Dodaj do ulubionych

Moje wakacje

21.04.15, 20:40
Mamy falę wspomnień z dzieciństwa. Juz gdzieś napisałam, że mama dała mi bardzo dobry start, ale nie zawsze w domu było super. Bylismy normalną rodziną. Ojciec opozycjonista (na kariere szans nie miał), mama pracowała jako główna księgowa w pewnym zakładzie państwowym (apolityczna, dziwne, ale była pupilką dyrektora, który po prostu widział w niej potencjał i poglądy miał gdzieś, taki dyrektor starej daty, bo czasem tacy się zdarzali). Nie przelewało się jak w większości rodzin nieresortowych. Ale podstawowe potrzeby zawsze rodzice zaspokajali. Spodnie nosiłam po braciach, a braciom mama szyła (bo spodni po prostu nie było big_grin) itd.
Wakacje. Moje wakacje zawsze były super. Praktycznie całe dwa miesiace bylismy poza domem. Do 16 roku zycia jeżdziliśmy pod namioty, w wieku 7 lat pierwszy raz pojechałam na kolonie. A pozostały czas u babci na wsi. O materdeo. Jako nastolatka marzyłam o wczasach, takich z łóżkiem i bieżącą wodą. I wiecie co, jako 16 ostatni raz w życiu spałam pod namiotem. Pjechalismy razem z tatą i tydzień nie wyściubialiśmy nosa. Lało, ojcu na ryby nie chcialo sie chodzić. Mieliśmy wielki namiot 4osobowy z wielkim przedsionkiem. Rozwiesiliśmy tylko jedna sypialnie, więc tańczyć tam mozna było. Graliśmy w karty, zabijaliśmy komary, jedliśmy makaron z mielonką big_grin
Wieś mojej babci to też było ekstremum. Wschód. W tv tylko PR1, białoruski i ruski. Mycie w misce albo w rzece, wychodek za podwórkiem, drzwi otwieraly się na łąki, za łąkami rzeka, a za rzeką las. I tak rano i z wieczora człowiek sobie kontemplował przyrodę. Życie zamierało o 21. Babcia kazała nam gasić światła, bo sąsiedzi pomyślą, że się wódkę pije smile Chłopaki spali w stodole. Ech.
Tak mi sie przypomnialo, jak jedna z was napisała, ze jej rodzice mieli w dupie wakacje.
Obserwuj wątek
    • nenia1 Re: Moje wakacje 21.04.15, 20:58
      Też miałam cudowne wakacje smile Przede wszystkim byłam bardzo towarzyska i lubiłam się włóczyć całą bandą. Miałam na wsi pięcioro kuzynostwa z czego czwórka była w wieku zbliżonym do mnie, a dodatkowo co roku do sąsiednich domów zjeżdżały się dzieci z różnych stron Polski. Między innymi trochę starszy od nas chłopak z Krakowa, który razem z ojcem skonstruował lunetę bo interesowali się astronomią. Nocami chodziliśmy na pobliskie pola, leżeliśmy na stogach pachnącego siana i przez lunetę oglądaliśmy księżyce Saturna albo konstelację Barana. Wieczorami jeździłam z kuzynami mz-ką przez całą wieś na łąki robić na ognisku duszoki - czyli kapustę z ziemniakami, marchewką i boczkiem wrzucanym do kociołka.
      Piłam mleko prosto od krowy (tak, wiem, teraz fuj, ale wtedy było świetne) jeździłam na koniu i próbowałam jeździć na świni. Jak była burza babcia stawiała zapalone świece w oknach. Po wsi chodził Jasiu Bu Bu (bo mówił tylko bu bu) i w zależności od tego jakie ciągnął za sobą gałęzie taka na drugi dzień była pogoda. Do tego kolonie, zimowiska, obozy harcerskie - długo by opowiadać. Wspominam wspaniale smile
      • dlania Re: Moje wakacje 21.04.15, 21:43
        Babcia kazała nam gasić światła, bo sąsiedzi pomyślą, że się wódkę pije - piekne!wink

        Zazdroszcze. Ja wakacje na wsi to tak, ale jak sobie przypomne, co robilismy, z kuzynostwem, to w życiu bym swoich dzieci nie puściławink
        Natomiast poza tym rodzice mieli wakacje w d.., codziennie tylko było: "idź na działkę zbierz maliny/porzeczki/groch!". Poza tym miejscowy zasyfiony basen, jakies kolonie... Pierwszy raz na rodzinnych wczasach byłam dopiero kilka lat temu, juz z moją własna rodziną. Podobnie za granicą (nie licząc wypadów handlowych do ZSSR oraz Czechosłwoacji). I nie była to kwestia pieniedzy, raczej lenistwa i stylu życia rodziców.
