Tak się chciałam wyżalić, bo nie mam dzisiaj większych zmartwień
Wolny dzień - to pies mnie obudził o świcie i nie dało się usnąć. Głowa pęka, gorąco już jest - a miało padać, od kilku dni deszcz w prognozie jest "jutro".
Dostałam okres, boli mnie brzuch, jestem wqrwiona, a nie mam na co, ani na kogo, bo wszyscy wyjechali, co za dramat. Okres dzisiaj to co prawda koniec cyklu, który trwał monstrualnie długo, ale jednocześnie - tak kijowo wypadł, że akurat starania o ciążę najprawdopodobniej nieskuteczne będą przez następne 2-3 miechy, bo następna owulacja wypadnie na wyjeździe z daleka od męża. Człowiek sobie wakacje zaplanuje, to mu organizm pokazuje środkowy palec. A ja chcę dzidzi, teraz już zaraz!
A na dodatek, mogłam sobie coś porobić z pierdółek hobbystycznych, skoro mam wolne, ale nie - przecięłam łapkę tak fatalnie, że nic z ulubionych czynności nie da się zrobić.
I jeszcze ugotowałam sobie gar botwinki, miałam dzisiaj mieć na cały dzień i na zamrożenie jeszcze, a dzisiaj, jak na to spojrzałam, to stwierdziłam, że chcę jeść wszystko, ale nie buraki.
Co robić, jak żyć?
PS. Tak, spojrzenie na gar botwiny dobiło mnie całkiem. Taka tragedia.