Dodaj do ulubionych

Kompromisy małżeńskie

14.12.15, 10:33
Czy w małżeństwie zawsze trzeba iść na kompromis, czy można walczyć o swoje, coś co jest dla jednej strony ważne, druga powinna ulec? Np. rozbieżności w temperamencie czy sposobie spędzania wolnego czasu. Mąż domator nie lubiący się integrować - dotychczas był zadowolony bo żona dotrzymywała mu w tym, ale to chyba tylko ze względu, że od samego początku małżeństwa pojawiły się dzieci i trzeba było z nimi siedzieć w domu, nie było babć, opiekunek, zatem i wieczornych wyjść, raz na rok do kina. Aż tu nagle... dzieci podrosły, pojawiło się hobby i matka (na szczęście z jednym z dzieci) co tydzień się "realizuje". Wybywa z domu na parę godzin, raz na tydzień zauważmy. Poznaje tam fajnych ludzi, okazuje się, że znajomi lubią się "integrować" i bywają imprezy, nie za często, 3 razy do roku takie z tańcami, alkoholem, no normalna zabawa - żona chce tam bywać, mąż próbował ale się nie zaaklimatyzował i ma to gdzieś, żona jeździ sama lub z dzieckiem. Mąż coraz bardziej wkurzony o te wypady, choć imprezowe są tylko kilka razy do roku. Czy to za dużo? Czy jak już dzieci odchowane (wiek podstawówki) to jak raz na tydzień żony nie ma w domu to jest dramat? Zwykle na tych imprezach żona nie pije bo przecież musi wrócić w nocy autem, raz mąż ją zawiózł i w nocy przyjechał po nią, a raz ona nocowała, ale generalnie wraca do domu.
Powinna zrezygnować z imprez i siedzieć w domu z mężem (on innej rozrywki nie wymyśli) czy ma prawo się upierać, że "teraz mogę sobie pożyć bo wcześniej tylko w domu przy dzieciach siedziałam". Jaka częstotliwość jest ok, a jaka to już przesada?
Obserwuj wątek
    • iwoniaw Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 10:38
      Uważam, że w takiej sytuacji kilka razy do roku to mąż (albo żona, jeśli to żona) powinien się przemóc i wręcz pójść z żoną na te balety oraz zachowywać się tam jak człowiek, a nie dzikus. To, że żona radzi sobie towarzysko sama i go nie ciągnie, powinien docenić, a nie fochy strzelać, no ludzie!
      W sytuacji, jaką opisujesz, to moim zdaniem żona POSZŁA JUŻ na kompromis - nie ciągnie ze sobą nietowarzyskiego męża (choć pewnie byłoby jej milej, gdyby mogła liczyć, jak inne żony, na towarzystwo swego męża) - zatem on powinien powściągnąć fochy, tak w ramach kompromisu ze swej strony.
      • milka_milka Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 10:42
        Dokładnie. Też uważam, że to żona poszła już na kompromis, nie mąż.
      • jehanette Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 10:52
        > Uważam, że w takiej sytuacji kilka razy do roku to mąż (albo żona, jeśli to żon
        > a) powinien się przemóc i wręcz pójść z żoną na te balety oraz zachowywać się t
        > am jak człowiek, a nie dzikus.

        Dlaczego niby, jeśli dla niego to żadna rozrywka? Naprawdę, lubienie uczestnictwa w imprezach nie jest obowiązkowe. Ja nie lubię, i każdy kto uważa że powinnam uczestniczyć w takowych, nie budzi mojej sympatii.
        • aneta-skarpeta Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 15:12
          siedzenie w domu też nie jest obowiązkowe, ale jak się ludzie kochają to mogą się poświęcic- raz pojsc na balet, a raz posiedziec w domu, innym razem jedno idzie

          bez fochów, ale bez zamykania sie na drugą stronę

          sama jestem domatorem i mój mąż też, ale dla dobra własnego czy dzieciaków wychodzimy, spotykamy sie z ludzmi

          bo jak juz sie wyjdzie to jest sympatycznie i miło, bo razem
          • mia_siochi Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 23:44
            U nas jest tak, ze maż ma swoje towarzystwo lekko imprezowe, za którym ja nie przepadam. Ani za towarzystwem, ani za imprezowaniem. Wiec on dostaje błogosławieństwo na wyjścia, coraz rzadsze, bo koledzy zajęci małymi dziećmi. I oboje z tego układu jesteśmy bardzo zadowoleni smile
    • jehanette Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 10:42
      Wszystko zależy od indywidualnych ustaleń między ludźmi... jeden/jedna jest ekstrawertykiem, i musi się "socjalizować" jak najczęściej, dla introwertyka jest to męczące i potrzebuje ładować akumulatory w inny sposób. Mnie zastanawia, jak to możliwe że ludzie z różnymi potrzebami dotyczącymi rozrywki, spotykania się z ludźmi etc są parą. Co ich ku sobie przyciągnęło? Jak spędzali czas zanim zdecydowali się pobrać, zanim pojawiły się dzieci?
      • iwoniaw Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 10:46
        Zapewne uprawiali dziki seks pięć razy na dzień - w tej sytuacji nawet zadeklarowany ekstrawertyk ma jednak znacznie ograniczoną potrzebę wychodzenia "do ludzi" wink
        • jehanette Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 10:56
          Good point wink
          Jednak pomiędzy coś tam się robiło i jakoś dla niepoznaki czas spędzało "jak ludzie" big_grin Ja na przykład ze swoim przyszłym mężem planowałam górskie wycieczki, oglądałam dziwne filmy i spędzałam czas na długich spacerach i jeszcze dłuższych rozmowach, między innymi o tym, jak lubimy spędzać czas - dzięki temu jasne było od dawna, że oboje nie lubimy imprez, spędów, tłumów i tańców, i teraz możemy z satysfakcją wspólnie omijać takie, wątpliwe dla nas, przyjemności.
          • julita165 Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 11:03
            No widzisz jak to jednak nie zawsze się sprawdza. Ja z moim juz ex mężem w czasach narzeczeńskich oprócz uprawiania seksu pięć razy dziennie bywałam w różnych miejscach, spędzałam czas na snuciu różnych planów, rozmawialiśmy o wielu sprawach i wydawało się że my to jak te dwie połówki jabłka a tu klops...albo on się bardzo postarał ukryć prawdziwe "ja" albo to jednak ja widziałam coś czego nie było bo po ślubie okazało się że jednak mamy zupełnie inne zapatrywania dosłownie na wszystko. I o ile kompromis co jakiś czas jest w związku jak najbardziej pożądany to jednak jak codziennie i na każdym kroku masz inne zdanie niz partner to nic z takiego związku nie będzie.
          • landora Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 13:53
            My mamy dużo wspólnego, wiele rzeczy lubimy robić razem, ale akurat potrzeby "towarzyskie" mamy inne. Nie mamy z tym problemu. To nie jest też tak, że ja nigdy i nigdzie nie wychodzę, tylko mi wystarcza mniejsza częstotliwość.
      • nowi-jka Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 11:13
        jehanette napisała:
        ludzie sie zmieniaja, zmieniaja sie priorytety etc
        zanim postanowili sie pobrac mieli 10-20 lat mniej i zupełnie inne potzreby
        • nowi-jka Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 11:16
          miao byc DO jehanette smile a nie ze napisała
          • jehanette Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 11:41
            Potrzeby i priorytety tak, ale osobowość aż tak się nie zmienia... przynajmniej wg mnie.
            • nowi-jka Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 11:43
              ludzie np stają sie pracoholikami, na studiach sie to nie dzieje
              • iwoniaw Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 12:02
                E, nie , tu bym się zgodziła z jehanette - jak ktoś ma rys pracoholika, to i na studiach robi trzy kierunki, na każdym pracuje na średnią, żeby starczyła na stypendium i jeszcze fuchy łapie... Ale rzeczywiście, po 10-20 latach człowiek może się "zestarzeć" i być mniej elastyczny wobec propozycji innych niż w młodości. Ludzie z wiekiem okopują się w swojej strefie komfortu i tracą chęć do eksperymentowania - tylko że niektórym się tak dzieje po 70., a innym po 30.
                • szarsz Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 12:51
                  > jak ktoś ma rys pracoholika, to i na studiach robi trzy kierunki, na każdym pracuje na średnią,
                  > żeby starczyła na stypendium i jeszcze fuchy łapie...

                  Niekoniecznie. Ani mój mąż, ani ja tacy nie byliśmy, on to hohoho, jak męczył się na studiach, a w tej jego chwili rys pracoholiczy i odpowiedzialny stanowczo przerósł mój.
                • aneta-skarpeta Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 15:17
                  ludzie się zmieniają

                  moi rodzice, jak bylismy mali to byli mega wyjazdowi i mega imprezowi. dzieciaki spały po bagażnikach i namiotach nad jeziorem, a balet trwał

                  jak wchodziłam w dorosłość to głównie mojej mamie się zaczęło odmieniać- w tej chwili mogłaby tygodniami w ogóle z domu nie wychodzic- ma swoje zajecia, co potrzebuje kupi w necie, tata robi zakupy spożywcze

                  jechać do znajomych? o matko, po co ględzić bez sensu

                  dobrze, że są święta to czasem musi zalożyć butywink

                  tata też mega domator, ale chętniej by czasem gdzieś wyszedł

                  natomiast zawsze im było dobrze razem, a są razem ze sobą non stop
            • mebloscianka_dziadka_franka Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 13:35
              Oczywiście, że się zmienia.
      • hema14 Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 12:30
        Właśnie jak się człowiek poznał to wiadomo, że najlepszy czas to ten spędzony z ukochanym, wspólne spacery, wyjazdy, u nas to trwało rok, potem był ślub i zaraz ciąża, także nie było czasu pomyśleć, że on nie lubi chodzić na imprezy, w tym czasie akurat były 3 śluby więc "musiał" się ze mną pobawić i raz byliśmy na sylwestra; on się pewnie dopasowywał, bo był tak we mnie zakochany, że zgadzał się na wszystko. A potem dom i dzieci, nie myślałam o zabawach, a jak miałam okazję wyjść to z siostrami raz na rok, bez męża - miał wymówkę, że dziecka/dzieci pilnował.
      • agaja5b Re: Kompromisy małżeńskie 15.12.15, 13:39
        Pewnie głównie w swoim towarzystwie, do budowy związku inni nie są wskazani, poza tym nie ma jednego przepisu na parę.
    • dziennik-niecodziennik Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 10:44
      > Czy w małżeństwie zawsze trzeba iść na kompromis (...) Powinna zrezygnować z imprez i
      > siedzieć w domu z mężem (on innej rozrywki nie wymyśli)

      powiem tak - w małżeństwie BARDZO warto wypracowywac kompromis, ale to co proponowane jest powyżej to nie jest kompromis big_grin
      w powyższej sytuacji kompromisem byloby gdyby pan siedział w domu bo lubi, pani uprawia hobby bo lubi, a na imprezy chodzą razem, albo ona chodzi sama ale na co drugą - wtedy oboje ponosza na zmiane jakies wyrzeczenie, raz ona poświęca imprezę, a raz on wieczór w domu.

      ale sadzę że tu bardziej się odzywa lęk pana że żona zmienia styl życia (no bo do tej pory siedziała) i moze muz domu wyfrunąć niż jego niechęc do wychodzenia.
    • quelquechose Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 10:48
      No cos ty... Rozumiem, gdyby wiecej tej żony nie było niż była, ale w opisanej sytuacji - daj spokój! smile Należy mężowi na spokojnie wytłumaczyć i niezależnie od jego opinii wychodzić. Utrzymać umiar, żeby jednak jakiś czas wspólnie spędzić, ale każdy ma prawo do przyjaźni i spędzania czasu, jak lubi.
    • spanish_fly Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 10:58
      Moim zdaniem trzy razy w roku to rzadko i gdyby mi mąż z tego powodu fochy strzelał to czułabym się pokrzywdzona. Ale my od początku małżeństwa mamy takie towarzystwa i zajęcia, którymi cieszymy się na ogół osobno i to nam obojgu odpowiada.

      Takie rzeczy są do ustalenia między małżonkami tylko i wyłącznie, tu nie ma żadnych reguł.
    • nowi-jka Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 11:11
      chyba o mnie napisałas tylko tych imprez jest kilkanascie w roku, choc fakt takie z tancami kilka no i mąz dopiero zaczyna sie irytowac do niedawna znosił dzielnie
    • melmire Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 11:25
      U mnie wsrod znajomych jest podobna sytuacja, pan ma zainteresowania i od wielu lat ustalony system spotkan ze znajomymi (raz w tygodniu od 20 do 24) i pani ktora...no coz, nie mnie oceniac, ale w kazdym razie jest osoba ktora bardzo wielu rzeczy nie uznaje, a co uznaje to MUSI byc praktykowane we dwoje. Nawet ogladanie seriali. Nieco mnie zatchnelo kiedy w rozmowie o serialach pan mi oznajmil ze POSTANOWILI nie ogladac iZombie bo pani sam pomysl wydaje sie obrzydliwy. Ostatnio wymknelo mu sie ze czytanie na kanapie tez nie obywa sie bez focha, bo jak on czyta to ona czuje sie sama i porzucona.
      Moim zdaniem z takimi ludzmi trzeba byc bezposrednim, wylozyc kawe na lawe i albo woz, albo przewoz.
      • aneta-skarpeta Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 15:21
        sytuacje mogą być różne, natomiast nie wygląda mi to na szczęśliwe małżeństwo

        może mąż nie zaspokaja potrzeb czułościowo-towarzyskich żony i dlatego ona widzi w czytaniu książki zagrożenie " no tak, reszcie mamy wolny wieczor, a on zamiast ze mną pogadac to czyta ksiazke"

        a moze pan nauczył panią, że jest jak piesek i obejrzy tylko jej seriale etc
    • slonko1335 Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 11:30
      Wiesz co ja jestem "takim mężem" po części ale absolutnie nie zabraniam "mojej żonie" takich imprez i cieszę się, ze nie muszę w nich uczestniczyć na siłę...próbowałam kilka razy, wynudziłam się jak mops i powiedziałam, ze dla zasady i idei więcej nie muszę ale nawet nie wpadłam na pomysł aby zakazać uczestnictwa mężowi ...

      Acha nie dotyczy to wszystkich ludzi i rodzajów zabawy, po prostu ta konkretna forma i towarzystwo mi nie odpowiada.
      • melmire Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 11:33
        To jest najlepsze wyjscie, nabzdyczony i cierpiacy partner siedzacy w kacie (ale przyszedl! pozwolil! dobry z niego pan!) to horror wiekszy od teksanskiej masakry smile
    • drinkit Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 11:53
      Żądanie od pani żeby siedziała w domu, bo mąż ma takie widzimisię jest szaleństwem, tym bardziej że mowa o imprezach 3 razy w roku - co to za ilość? Żadna. Problem by się zaczął, gdyby laska chciała np. co drugi weekend balować czy co tydzień.
      Jeżeli taka różnica w temperamentach, jedno domator, drugie nie, to nie jest dla mnie problem, tym bardziej że dzieci podrosły - naprawdę można tak się dogadać żeby był i czas na wspólne oglądanie filmów na kanapie czy ogródkowanie oraz na realizowanie się poza domem.
      Problem to jest, gdy ludzie maja odmienne poglądy na rolę religii/ateizmu w życiu, wychowanie dzieci, są dziko skąpi, jedno chce dzieci, drugie ani jednego.
      No i zdaje mi się, że w przypadku gdy jedno chce trzymać się non stop za łapki z drugim (bo JA jestem domatorem) to ma problem ze spędzeniem kawałka czasu z samym sobą. To cenna umiejętność, warto się jej nauczyć, chociażby po to żeby dac wytchnąć drugiej osobie.
    • beliska Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 12:00
      Małżonkowie to dwoje różnych ludzi. Niekoniecznie muszą tworzyć związek na zasadzie papużek nierozłączek. Żona już poszła na kompromis wcześniej i wg. mnie wystarczy.
      Mąż się przyzwyczaił i teraz strzela fochem, bo kto to widział zmiany w ustalonym raz trybie życia. Zapierałabym się z całych sił, najszczerzej jak potrafię i postawiłabym na chwile zabawy, które większości ludziom są w końcu niezbędne. Rezygnacja u mnie przyniosłaby frustrację i poczucie ubezwłasnowolnienia, a to nie wróżyłoby dobrze naszym stosunkomwink
      • hema14 Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 12:27
        Dzięki za wszystkie odpowiedzi. Potwierdzacie, że nie jestem samolubem i nie porzucam rodziny dla swoich przyjemności. Mojemu mężowi wydaje się, że "ja mam imprezy co tydzień", bo mnie nie ma np. 6-7 godzin w domu raz na tydzień, ale wracam przed 22. Dla mnie impreza to jest gdy wracam między 1-2, albo zostaję na noc, czyli jak mówię bardzo rzadko.
        Ja sobie weekendy planuję już w środę, czwartek, uprzedzam rodzinkę, że w sobotę lub niedzielę jedziemy na to hobby (ja z córką), ale ten drugi dzień "mamy wolne" i proszę możemy planować co mąż chce, odwiedzić jego rodziców, pójść na rodzinny spacer, pograć w grę planszową, zaprosić bliższych znajomych do nas na wspólne granie, obejrzeć film z dziećmi i objadać się popcornem, cokolwiek. Ale jakoś jak ja nie wymyślę tego "cokolwiek" to nic nie jest wymyślone, mężowi weekendy "przeciekają między palcami". Więc jak on by mi jeszcze wypominał wyjście w sobotę dajmy na to, to mnie biorą nerwy, skoro sobota i niedziela w domu są takie same, a właśnie ostatnio mi wypomina.
        • wuika Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 12:43
          I to niby to samo, ale już wygląda nieco inaczej. Wybywanie na cały dzień (15 - 22?), co tydzień, to już jeden z dwóch wolnych dni. Mąż się może wkurzać. Czy ma prawo, czy sam w tym czasie coś innego robi, planu, etc., to już inna sprawa? I nie chodzi o to, że Ty masz zrezygnować z hobby, albo mąż ma przestać strzelać fochy, ale że jest to temat do dyskusji. Dla mnie, gdyby męża nie było prawie cały dzień - raz w tygodniu, to byłoby dużo.
          • drinkit Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 12:50
            Ale zauwaz, ze ona swoja nieobecnoscia "zalatwia" tez czas z dzieckiem, czyli to nie tak ze sie beztrosko realizuje, ale de facto przeznacza czas tez dla czesci rodziny.
            • wuika Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 13:19
              Ja to rozumiem, ale to wygląda nieco inaczej niż impreza 3 razy do roku i fitness dwa razy w tygodniu. To jest cały wolny dzień, kiedy jej nie ma. Z tego punktu patrzę.
              • klamkas Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 13:53
                Nie cały dzień, tylko 6-7h. I podstawowe (dla mnie) pytanie brzmi co by robili, gdyby spędziła ten czas w domu? Faktycznie spędziliby go robiąc coś konkretnego wspólnie? Jeśli tak i tego czasu razem mężowi brakuje, to mogę zrozumieć (chociaż nie do końca). Jeśli nie i miałby to być czas na bycie w tym samym czasie w jednym domu, to dla mnie nie ma tematu - mąż zachowuje się jak obrażona księżniczka, której służąca nagle poprosiła o 6h wolnego.
                • eliszka25 Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 14:23
                  a to koniecznie trzeba robic cos konkretnego, zeby ze soba pobyc? u nas jeden dzien weekendu zwykle jest tzw. "dniem pizamowym", czyli spimy az sie wyspimy, jemy niespieszne sniadanie w pizamach, polegujemy na kanapie, dzieciaki sie przytulaja, ogladamy razem jakis film czy gramy w jakas gre albo po prostu leniuchujemy wspolnie. chyba wszyscy domownicy sa z tego zadowoleni, bo nawet dzieciaki co tydzien upominaja sie, zeby zrobic "dzien pizamowy". jest calkiem przyjemnie.
                  • klamkas Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 14:49
                    Chodzi o to, czy byliby razem, ze sobą, czy każde z nich snułoby się po domu obok tego drugiego (albo wręcz go nie zauważając). Wspólne leniuchowanie to też konkret, bo wspólne smile.
                    • hema14 Re: Kompromisy małżeńskie 15.12.15, 09:46
                      Tak, my też miewamy takie spokojne dni, np. niedziele. Wspólne powolne śniadanie, jakiś głupawy rozrywkowy program w telewizji, granie, przecież pisałam. Ale nie musi to być cały weekend. W tygodniu też mamy czas dla siebie, nie sądzę by te 7 godzin np. w sobotę zabierało nam wspólne chwile.
            • aneta-skarpeta Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 15:25
              tak sobie mysle

              moj maz wedkuje i nie przeszkadza mi to, bo nie jest to nagminne

              i teraz sobie wyobrażam, że mąż co drugi weekend bierze starszego i znikają na cały boży dzień z wędkami, regularnie

              do tego co drugi tydzien trzeba cos robic i zaplanować, bo za tydzien znowu on jedzie