      • evolene Re: Moje wakacje 22.04.15, 19:56
        Nenia, fajny opis, aż sobie wyobrażam to oglądanie gwiazd i podjadanie z kociołka, super!
    • kkalipso Re: Moje wakacje 21.04.15, 21:43
      Też byliśmy normalną rodziną jak czegoś nie było to z powodu braku w sklepach, a nie to, że pieniędzy na to nie było, a nawet jak były nie można było się za bardzo wychylać. Do 7 r.z. jeździłyśmy do ciotki na wieś tak gdzieś na miesiąc. Było spoko jak na tamte czasy, fajny murowany dom, ogromny sad z najsmaczniejszymi owocami, jakie w życiu jadłyśmy i pełno różnych zwierząt/bydła. Gospodarka na całego. Wszystko fajnie tylko ciocia miała syna szatana, przez lata toczyliśmy wojny. Ona nas wyzywał od panienek z miasta my go od wieśniaka, za co strzelał w nas z gwoździ (ojciec, czyli nasz wujek porobił mu takie karabiny z drewna) świetne były, ale niestety bardzo niebezpieczne i bolało jak cholera, kiedy się takim gwoździem ze znienacka dostało. Kochaliśmy się i kłóciliśmy, jak to bywa wśród kuzynostwa. Później to już był raj co roku turnus z zakładu pracy matki. Trzytygodniowy albo nad morze, albo w góry. Zawsze było super (pomijając wycieczki szkolne) zwiedziłam bardzo dużo, jeśli chodzi o Polskę. Zdjęcia i wspomnienia mam Suchej Beskidskiej/Morskiego Oka/Krakowa/Wieliczki/Oświęcimia/Malborka/Gdańska/Oliwii/Westerplatte/Sopotu itd. Fajnie było wszystko zorganizowane bez pośpiechu z przewodnikiem, sporo pamiętam do dziś o tamtych miejscach. Uwielbiałam jednak wracać do domu, siedzieć z paczką do późna pod blokiem na ławkach. To były czasy.
      A, pod namioty też z czasem zaczęliśmy jeździć, na Mazury autobusem, ale to było ledwo dwa razy chłopaki nie mieli kasy obżerali nas albo ten co niby był od gospodarowania pieniędzmi oszukiwał i tak im podziękowałyśmy. Mowa o kolegach nie chłopakach. Na dodatek zawsze na Mazurach nas okradali jak nie buty co stały przy namiocie to inne takie skecze były.
      • 3-mamuska Re: Moje wakacje 21.04.15, 22:16
        Jeździliśmy z rodzicami na wczasy gdy byłam bardzo mała.
        Około 7 R.z zaczęliśmy jezdzic na cały miesiąc na wieś do rodziny taty.
        Czasem pomagaliśmy a czasem spędzaliśmy czas jak chcieliśmy.
        Opieka na zwierzakami takie danie wody i jedzenia, czy przyprowadzenie do dojenia,chodzenie po polach, zrządzenie traktorem , rowerem.
        Pamietam jak budowali kościół tuż za płotem to wszyscy pomagali.
        Wujek był sołtysem i miał rozne maszyny i różni ludzie przyjeżdzali pożyczać, to były chyba państwowe on po prostu pilnował.
        Ganialismy z dziecmi całymi dniami, po śniadaniu , wychodziło sie z domu i wracało sie na obiad,

        Pamietam ze przebieraliśmy ziemniaki, nosilismy dachówki, gdy wymieniali dach, po ileś tak sztuk potem mogliśmy isc sie bawić.
        Pamietam jak budowali lazienke hehe( od razu przypomina mi sie kogiel-mogiel)
        Jeździliśmy tez to kuzynostwa do wsi niedaleko.

        Sąsiedzi sie nie wkurzali gdy sobie człowiek owoce zerwał jabłko czy truskawkę.
        Piło sie mleko prosto od krowy czekaliśmy z kubkiem w ręku,świeży słonecznik, ogniska tance na łące.
        Szkoda ze teraz dzieci juz tak czasu nie spędzają.
    • echtom Re: Moje wakacje 21.04.15, 22:08
      Ja mam mieszane uczucia - rodzice zabierali mnie na wakacje, ale mieli do tego zbyt ideologiczne podejście wink Uważali, że miejskie dziecko powinno się nałykać świeżego wiejskiego powietrza i prawie wszystkie wyjazdy to był albo ośrodek wczasowy nad jeziorem albo ówczesny odpowiednik agro (babci na wsi nie miałam). No fajnie, ale i tak marzyłam, żeby na odmianę pojechać czasem do innego miasta no i choć raz do Rumunii i Bułgarii. Nie mówiąc o koloniach, ale to nie wchodziło w rachubę, bo przecież wychowawcy nieodpowiedzialni i nie dopilnują tongue_out Sporo nadrobiłam na studiach, kiedy już sama organizowałam sobie wakacje. W sumie na dobre mi wyszło, bo miałam spory niedosyt i silną motywację, by zobaczyć te wszystkie miejsca, których nie widziałam wcześniej. W Rumunii i Bułgarii nie byłam do dziś, ale zdobyłam wymarzone Morze Czarne od innej strony wink
      • lafiorka2 Re: Moje wakacje 21.04.15, 22:19
        achhh. zaraz przypomniały mi sie moje wakacje.Tez u babci na wsi, i siedziałam sobie przy drodze, ptaszki spiewały, robiliśmy namiot z koców w ogrodzie, skakaliśmy po przyczepach z ziarnem podczas zniw, skaklismy na stogu siana, bawiliśmy sie nocami w podchody, nocne ogniska, wyjścia "z chlopakami" i "dziewczynami" do lasu na wycieczki,jedlismy świeży, ciepły chcleb kupowany w nocy od tyłu z piekarni i zawsze ktos przynosił jakies przetwory,babcine czy mamine.
        No i kolonie.Co roku ,początek wakacji kolonie z zakladu ojca.I zastanawianie sie kto z kim będzie siedział.Ech...fajne czasy.
        Albo obozy ze szkoły,rajdy nocne, spanie w stodolach na sianie...extra było.
      • lauren6 Re: Moje wakacje 22.04.15, 10:08
        Moi podobnie uważali, że co to wakacje miejskiego dziecka jeśli nie łyknie innej kultury u rodziny na wsi. Z tego powodu co roku musiałam odbębnić dwutygodniowy wyjazd, by nałykać się świeżego powietrza, poobcować z tubylcami, przyjrzeć się ciężkiej pracy na roli. Po tygodniu oglądania krów, koni, przesiadywania na łące i odwiedzania różnych członków rodziny tematy kulturalne się kończyły. Drugi tydzień zazwyczaj spędzaliśmy z kuzynostwem grając na komputerze albo konsoli wink

        Poza tym w wakacje czekał mnie jakiś wyjazd z rodzicami i obóz młodzieżowy. Oba te wyjazdy wspominam bardzo dobrze smile
    • aankaa Re: Moje wakacje 21.04.15, 22:25
      lipiec - wyjazd na cały miesiąc na mazurską wieś zabitą dechami (najbliższy sklep 2 km przez pola), wc za stodołą, łazienka wprawdzie była ale trzeba było napompować wody i poprosić gospodynię o podgrzanie --> rano i wieczorem chodziliśmy myć się do jeziora. Całe dnie spędzaliśmy na polach, nad jeziorem, łażąc po lesie (jak chcieliśmy np dostać na obiad pierogi z jagodami trzeba je było uzbierać i przynieść smile )
      sierpień - kolonie (wtedy 3-tygodniowe) w górach. Tu już pełen wypas: firmowy ośrodek wczasowy ze wszelkimi wygodami. Ot takie łagodne przejście do cywilizacji. Nieco później obozy młodzieżowe nad morzem
      zimowe ferie organizowane przez zakład pracy

      fajnie było !
    • klubgogo Re: Moje wakacje 21.04.15, 22:33
      Nie wiem, jak to jest, ale z sentymentem wspominam niedzielną galaretkę z bitą śmietaną w jedynym barze w mieście. Rodzice ciężko pracowali i nic z tego nie mieli, ale wszystko było takie superaśne. Wczasy w zgniłych domkach nad morzem, albo kolonie ze złośliwymi starszymi kolezankami. Druga część wakacji u babci kąpiel w miednicy o 19.00 i cisza nocna, albo pomoc przy żniwach i przewózka na stogu siana u drugiej babci. Świnki tez z ręki karmiliśmy i krowy doiliśmy. To były najpiękniejsze wakacje swiata, nie żadne Krety i Cypry.
    • mamaa3d Re: Moje wakacje 21.04.15, 22:54
      Na wczasy/ kolonie nie jeździłam, ale wakacje u babci na wsi to najcudowniejszy czas i wspaniałe wspomnienie. Pakowałam się tydzień przed zakończeniem roku szkolnego smile Miałam tak jak wy. Woda ze studni, mleko prosto od krowy, sianokosy, żniwa, zabawy z całą brygadą kuzynów/sąsiadów po całej wsi, zaliczyliśmy chyba wszystkie stodoły big_grin z niektórych nas dziadkowie wyganiali, ale zawsze się znalazła jakaś obluzowana deska od tyłu. Czasami jak sobie przypomnę to się dziwię, że wszyscy żyjemy. Uwielbiałam doić krowy i karmić cielaki, jak się cielakowi dało rękę to cudownie lizał big_grin Jakiś czas temu zademonstrowałam to moim dziewczynką, pierwsze to fuj, obrzydliwe, a później z obory nie mogłam ich wyciągnąć smile Malutkie kurczaki i kaczuszki, którym trzeba było narwać i posiekać pokrzyw. I najcudowniejsze wieczory z babcią, jak już leżałam po paciorku wink jej opowieści o wojnie, partyzanckie piosenki, wspomnienia i niekończące się rozmowy.
      Dziękuję za ten watek, cudowne wspomnienia i żal, że ukochanej babci od trzech lat już nie ma. Poryczałam się.
    • depompadur Re: Moje wakacje 22.04.15, 06:58
      No to na fali wspomnień. Wakacje zawsze według utartego schematu. Pierwsze trzy tygodnie, to od pierwszej klasy podstawówki zawsze były kolonie. Następnie cztery tygodnie to pobyt u babci na wsi. Potem wczasy w Bułgarii. Z tego wszystkiego najlepiej wspominam pobyty u babci. Wychodek za domem i mycie w misce, a ciepła woda była tylko wtedy, jak się ją podgrzało na piecu kaflowym. Telewizor był, ale sie go nie używało smile Rano babcia wyganiała mnie boso na rosę, że to niby dobre na płaskostopie, choć nigdy nie miałam smile Zresztą w czasie pobytu u babci buty wkładałam tylko okazjonalnie. Nawet po ściernisku chodziłam boso. Pamiętam babcię śpiącą codziennie popołudniu na krześle na ganku i do dzisiaj zachodzę w głowę, jakim cudem z niego nie spadała. Pamiętam ciężką klamkę z drzwi kuchennych, która otwierała się z dużym hukiem i codzienną pobudkę krzykiem "mleeeeeeko".
      Babcia organizowała mi wycieczki do pobliskiego Ustronia czy Wisły. Pociągiem lub niebieskim "ogórkiem". Lazłyśmy potem na jakąś zaciszną polanę w lesie i robiłyśmy sobie piknik. Z twarożkiem ze śmietaną upchanym do jakiegoś słoika w roli głównej. Do dzisiaj mam do niego wstręt, bo zanim dotarłyśmy na miejsce, twarożek osiągał z reguły temperaturę wrzenia wink
      Cudowne wspomnienia. Dzięki mojej babci smile
    • heca7 Re: Moje wakacje 22.04.15, 08:26
      Nie miałam dziadków na wsi. Zresztą jedna babcia już nie żyła. Dziadek też a druga mieszkała z nami.
      Wyjeżdżaliśmy do demoludów. Oczywiście samochodem. Dużym fiatem a znajomi z nami jeździli maluchem we czwórkę. Najgorzej wspominam Rumunię z tamtych czasów. Byliśmy tam pod namiotami. Lało jak z cebra a wcześniej była susza. Wtedy pierwszy raz widziałam spękaną ziemię. Zalało nam wszystko.
      Ja się bawiłam dobrze. W ośrodkach były basen, zjeżdżalnie. Ładne place zabaw. Gorzej rodzice wink Do dziś tam mam , że na wyjazdach prawie zawsze jestem chora. Anginę z wysoką gorączką miałam w Jugosławii. Mama musiał iść ze mną do ośrodka. Pamiętam jakie wrażenie na nas zrobił budynek, jasny, przeszklony. Z wewnętrznymi dziedzińcami obsadzonymi roślinami. Czysty! A personel choć ni w ząb nie umieliśmy się dogadać był przyjazny i wysłał nas do lekarki, która okazała się Polką smile
      Jeździłam też nad morze. Zawsze to były Chłopy lub Sarbinowo. Od 15 lipca do 15 sierpnia co roku. Dla mnie to miejsce dziecinnych wspomnień. W sklepie były dwie kolejki- jedna dla miejscowych, druga dla turystów wink Obsługiwano na zmianę. Stamtąd jeździliśmy do Koszalina, Kołobrzegu, Mielna, Gąsek (latarnia!) itd. W Koszalinie (chyba) byłą taka pizzeria na rynku gdzie była dzika kolejka. I Bardzo gorąco. To podobno najlepsza pizza w mieście była. Parę lat temu pojechałam tam, zjadłam. Nie zachwyciłam się ale smak dzieciństwa pozostał.
      Mój ojciec miał na wsi daleką rodzinę. Zdarzało się nam tam pojechać (ale nie na wakacje, tylko na komunię, wesele). I raz wróciłam z ...gęsią! Ciotka podarowała mi żywą gęś. Trzymałam ją w ogródku w mieście wink Potem rodzice przekonali mnie do jej oddania na wieś do jednej z pracownic.
      Pozostały czas spędzałam na rowerze. Cały dzień praktycznie jeździło się z koleżankami i kolegami z klasy. Bez celu. Po osiedlu, od jednego do drugiego. A w ciepły weekend jeździliśmy nad rzekę. Teraz rzeka się brudna sad I można w niej najwyżej stopę zanurzyć.

      Zimą jeździliśmy do Zakopanego do Domu Rzemieślnik. Wspominam to bardzo miło. Z dzieciakami mieliśmy taką zabawę. Na tylnej klatce schodowej gasiliśmy światło. I bawiliśmy w chowanego po ciemku smile Podobnie było w Polanicy i Rabce.
      • heca7 Re: Moje wakacje 22.04.15, 08:34
        Boże! Ile literówek. Czemu tu nie ma edycji tekstu???
      • dziennik-niecodziennik Re: Moje wakacje 22.04.15, 09:49
        > W
        > Koszalinie (chyba) byłą taka pizzeria na rynku gdzie była dzika kolejka. I Bar
        > dzo gorąco. To podobno najlepsza pizza w mieście była.

        big_grin była i jest nadal, choc kolejek juz takich nie ma wink
        a najlepsza - bo zdaje sie jedyna wtedy...
        • heca7 Re: Moje wakacje 22.04.15, 10:27
          Jeszcze parę lat temu wystrój był niezmieniony- jakbym się cofnęła do dzieciństwa smile Pamiętam polowanie na wolny stolik.
    • kropkacom Re: Moje wakacje 22.04.15, 08:41
      Jeździłam z dziadkami do ośrodka wypoczynkowego, byłam dwa razy w Bułgarii z mamą, raz w podstawówce na obozie harcerskim, potem w liceum w górach. Wakacje kojarzą mi się jednak przede wszystkim z cudowną pogodą big_grin Taką akurat. Nie za gorąco, słonecznie...Mama zabierała nas na plażę. No i zabawy na własnym podwórku z sąsiadką i jej bratem. Robienie domku w własnym lasku big_grin Tak, wychowałam się na wsi, ale nie byłam dzieckiem rolników więc i pracy na roli nie uskuteczniałam.
    • lilly_about Re: Moje wakacje 22.04.15, 09:09
      Wakacje wspominam cudownie. Od dziecka jeździłam z rodzicami na wczasy, potem dodatkowo na kolonie, obozy językowe, czasem dwa w sezonie. A czas w mieście spędzałam głównie na basenie, ale to był czas, kiedy latem było duzo, dużo słońca. Moi rodzice zawsze zapewniali mi aktywne wakacje.
    • margotka28 Re: Moje wakacje 22.04.15, 09:36
      u mnie też wakacje były priorytetem. Zawsze skrzętnie planowane. Dwa tygodnie u babci na wsi, z wychodkiem, wodą ze studni, piecami kaflowymi, licznym kuzynostwem. Były też świnki, kury, indyki i gęsi. No i sad ze stawem. Robiło się wojny na krecie kopce, szałasy w lesie, wycieczki do sklepu (najbliższy to 6 km, PKS nie jeździł). Jadało się pomidory prosto z krzaka, zapiaszczone truskawki, kopało się ziemniaki i hodowało stonki w słoiku smile
      Kolejna część wakacji to kolonie, a jak byłam starsza to obozy. No i obowiązkowo wczasy. W jednym roku góry, w kolejnym morze - ojciec wolał jeździć w góry, a matka nad morze.
      Tak mniej więcej w wieku 15 lat zaczęliśmy robić wakacyjne objazdówki. Nocowaliśmy głównie pod namiotami.
      Dziękuję mojemu ojcu za ten czas.
      • aqua48 Re: Moje wakacje 22.04.15, 09:52
        My jeździliśmy na prywatne kwatery na wieś - tam gdzie zieleń zielona, mleko od krowy i rzeczka do kąpania się, a w pobliżu ktoś gotował obiady. Już na wiosnę Mama wyjeżdżała szukać tych kwater, wpłacała zaliczkę jakiejś samotnej babuleńce i potem jechało się tam na dwa miesiące. Często brało się ze sobą swoją pościel, leżaki, własną ogromną miednicę do mycia i przepierek, sprzęt sportowy i inne potrzebne na zapadłej wsi rzeczy. To wszystko pakowało się do wynajętego na parę godzin z pracy Ojca auta z kierowcą - pojemnej nyski i w drogę. Ponieważ moja Mama miała wolny zawód zazwyczaj było to możliwe. Jak było bardziej krucho z finansami to na parę tygodni jeździłam do babci, na Śląsk - tam była chmara kuzynów, którzy się mną zajmowali, stawek z kajakami, które uwielbiałam, wesołe ciotki i żartujący wujkowie.
        Wyjeżdżaliśmy też do domu pracy twórczej dopóki Ojciec pracował na uczelni - to też były świetne wakacje, moje ulubione - dom pełen dzieciaków, rodzice znający się od czasu studiów, zaprzyjaźnione cudowne małżeństwo prowadzące dom. Dorośli robili sobie rozmaite psikusy i spędzali czas wspólnie, dzieciaki miały "wolną rękę" w zabawach.
        Potem jako nastolatka jeździłam na obozy i zimowiska harcerskie, a następnie z koleżankami włóczyć się z plecakami po górach.
        Wakacje w dzieciństwie miałam na prawdę super.
    • dziennik-niecodziennik Re: Moje wakacje 22.04.15, 09:43
      a ja w sumie to takich wakacji jako kilkulatka nie pamietam zbyt dokładnie.
      na pewno nie jezdzilismy na wies, bo nie mielismy rodziny na wsi. ojciec byl nauczycielem, wiec w wakacje mielismy opieke, wyjezdzalismy na pewno tez (pamietam ze bylismy w Rabce, ale na pewno jeszcze gdzies), jeździlismy do babc (do innych miasteczek). pod namioty z rodzicami nie jezdzilam bo mama nie jest namiotowa, ale na pewno jezdzilismy "na domki". pamietam ze byliśmy dwa tygodnie "na domkach" nad jeziorem, do ktorego sie jedzie samochodem - bo ja wiem - 20 minut? big_grin wiec totalnie bez sesu, ale dawało nam to poczucie zmiany i bycia "w innym miejscu niz zawsze".
      w wieku szkolnym było juz łatwiej bo jezdzilismy na kolonie (co roku) i półkolonie (czasem), z ojcem na obozy sportowe (ktore organizowal) oraz na wczasy z rodzicami, także za granicę. no i od ok. 15rż to juz tez sami, na wakacje pod namiot, z grupą znajomych, fakt ze niedaleko od domu, ale sie jezdziło. generalnie mialam wtedy swietną paczkę znajomych, całe wakacje spędzalismy razem, robilismy ogniska, łazilismy na okolicy, organizowalismy sobie jakies rozrywki, w sumie nic takiego ale spedzalismy ze sobą całe dnie i fajnie to wspominam.
      ale na wies na wakacje pierwszy raz pojechałam z (wtedy-jeszcze-nie-)mężem - do jego ciotki, juz swietej pamieci niestety.
    • sasanka4321 Re: Moje wakacje 22.04.15, 10:49
      No wlasnie to bylo w tamtym watku pietnowane jako "manie w d...pie wakacji dzieci: kolonie i wyslanie gdzies na wies - a jesli juz jakis wklad to gora, gora najtaniej pod namiotem big_grin . A gdzie wczasy, narty, zagle, moze, obozy konne, wycieczki za granice? big_grin Na to nie starczalo, bo rodzice prowadzili hulaszcy tryb zycia, chocby wkladajac zaoszczedzone na wakacjach dzieci pieniadze w budowe domu big_grin

      I tak, uwazam, ze kolonie, namiot i wyslanie do babci to rewelacyjne wakacje i wystarczajacy wklad rodzicow, troska i zainteresowanie. I kiedys i teraz.
      • depompadur Re: Moje wakacje 22.04.15, 10:54
        Troska i zainteresowanie rodziców przejawiają się w wysyłaniu ich na np. miesiąc do dziadków? Chyba mam nieco inne wyobrażenie na temat troski rodzicielskiej big_grin
        • aankaa Re: Moje wakacje 22.04.15, 11:00
          a to nie Ty napisałaś : Następnie cztery tygodnie to pobyt u babci na wsi. ... Z tego wszystkiego najlepiej wspominam pobyty u babci. Wychodek za domem i mycie w misce, a ciepła woda była tylko wtedy, jak się ją podgrzało na piecu kaflowym.... Cudowne wspomnienia. Dzięki mojej babci
          • depompadur Re: Moje wakacje 22.04.15, 11:04
            Tak, to moje słowa. Nie zmienia to jednak faktu, że byłam tam wysyłana nie dlatego żeby mi zrobić przyjemność, tylko po to żeby matka sobie od nas odpoczęła. Nikt nie pytał się mnie czy chcę jechać na kolonie do X, do babci czy na wczasy. Po prostu miałam to oznajmiane. U mnie w domu była mocna tresura i dzieci nie miały nic do powiedzenia.
            • nenia1 Re: Moje wakacje 22.04.15, 11:17
              Tylko, że (jak zresztą sporo innych ludzi również) swoje jednostkowe doświadczenia uogólniasz na innych. Może twoi rodzice akurat chcieli odpocząć od ciebie, moi pracowali i nie byli w stanie spędzić ze mną 2 miesięcy wakacji non stop. Też jeździliśmy na wczasy, głównie nad morze, ale też w góry, do Zakopanego, do Rabki, do Szklarskiej Poręby, niemniej mało kto miał niepracujących przez dwa miesiące rodziców. Zresztą szczerze mówiąc właśnie ten odpoczynek, gdzie miałam "bandę" rówieśników wokół siebie najbardziej wrył mi się w pamięć, bo to było po prostu bardziej ekscytujące od spacerów z rodzicami smile
            • dziennik-niecodziennik Re: Moje wakacje 22.04.15, 11:21
              no to Ty tak mialas, ale nie wszyscy. owszem, moi rodzice tez nas wysylali do babć, ale nie po to zeby od nas odpoczac, tylko żebysmy mieli coś nowego i nie siedzieli cały rok na tyłku w jednym miejscu.
              • depompadur Re: Moje wakacje 22.04.15, 11:35
                Ale chyba każdy w tym temacie patrzy przez pryzmat swoich doświadczeń, czyż nie?
                • nenia1 Re: Moje wakacje 22.04.15, 11:42
                  Tak zgadza się, ale staram się nie uogólniać na całą grupę moich jednostkowych przeżyć (pewnie nie zawsze mi wychodzi) .
                • dziennik-niecodziennik Re: Moje wakacje 22.04.15, 11:50
                  tak, ale wyszo Ci lekkie uogólnienie - przynajmniej tak sugeruje tekst o tym że Twoim zdaniem wysylanie dziecka do dziadków to nie jest troska rodzicielska. to daje do zrozumienia ze rodzice wysyłający dzieci do dziadków nie dbajo o swoje dzieci.
                  jakbys chciała z wlasnych doswiadczeń tobys napisała "u moich rodziców to nei wynikało z troski o dziecko".
                  • depompadur Re: Moje wakacje 22.04.15, 12:18
                    Masz rację. Źle sie wyraziłam.
      • lilly_about Re: Moje wakacje 22.04.15, 11:10
        Na szczęście martwisz się o swoje dziecko, nie o moje.
        • dzikka Re: Moje wakacje 22.04.15, 12:17
          Wakacje miałam zawsze super. Po prostu. Nie było telewizji o komputerze mało kto słyszał a telefon, stacjonarny to był luksus. I człowiek nigdy się nie nudziłsmile Zawsze znalazło się coś i ktoś do zabawy. Frajda była kąpiel w rzecze czy jeziorze ale tez pomaganie przy żniwach czy dojenie krowy. Cudowne czasy.. Naprawdę miałam cudowne dzieciństwo choć bogato nie było.
    • fredka01 Re: Moje wakacje 23.04.15, 11:24
      WJa tak od drugiej połowy podstawówki właściwie sama zagospodarowywałam sobie wakacje. Wyjazdów z rodzicami na wczasy nie znosiłam, bo wkurzało mnie, że trzeba wracać do ośrodka na posiłki,a rodzice ciągle się czegoś czepiali. Od szóstej klasy podstawówki jeździłam co roku na rekolekcje oazowe, potem do ukochanej cioci na wieś koło Goleniowa, a później doszedł jeszcze obóz harcerski. Pobyt u cioci wspominam najlepiej, mogłam robić co chcę, a moimi najlepszymi przyjaciółmi były suczki ciotki. Jak już miałam dość wsi, to jechałam sobie na dzień do Szczecina na zakupy lub do kuzynostwa w Goleniowie smile
    • morgen_stern Re: Moje wakacje 23.04.15, 11:58
      Co roku 2-3 tygodnie kolonii (górnicze, nad morzem), z rodzicami na wczasach (górnicze, w Drawsku Pomorskim albo nad morzem), ale to nie co roku i miesiąc u babci na wsi.
      Nie rozpisując się specjalnie pamiętam, jak dziadek brał mnie na zbieranie zielonki dla królików. Późne popołudnie, powietrze pachniało już zmierzchem, dziadek wiózł mnie w wózeczku na zielonkę, a ja czułam się jak królowa życia smile
    • froshka66 Ich wakacje 23.04.15, 16:25
      17 latek z dziewczyną na wakacjach ?
      Zgodziłam się kiedy mój 17 syn oznajmił że chciałby pojechać na tydzień do babci swojego kolegi i że może pojedzie z nimi jego dziewczyna.Zgodziłam się bo byłam pewna że rodzice jego dziewczyny
      NA PEWNO sie nie zgodzą. Mieszkamy w małej miejscowości, gdzie wszyscy dobrze się znają.A dzisiaj spotkała mnie niespodzianka.
      Zgodzili się.
      Przeróżne myśli przelatują mi przez głowę, skrajnie różne. Mój mąż, uważa że jak zwykle szukam sobie problemu, i nie przeprowadzi żadnej poważnej rozmowy z synem , bo on i tak już wie wszystko co powinien. Skutecznie wyedukował go Internet i koledzy.
      forum.gazeta.pl/forum/w,29,81355975,81355975,17_latek_z_dziewczyna_na_wakacjach_.html
      Szukam obozu dla 17-latka
      Do tej pory syn jeździł ze sprawdzoną firmą, ale już wyrósł z ich oferty. Kompletnie nie orientuję się z kim można spokojnie wysłać nastolatka. Możecie coś polecić?
      forum.gazeta.pl/forum/w,567,157168475,157168475,Szukam_obozu_dla_17_latka.htmlwakacje

      Szukam miejsca na wakacje i tak marudzę:
      1. ten kraj niebezpieczny mi się wydaje np. Egipt
      2. hotel wielki moloch też mi nie leży
      3. basen na podwórku hotelu to 2 latka na smyczy będę musiała trzymać
      4. leżeć na plaży nie lubię, więc sama plaża odpada
      5. zorganizowane zwiedzanie z 2 latkiem wykończy i nas i współpodróżników

      Itp. Itp. Itp…..
    • peggy_su Re: Moje wakacje 23.04.15, 16:48
      Moje wakacje były zawsze beznadziejne. Z rodzicami nigdy nigdzie nie wyjezdzalismy. Czasem na 2 tygodnie jechalam do starszej siostry, dwa czy trzy razy byłam na koloniach. Ale to w sumie była bardziej kara niz wypoczynek. Nudziłam się niemiłosiernie i nie mogłam doczekac powrotu.
      W domu tez sie nudziłam. Duzo czytałam i nie mogłam doczekac sie wrzesnia. W szkole to chociaz kwitło jakies zycie towarzyskie wink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka