Dziewczyny spójrzcie z boku i powiedzcie, czy ja przesadzam czy rzeczywiście coś było nie bardzo...
Znajoma ze studiów (bo chyba już nawet nie koleżanka) kilkakrotnie zapraszała mnie do siebie na noc, że będziemy mogły w końcu na spokojnie pogadać i takie tam, w końcu nadarzyła się okazja, więc pojechałam. No ok, wyszła po mnie na dworzec, dziwnie poczułam się, gdy dałam jej wino, które przywiozłam - że nie musiałam, ale w sumie dobrze bo nie będziemy musiały iść do sklepu...wieczorem nalała po lampce dla mnie i niej po czym nawet nie próbując zamknęła butelkę z powrotem i mówi, że ona więcej wina na raz nie wypije bo ją głowa później boli ale jak ja chcę to mi doleje...hm Przyszła pora na spanie, przyniosła mi kołdrę i nawet poduszkę i spałam w salonie na nierozkładanej sofie, na narzucie...nie muszę chyba mówić, że było pierońsko niewygodnie? Najlepsze jest to, że mieszka w domu, ma kilka pokoi i "ścieląc" mi sofę nawet powiedziała, że miałam spać w gościnnym (tak, mają gościnną sypialnię), ale nie zdążyła posprzątać. No trudno, ale najlepsze było śniadanie - jak się ubrałam rano to ona już była w kuchni, pyta co jem na śniadanie - mówię, że obojętnie (przecież nawet nie wiedziałam co jest), no to pyta się czy zjem kanapkę z serem. Pewnie. Więc uwaga dostałam całą jedną kanpakę z masłem i serem plus kawę

Aa jadłam sama, bo ona śniadań nie jada... Nie wiem, może przesadzam, ale tak niekomfortowo dawno się nie czułam... Ja byłam uczona, że gościa traktuje się prawie jak króla (nie dosłownie, ale oddaje mu się łóżko i tego typu rzeczy), to śniadanie to już była przeginka - zrobienie komuś kanapki dopuszczam, gdy to moja siostra np chce czy dziecko, ale nie gość...zawsze wykładam jedzenie na stół, żeby ktoś mógł sobie wybrać i zjeść tyle, ile ma ochotę...
Przesadzam?? Przepraszam, że takie długie wyszło