W oczekiwaniu na pewne decyzję siedzę w domu i myślę i myślę o tym co będzie i nie służy mi to.
Będąc w Niemczech mieszkałam na wsi i codziennie chodziłam na spacery po pracy. Czułam się bardzo dobrze. No i tylko ścieżki rowerowe tam były. Chodziłam sama, bez psa, bez niczego. Spotykałam tych samych ludzi. I było to fajne.
Teraz jestem w PL. Tez na wsi i nie mam gdzie chodzić...Niby większa wiocha, niby prawie wszystko jest ale nie ma gdzie iść.
Jest tylko jedna główna ulica i chodzę do tzw miasta czasem na piechotę około 7 km.
Wracam autobusem.
Od razu pól wsi rzuca się z pytania a co ty na piechotę chodzisz? Mam dość tłumaczenia się.
Nie chce mi sie też ciągle chodzić w miasto..no i nie chce też ciągle napotykać ludzi.
Jest opcja w drugą stronę. Trochę główną ulicą a potem takim asfaltem kolejno sklep, przychodnia ginekologiczna, zakład produkcyjny, stadion i rzeka taka pod opalanie.
I tak sie zastanawiam. Skusić się i łazić narażając sie na głupie komentarze?
Już widzę te teksy: że pewnie do ginekologa latam codziennie

albo że nie mam co robić...żebym sie za robotę wzięła.
No i tu też są ludzie w nadmiarze.
Przyznam szczerze, że mi wstyd. Samej bez psa nawet...Niby zawsze mam wywalone na to co ludzie mówią ale nie chce żeby na mnie patrzyli i pokazywali palcem. Tu mnie ludzie znają, tam nie.
No ale muszę się odstresować. Ci co pamiętają wiedzą czemu.
Normalnie mam koło domu dużo lasów, lasków i wybrałabym taką opcje ale boję się kleszczy. Wystarczy już problemów.
Weźcie mi palnijcie w głowę i powiedzcie jaka jestem głupia!
Mam wolne bo czeka mnie trochę załatwiania przed wyjazdem. Musze skończyć diagnostykę żeby w ogóle określić się czy wyjadę a siedząc w domu i rozmyślając oszaleję i zwariuję.
Wpadnę nerwicę albo coś.