Dodaj do ulubionych

Piekło zwane młodością

19.04.16, 10:36
Zapomniał wół jak cielęciem był. Co dla Was było najtrudniejsze, kiedy byłyście nastolatkami? A co was najbardziej wkurzało w podejściu Waszych rodziców do Waszych problemów?

Pamiętam, że strasznie nie podobał mi się mój nos, a moja psiapsiółka o nienagannej figurze okropnie przejmowała się grubymi udami. Pamiętam, że byłam outsiderką i chyba nie bardzo mi to przeszkadzało, ale bolało wyśmiewanie się jednej koleżanki (która zresztą na którejś wigilii klasowej do mnie podeszła, przeprosiła i nigdy więcej nie powiedziała mi nic niemiłego) i upokorzenia od pani od geografii.
U rodziców wkurzające było tylko to, że jako najstarsza musiałam wytyczać drogę, którą później bez problemów podążało moje rodzeństwo (kwestie wychodzenia na nocne imprezy, wyższego kieszonkowego, spotykania się z sympatiami etc.).

Ale ogólnie jakiegoś piekła nie pamiętam... Właściwie dopiero teraz, jako baba niemal 40-letnia, przeżywam jakiś bunt i zaczęłam się stawiać.
Obserwuj wątek
    • beataj1 Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 10:40
      Nadmierna kontrola rodziców ( która i tak była niewielka q porównaniu do dzisiejszej kontroli rodziców nad dziećmi) to że mogłam mniej od moich rówieśników i każde wydarzenie oznaczało długie negocjacje i przekonywanie. A i tak byłam generalnie grzeczna i nie sprawiajaca kłopotów.
    • kaz_nodzieja Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 10:45
      Nigdy nie chciałabym być z powrotem nastolatką. Życie zaczyna się tak od 21 roku życia i nie dziwię się, że w wielu krajach dopiero wtedy można być legalnie dorosłym. Okropne stany spowodowane waleniem hormonów, br... Nigdy więcej.
      • triss_merigold6 Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 10:49
        Ból istnienia, potrzeba katowania się smutnymi piosenkami na zmianę z durnymi pomysłami w ramach walki z nudą. Nigdy nie miałam takiego poczucia własnej nieśmiertelności jak w wieku nastoletnim.
    • julita165 Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 10:47
      A jakaś dziwna jestem bo nie przypominam sobie żebym mając lat naście miała problemy, ani ze sobą ani z rówieśnikami ani z rodzicami. Jeżeli o tych ostatnich mowa to byłam wręcz obiektem zazdrości koleżanek.
    • triss_merigold6 Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 10:47
      Ból istnienia mi dolegał, poczucie wyjątkowego niezrozumienia we wszechświecie połączone z potrzebą bycia jak wszyscy. Znużenie szkołą, a ściślej rzecz biorąc podstawówką - w VIII klasie czas ciągnął się jak guma.
      Kontrola rodziców - o tyle, o ile, narzekania były bardziej rytualne niż uzasadnione. Na nocne imprezy - domowo-klasowe zaczęłam wychodzić w wieku 16 lat, a do klubowych się jakoś strasznie nie rwałam.
    • berdebul Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 10:56
      Szkoła, która była stratą czasu.
      Wieczny brak pieniędzy, możliwości decydowania o tym co będę robić, kiedy będę to robić.
      Konieczność spędzania czasu z ludźmi, których nie lubiłam i którzy nie lubili mnie.
      Zależność (kasa, godziny powrotu, ubrania itd).
    • kamunyak Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 11:01
      nic mi nie przeszkadzało, wszystko było fantastyczne. Wychowywała mnie tylko matka więc zbytniej kontroli w domu nie miałam bo matka czasu nie miała, zeby dopilnowywać swoje owieczki. W szkole problemu nie miałam więc matka "nie przyglądła sie" zbytnio co robie poza nią. Wystarczyło tylko, ze powiedziałam "umówiłam się", "wrócę później".
      Jedynymi problemami, które sobie przypominam, i to niezwykłej wagi to były typu "czy ON dzisiaj na mnie spojrzy?".
    • redheadfreaq Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 11:03
      Byłam zapuszczoną szarą myszą. W domu moje kompleksy były wyśmiewane i potęgowane ("po co zakładasz stanik na te pryszcze?"), nikt nie nauczył mnie dbać o wygląd - moja mama, zawsze otyła, w garsonkach i workowatych, zgniłozielonych swetrach chyba chciała ze mnie zrobić swojego klona. Moje "cierpienia młodego Wertera" były boleśnie wyśmiewane i lekceważone. Rozumiem, że z punktu widzenia osoby dorosłej moje problemy mogły wydawać się błahe, ale naprawdę potrzebowałam choćby głupiego "rozumiem, że to trudne", zamiast "histeryzujesz".
      • princesswhitewolf Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 11:58
        >W domu moje kompleksy były wyśmiewane i potęgowane ("po co zakładasz stanik na te pryszcze?"),

        lo moj boziu, to okropne robic cos takiego dziewczynie < uscisk>
      • cosmetic.wipes Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 12:06
        O k...
        Jakie masz dziś układy z matką?
    • zuleyka.z.talgaru Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 11:12
      Chyba jedynie to, że rodzice nie celebrowali moich sukcesów poetyckich. Już bardziej ucieszeni byli rodzice mojej pierwszej miłości wink
      • lellapolella Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 11:26
        Poczucie, że prawdziwe życie toczy się gdzie indziej a ja utknęłam w jakimś sennym koszmarze i jak już uda mi się z niego wydostać (o ile się uda), tort będzie dawno podzielony wink Dojmujący ból istnienia, wrażenie nierealności i totalnego bezsensu, życie w muzyce. Rodzice nie byli upierdliwi, mieli własne problemy.
      • princesswhitewolf Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 11:32
        -sukcesów poetyckich.

        Laur Wierzbaka? A wiesz ze kiedys tam tez bylam laureatem... moze sie znamy he he...

        Dzis jestem bardzo bardzo daleka od wszelakiej poezjismile))
        • zuleyka.z.talgaru Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 11:44
          Między innymi. Też Spojrzenia (ten akurat prozatorski) itp.

          W tej chwili poezja to mi w piosence turystycznej została (nie mojej smile )
          • princesswhitewolf Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 11:56
            a Wierzbak powaznie? ... bylas na jakichs zgrupowaniach ich? Ale ty pewno pozniej niz ja, bo ja na koncu lat 80tych
            • zuleyka.z.talgaru Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 15:19
              Turniej o laur wierzbaka - ja to pozniej niz Ty smile
              • princesswhitewolf Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 16:35
                pl.prepedia.org/wiki/Laur_Wierzbaka

                wymienili cie tu? mnie tak. Poznalam tez Myszora tego z Myslowic zespolu na jednym ze zgrupowan. tzn wczesniej zanim zespol powstal tam bral udzial
                • zuleyka.z.talgaru Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 17:15
                  Tak. Poznałam kilka osób, z dwiema dziewczynami potem studiowałam smile
    • princesswhitewolf Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 11:31
      >Co dla Was było najtrudniejsze, kiedy byłyście nastolatkami?

      najtrudniejszy byl wiek tak od 19 do 24 lat. Dawno to bylo. Bylam bardzo ladna dziewczyna wtedy. Pracowalam tez jako modelka. Studiowalam dosc elitarny kierunek zdominowany przez meskich wykladowcow. Boze, co ja przeszlam z tymi bydlakami. Nie dosc ze kierunek byl trudny bo bylo 12 na jedno miejsce to po pierwszym roku z 70 ktorych przyjeli zostalo 30 a w terminie po latach skonczylo nas 12 osob. Ja bylam jedna z tych osob, ale kuc musialam 3 x tyle co kazdy inny. Wredne bydlaki ciagle mi robily niedwuznaczne sugestie. Uwazali ze skoro ladna to na pewno glupia. Jeden mnie nawet uszczypnal w biust. A ze bylam mloda zastraszona dziewczyna to niestety nic z tym nie zrobilam. W dodatku ubieralam sie w co chcialam, czyli jakies garsonki a zapewne gdybym wlozyla jakas czarna kiece do ziemi i nie malowalabym sie to zapewne mialabym spokoj.
      Z pewnoscia owe komunistyczne wszechwladne dziady przyczynily sie do tego ze wyjechalam z Polski i kolejne studia odbylam w polnocnej Kalifornii. Kolejne studia pomimo tez wysokiego poziomu... to byla wolnosc a wykladowcy naprawde cywilizowani...
    • default Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 11:34
      W dzieciństwie i wczesnym nastolęctwie głównie cierpiałam z powodu swojej nieśmiałości, problemem było dla mnie nawet odezwanie się w sklepie do ekspedientki smile A już konieczność zetknięcia się z grupą rówieśniczą (nowa szkoła!) to była potworna trauma.
      Potem nagle odkryłam, że wyrosłam na atrakcyjną nastolatkę, powodzenie nieco przewróciło mi w głowie, z nieśmiałej myszki zrobiłam się żywiołowa, desperacko odważna i tryskająca kontrowersyjnymi pomysłami. Przez co ciągle popadałam w konflikty w szkole, aż do wywalenia z liceum. Te historie nakręcały we mnie bunt, czułam się prześladowana i niezrozumiana i o ile od nauczycieli nawet specjalnie tego zrozumienia nie oczekiwałam, o tyle niesłychanie bolało mnie, że rodzice właśnie ze szkołą się solidaryzują - przeciwko mnie.
      Ogólnie okres od końca podstawówki do matury wspominam jako wieczną szarpaninę, zmienność nastrojów i nieradzenie sobie z nimi - od euforii w czasie randek, imprez, spotkań z przyjaciółmi, zajęć w kółku teatralnym (moja pasja z tamtego okresu) itp. - do upadku na dno frustracji, po kolejnej awanturze w domu czy w szkole.
    • owczarkini Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 11:35
      Przez wiele lat pisałam pamiętniki. Zajrzawszy do nich jakiś czas temu uświadomiłam sobie, jak trudne było dojrzewanie i jak bardzo się przejmowałam pierdołami smile To już wolę obecny wiek średni i umiejętność w..piemania, naprawdę.
      • triss_merigold6 Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 11:45
        O tak, skala przejmowania się drobiazgami była niewiarygodna, tyle że wtedy to były istotne kwestie codziennego życia towarzyskiego, a nie drobiazgi.
      • princesswhitewolf Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 11:45
        no wlasnie owczarkini. To chyba, co powinnysmy zapamietac i w czym pomoc naszym dzieciom to NAUKE OLEWANIA. Aby sie nie przejmowali tym co ci powie ktos inny. Inne nastolatki, nauczyciele, wykladowcy.
        Jedno co chcialabym przekazac mojemu dziecku to asertywnosc ktora nabylam z wiekiem i doswiadczeniem. O ile latwiejsze byloby jego dziecinstwo i mlodosc. Nie dam mu popelnic bledu i uwierzyc w to ze nauczyciel to polBog a inne te pewniejsze siebie nastolatki to idealne wzorce do nasladowania.
        • triss_merigold6 Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 12:11
          Nie da się. IMO nie da się, to każdy musi na własnej skórze odczuć. Można pokazywać perspektywę, ale bez upierania się i wiary, że dziecko ją przyswoi.
          • owczarkini Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 12:16
            Też mi się wydaje, że to nie takie proste. Do tego po prostu trzeba dojrzeć. Można tłumaczyć, przywoływać przykłady, ale nie da się ani za dziecko nabyć doświadczenia życiowego, ani popełnić błędów.
            • princesswhitewolf Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 13:23
              pewno ze nie takie proste, ale costam sie da. Przeciez w przeciwnym razie wychowanie nie mialoby zadnego wplywu na rozwoj dziecka i bylaby to wypadkowa tylko genow i doswiadczen.

              Mysle, ze jest roznica w wychowaniu przez:

              - matke traktujaca szkole i nauczycieli z poboznoscia jako wyrocznie
              - matke zlewajaca totalnie szkole i obowiazki szkolne
              - matke podchodzaca rozsadnie czyli uczestniczacej w nauce dziecka ale wspierajacej dzieciaka w przypadkach kiedy jest bezzasadnie atakowany

              a w Polsce w ktorej sie ja wychowalam nauczyciele i wykladowcy mieli niesamowita wrecz wladze...
    • afro.ninja Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 11:59
      Chyba za duzo sie nudziłam.
    • europadasielubic Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 12:05
      Nie podobałam się chłopakom w liceum.
      Pierwszego chłopaka miałam dopiero w wieku 18 lat.
      Szaleli za mną wówczas głównie panowie 60+, szczęśliwie chłopak miał 20, ale był wyjątkowy, nie z tamtej epoki.
      Mężczyźni ogólnie zaczęli za mną szaleć jak skończyłam 25 lat.
      A kompleksy się ciągnęły, więc zamiast się z tego śmiać, ja nie umiałam zupełnie tego przyjąć z godnością.
      Po 30 się uspokoiłam. Oni dalej szaleją, ale ja już umiem sobie z tym radzić.
    • obrus_w_paski Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 12:07
      Z pewnym rozczuleniem wspominam to nurzanie sie w muzyce, do teraz mam słabość do joy division. w wieku 15 lat słuchałam ich na walkmanie all over again. Muzyka dała mi jakis obycie z językiem obcym, pamietam jak siedziałam z Zeszytem i ze słuchu przepisywałam piosenki zatrzymując co chwile muzykę. Pamietam jak wiele problemow zrobiło mi słowo "tomorrow"z piosenki "easy" faith no morewink. Teraz jednym klikiem mozna miec słowa piosenki w każdym języku swiata.
      Ogolnie czułam sie niezrozumiała, wyobcowana, nie na swoim miejscu, a każda bzdura była ogromnym problemem. Żałuje ze nie miałam wiecej swobody. tzn miałam te fizyczna; np będąc nastolatka zostawałam na tydzień sama w domu, mogłam chodzic na imprezy bez problemu, ale z drugiej strony byłam bardzo uzależniona od rodzicow w innych znacznie ważniejszych kwestiach jak np studia, mieszkanie itp. Zahukana byłam i bardzo współczuje dzisiejszym nastolatkom; ich życie musi byc jeszcze cięższe, bo wieksza presja dot. Edukacji, życie w sieci, stalking cyfrowy
    • solejrolia Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 12:12
      no to się zaczęło wraz z pójściem do szkoły średniej- rodzice wybrali mi szkołę, i rodzice z siostrą wymusili na mnie, że rozstałam się z pierwszą, zupełnie niewinną, romantyczną sympatią- to takie były katalizatory. no i się zaczęło...konflikty, bunt, odrzucenie autorytetów, chodzenie własnymi ścieżkami.

      pamietam jak bardzo pięłam do dorosłości, jak strasznie walczyłam o swoją niezależność, finansową, decyzyjną (wciąz pisze o szkole średniej)
      chciałam, szybciej, więcej, już i natychmiast- zero cierpliwości, totalne rozedrganie. było burzliwie!
      i generalnie robiłam co chciałamtongue_out -moi rodzice dość szybko odpuścili mi, bo i tak nie potrafili mnie usadzić na tyłkubig_grin
      niestety tez nigdy nie pomysleli żeby np. przyjechać po mnie po imprezie- czas 18-tek- stąd robiłam co chciałam, i wracałam kiedy chciałam...niestety często było to zwyczajnie niebezpieczne. niby byłam rozsądna a jednak wcale nie, i moi rodzice zupełnie nie wiedzieli co robię, gdzie i z kim, i niezadbali o tę własnie sferę bezpieczeństwa (z własnej wygody oczywiście nie zadbali).

      a na studiach- początek to jeszcze była kontynuacja, momentami aż się zachłystywałam tym że się wyrwałam z domu, ale ... szybko mi przeszło i szybko było po wszystkim. (tymczasem moi znajomi dopiero się rozkręcaliwink)
      • solejrolia Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 12:31
        a i jeszcze, tak, jak czytam o przejmowaniu sie drobiazgami, czy o kompleksach -niesmiałość, czy na tle wyglądu- ja nic takiego nie miałam. totalnie ignorowałam drobiazgi, co kto powiedział miałam w d.pie, wygląd - był w miarę ok, nie byłam ani brzydsza, ani jakaś super ładna, więc czym się przejmowaćwink. generalnie luuuuzik.
        ten luuuuzik wspominam z sentymentemwink
        a córce będę chciała za wszelką cenę zapewnic bezpieczeństwo.
        choćby to dotyczyć wspomnainej już miało podwózki na imprezę i z imprezy, to obiecuję sobie, że zrobię tyle, na ile będę w stanie.
        nie wyśmiewam też jej jakiś tam fascynacji, zainteresowań- wręcz przeciwnie, staramy się ją z mężem wspierać.
        więc jak wybierze szkołę zgodnie z tym, co ją aktualnie kręci, to postaram się opinię zachować dla siebiewink.
        i jak widzę, w jaki sposób moja córka buntuje się, i jak widzę zachowania podobne do moich w tamtym burzliwym czasie, jakw lustrze, to dosc łatwo mi ją zrozumieć, i odpowiednio dotrzeć do niej, zadziałać. trochę gorzej jak zauważam zachowania wynikające z cech charakteru po tatusiu- no i tu jakby nie potrafię tego przeskoczyć. ale staram sięwink
        moja córka ma lepiej niz ja, bo ja staram się ją zrozumieć, a mnie próbowano złamać, przynajmniej na początku. no i te słynne konfliktogenne: ryby i dzieci głosu nie mają, tyle wiesz, ile zjesz, jak będziesz mić tyle lat co ja, to dopiero będziesz ... ble ble ble....
    • viridiana73 Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 12:13
      Najgorzej wspominam późne lata podstawówki i początek szkoły średniej. Byłam nieatrakcyjną, zakompleksioną nastolatką z trądzikiem i nadwagą, koszmarnie ubraną- bo w domu nigdy na nic nie było kasy. Mama nigdy nie przejmowała się swoim wyglądem (choć była i jest b. piękną kobietą), nie malowała się i gust ubraniowy miała koszmarny, więc nie mogłam liczyć na jej wsparcie.
      Nigdy też nie otrzymałam wsparcia w rozwiązywaniu moich- może i błahych- nastoletnich problemów. Normą było "histeryzujesz", albo "wymyślasz". Tak mnie to bolało, że obiecałam sobie, iż nigdy, przenigdy nie potraktuję w ten sposób własnego dziecka. Słowa dotrzymałam.
      Nie mogę natomiast powiedzieć, abym była nadmiernie kontrolowana. Nie było problemu z nocowaniem poza domem, czy wychodzeniem na imprezy.
    • run_away83 Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 12:13
      Że moi rodzice rodzice nie byli w stanie pojąć, że czasy się zmieniły, i oczekiwali że będę się zachowywała, ubierała, uprawiała podobne rozrywki i dostosuję się do identycznych wymagań ich strony, jak moje o dwadzieścia lat starsze rodzeństwo gdy było w moim wieku. Mając osiemnaście lat nosiłam martensy, podarte dżinsy i swetry które podkradałam z szafy ojca, słuchałam Kultu, wieczorami z upodobaniem włóczyłam się ze znajomymi po mieście, a w weekendy łaziłam po górach.Tymczasem moja matka do wyrzygu stawiał mi za wzór moją siostrę, która w moim wieku posłusznie paradowała w koszulowych bluzkach i garsonkach, nosił czółenka na obcasie, upinała włosy w koczek, słuchała poezji śpiewanej, czas wolny spędzała na czytaniu książek i zawsze wracała do domu przed "Dziennikiem". Wyniosłam się z domu jako dwudziestolatka, bo nie byłam w stanie wytrzymać.
      • kaz_nodzieja Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 12:20
        Rodzice źli, rodzeństwo złe, teściowie źli, źli mieszkańcy Wrocławia, złe psy i źli właściciele psów, złe polskie dzieci dzwoniące domofonem. Teraz za to za granicą wszystko dobre.
        • run_away83 Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 12:58
          Żal mi cię gazeciarz. Ty musisz być potwornie sfrustrowany że nie udało ci się wyrwać z twojego grajdoła, skoro w każdym wpisie, nawet takim który nijak się ma do tematyki Polska vs "zagranica", dopatrujesz się udowadniania, że gdzieś tam trawa jest zieleńsza i polemizujesz z tezą, która ci się uroiła.
    • cosmetic.wipes Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 12:21
      Nie miałam typowych problemów młodzieńczych związanych z niestabilnością emocjonalną, gdyż prawdopodobnie ten obszar mam uszkodzony od urodzenia i bardzo rzadko zdarzało mi się coś przeżywać.
      W szkole było OK, nauka nie sprawiała mi problemów, towarzysko brylowałam, nauczyciele byli mną zachwyceni. Matka mnie wspierała i potrafiła się ze mną komunikować racjonalnie i merytorycznie, bracia rozpieszczali, więc potrzebe bycia w centrum zainteresowania miałam zaspokojoną. Nie miałam powodów do buntu, a kontestować rzeczywistości tylko dla idei mi sie nie chciało.
      • solejrolia Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 12:37
        CUDNIE! smile
        faktycznie po co wymyślać problemy i buntować się, jesli nie ma przeciw czemu sie buntować.

        ostatnio rozmawiałam z moim kolegą, on od zawsze twierdził, że nie miał buntu młodzieńczego, bo nie miał powodu. znałam go w tamtym, dla mnie burzliwym czasie, faktycznie chłopak był bardzo poukładany i taki zupełnie bezproblemowy. natomiast teraz ma córkę, która całkiem inaczej przezywa nastolęctwo i okres buntu się zaczał na całego, i kolega zuepłnie, ale to zuepłnie sobie nie radzi z tym, bo kompletnie nie czuje, o co w tym chodzibig_grin
        • cosmetic.wipes Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 12:43
          natom
          > iast teraz ma córkę, która całkiem inaczej przezywa nastolęctwo i okres buntu s
          > ię zaczał na całego, i kolega zuepłnie, ale to zuepłnie sobie nie radzi z tym,
          > bo kompletnie nie czuje, o co w tym chodzibig_grin

          Z synem nie mieliśmy problemów, bo raczej szedł moją drogą, natomiast córunia ma wdrukowane w charakter bycie zawsze przeciw, ale tu tatuś może bazować na własnych doświadczeniach. Jak mi tesciowa opowiada co on wyprawiał, to witki opadają big_grin
    • tryggia Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 12:39
      Bez przerwy byłam w kimś zakochana, w moim poczuciu, nieszczęśliwie. Nie docenialam swojej urody i ciągle miałam poczucie niepasowania.
      Nigdy w życiu nie chciałabym wrócić do tamtych czasów.
    • ichi51e Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 12:43
      Rodzice mnie nie wkurzali. Buntowac sie nie buntowalam specjalnie. Lubilam sie uczyc klopotow nie sprawialam. Lubilam siebie i czulam rodzicielska akceptacje. Liceum wspominam jako czas wolnosci imprezowania i ogolnie najlepsze lata. Jak mialm 20lat sie wyprowadzilam z domu. W rok pozniej mieszkalam na drugim koncu swiata zdana na siebie. Fajna mialam mlodosc...
    • joaaa83 Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 13:06
      Do 18 roku życia musiałam ciągle przekonywać rodziców, aby mnie gdzie tam puścili, negocjować godzinę powrotu itd. Po uzyskaniu pełnoletności już sporo się zmieniło, ale nadal jakieś komentarze były. Z tego wszystkiego dobrze zapamiętałam, że nie godzina powrotu jest najważniejsza, ale w jaki sposób się wraca (lepiej ze wszystkim o 3 w nocy niż o 24 samotnie).

      Negatywnie też wspominam atmosferę w moim liceum (chodzi o rówieśników, nie nauczycieli), ale poza szkołą miałam fajnych znajomych m.in. z osiedla, więc sobie to rekompensowałam.

      Fajnie jest być młodym, ale jakbym miała możliwość cofnięcia się w czasie, to bym wybrała czas ukończenia studiów, a nie czasy licealne.
      • mozambique Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 13:33
        ja mialam koszmarne wposmniienia z podstawówki - no ale tak to jest jak dziecko z inteligenckiej rodziny trafi w srodowisko robotniczo-prywaciarskie
        • bi_scotti Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 14:12
          W podstawowce za wszelka cena chcialam przynalezec, byc part of the group. To sie nigdy nie udalo, byl bullying (rowniez ze strony nauczycieli) i wielokrotnie przekonalam sie, ze jedynymi moimi sojusznikami sa moi rodzice. Wiec przeciwko nim nigdy sie nie zbuntowalam. Gdy w szkole sredniej przyszedl czas buntu, bylam totalnie cala soba wsciekla na swiat. Gdyby nie troche przypadkowe zaangazowanie sie "w polityke", zapewne skonczylabym w wiezieniu po pobiciu kogos, zniszczeniu mienia czy innych tego typu dzialaniach, na ktore mialam ochote 24/7 tak mniej-wiecej non-stop pomiedzy 13 a 19 rokiem zycia uncertain Z pewnym zaskoczeniem odkrylam, ze jednak zal mi, ze zadne z moich dzieci nie mialo (nie ma) takiego "wscieku" na swiat jaki mialam ja - oni sa kompletnie nierewolucyjni w swoich dzialaniach. Nawet Najmlodszy, szkolny olewus, narciarz, skiboarder, muzyk i poeta ma character "old hippy" i wybitnie pokojowe podejscie do swiata, zadne tam "ruszamy z posad" etc. wink Moze dlatego lubie swoja prace, bo mam okazje pracowac z wieloma "rebels without a cause", ktorym staram sie pomoc przejsc przez te trudne lata bez konfliktu z prawem i z jakims potencjalnym swiatelkiem w tunelu big_grin Cheers.
    • sonniva Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 14:21
      Najbardziej przeszkadzało mi celebrowanie mojego starszego brata, jaki on mądry i wszystko potrafi. Wkurzał mnie podział obowiązków narzucony przez mamę i w efekcie sytuację w której brat nawet po sobie kubka do zlewu nie odnosił. Życie zweryfikowało i naprostowało wszystko: teraz ja jestem ta mądra i przebojowa, a brat siedzi pod pantoflem żony i robi za zmywarkę big_grin
    • andaba Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 14:26
      Przede wszystkim nie pamiętam żadnego piekła.
      Rodzice cudów ode mnie nie wymagali, ja od nich też nie.
      Dobrze wspominam nastoletnie lata, zwłaszcza ostatnie lata podstawówki, potem już musiałam być dorosła. I też było dobrze.
      • dabea Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 15:10
        Miałam szczęśliwe dzieciństwo i najgorszy życiowy moment między 15, a 19 rokiem życia.Z różnych względów.Ogólnie problemy były wielkie, a osobowość nieukształtowana. Dlatego ten czas życia wspominam najgorzej.
        Poza tym kobiety w mojej rodzinie atrakcyjności nabierają po 20 roku życia.
    • ga-ti Re: Piekło zwane młodością 19.04.16, 15:30
      6, 7 i 8 klasa były najfajniejsze wink najwięcej zmian, najwięcej bólu istnienia, niespełnionych 'miłości', poczucie konieczności naprawiania świata... ale też i realizowanie się na wielu płaszczyznach. Fajne lata, choć i wiele chwil 'zmarnowanych' przez kompleksy mimo że wydawać się mogło, że taka jestem hop do przodu wink A rodzice zwyczajnie nie wiedzieli o moim życiu wewnętrznym. Może czułam podskórnie, że je zbagatelizują? A tego bym nie przeżyła.
      Później w LO było bardziej prozaicznie. Zostały kompleksy na tle wyglądu, ale też znalazłam miejsce do samorealizacji poprzez pomoc innym.
      Nie pamiętam jakiś wielkich konfliktów, nie byłam uciążliwa, nie byłam bardzo buntująca się, problemów większych nie sprawiałam. Nie miałam potrzeby ostrego buntu przeciw rodzicom i oni dawali mi sporą swobode, z której nawet nie korzystałam.
      Myślę, że kiedyś (20 kilka lat temu) było łatwiej, przynajmniej u nas. Każdy miał to samo, a część duuużo mniej. No i obecny nieograniczony dostęp do wszelakich mediów, cyberprzemoc, cybermobbing... uncertain

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka