damajah
04.08.15, 18:06
Co prawda ciśnienie mi opadło już dawno ale z ciekawości zadam pytanie bo nie wiem czy to ja zachowałam się jak burak czy pewien pan. Byłam tak zmęczona i zdenerwowana w tamtym momencie że zachowałam się zupełnie inaczej niż zwykle - bardzo asertywnie jak na mnie i nie jestem pewna czy nie chamsko.
Zacznę od tego że moja córka najmłodsza skończyła właśnie 24 miesiące i bunt dwulatka kwitnie. Dziś po drodze na plażę nastąpiło chyba jakieś przesilenie - totalna wojna pt. "kto wygra, mama czy ja" Napiszę krótko - reszta dzieci (moje 2, w tym 14 latka + druga 14 latka przyjaciółka córki) poszły się rozłożyć na plaży a ja postanowiłam zawalczyć (tak naprawdę to po prostu przerosło to moje możliwości fizyczne) Po ok. pół godziny rzutów na piasek wrzasków, prób, tłumaczeń i cyrku nieziemskiego (okraszonego komentarzami ludzi przechodzących - rozumiejących bądź potępiających moje umiejętności wychowawcze) udało mi się nakłonić mojego małego pulpecika (14 kg, ponad 100cm wzrostu) aby usiadła mi na ramionach i ruszyłyśmy szukać reszty towarzystwa.
Nie jestem siłaczką - po przejściu sporego dla mnie kawałka zobaczyłam resztę dzieci rozbijającą plażowy obozik. Tłum był koszmarny, ciężko było przejść pomiędzy parawanami i ręcznikami. Inteligentni (wg mnie) zostawili chociaż pół metra żeby można było przejść, mniej inteligentni rozbijali się parawan przy parawanie - nie było jak wyjść z brzegu którym szłam do dzieci które zlokalizowałam. Wreszcie znalazłam lukę w parawanach. W tej luce ulokował się pan z synami (najprawdopodobniej) Mieli tylko torbę i trzy ręczniki. Przy czym ręczniki ułożone tak że ostatni byle jak rzucony pod kątem - zasłaniał jedyną drogę przejścia w promieniu kilkunastu metrów (SERIO) Ja umęczona skierowałam się w stronę tych ręczników myśląc naiwnie że przejdę sobie boczkiem szybko i nie będę musiała szukać dalej przejścia. Ręczniki generalnie rzucone bez specjalnej atencji, szczególnie ten trzeci z prawej. Doszłam do ręczników chcąc przejść (nie dotykając ręczników) kiedy pan właściciel tychże ryknął na mnie że TU NIE MA PRZEJŚCIA i że mu zapiaszczę ręczniki. Zdębiałam i jako że myślałam że mi ramiona odpadną pod moim słodkim ciężarem zapytałam czy on tak na serio. Pan wstał i całą swoją posturą (na oko ze 1.5x większą od mojej) stanął mi na drodze i powtórnie ryknął że tu nie ma przejścia, żebym sobie przeszła gdzieś dalej i znalazła pomiędzy parawanami. Powiadomił mnie dosyć głośno że to nie jego wina że ktoś się parawanem rozbił tuż koło niego. Na to ja zapytałam czy nie widzi że mam na ramionach niemały ciężar i że ledwo zipię i że chyba żartuje że będę chodzić i szukać przejścia skoro moje dzieci są dwa metry przede mną, ja niosę ciężkie dziecko a on może przesunąć ręcznik o 30 cm to nawet ziarenko piasku na niego nie spadnie...
Przeszłam
Pan pomstował długo i siarczyście.
Powiedziałam mu że żaden z niego facet skoro widząc kobietę dźwigającą dziecko jeszcze się czepia, generalnie pojechałam mu po męskości solidnie.
Koniec końców jak odsapnęłam to przeniosłyśmy się kawałek dalej bo pan nie mógł przeżyć chyba tego przytyku i cały czas dogadywał i pokrzykiwał do mnie...
I na koniec- nie wiem czy nie zachowałam się chamsko.
Co wy na to?