A propos wątku subciaa: subciaa nie pracuje, żyje z zasiłków ergo - wegetuje.
Z wątku wynika, że na Hawaje nie poleci, ale jak ktoś nie poleci na Hawaje tylko powiedzmy pojedzie pociągiem do Berlina - to chyba jeszcze nie wegetacja? A może wegetacja?
Nie pytam o rzeczy ewidentne: brak jedzenia, brak dachu nad głową. Pytam o granicę. Gdzie dla Was zaczyna się "wegetacja"?
Dziś złapałam się na tym, że myśląc o zakupie biletu do teatru za stówę zastanawiałam się, czy da się upchnąć w budżet czy nie da, a jeśli nie da - to czy dla mnie oznacza to wegetację? I kurczę, no trochę tak. Nie na każdy spektakl muszę chodzić, ale latami nie byłam w teatrze z prawdziwego zdarzenia. O, przypomniałam sobie, że byłam rok czy dwa lata temu na Kleczewskiej w Bydgoszczy (i tylko 3 dychy dałam

). No i piękne spektakle widziałam na festiwalu Korczaka (w zasadzie dla dzieci

, też niedrogo.
Trochę wegetuję...