Historia zasłyszana od znajomej.
Znajoma mieszka w bloku do którego wprowadziła się jakieś 1,5 mies temu samotna pani z ok. 5-6 letnią córką. Zaraz na początku zaczepiła męża znajomej - sąsiada, z pytaniem czy nie pomógł by jej z meblami .. Coś tam poskręcać, poprzesuwać.
No i się zaczęło.. co drugi dzień , a to klamka się zepsuła , a to odpływ , a to półkę trzeba powiesić czy siatkę dla kota na balkonie ;p Podobno zwierzyła się jemu, że z ojcem dziewczynki nie ma kontaktu od prawie trzech lat i nie ma kto jej pomóc w "męskich" sprawach.
Znajoma zła jak osa, twierdzi że chłop ochoczo lata. Pożarli się ostro.
No hit , na hity w ostatnią sobotę pani sąsiadka zaprosiła męża znajomej na obiad w ramach podziękowań za pomoc. Awantura była na sto fajerek , znajoma powiedziała, że zabrania i tyle. Pan powiedział, że potwierdził , że owszem będzie. Na pytanie sąsiadki , czy ona też jest zaproszona, powiedział, że nic o tym nie wie...
Rezultat był taki, że znajoma przemogła się i poszła na ten obiad razem z mężem. Podobno pani sąsiadka była bardzo zaskoczona ... a co najlepsze nie było jej córeczki , która podobno była w odwiedzinach u dziadków

Na stole stały dwa nakrycia i butelka wina. Było mega drętwo...

U znajomej w domu regularna wojna...
Powiedziałam jej żeby miała trochę godności , i nie zniżała się d, bo chłopisko prawie już znalazło "spokojną przystań" . Zamrugała ze zdumienia oczkami. Co robi emama w takich sytuacjach ?