exactly_like_me
19.04.15, 12:06
potrzebuję pomocy i porady co robić. Wczoraj byłam z przyjaciółką w klubie. Zrobilysmy sobie "babski wieczór ", potanczyłyśmy i około 2 wrociłyśmy do domu. W czasie jak byłam w klubie napisał do mnie kolega. W dużym skrócie koleś od zawsze coś do mnie "czuje" i w różnych sytuacjach sobie o tym przypomina i pisze wtedy jaka to ja jestem "och i ach". Generalnie mało szkodliwy gdyż nigdy swoich obietnic nie zrealizował i jasne jest że nie ma zamiaru. Taki... erotoman gawędziarz. Wracając do tematu, napisał dziś w nocy, ja mu już w drodze do domu odpisalam, żeby nie pisał czegoś po pijaku czego na trzeźwo mógłby żałować. Jak dotarłam do domu to odpisał mi "skoro tak wolisz to niech tak zostanie " i tyle. Niestety powiadomienie messengera słyszał mój mąż. Zapytał oczywiście kto pisze w środku nocy, ja go zbyłam mówiąc, że nikt i zasnełam.
Rano mąż zrobił mi awanturę, że kłamię, że on wszystko wie i że ma dosyć moich kłamstw i "fagasów". Zaczęłam zastanawiać się skąd on może wiedzieć i szperając w ustawieniach Facebooka odkryłam,że on na stałe jest zalogowany na moim koncie w swoim telefonie. Czyta moją korespondencję i ogólnie w pewnym sensie śledzi wszystko co robię. Poczułam się jakbym dostała w twarz. Zmieniłam ustawienia,hasło i ustawiłam powiadamianie w razie logowania z innego źródła niż mój smartfon. Męża najpierw grzecznie poprosiłam o wylogowanie się z mojego konta jak nie zadziałało to po prostu wzięłam telefon i chciałam zrobić to sama. Zaczął się odgrazac, że jak mu go nie oddam to mój telefon wyląduje za oknem a potem wykrecił mi rękę i wyrwał swój telefon. Poza szokiem i bolącą ręką zostałam z poczuciem krzywdy.
Żeby nie robić z siebie niewiniątka napiszę tylko,że półtora roku temu mieliśmy kryzys spowodowany najpierw jego zachowaniem w stosunku do mnie czego efektem był mój romans- ucieczka od koszmarnego męża. Przygoda krótka skończyła się terapią i moim powrotem na łono rodziny. Od tamtego czasu nie zrobiłam nic co mogłoby zaniepokoic mojego męża. Dziś dowiedziałam się,że cały czas mnie śledził w sieci i że w ogóle mi nie ufa. Cała ta terapia nic mu nie dała choć twierdził inaczej...
Nie wiem co robić,jak reagować, co mówić. Całe zdarzenie widział nasz syn. Czuję się koszmarnie i choć wiem,że święta nie byłam to czuję,że zostałam potraktowana źle.
Może sobie zasłużyłam na to by do końca życia wpedzac mnie w poczucie winy z powodu tego co wydarzyło się półtora roku temu. Może jako wiarolomna żona nie mam prawa uzyskać "rozgrzeszenia". Pomóżcie mi proszę rozkminić tę chorą sytuację.