              i tak caly czas

              to nie jest fajne

              ( wiem, jak mąż np studiowal, albo ja mialam kurs, albo mąż miał pracę w weekend). Każde z nas to rozumiało, ale tej drugiej osobie, która akurat "czekała" było trudno- bo spoko jak to jest raz na jakiś czas, a nie regularnie
          • nowi-jka Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 13:00
            ale mąz sie moze wkurzyc na co? na to ze żona woli czas spedzac inaczej niz z nim? ze potrzebuje wyjscia?
            moze powinien znów zainteresowac zone tak zeby nie musiała szukac atrakcji poza domem
        • iwoniaw Widocznie za mało mu roboty zostawiasz ;-) 14.12.15, 12:45
          Mąż się bez Ciebie nudzi, bo nie ma co robić. Zostaw mu listę rzeczy do ogarnięcia, czasochłonnych, to ani nie zauważy, jak mu popołudnie/wieczór sobotni zleci. Niech wypucuje garaż do połysku, strych posprząta, groch od pszenicy przed popielnikiem porozdziela... wink
          • hema14 Re: Widocznie za mało mu roboty zostawiasz ;-) 15.12.15, 09:48
            Ha, pomysłów to bym miała ale nie jestem taka. Właściwie to jedynie czego oczekuję to, żeby w taki dzień mąż zrobił obiad, ale zwykle mówię, że nie musi o nas myśleć, niech zrobi coś co lubią z synem, jak zostanie to ok, jak nie to nie, my możemy zjeść hot-doga na stacji i będzie ok, zwykle zresztą biorę coś do jedzenia na te parę godzin. A co do gotowania to mój mąż nie raz mówił "muszę więcej gotować, np. w weekendy, tak tak" - więc nie czuję bym go wykorzystywała nadmiernie, że sobie i dziecku obiad zrobi raz w tygodniu.
        • julita165 Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 12:50
          Duzo zależy tez od tego jak spędzacie czas pon-pt, ile pracujecie, ile macie czasu dla siebie ? Bo inaczej trzeba ocenić postępowanie w małżeństwie gdzie obie strony kończą pracę o 16 i mają również w tygodniu full czasu na to żeby porobić coś wspólnie więc poświęcenie nawet raz w tygodniu 6-7h wolnego dnia na swoje hobby nie powinno byc problemem a inaczej gdy w tygodniu para właściwie się nie widuje bo czasu wystarcza im tylko na dzień dobry i dobranoc.
        • eliszka25 Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 13:53
          po wpisie startowym chcialam napisac cos innego, ale po tym, co przeczytalam teraz, zmienilam zdanie.

          duzo zalezy od tego, jak wyglada caly wasz tydzien. jesli w tygodniu macie czas dla siebie, to ok. jednak jesli sytuacja jest np. podobna do naszej, czyli czas dla siebie w tygodniu mamy, gdy dzieciaki pojda spac, gdzies od 21, kiedy oboje jestesmy padnieci po calym dniu, to juz gorzej. gdyby teraz moj maz co tydzien jeden z 2 wolnych dni zaczal przeznaczac na wlasne rozrywki i wybywac z domu, to byloby mi zwyczajnie przykro. nie mam nic przeciwko wyjsciom meza, w druga strone tez nie ma problemu. nie musi to byc nawet specjalnie zaplanowane czy ustalone. wystarczy, ze np. maz zadzwoni z informacja, ze dzis wroci pozniej, bo spontanicznie umowili sie z kolegami na cos tam. jesli nie rozwala to wczesniejszych waznych planow, to wystarczy taka informacja i ok. bywa, ze nie ma go tez w weekend lub czesc weekendu, ale to jest wlasnie kilka razy w roku, a nie co tydzien.

          jednak czas tak naprawde dla siebie i dzieci mamy tylko w weekendy. zwlaszcza maz, ktory wraca do domu zwykle pozno i gdyby teraz polowe KAZDEGO weekendu dodatkowo nie bylo go w domu, to przyznam szczerze, ze by mi sie to nie podobalo. i tak, w naszej sytuacji uznalabym to za bardzo samolubne.

          dlatego nie bez znaczenia jest, jak wasze zycie wyglada przez caly tydzien, a nie tylko w weekendy. poza tym sam fakt, ze nie jest hucznie i z tancami nie oznacza od razu, ze to nie impreza. ostatnio spotkalam sie z kilkoma kolezankami. tancow nie bylo, byly 4 baby, wlasnorecznie upichcone jedzenie i kilka butelek wina. dla mnie to jak najbardziej byla calkiem przyjemna impreza, no mini-imprezka wink
          • hema14 Re: Kompromisy małżeńskie 15.12.15, 09:52
            Odnośnie końca to tak - z winem to już imprezka, bez wina to plotki koleżanek wink
            A co do czasu w tygodniu to mamy go dużo, mąż jest w domu od 17:30, dzieci nie są maluszkami, lekcje odrobią, same się umyją, wezmą kolację. Chodzimy na wspólne spacery prawie codziennie wieczorem (piesek) lub wręcz biegamy (ostatnio ze 2 razy w tyg. tylko), to mąż mnie w bieganie wciągnął więc ja "poświęciłam się" i uprawiam jego hobby. Oglądamy razem seriale, filmy, mamy taki sam gust, więc jest i posiedzonko na kanapie co wieczór. To naprawdę w sobotę też muszę koniecznie kolejny odcinek serialu zobaczyć??? Ja uważam, że nie.
            • eliszka25 Re: Kompromisy małżeńskie 15.12.15, 15:25
              moze za bardzo patrze przez pryzmat naszej sytuacji, ale powiem szczerze, ze byloby mi co najmniej dziwnie, gdyby moj maz kazdy sobotni wieczor spedzal poza domem. w sumie praktycznie w kazdy weekend maz ma tez czas dla siebie, bo np. bierze rower i wybywa na kilka godzin. nie jestesmy do siebie przyspawani, ale jednak wieczorne wyjscie, to dla mnie nieco inna kategoria.

              nie mam pojecia, co to za hobby i co ty tam tymi wieczorami robisz (zakladam, ze nic zdroznego wink), ale sprobuj sobie odwrocic sytuacje. wyobraz sobie, ze to ty w kazdy sobotni wieczor siedzisz w domu sama, a maz jest poza domem. jak bys sie z tym czula? nadal byloby to dla ciebie ok? a moze glowny problem polega na tym, ze ty masz swoje hobby, a maz nie?

              mnie moj maz zarazil bakcylem narciarskim, ale nigdy mi nawet do glowy nie przyszlo, ze moglabym to traktowac jako poswiecenie. poswiecilam sie moze ten pierwszy raz, kiedy dalam sie na narty zaciagnac, ale teraz to dla mnie sama przyjemnosc.
              • hema14 Re: Kompromisy małżeńskie 15.12.15, 15:52
                To nie są zawsze sobotnie wieczory, różnie tam jeżdżę, ale raz w tygodniu, w dni powszednie nie mam czym dojechać dlatego jednak w te weekendy czy to sobota czy niedziela, albo od rana albo po południu tych kilka godzinek. Najczęściej wracamy o 20, czasem o 21, ale podałam taki zakres do 22 "z zapasem" bo bywa. Po prostu spędzam tam więcej czasu niż potrzeba na to co robię, nie spieszy mi się, patrzę na innych, rozmawiamy, miło mija czas.
                A gdyby odwrócić sytuację - prawdopodobnie starałabym się jeździć z mężem bo ja nie jestem takim dzikusem jak on i już. A gdybym nie polubiła ludzi to zaakceptowałabym to, że ja mam swoje hobby i towarzystwo, on swoje, teraz to nawet dzieci mogą same zostać w domu w razie czego więc pogodzilibyśmy to. Ja potrafię znaleźć sobie zajęcie gdy męża nie ma i nie marudzę, mam tu na miejscu też więcej koleżanek niż on znajomych, więc najwyżej robiłabym sobie w domu babskie wieczory, ha. Ale nie mogę, bo mąż mi siedzi na głowie wink
                • eliszka25 Re: Kompromisy małżeńskie 15.12.15, 17:09
                  no teraz, to sytuacja wyglada nieco inaczej. ja to zrozumialam tak, ze wybywasz w kazda sobote z domu na cale popoludnie i prawie caly wieczor. to by mi sie srednio podobalo, gdyby cos takiego praktykowal moj maz. raz w tygodniu jakas aktywnosc bez meza/zony, to nawet zdrowo jest. nie mamy z mezem takich rozkminek, bo zadnemu z nas nie przyszlo do glowy, ze potrzebuje zgody partnera na posiadanie hobby. oczywiscie nie wszystko da sie robic spontanicznie, gdy sa dzieci, wiec bez uzgodnien typu "wroce dzis pozniej" czy "w sobote ide z x na badmintona" sie nie obejdzie, ale fochami nie strzelamy. staramy sie tez nie przesadzac, bo priorytetem jest jednak rodzina, ale raz w tygodniu, to przeciez nie codziennie. no i zabierasz ze soba dziecko, o ile dobrze zrozumialam, wiec jest to tez czas czesciowo poswiecony rodzinie.

                  chyba problem tkwi wlasnie w tym, ze ty masz hobby i potrzebujesz czesciej wyjsc do ludzi, a twoj maz nie. to samo w sobie nie jest problemem, jesli sie dogadacie. najwyrazniej jednak mezowi to nie w smak, wiec chyba powinniscie powaznie to obgadac.
        • memphis90 Re: Kompromisy małżeńskie 15.12.15, 14:08
          Mojemu mężowi wydaje się, że "ja mam im
          > prezy co tydzień", bo mnie nie ma np. 6-7 godzin w domu raz na tydzień, ale wra
          > cam przed 22. Dla mnie impreza to jest gdy wracam między 1-2,
          No chwila- ale jednak nie ma Cię regularnie co tydzień przez 6-7h i wracasz późnym wieczorem? Widać mężowi jednak te nieobecności nie są w smak, o czym warto pogadać. Ale mam wrażenie, że Wy tak naprawdę macie zupełnie inny problem, niż te wyjścia...
    • kropkacom Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 12:50
      Problem jest taki, że ty masz hobby a on nie. Na poczatku chciałam napisać, że wkurzałabym się nie o te trzy imprezy, ale o każdy weekend. Potem doszło do mnie, że gdyby sam organizował sobie/wam czas i drugiemu dziecku, nie byłoby problemu. Prawda?
      • julita165 Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 12:58
        Niekoniecznie. Ja miałam z mężem ( obecnie ex ) trochę podobny do autorki wątku problem tylko że to ja byłam ta "siedząca w domu" smile różnica polegała tylko na tym, że ja nie jestem typem domatora, przeciwnie przeważnie jestem bardzo chętna do zabawy i otwarta na propozycje natomiast mój ex mąż hołdował dziwnym i jak dla mnie nieakceptowalnym obyczajom towarzyskim ogólnie sprowadzającym się do tego, że każdy bardzo dużo czasu przeznaczonego na rozrywki towarzyskie spędza osobno. I nie chodziło tu o 3 imprezy w roku tylko tak raczej co drugi weekend. I do tego pracował w innym mieście i widywalismy się generalnie tylko sobota-niedziela. Przyznaję, sytuacja dla mnie była nieakceptowalna. Boje o to toczyliśmy ze trzy lata, potem odpuściłam ale to wcale nie naprawiło sytuacji i naszych, ja po prostu zaczęłam żyć tak jakbym nie miała męża. Skutek był jeden - po dwóch latach już nie mieliśmy o czym ze sobą gadać. Aktualnie jestem po rozwodzie i szczerze to rozstanie specjalnie jakoś mną nie wstrząsnęło bo właściwie od pewnego czasu żyłam jak rozwódka/singielka smile owszem, każdy w związku ma prawo do jakieś autonomii ale nie może być też tak, że każdy się realizuje bez udziału partnera bo to nie jest żaden związek. To co najwyżej jakies sublokatorstwo
        • kropkacom Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 13:00
          Tu nie chodzi o imprezy a o hobby i jak rozumiem pan się wymiksował. No ja nie jestem taka dobra aby co weekend impreza i nie ma sprawy.
          • memphis90 Re: Kompromisy małżeńskie 15.12.15, 14:16
            No nie wiemy, czy o hobby, bo autorka twierdzi, że to, co robi to nie impreza, bo kończy się o 22, a imprezy są do 1-2 w nocy wink
    • princy-mincy Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 12:56
      W malzenstwie warto sie dogadywac tak, by obie strony byly zadowolone (co nie oznacza z rezygnacji z siebie ale niekoniecznie musi byc walka o swoje). Ja z moim mezem nie walcze, nie chce z nim walczyc ani nie mam takiej potrzeby.
      Mozna normalnie rozmawiac tak, by obie strony mialy tyle samo praw co i obowiazkow, by byla jakas rownowaga.

      W tym opisanym przypadku to nie jest kompromis- tzn pani juz poszla na kompromis ale pan nic od siebie nie zaproponowal.
      • bi_scotti Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 14:31
        Jest jeszcze opcja, ze wsrod innych uprawiaczek Twojego hobby poszukasz kobiety z podobnym mezem jak Twoj i ich sparujesz. Powaznie mowie. Moi rodzice tak mieli: tata uwielbial tanczyc, mama not so much wink No i mieli pare przyjaciol, z ktorymi chodzili na dancingi - tata obtancowywal przyjaciolke, mama z przyjacielem (tez niechetnym tancom!) siedzieli w kacie, palili papierosy i gadali o swiecie - wszyscy czworo wracali po takich wieczorach super happy smile Wiec moze Twoj maz potrzebuje podobnego sobie "mruka", z ktorym sobie posiedza i pogadaja gdy ich panie beda to hobby ten-tego tongue_out Cheers.
        • hema14 Re: Kompromisy małżeńskie 15.12.15, 09:57
          Hm to chyba nie wchodzi w grę, mąż był tam ze mną na dwóch imprezach i nie zaaklimatyzował się, ani ja się dobrze nie wybawiłam ani on. Dla niego to katorga. Ja się zamierzam poświęcić i tego sylwestra przesiedzieć w domu (tak!), w imię kolejnych imprez na które mnie "puści" bez narzekania w przyszłym roku. Na sylwka sama bym nie poszła bez męża, więc zostanę w domu (choć może się trafić jakaś domówka u innych znajomych, ale to też jeśli JA to dogadam a on łaskawie się zgodzi). Czyli szukam sposobów aby ten mój mąż nie czuł, że muszę być na każdej imprezie. Wkurzyłam się tylko pisząc ten wątek, bo mi wypomniał, że chcę na wigilię się udać z tymi znajomymi, wiecie taką wigilię przed Świętami, jak są w zakładach pracy, to tu też sobie organizujemy. I ja miałabym nie być?! Nie podzielić się opłatkiem?
          Powiem Wam tak, mój mąż ma co roku wigilie w pracy i on nigdy nie chodzi, a koledzy i koleżanki w pracy go lubią, zachęcają, na wigilii fajny catering, a jemu się nie chce! Ja go z domu wypycham wręcz, mówię "idź, nie musisz wracać wcześnie, może ktoś Cię odwiezie to mógłbyś wypić drinka" itd. a on nie.
          • bi_scotti Re: Kompromisy małżeńskie 15.12.15, 14:39
            Ale tak w ogole to sie lubicie, tak? To znaczy, tak ogolnie to to jest fajny facet i chcesz sie z nim dogadac? smile No to z nim gadaj. Tlumacz na spokojnie, wygrzeb z piwnicy najglebiej schowana na czarna godzine extra puszke cierpliwosci i lagodnosci no i gadajcie. Niech on Ci powie o co tak naprawde mu chodzi. Czy to jest faktycznie jego niechec do imprez, czy jakas dziecinna zazdrosc, czy lenistwo, czy co ...? Jak on tak lubi "tylko w domu", to czy bylby sklonny sie zaangazowac w organizowanie czesciej czegos u Was? Ten numer nie przejdzie jesli to jest lenistwo wink Ale jesli to jest lenistwo to z tym tez mozna probowac cos zrobic, bo moze to jakis blues (nie zaraz wielka depresja ale taki jakis "smuteczek" wynikajacy z wieku czy pory roku, czy czegos jeszcze) - nad tym sie da troche popracowac uzywajac nawet prostych srodkow typu swieze powietrze, sex, muzyka, kino, sport etc. Pewnie, ze on nie powinien Cie az tak ograniczac/terroryzowac czy az tak Ci marudzic ale jesli to jest fajny maz, to pewnie warto dociec z czego tak naprawde bierze sie ten jego sprzeciw i dopiero wtedy probowac "leczyc". On Cie chyba bardzo potrzebuje - ciekawe czemu az tak. Rob swoje, tzn. chodz gdzie chcesz i kiedy chcesz ale jednoczesnie poswiec troche czasu i energii na "przyjrzenie sie" temu Twojemu facetowi - jemu chyba jest zle i pewnie tylko Ty mozesz jakos mu pomoc zeby byl bardziej happy. Good luck.
            • hema14 Re: Kompromisy małżeńskie 15.12.15, 15:59
              Dzięki, prawie trafiłaś w sedno. On ma depresję od lat, tylko teraz od dawna w fazie ukrytej, że niby nie ma. Ale to już siedzi w charakterze człowieka, a ja tyle lat byłam cierpliwą żoną i wspierającą. A tu kolejne rady typu "Ty wymyśl, Ty pogadaj, więcej seksu, czułości, rozmów z Twojej strony" - tylko ja i ja mam się starać bo jaśnie pan mąż ma depresję? Minęło mi. Jestem niestety na etapie, że i tak robię swoje, i wolę by to zaakceptował, bo jestem dobrą żoną i matką i proszę więcej ode mnie nie wymagać. On jest dobrym mężem i ojcem, ale o osobowości melancholijno-cholerycznej, także nie wiem czy tam "w piwnicy" to jeszcze jakaś puszka cierpliwości stoi, uwierz. Jest dobrze jak jest, ale ja nie popracuję teraz nad polepszeniem relacji, to nie ten etap. I nie zamierzam czuć się winna, oboje jesteśmy dorośli.
    • landora Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 13:51
      Nie rozumiem układów, gdzie jedno nie może się na krok ruszyć z domu bez drugiego - w obie strony z resztą.
      Ja jestem o wiele mniej towarzyska od mojego męża, nie zawsze mam ochotę wyjść do ludzi, ale nie wyobrażam sobie mu tego zakazywać ot tak, bez powodu. Z drugiej strony mam swoich znajomych, z którymi spotykam się bez męża - i zabiłabym go śmiechem, gdyby próbował mi tego zakazać.
    • lady-z-gaga Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 21:21
      Nie, nie uważam, żeby siedzenie na dupsku w domu, żeby zadowolic współmałżonka, było konieczne.
      Gdyby jedna osoba wychodziła i zostawiała drugą z obowiązkami, byłoby to może nie w porządku.
      Natomiast sam fakt, że mąż nie potrafi sobie zagospodarowac wolnego czasu, to nie jest argument za tym, żebyś miała zrezygnować ze swoich zainteresowań. Może uczestniczyć razem w Wami, nie chce - jego problem. Robienie scen to dowód zaborczości i egoizmu.
      • lady-z-gaga Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 21:23
        żeby siedzenie na dupsku w domu, żeby zadowolic współmałżonka,
        > było konieczne.

        żeby - żeby....
        przepraszam, za szybko wysłałam bez sprawdzenia smile
    • koronka2012 Re: Kompromisy małżeńskie 14.12.15, 22:51
      To o czym piszesz, to żaden kompromis, a wyparcie swoich potrzeb, to są zupełnie inne sytuacje. Kompromis polega na tym, że każda ze stron się nagina, tu tego absolutnie nie widzę. Mąż nie chodzi z żoną, za to ma pretensję, to raczej wygląda na szantaż emocjonalny niż chęć kompromisu.

      Ja tym nie odpuściła, duszę się w takich klimatach i nie wyobrażam nie wyjść gdzieś raz na tydzień, siedzenie w domu i kiszenie się przed tv, brrrr... Nie chciałabym za nic żyć jak staruszka.
      • hema14 Re: Kompromisy małżeńskie 15.12.15, 09:59
        Właśnie, dla mnie tylko spacery i oglądanie seriali to jak życie na emeryturze. Dobrze chociaż, że to są seriale o zombiech a poza spacerami też biegamy... wink
    • attiya Re: Kompromisy małżeńskie 15.12.15, 07:04
      no ale z tego, co piszesz, mąż też realizuje się i to codziennie - w domu
      zazwyczaj jego wzniosła realizacja polega na pykaniu z kanały na kanał a żona zapodaje mu a to to a to owo....teraz szczególnie w soboty nie ma kto mu zapodawać różnych przysmaków, więc wkurzenie zaczyna powoli wzrastać
      a i konieczność zajęcia się drugim dzieckiem też pewnie na owo wkurzenie wpływa
      zapewne dobra, posłuszna, pokorna żona swoje rozrywki powinna realizować w domu, przy mężu a nie poza domem
      a tak na poważnie, niech pan się bierze za siebie, bo może poczuć pewien ciężar na głowie suspicious
    • aribeth1 Re: Kompromisy małżeńskie 15.12.15, 09:58
      A dziecko nr 2 nie czuje się w tym wszystkim nieco pominięte? Bo o ile pana i jego fochy miałabym w głębokim poważaniu, to jednak zastanowiłabym się, jak czuje się dziecko, którego siostra ma mamę "na wyłączność" co tydzień przez cały dzień, podczas gdy ono (on?) zmuszone jest spędzać ten dzień z naburmuszonym ojcem, który jak rozumiem, rozrywek alternatywnych w tym czasie nie zapewnia.
      • hema14 Re: Kompromisy małżeńskie 15.12.15, 10:01
        Och, mąż pewnie nie jest naburmuszony cały dzień, a synek szczęśliwy jak razem z tatą przejdą kolejny poziom w grze komputerowej wink Mają swój "męski" czas, też dobrze. Ja w tygodniu jestem bardzo dużo z dziećmi.
    • agaja5b Re: Kompromisy małżeńskie 15.12.15, 13:36
      Chyba zależy od tego jak ważne jest to coś dla jednego małżonka i na jak wielki kompromis musiałaby pójść druga strona. Wg mnie 3 razy do roku to nie jest duże poświęcenie, ale to tylko moja opinia. Poza tym spotykam sie też wciąż z takim przekonaniem, ze nalezy chodzić razem, bo wszyscy sa w parach, bo są pytania, gdzie jest druga połowa itp i trzeba sie tlumaczyć. Wg mnie bzdura. Ja sporo rzeczy, które lubię robię sama. Nie ciągne męża na siłę w swoje klimaty, on mnie też nie, na jakies klasowe zloty jeździ sam, ja na swoje imprezy też idę sama. Nie zależy mi koniecznie by był, bo ja radzę sobie sama, wiem że by się nudził, a w tym czasie może porobić sobie co innego.Oczywiście czasem fajnie jest pójść gdzieś razem, czasem kusi mnie taka wizja by wszystko robić razem, ale na dłuższą metę chyba by nie wyszło u nas. To ja jestem zbyt osobna i potrzebuje przestrzeni. Jestesmy trochę z innych bajek, więc nie wszystkich znajomych mamy wspólnych, nie wszystkich akceptujemy w takim samym stopniu, choc jak przyjdą to staramy się nie zachowywac jak buce, ale mąż np wie że na niektórych reaguję alergicznie i tych trzyma ode mnie na zdrowy dystanswink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka