morgen_stern
18.08.15, 22:43
Drobna upierdliwość dnia codziennego. Co sądzicie o "zajmowaniu" miejsca w autobusie lub pociągu? Dodam - autobusie miejskim i pociągu podmiejskim, bez miejscówek. Nie podoba mi się to za bardzo. W środku tłok, czeka mnie półgodzinna jazda i miło byłoby usiąść, szoruję do jedynego wolnego miejsca w zasięgu wzroku, a tam "Zajęte, czekam na koleżankę". Nic nie mówię, wzdycham i idę dalej, dobra, niech stracę, ale kiedyś nie wytrzymałam. W tramwaju tłok, akurat "weszłam" na jedyne wolne miejsce, już wisiałam nad siedzeniem, a koleś do mnie, że zajęte i to dość opryskliwym tonem. Żeby jeszcze był grzeczniejszy. Usiadłam. Prychał całą drogę oburzony.
Do dociekliwych - tak, lubię siedzieć, bo jeżdżę na ogół na długich trasach, a mam problemy z kręgosłupem. Ustępuję miejsca, kiedy trzeba, ale litości -nie jesteśmy w autokarze wycieczkowym z podstawówki, żeby dla koleżanki miejsce trzymać... Szczególnie zabawne to jest na stacjach lub przystankach, gdzie jest duży przepływ - Warszawa Śródmieście, masa ludzi wysiada i wsiada, a panna z obłędem w oczach trzyma torebkę na pustym siedzeniu obok, do każdego chcącego usiąść krzyczy ZAJĘTE i rozpaczliwie szuka wzrokiem owej koleżanki.