac o co w tym cwiczeniu chodzi tez sobie zaszkodzisz a jak robisz dobrze to tylko wzmacniasz miesnie.
                • kill.emall Re: Matki w restauracji 20.03.15, 16:41
                  Przecież noszenie w prawidłowo zawiązanej chuście właśnie odciąża kręgosłup. Każdy fizjoterapeuta Ci to powie. Wręcz zalecają - i dla matki i dla dziecka.
                  • naomi19 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 21:39
                    jestes pewna, ze kazdy?
                    • memphis90 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 22:54
                      Ten, co się zna...
                • guderianka Re: Matki w restauracji 20.03.15, 18:04
                  No szkoda, dlatego nosiłam chustę dzięki której ciężar się rozkładał i był prawie nie odczuwalny
                • memphis90 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 22:53
                  Chusta służy kręgosłupowi bardziej, niż noszenie dziecka na biodrze, na karku czy w nosidle. Moje plecy były mi wdzięczne, a już szczególnie podczas wypraw w góry z dziećmi.
                  • gazeta_mi_placi Re: Matki w restauracji 20.03.15, 22:56
                    Ale po co nosić dziecko? Jest wózek.
                    • ichi51e Re: Matki w restauracji 21.03.15, 09:38
                      Tez sie zastanawialam jak nie mialam dziecka. A potem sie okazalo ze winda z metra jest jedna i nie dziala wiec musze albo zebrac o pomoc albo jechac na inna stacje gdzie oups przyjechal tramwaj starego typu. Do tego dziecko dostawali szalu bo wozka nie lubilo - ludzie mnie zaczepiali i pytali co mu zrobilam albo zadali uciszenia bo dostanie zapalenia pluc od wrzaskow na mrozie. A na plecach lubi(l) ja sie nie wsciekam ze dziecko mi wstrzasu mozgu na polamanych plytach dostanie - tylko faktycznie trzeba miec kondycje.
        • kill.emall Re: Matki w restauracji 20.03.15, 12:42
          To jest jakiś stereotyp smile to, że się chustuje dziecko nie oznacza, że idą za tym jakieś inne konsekwencje w postaci wegesekciarstwa, ekożycia, wielorazowych pieluch i całej tej specyficzności smile
          Mam zakupione dwie chusty i przymierzam się do ich używania (jak się nie sprawdzą to sprzedam), raczej jako pomoc (wyjście na zakupy koło domu bez konieczności tachania wózka), a nie jako ideologię smile
          Zresztą jestem wrogiem ideologii, sekt, ugrupowań, stowarzyszeń itd. mam alergię na takowe.
          • ashraf Re: Matki w restauracji 20.03.15, 12:46
            Mysle, ze po prostu wiele mam dorabia do chustowania ideologie, glownie oparta na zalozeniach RB, wg ktorych wozenie dziecko w wozku, to obok kladzenia go do snu w lozeczku jedno z najwiekszych przestepstw, wrog bliskosci, czwartego trymestru itp. wink U nas chustowanie nie wypalilo, synek nie akceptowal tego srodka transportu, czego troche zaluje, a troche nie, bo jednak wozek pcha sie wygodniej, no i mozna go zaladowac po dach wink
            • kill.emall Re: Matki w restauracji 20.03.15, 12:49
              Ja już wiem, że przysłowiowego pier....ca na punkcie swojego dziecka i macierzyństwa nie mam i nie będę miała, nie jestem na to podatna. Na fb są grupy chustowe - trochę podczytuję, chyba nie wszystkie są fanatyczkami, a w każdym razie na pewno będzie komu opchnąć chusty w razie gdyby syn nie chciał w nich być noszony.
            • run_away83 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 13:38
              > Mysle, ze po prostu wiele mam dorabia do chustowania ideologie, glownie oparta
              > na zalozeniach RB, wg ktorych wozenie dziecko w wozku, to obok kladzenia go do
              > snu w lozeczku jedno z najwiekszych przestepstw


              Pozwolę sobie sprostować smile

              Idea rodzicielstwa bliskości (znanego także jako attachment parenting) polega przede wszystkim na nawiązaniu komunikacji z dzieckiem i reagowaniu na jego potrzeby (z wyraźnym rozróżnieniem na potrzeby, czyli to co musi być zaspokojone i zachcianki, które mogą ale nie muszą być spełniane - zależnie od okoliczności i woli rodzica). Chustowanie, karmienie piersią, spanie z dzieckiem, to tylko narzędzia, które są polecane rodzicom którzy chcą stosować RB, bo ułatwiają nawiązanie komunikacji z maleńkim dzieckiem. Ale ich stosowanie wcale nie jest niezbędne. Celem rodzicielstwa bliskości nie jest noszenie w chuście i karmienie piersią, tylko nawiązanie z dzieckiem trwałej więzi emocjonalnej, opartej na empatii zaufaniu. Inne "narzędzia" które w tym pomagają, to: poród rodzinny i rooming-in, zaangażowanie ojca w opiekę nad dzieckiem od pierwszych dni jego życia, traktowanie płaczu niemowlęcia jako metody komunikacji, poszanowabie potrzeb rodziców i stawianie granic.

              Czyli - jak najbardziej można stosować RB karmiąc butelką, wożąc dziecko w wózku i układając do snu we własnym łóżeczku. Można też nosić w chuście i karmić piersią do zwrówki, a jednocześnie stosować zimny wychów albo bezstresowe wychowanie (które wbrew pozorom nie ma z RB nic wspólnego).
              • ashraf Re: Matki w restauracji 20.03.15, 13:43
                Tyle teoria. Po praktyke zapraszam na fora, szczegolnie te o niemowletach big_grin Ale co kto lubi. Normalny rodzic potrafi rozpoznawac potrzeby swojego dziecka bez pierdyliona poradnikow, znawcow, badaczy Indian i malp czy tez geniuszy marketingu w stylu Searsa. Na pewno bardzo sie oplaca przedstawiac rodzicielstwo jako wyzwanie rzedu zdobycia korony swiata i przekonywac rodzicom, ze nie dadza rady wychowac zdrowego psychicznie dziecka bez znajomosci teorii kontinuum, ale rzeczywistosc nie jest na szczescie tak dramatyczna wink Dlatego moja pierwsza i jedyna rada dla przyszlych rodzicow to pozbycie sie z domu wszelkich poradnikow i zdanie sie na intuicje i zdrowy rozsadek.
                • run_away83 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 14:47
                  No i w zasadzie się zgadzam, bo marketing też mnie drażni, a zdanie się na intuicję i zdrowy rozsądek jest właśnie kwintesencja AP. W zasadzie ciężko wtedy coś spieprzyć wink Ale niektórzy niedoświadczeni rodzice gubią się właśnie w tym zalewie sprzecznych teorii, albo próbują na siłę stosować metody z którymi ich dziecię okazuje się niekompatybilne - więc szukają wsparcia i punktu zaczepienia. Bo żeby oprzeć się w swoim rodzicielstwie właśnie na intuicji i zdrowym rozsądku, to trzeba mieć do nich zaufanie, wierzyć we własne kompetencje i możliwości smile
                • ichi51e Re: Matki w restauracji 20.03.15, 15:00
                  Wszystko fajnie dopoki masz normalbe dziecko. Jak sie dziwniejszy egzemplarz trafi to czlowiek na uszach staje zeby zrozumuiec o co kaman
                  • run_away83 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 15:18
                    No, to też. Zwłaszcza że rodzice odbiegającego od standardów dziecięcia ze wszystkich stron słyszą złote rady w stylu: "Ja mojego Krzysia nigdy nie brałam na ręce i od urodzenia kładlam spać w łóżeczku, ty Stasia rozpuściłaś i patrz co teraz masz", czy też "Jakbyś się nie upierała jak głupia na to karmienie piersią i dała dziecku butle jak normalna matka, to by od razu przesypiało nocki jak moja Zuzia" - nieodmienie wygłaszane przez rodziców mających "książkowe" dzieci. Które to "dobre rady" są bezwartościowe, za to skuteczbie wbijają rodziców "nie standardowego" dziecka w poczucie, że jako rodzice są niedorozwiniętymi kretynami.

                    Dlatego fajnie, jak w końcu trafiają na kogoś, kto im mówi, ze ich dziecko nie jest chore, nienormalne, opętane; nie jest wcieleniem szatana; nie jest karą za grzechy, ani podrzuconym przez marsjan androidem który próbuje ich wykończyć psychicznie by następnie przejąć władzę na ziemi; oraz że ich dotychczasowe postępowanie (czytaj: olanie "dobrych rad" i próby dowiedzenia się o co dziecku chodzi) nie świadczy o ich niekompetencji, a wręcz przeciwnie.
                • kunek-unda Re: Matki w restauracji 25.03.15, 19:23
                  Chciałam sie Panie dowiedziec od was w jakim okresie zycie maluszka zaczelyscie podawac inne pokarmy, zupki, biszkopciki itp... a moze jakies specjalnosci\
              • gazeta_mi_placi Re: Matki w restauracji 20.03.15, 15:08
                Czyli paskudne wózkowe w odróżnieniu od chustowych nie zaspakajają potrzeb swoich dzieci i nie nawiązują z nim komunikacji? Wózkowe zgadzacie się z tym?
                • run_away83 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 15:21
                  Jesteś takim kretynem, ze przeczytałeś i nie zrozumiałeś? Czy takim leniem, że skomentowałes bez zadania sobie trudu by przeczytać co kometujesz?

                  PS. Wszystkie moje dzieci nosiłam w chustach. I wszystkie wozilam w wózkach. Równie sobie cenie jedno i drugie smile
            • guderianka Re: Matki w restauracji 20.03.15, 15:12
              Z RB jest tak jak z feminizmem wink -wiele zależy od osób, które je uprawiają wink
              Będą mamy, które za RB uznają brak spinania się, uznanie własnej wygody, w tym polegającej na spaniu z dzieckiem zamiast łażeniu do łóżeczka, tuleniu go zamiast brania na przeczekanie metodą Tracy Hogg, dawaniu wyboru przez BLW zamiast karmienia co 3 godz z zegarkiem w ręku i wpychaniu łyżeczki itd.
              Założę się-bo jestem pewna- że sama realizujesz wiele założeń RB wink
              • kill.emall Re: Matki w restauracji 20.03.15, 16:43
                Właśnie, jak z feminizmem smile czyli można trochę zaczerpnąć. W ogóle to najlepszy jest umiar, jak we wszystkim.
                • run_away83 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 17:40
                  Nadgorliwość gorsza od faszyzmu wink

                  Ale pozwolę sobie jeszcze zauważyć, że akcje pt. "moja racja jest najmojsza" zdarzają się chyba po równo w wykonaniu wszystkich zradykalizowanych opcji. Tym, co jest cechą wspólną wszystkich matczyno-matczynych wojen, są właśnie radykalne poglądy ich uczestniczek, przekonanie o swojej wyższości nad przeciwnikiem i idiotyczne próby tworzenia praw rządzących jakimś zjawiskiem na podstawie dowodów anegdotycznych. W rzeczywistości oszołomów jest w każdym środowisku zaledwie znikomy procent, ale ponieważ najgłośniej krzyczą, to najbardziej rzucają się w oczy. Tymczasem cała reszta umiarkowanie zaangażowanych przedstawicieli i przedstaeicielek poszczególnych nurtów (oraz oczywiście ci, którzy nie czują potrzeby by identyfikować się z jakimkolwiek konkretnym nurtem rodzicielstwa) spokojnie sobie koegzystuje i z zainteresowaniem wymienia się doświadczeniami smile
                  • guderianka Re: Matki w restauracji 20.03.15, 18:08
                    ja bym zmodyfikowała trochę Twoją wypowiedź -by móc całkowicie się z nią zgodzić- w tym punkcie tylko " przekonanie o swojej wyższości ". Według mnie to jest przekonanie ale o własnej racji- i chęci doradzenia komuś z dobrej woli, w dobrej wierze -a nie "dokopania przeciwnikowi"
                    • run_away83 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 18:38
                      Taaak, czasem to faktycznie jest takie przemożne pragnienie nawrócenia wszystkich na swoją, jedynie słuszną opcję z dobrego serduszka wink

                      Ale czasem chodzi po prostu o onanizowanie się swoją zajebistością i podparcie swojego ego poprzez wdeptanie przeciwnika w glebę. W realu chyba rzadko się zdarza, ale w internetach jest na porządku dziennym. Kilka forów przestałam czytać z tego powodu, bo było tam takie bagno, ze ematka to przy tym zen i Wersal w jednym big_grin
                      • guderianka Re: Matki w restauracji 20.03.15, 18:59
                        Masz rację. Ale forum to w ogóle : specyficzna specyfika wink
              • ashraf Re: Matki w restauracji 23.03.15, 19:44
                To prawda. I naprawdę nie chodzi o to, że BLW jest lepsze czy gorsze od łyżeczki, tylko o niemożliwą wręcz do ogarnięcia fiksację na tym punkcie, robienie z siebie najlepszej matki świata i męczennicy w jednym, byle tylko pokazać innym, że poświęcenia były niezbędne. Wiesz, o czym piszę wink
    • kalina_lin Re: Matki w restauracji 20.03.15, 08:30
      Restaruracja przyjazna dzieciom to taka z kącikiem do zabawy i menu dla dzieci, ale nie oznacza to, że można po niej biegać. Zdarzało mi zabierać własne jedzenie w czasie kiedy syn miał dużo nietolerancji pokarmowych (zwykle sprawdzony słoiczek), ale on nie mógł krowiego nabiału, glutenu i jajek, więc naprawdę trudno było coś wybrać. Obsługa nigdy nie robiła problemu np. z podgrzaniem.
      Teraz zwykle bierzemy dla niego jakąś zupę z dorosłego menu, plus dostaje z naszych porcji trochę. Dziecięce menu jest na ogół bezsensowne.
    • landora Re: Matki w restauracji 20.03.15, 08:41
      Restauracja miała pretensje nie o jedzenie dla dzieci, tylko o to, że dorosłe baby zamówiły 1 pizzę na całą grupę i wyciągnęły własny prowiant w pudełkach. Dla siebie, nie dla dzieci.
      Czytałam tę historię. Roszczeniowe święte krowy.
    • evolene Re: Matki w restauracji 20.03.15, 08:56
      To po co idziesz z dzieckiem do restuaracji skoro karmisz go własnym żarciem, sobie też bierzesz kanapke i termos?
      Zamiast do restauracji posiedz więc z dzieckiem w parku i tam sobie swój prowiant zjadajcie.
      Jakbyś była właścicielką restuarcaji, to na pewno byś się cieszyła, że klienci wyciągaja jedzenie z torby zamiast kupować? Przecież restauracja nie zarabia na tym, że ktoś w niej siedzi i gada, tylko na tym, że ktoś w niej zamawia napoje i jedzenie.
      • asia_i_p Re: Matki w restauracji 20.03.15, 09:03
        Toteż ja, mąż i córka zamawiamy ich jedzenie i napoje, a synowi wyciągam jego butlę z mm. Nie będę niemowlaka karmić frytkami ani pizzą, żeby sprostać wymogom savoir-vivre.
        • lafiorka2 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 09:11
          jesli idziemy do restauracji to dzieciaki zamawiają co chcą.Czasem te frytki, czasem sałatki.Nie biorę im jedzenia.Po co??? a w małpich gajach mam najwyżej picie.
          • agni71 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 09:25
            ludzie, chyba zależy od wieku dziecka!

            Dla niemowląt jak najbardziej zabierałam ze sobą słoiczki i nawet czasem bezczelnie prosiłam o podgrzanie w mikrofali lub o kubek z wrzątkiem, by w nim podgrzać.

            Dzieci starsze, powiedzmy powyżej 2 roku życia coś tam zawsze wybiorą.

            Nie ubolewam nad brakiem specjalnych dań dla dzieci, bo moje lubią normalne jedzenie. Natomiast czasem był problem z zamówieniem połowy porcji...Wtedy np. dla dziecka nie brałam nic, tylko prosiłam o dodatkowy talerz, na ktory odkładalismy cos ze swoich talerzy.

            Usmiałam się jak kiedys naiwnie wzięlam dla najmłodszej jakies kotleciki z kurczaka z menu dziecięcego,a ona wtrąbiła moją kaczkę. Kotleciki sama musiałam zjeść smile
            • lauren6 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 09:26
              Skoro dzieci ganiały niepilnowane po lokalu, znaczy że to nie były słoiczkowe niemowlęta.
              • agni71 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 09:42
                pewnie nie, moja wypowiedź odbiegła od tytułowych mamusiek
              • ichi51e Re: Matki w restauracji 20.03.15, 15:01
                No wlasnie ja rozumiem ze maluchy - jedna mowi "moja corka dopiero nauczyla sie raczkowac nie bede jej ograniczac." suspicious no i spotkania chustujacych sa przewaznie dla matek zaczynajacych chustowanie.
            • dziennik-niecodziennik Re: Matki w restauracji 20.03.15, 10:01
              > Usmiałam się jak kiedys naiwnie wzięlam dla najmłodszej jakies kotleciki z kurc
              > zaka z menu dziecięcego,a ona wtrąbiła moją kaczkę. Kotleciki sama musiałam zje
              > ść smile

              normalka przeciez big_grin ostatnio dziecko opędzlowało moje tacos, ja musiałam sie zadowolić jej pomidorówką... big_grin
    • iwoniaw Dziwaczne i niestosowne zachowanie. 20.03.15, 09:08
      Nie, nie noszę do restauracji jedzenia - ani dla dzieci, ani dla siebie. Jak również nie pozwalałam dzieciom, gdy były malutkie, na oddalanie się od naszego stolika.
      Nie dziwi mnie, że właścicielowi restauracji nie podoba się, że przychodzi do niej tłum ludzi z ganiającymi samopas dziećmi i nawet jedzenia nie zamawia to tego.
    • mildenhurst Tutaj mamy ripostę 20.03.15, 09:12
      nie wiem czy znana na tym forum, ale obrazująca pewien typ matki tzw wózkowej. Tekst linka
      • mia.lia Re: Tutaj mamy ripostę 20.03.15, 09:36
        Nie wiem, co to typ jest matki wozkowej, ale pani chyba sie troche w głowie pomieszało.
        Jestem matka, w życiu nie czułam sie uciemiezona, nikt nie wyganial mnie do toalety, żebym nakarmila dziecko, nikt nie zwracał uwagi, nie patrzył krzywo na dzieci?
        W czym tkwi tajemnica? W tym, zeby pomyśleć jak czuje sie osoba obok i zadbać, zeby nasza obecność nie była bardziej uciążliwa od obecności innych.
        Nakarmić mozna dyskretnie w wielu miejscach, większość ludzi jest przyjaznie nastawiona do dzieci i maja dość duza tolerancje na ich zachowania, ale rodzicow obowiązkiem jedt zadbanie o to, zeby nie doprowadzać do sytuacji, kiedy dziecko przekracza granice. I bardzo łatwo wyłapać ten moment, zastanawiając sie ile sami, nie będąc rodzicami byliśmy w stanie znieść.
      • ichi51e Re: Tutaj mamy ripostę 20.03.15, 09:39
        Lo matulu! big_grinDD
        • sumire Re: Tutaj mamy ripostę 20.03.15, 09:47
          A najlepsze komentarze pod ripostą, niemal co do jednego żarliwie popierające tylko troszeczkę egzaltowaną autorkę wpisu wink
      • cosmetic.wipes Re: Tutaj mamy ripostę 20.03.15, 09:53
        Widzę u pani wielką skłonność do patosu i egzaltacji big_grin
        • mildenhurst Re: Tutaj mamy ripostę 20.03.15, 10:09
          Z komentarzy: "Dobry tekst. Ja też mam łzy w oczach. Akurat dzisiaj byłam na zakupach z dwójką moich dzieci – 2-letnim synkiem i 3-miesięczną córką. Pełen wózek zakupów, Zośka w chuście, Synek dzielnie maszeruje i pomaga mi robic zakupy. Starsza pani coś tam do mnie zagaduje, niby miło ale pcha się strasznie i szturcha Jasinka niesionym koszem plastikowym. Jakby nie mogła chwilkę poczekać aż on przejdzie!"
      • ashraf Re: Tutaj mamy ripostę 20.03.15, 12:47
        Wow, to niestety przyklad nie tyle wozkowej, co przewleklego mlecznego zapalenia mozgu.
      • memphis90 Re: Tutaj mamy ripostę 20.03.15, 23:02
        Dzisas, jakie to pretensjonalne uncertain
    • anetchen2306 Re: dzieciowe menu ... 20.03.15, 09:22
      A co to takiego "dzieciowe menu"?
      Bo we wszystkich mi znanych roznych knajpkach, malych restauracjach praktycznie zawsze mozna kupic jakies kluseczki, makaron, salate (nawet sos mozna sobie wybrac, bez sosu takze), pomidory z mozarella, zwyklego sznycla/kotleta (bez sosu), ziemniaki (puree, smazone, duszone, zapiekanke ziemniaczana), ryz (bez zadnych dodatkow), gotowane warzywa (kalafior,brokul, marchewka) itd.
      Nasze dzieciaki od zawsze jadaly z nami w restauracjach, podobnie jak jadalismy wspolne posilki w domu (bez udziwnien w stylu gotowania osobnego posilku dla 2-3 latka) nigdy nie zamawialismy jakiegos "dzieciowego menu", tylko normalne dania z karty z mala modyfikacja, np. mowilam, by w salacie nie bylo cebuli, no i dostawalismy bez cebuli. Mozna bylo tez ZAWSZE zamowic pusty talerz ("talerz pirata" sie u nas zwie), gdzie mozna bylo ze swojej porcji odlozyc dla dziecka to, co sie chcialo.
      • lauren6 Re: dzieciowe menu ... 20.03.15, 09:25
        Inaczej mówiąc menu dla dzieci. Mniejsze porcje, dania lubiane przez dzieci, soki ciepłe, a nie z lodówki.
        • naomi19 Re: dzieciowe menu ... 20.03.15, 09:38
          w restauracjach tajskich, meksykanskich itp o mniejszym poziomie ostrości na przyklad...
          • anetchen2306 Re: dzieciowe menu ... 20.03.15, 11:36
            Jadalismy w restauracjach chinskich, tajskich, inyjskich, meksykanskich, jadalismy kuchnie perska ...
            Nie bylo NIGDY problemu, by dziecko dostalo SAM ryz z wyrzywami, SAM makaron (tylko ugotowany, nie przysmazone) bez zadnych ostrych dodatkow. I nie bylo to w ogole wymienione jako "dzieciece" menu w karcie. I wcale sie nie dziwie, ze restauracje nie robia extra pozycji "menu dzieciece", bo praktycznie kazda restauracja ma jakies podstawowe surowce jadalne dla wszystkich i na ich podstawie komponuje danie. Moja mlodsza nie przepadala za miesem: no wiec zamawialismy jej ryz/ziemniaki bez miesa, bez problemu. Jak starszy chcial tylko miecho, to dostawal miecho, bez surowki, bez dodatkow.
            Nigdy jeszcze nie trafilismy do restauracji, gdzie nie byloby kompletnie NIC odpowiedniego dla dziecka do zjedzenia. Nawet w restauracjach typu shushi (surowe ryby) mozna zamowic shushi weganskie, tylko z warzywami, takze bez ostrych sosow i dodatkow. Po kiego czorta pozycja "menu dzieciece"?? No chyba, ze w domu dziecie wylacznie krupniczek je i to wylacznie tylko Taki, jaki Mama ugotuje. Wtedy faktycznie - bieda.
            • mikams75 Re: dzieciowe menu ... 20.03.15, 15:11
              wlasnie w "susherii" nie udalo sie nam zamowic miski zwyklego ryzu - mieli tylko ryz sushi i on byl czyms juz doprawiony, dziecko nie dalo rady zjesc choc sam ryz uwielbia.
            • lauren6 Re: dzieciowe menu ... 20.03.15, 15:33
              > Po kiego czorta pozycja "menu dzieciece"??

              Choćby dlatego, że dla dziecka to przyjemność, gdy dostaje własną kartę, często z obrazkami potraw, i samo może sobie wybrać danie.
              • mikams75 Re: dzieciowe menu ... 20.03.15, 15:48
                i zazwyczaj mniejsza porcja i nizsza cena.
              • gazeta_mi_placi Re: dzieciowe menu ... 20.03.15, 16:11
                Albo choćby po to żeby wiedzieć gdzie nie zaglądać i nie zamówić nawet szklanki herbaty bo nie po to część ludzi (całkiem spora) chodzi do lokali by wysłuchiwać przy jedzeniu wrzasków.
    • lauren6 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 09:23
      > No i tu jest moje pytanie - zdarza wam sie dac dzieciom wlasne jedzenie w restauracji/klubie malucha/kulkach?

      Nie, nie zdarza. Wybieram taki lokal, gdzie mogę dziecku zamówić coś z karty. Na kulkach przeżyje godzinę bez wsuwania chrupek i ciasteczek. Jeśli chce pić kupuję sok w przykulkowym barze.

      Matki zachowały się jak rasowe buraki (1 pizza na 10 osób, nie pilnowanie ich, karmienie domowym żarciem), więc restauracja słusznie postąpiła wypraszając je.
    • thank_you Re: Matki w restauracji 20.03.15, 09:32
      Nie po to idę do restauracji, aby wpajać Młodemu buraczane nawyki od małego i karmić go swoim jedzeniem. Gdy syn był malutki, to prosiłam - o ile to nie problem - o warzywa na parze/surowe, a później o dodatkowy talerz i Młody dostawał jakąś część zamówionego posiłku.
      Przyzwyczajony od małego do wyjść do kawiarni lub różnych przybytków gastronomicznych - nie sprawia w nich żadnego kłopotu, ale ja też nie pozwoliłabym nawet raz na żadne szaleństwa czy slalomy pomiędzy stolikami - inni ludzie przychodzą, aby zjeść i zrelaksować się w spokoju a nie przy dziecięcym krzyku, a kelnerzy aby pracować przy zachowaniu zasad BHP. wink

      W figlorajach też nie ma obowiązku podjadania. wink
      • ashraf Re: Matki w restauracji 20.03.15, 09:36
        A to nie wiesz, ze teraz nawet na plac zabaw za rog trzeba zabrac siate zarcia? Pudelka, pudeleczka z chrupkami, suszonymi owocami, ciastkami, waflami itd. I obowiazkowo co 15 min. trzeba dziecko zapytac, czy nie jest glodne, zeby przypadkiem nie nauczylo sie regularnego spozywania posilkow i higieny jamy ustnej.
        • cosmetic.wipes Re: Matki w restauracji 20.03.15, 09:44
          Też nie ogarniam tego ciągłego pasienia. Normalny, zdrowy kilkulatek jest chyba w stanie wytrzymać 2-3 godziny bez żucia?
          • shell.erka Re: Matki w restauracji 20.03.15, 09:46
            Ani jasmile
            • naomi19 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 09:54
              i to bieganie za dziecmi w piaskownicy z bananem/ chrupkiem
              • wydramarlenka Re: Matki w restauracji 20.03.15, 18:47
                Kiedyś na pobliskim placyku widziałam scenkę, która jednocześnie rozbawiła mnie i zniesmaczyła. Babcia karmiła 5-latkę na huśtawce bananem. Jak dziecko leciało w jej stronę - wciskała do buzi banana. Dzieciak nie miał się jak uchylić.
                • dziennik-niecodziennik Re: Matki w restauracji 20.03.15, 21:17
                  masz przeuroczy nick big_grin
          • lauren6 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 10:05
            Dla mnie to po prostu niehigieniczne, że dzieciak najpierw rękami grzebie w piaskownicy, a potem matka mu daje te chrupki czy wafelki, najwyraźniej uznając, że przetarcie dłoni chusteczką wyczyści je z zarazków.
            A potem zdziwienie, że miasto wojewódzkie, mamuśki ąę, a dzieci mają owsiki czy inną toksoplazmozę.
            • kalina_lin Re: Matki w restauracji 20.03.15, 13:53
              Toksoplazmozę, w przypadku kobiet, to akurat najlepiej złapać w dziecinstwie. Ja niestety się uchowałam.

              Ale co do meritum się zgadzam, nie ma konieczności karmienia dzieciaka w czasie dwugodzinnego spaceru.
        • thank_you Re: Matki w restauracji 20.03.15, 09:55
          Wiem wiem, zauważyłam te suche bułki na huśtawkach na osiedlowych placach zabaw, nieśmiertelne chrupki kukurydziane w wózkach - ale nie chciałam tego pisać, bo zaraz gromy polecą. wink

          Ja zabierałam z sobą żarcie dla nas obojga - ale w sytuacjach, gdy wyruszaliśmy na wózkowy, wielogodzinny maraton i najzwyczajniej w świecie robiłam mini-piknik na trawie.
      • franczii Re: Matki w restauracji 21.03.15, 11:28
        No widzisz a jakos moja starsza dwojka nie ma problemu z zachowani2m sie w restauracji i z jedzeniem doroslych potraw widni3jacych w karcie mimo ze do pewnego etapu w restauracjach jedli jedzenie przysiesione z domu. I to czesto tak jedli, srednio 2 razy w tygodniu.
        Cuda jakies normalnie chyba.
    • naomi19 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 09:37
      No i tu jest moje pytanie - zdarza wam sie dac dzieciom wlasne jedzenie w restauracji/klubie malucha/kulkach?

      Nie. Nie jemy też w operze czy filharmonii, odkąd zaczęła chodzić (jakieś dwa lata miała). Staram się jej wpoić zasady dobrego wychowania.
      • ichi51e Re: Matki w restauracji 20.03.15, 09:41
        Jakie widzisz przelozenie z jedzenia w resturacji na jedzenie w filharmonii? Ale fajnie ze chodzicie big_grinD
        • mildenhurst Re: Matki w restauracji 20.03.15, 09:43
          w tym przykładzie chyba chodziło, że chodzą do restauracji słuchać muzyki.
        • cosmetic.wipes Re: Matki w restauracji 20.03.15, 09:49
          Ja widzę. Jedzenie czegokolwiek w filharmonii jest równie eleganckie jak jedzenie swojego żarcia w knajpie.
          Nie ukrywam, ze za czasów studenckich uskuteczniało sie niekiedy przemycanie własnej wódki do mało ekskluzywnego pubu, ale po pierwsze do dziś mi za to wstyd, a po drugie było to powodowane głupotą młodosci i brakami finansowymi wink
        • naomi19 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 09:49
          chodzi o ogolne zasady wychowania dotyczace jedzenia. sa miejsca, w ktorych nie nie je albo nie je wlasnych dan. myslalam, ze to oczywiste, ale jak widac- nie.
          moje dziecko nigdy nie mialo z tym problemu i majac dwa lata doskonale rozumiala, ze podczas koncertu (wtedy pol godziny) sie nie je ani nie pije. ta zasada dotyczyla rowniez niemowlakow! jesli ktos mia dosc koncertu, mogl wyjsc do kacika zabawy i tam zjesc, napic sie, poskakac.
          teraz ma 7 lat i jest wielce zdziwiona, jak w operze babka 50-letnia obok niej wyciąga batona/ kanapke, soczek i bez krepacji spozywa, ona tego nie rozumie
          to samo w restauracjach, kulkach itp- albo je rzeczy, ktore moze tam kupic albo nie je w tym czasie
          zawsze mozna poprosic kucharza o cos specjalnego np pominiecie jakiegos skladniku, zmniejszenie ostrosci itp
          • naomi19 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 09:51
            *skladnika
            *sie nie je
            sorki za lit
          • mildenhurst Re: Matki w restauracji 20.03.15, 09:59
            majac dwa lata doskonale rozumiala, ze podczas koncertu (wtedy pol godziny) sie nie je ani nie pije. ta zasada dotyczyla rowniez niemowlakow. Masz wyjątkowe dzieci.
            • naomi19 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 10:06
              sala fiharmonii (katowicka byla wtedy jeszcze w remoncie, wiec wtedy odbywaly sie przy placu pod lipami) byla pelna.
              wszystkie dzieci sie stosowaly do zasad. moje dziecko nie bylo wyjatkowe w tym wzgledzie. ale fakt- prowadzacy przed kazdym koncertem przypominal dzieciom (a raczej doroslym) czego nie wolno, a co wono. a wolno bylo wiele rzeczy i pewnie stad zadowolenie dzieci, zawsze pelne sale i zrozumienie, ze szkoda czasu na jedzenie, jak jest wiele ciekawszych rzeczy do robienia
              • mildenhurst Re: Matki w restauracji 20.03.15, 10:11
                rozumiem, zachwyca mnie to, że nawet niemowlę się dostosowało.
                • naomi19 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 10:13
                  rodzice byli za to odpowiedzialni, jesli dziecko zaczynalo plakac- wychodzili
                  jesli dziecko nagle musialo cos zjesc- wychodzili
                  cos cie dziwi w tym opisie?
                  • mildenhurst Re: Matki w restauracji 20.03.15, 10:19
                    czyli to nie niemowlę zastosowało się do zasad, a rodzice, różnica jakaś kilkudziesięciu lat doświadczenia.
                    • naomi19 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 10:21
                      tak, w pierwszych latach zycia dziecka to rodzice sa odpowiedzialni za dzieci, odkrycie roku
                      ale dzieki takiej postawie moje dziecko juz wieku 2 lat rozumialo zasady i stosowalo sie do nich.
                      • mildenhurst Re: Matki w restauracji 20.03.15, 10:27
                        żadne odkrycie, brak realizmu w opisywaniu sytuacji to poniekąd konfabulacja.
                        • naomi19 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 10:30
                          zapraszam do katowickiej filharmonii na koncerty dla maluszkow, zobaczysz jak latwo nauczyc dzieci dobrych manier
                          • mildenhurst Re: Matki w restauracji 20.03.15, 10:38
                            dziękuję.
                          • lily-evans01 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 10:44
                            Raczej rodziców wink.
                            • naomi19 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 21:45
                              w zasadzie tak, rodzicow.
        • thank_you Re: Matki w restauracji 20.03.15, 09:58
          Może to coś w stylu - wezmę sobie kanapkę z jajkiem do kina (bo popcorn za drogi) i umilę jajecznym aromatem seans? big_grin
          • vi_san Re: Matki w restauracji 20.03.15, 10:14
            Albo posypaną drobniutko siekanym czosnkiem? big_grin
            • naomi19 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 10:22
              jajko, czosnek- samo zdrowie, nie rozumiem, o co wam chodzi suspicious
              • thank_you Re: Matki w restauracji 20.03.15, 10:48
                Ja to już nic nie mówię, bo jeszcze kuratora dostanę za głodzenie dziecka. ;-D
      • mdro Re: Matki w restauracji 20.03.15, 13:36
        "Nie jemy też w operze"

        A czekoladki w operze czy teatrze to przypadkiem nie tradycja?
        • naomi19 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 21:45
          nigdy mnie nie czestowano na sali koncertowej, zawsze poza
          malo tego, nawet kawiarnia tam jest.
          zaskocze cie- nie na sali koncertowej...
    • shell.erka Re: Matki w restauracji 20.03.15, 09:45
      Nie.
      Zdarzalo sie, ze niemowlakowi bralam sloiczek i prosilam o podgrzanie.
      Moje lubia zupy, wiec najczesciej najadaly sie zupa. Teraz maja swoje ulubione potrawy i najczesciej wybieramy miejsca, w ktorych wiemy, ze je dostaniemy.

      W tej opisanej historii bardziej chyba chodzilo o ta jedna pizze na kilka osob i brak kultury w zachowaniu matek. Restauracja to nie plac zabaw.
      Nie mogly isc do malpiego gaju? Nie... Bo tam za to raczkowanie musialyby zaplacic wiecej niz 25 zl / 8 wink

      Zenujace....
    • nowi-jka Re: Matki w restauracji 20.03.15, 09:45
      w restauracji nie w klubie malucha zawsze - utrzymuja sie zbierajac opłate za wstep a nie za gastronomie
      • naomi19 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 09:53
        a to juz zalezy od klubu
        w naszym prosi sie o nieprzynoszenie swojego jedzenia, woda, napoje, przekaski sa w klubie, a konkretniejsze dania mozna zamowic z knajpki obok, swojego jedzenia sie nie wnosi
        • memphis90 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 23:09
          U nas też się prosi o niewnoszenie, ale mała woda kosztuje 5zł, więc rozumiesz...
      • ichi51e Re: Matki w restauracji 20.03.15, 09:57
        U mnie kulki sa pol kulkami pol kawiarnia. Jak przychodze to puszczam dziecko na kulki a sama biore kawke. Lada jest tak zrobiona ze k-jajka lizaki i reszta sa nie dosc ze w zasiegu wzroku to prawie ze w zasiegu rak dziecka uncertain
    • gazeta_mi_placi Re: Matki w restauracji 20.03.15, 09:51
      Moim zdaniem większość takich miejsc "przyjaznych" dzieciom upada, bo wbrew pozorom to żaden klient, dania dla dzieci są najtańsze (co zrozumiałe) z całego menu, bachor swoją obecnością odstraszy większość konkretnych gości, a rodzice to często dziady (jedna pizza na 10 osób bo nie stać na więcej) bo dziecko kosztuje i nie mają już tyle pieniędzy co w czasach bezdzietnych.
      • mikams75 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 10:25
        konkretni goscie to sa przychodza na kolacje z alkoholem i drinkami i na tych jest najwiekszy zarobek.
        • gazeta_mi_placi Re: Matki w restauracji 20.03.15, 10:33
          Myślisz, że mamuśki z dziećmi grzecznie znikają z lokali po 19.00? big_grin Też bym tak chciał, ale niestety...
          Po 5-latku o 21.00 w lokalu typu Pijalnia Wódki i Piwa na krakowskim Kazimierzu zdziwi mnie i zaskoczy co najwyżej 2-latek z tatusiem w klubie go-go.
          • mikams75 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 10:37
            no wiesz, ja z moim dzieckiem tez nie raz bylam poznym wieczorem w restauracji, ale to glownie na wyjazdach i w roznych strefach czasowych, ale poza pojedynczymi maloletnimi goscmi o tej godzinie nie widywalam nigdy gromady mamusiek przy jednej pizzy z gromada dzieci ganiajaca sie wokolo.
            • gazeta_mi_placi Re: Matki w restauracji 20.03.15, 10:47
              I właśnie ten pojedynczy nudzący się mały gość potrafi narobić ryku na całą salę i obrzydzić wszystkim wokół wieczór.
              • mikams75 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 10:57
                to juz zadanie rodzicow, zeby dziecko sie nie nudzilo.
                • gazeta_mi_placi Re: Matki w restauracji 20.03.15, 11:07
                  Ale jak się nudzi (wszystko jedno czy dlatego, że rodzice nieudolni czy zmęczone czy cokolwiek innego) to zaburza spokój reszcie klientów. Ostatecznie do lokali przychodzi się zrelaksować a nie słuchać dzikich ryków. Mam nadzieję, że w końcu jak w niektórych krajach będą strefy wolne od małych dzieci.
                  • mikams75 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 11:16
                    no wiec ma sie nie nudzic! Ogarniecie wlasnego dziecka nie jest takie trudne.
                    A jak dziecko bylo zmeczone to wsadzalam w wozek, wychodzilam na 5 minut na spacer i wracalam ze spiacym dzieckiem.
                    I chociaz mam dziecko to jak najbardziej popieram strefy wolne od dzieci i sa takie w wielu miejscach, spotkalam sie z odmowami ze wzgledu na dziecko i wcale o to focha nie mialam.
                    Nie lubie kelnerow przewracajacych oczami na widok wozka dzieciecego. Wole uprzejma odmowe.
                    • gazeta_mi_placi Re: Matki w restauracji 20.03.15, 11:49
                      Rozumiem, że te odmowy nie były w Polsce? sad Jeżeli w Polsce, a najlepiej w Krakowie podaj namiar na te cudne miejsca smile
                      • mikams75 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 13:57
                        a no nie w Polsce.
          • memphis90 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 23:11
            bo ja mogę co wie
            > m, anie co chciałabym.
            O, gazeciarz znów jest chłopem?
          • memphis90 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 23:12
            No, jeszcze raz big_grin
            > Myślisz, że mamuśki z dziećmi grzecznie znikają z lokali po 19.00? big_grin Też bym t
            > ak chciał, ale niestety...
            O, gazeciarz znów jest chłopem?
    • dziennik-niecodziennik Re: Matki w restauracji 20.03.15, 09:52
      na kulkach moje dziecko nie je. pije owszem, przeważnie swoje co tam mamy, z tym że u nas na kulkach wolno miec swoje, nikt na to krzywo nie patrzy. czasem jak nie mamy a chce to jej kupie picie, czemu nie.
      w restauracjach owszem, bywało że dziecko miało swój słoiczek i kazda obsługa poproszona o to chętnie nam słoik podgrzewała, i nie robiono z tego problemu. tyle ze zawsze wtedy przynajmniej jedna osoba zamawiała normalny, pełny obiad. jakbysmy tam sie kitrali w szesc osób nad jedną sałatką to mozliwe ze budzilibysmy mniej sympatii, czemu ciezko sie dziwic.
      • anetchen2306 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 11:42
        My jemy wlasny prowiant na ... plywalni big_grin
        Bo u nas mozna jak najbardziej swoj prowiant wniesc, swoje napoje takze. Jest nawet specjalnie wydzielona do tego celu czesc plywalni big_grin
        Przewaznie jakies kanapki zabieramy, owoce.
        No i ludzie siedza i zjadaja swoje salatki, swoje kanapki, co tam kto sobie zabral.
        Obok jest mala kantyna, gdzie mozna cos cieplego zamowic (typu frytki, pizza, kieblaska), wypic cos cieplego. Stamtad na plywalnie jedzenia/picia wynosic nie mozna jedynie z uwagi na ryzyko przywrocenia sie na mokrej podlodze, rozbicia talerza/filizanki itd.
        Informuje o mozliwosci wnoszenia wlasnego prowiantu odpowiednia wywieszka przy wejsciu na plywalnie.
        Jak pierwszy raz tam dzieciaki zabralam, to przezylam niemalze szok kulturowy, ze w ogole na plywalni mozna cos konsumowac!
        • gazeta_mi_placi Re: Matki w restauracji 20.03.15, 11:51
          Rany ludzie, wszyscy macie małych cukrzyków, którym w każdej chwili grozi spadek insuliny, że wszędzie musicie brać żarło? Jeszcze trochę, a w kościele na nabożeństwie będzie można jeść kanapki i batoniki. A potem widzę te małe zatłuszczone nieszczęśliwe beczki na twarzy których nie widać nawet oczu bo toną w sadle.
          • anetchen2306 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 12:22
            No wiesz, u nas ludzie na plywalni siedza czasem CALY dzien (zwlaszcza dziadkowie z wnukami to dosc czesty widok): placi sie TYLKO za wejsciowke (3,50€ dorosly, 2,50€ dzieci i mlodziez, dzieci do lat 6 za darmo). W dodatku coraz wiecej roznych alergikow, a male imbissy nie sa na nich specjalnie nastawione na pieczywo bezglutenowe, bezlaktozowe i bez-wszystkowe... A skoro mozna sobie w czasie plywania zjesc jablko, wypic kawe, to dlaczego nie? Swoje 20 dlugosci basenu i tak "odrobie" ...
            3-5 godzin dla dziecka bez przekaski to naprawde sporo (w prawidlowym zywieniu zaleca sie 5 posilkow). Do szkoly/przedszkola (srednio 4-5 godzin) dzieci takze sniadanie zabieraja. Moze odgornie zakazac II sniadania, bo " nieszczesliwe beczki utona w sadle"? big_grin
          • mikams75 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 14:09
            ja tez widzialam w roznych przybytkach typu muzea przy kantynach oddzielne stoly z przeznaczeniem na piknik. Niektorzy maja za soba dlugi spacer czy daleki dojazd - wg mnie takie miejsca sa praktyczne. A jak sie czesto w takie miejsca chodzi to tym bardziej - ilez mozna jesc byle co z kantyny i jeszcze na to wcale nie malo wydawac? I bez obaw, nie utyja, bo wlasnie to wlasne jedzenie zazwyczaj jest zdrowsze i mniej kaloryczne od tego co mozna w takich "dzieciowych" miejscach zakupic.
          • franczii Re: Matki w restauracji 21.03.15, 11:16
            Banialuki opowiadasz. A podstawy zdrowego zywienia, ktorre m.in.mowia, zeby zjadac piec rozsadnych posilkow w ciagu dnia o regularnych porach? To niby sluza produkcji otylych cukrzykow?suspicious
            Piec posilkow w ciagu dnia to wychodzi nie rzadziej niz 3 godziny. Czyli wychodzi na to, ze z dzieckiem (ani samemu tez) na dluzej niz 3 godziny z domu sie nie po2inno wybywac.
    • joaaa83 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 10:03
      Nie daję nigdy własnego jedzenia w restauracji. Wybieram tylko takie, gdzie wiem że moje dziecko zje.
      W bawialniach kupuję tylko sok lub wodę, a kiedy dziecko jest głodne to znaczy że koniec zabawy i wychodzimy. Nie kupuję tam przekąsek.

      Uważam, że tyko niemowlaki są zwolnione z tych reguł i można w restauracji wyjąć jakiegoś "niekapka" z piciem lub słoiczek, a samemu zamówić danie.
    • mikams75 Re: Matki w restauracji 20.03.15, 10:21
      zdarzalo mi sie nakarmic dziecko przed wyjsciem do restauracji - wowczas sobie poskubala troche chleba czy co tam od nas chciala, ale ona zazwyczaj byla niezainteresowana i tak jedzeniem i nic nie chciala. Jakis bidon/niekapek tez zawsze mialam ze soba, ale to tak do wieku 1,5 roku, moze ciut dluzej, juz nie pamietam. Mojemu dziecku z jedzenia w restauracji zazwyczaj nic nie odpowiadalo poza chlebem albo maslem wyjadanym z takich malutkich pojemniczkow wink Dlatego wolalam dac cos wczesniej do jedzenia. Sporo lat minelo zanim zaczela sie interesowac, a i tak zazwyczaj konczylo sie na jedzeniu suchego ryzu czy makaronu z naszych porcji. Jak nam bylo za malo, to sie zamawialo dodatkowa porcje ryzu dla wszystkich. Albo zamawialismy dwa dania do podzialu, dziecko bralo co chcialo - jak nic nie chcialo, to trudno, jak zasmakowalo to zamawialismy dodatkowa porcje. Natomiast noszenie wlasnego jedzenia i konsumowanie w restaracji z kilkulatkiem jest juz nie na miejscu.
      I moje dziecko nie buszuje po restauracji - zabieramy ze soba zawsze jakies kredki, ksiazeczki.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka