kocianna
04.08.15, 10:43
Jakiś czas temu przeprowadziłam się do mieszkania, które przez poprzednich właścicieli było wynajmowane. Załatwiliśmy wszystkie sprawy w spółdzielni, gazowni i elektrowni, ale jeszcze wcześniej, w dniu podpisania aktu notarialnego, pobiegłam do dostawcy internetu podpisać umowę. Bo właściciele nie mieli podpisanej żadnej umowy na internet czy kablówkę.
Od czasu do czasu znajdowałam w skrzynce jakąś korespondencję do pana X. Poprzedni właściciele potwierdzili, że pan X rok temu wynajmował od nich mieszkanie, rozstali się w zgodzie i wystawili lokal na sprzedaż. Korespondencję wrzucali do zwrotów, poszłam więc za ich przykładem.
Później jednak zaczęli mnie nachodzić jacyś ludzie. "Dzień dobry, czy to pani X? Bo ma pani podłączoną usługę firmy Y..." - odpowiadam że nie, że nie pani X, tylko zupełnie inna pani, a usługę, owszem, mam, ale zupełnie innej firmy, na co jest wielkie zdziwko, że nie przepisałam na siebie usługi, bo przecież jest dostarczana. Ludzie ci czatują na mnie pod klatką albo wydzwaniają domofonem o 6 rano. Konsultant telefoniczny firmy Y rozkłada ręce, bo on nie wie, o co chodzi i z kim mnie połączyć.
Co robić, droga redakcjo?