shell.erka
16.10.16, 08:02
W życiu tak nie cierpiałam psychicznie, jak dziś w nocy.
Byłam na takiej imprezie domówce. Część osób znalam, część to byli znajomi znajomych. W pewnym momencie dotarło do mnie, że dziewczyna siedząca z mojej lewej strony, popijając drinka łapie oczami ciągle w kierunku mojego męża, który siedział kilka osób odemnie, po prawej stronie, i jak to on, zamawiał towarzystwo dowcipami. I dotarło do mnie, a nie byłam nawet wsttawiona, że ona z nim flirtuje. Po jakimś czasie, kiedy wyszłam z toalety, okazało się, że towarzystwo przeniosło się na taras, na papierosa. Nie wszyscy. Mój mąż nie pali, ale wyszedł. Poszłam zajrzeć i ona też tam była oczywiście. Oboje uhahani, ona maślane oczy, a on wiadomo - cały podjarany, że komuś tak imponuje. I palił!
Powiedziałam tylko że swoją miną wrednej zolzy, że chyba się trochę zapomina. Zgasilam fajkę i wszedł do środka, towarzystwo zamilkło, ona zrobiła głupia minę.
Weszłam też do środka i spytałam naszego znajomego, czy coś się swięci i czy jest coś, o czym powinnam wiedzieć. On spuscil oczy i potem spojrzał w kierunku tej siksy, która zaczęła się właśnie zbierać do wyjścia. Podeszłam do niej i pytam, czy chce mi o czymś powiedzieć, a ta owinela się szalikiem i zabrała ten swój tlusciutki tyleczek na krótkich girkach, wielkie cycki w dekolcie i okropna marynareczkę i wyszła.
Wyszłam więc i ja. W drodze na przystanek (kto dziś jeździ autobusami po nocy?! - Chyba tylko przygłupie studentki) nie odezwała się ani słowem. Tylko walnela sobie pomadka usta na krwistą czerwień (włosy ma czarne, lekko kręcone i blada cerę).
Autobus najeźdżal i chyba poczuła się pewniej, bo się do mnie odwróciła i hardo spojrzała. Wysyczałam do niej najbardziej pogardliwie jak umiałam: "coś Ci się mocno pomyliło dziewczynko...."
Szczerze mówiąc dopiero jak odjechała dotarło do mnie, że nikt mnie nie próbował zatrzymać.
Wróciłam na imprezę i powiedziałam mężowi, że chyba musimy pogadać. Myślałam że mnie opieprzy, że robię sceny niewinnej osobie, albo obroci to w żart w stylu "och och moja zazdrosna tygrysiczka"
A ten się tępo patrzy w podłogę.
No kuśwa....
Kolana mi się ugiely. A ten jedzie klasykiem: "nie wie, co będzie, to jest silniejsze od niego, kocha mnie, ale nigdy czegoś takiego jak z nią nie czuł. Ze gdyby mnie nie kochał, to nie spełniałby każdej mojej zachcianki, że potrzebuje czasu itp."
Już wiem, co to znaczy kiedy ktoś mówi "świat mi się zawalił".
Dotarło do mnie, że spełnianie moich marzeń, to był sposób na ukojenie jego poczucia winy.
Już miałam się rozplakac, że mam gdzieś rozpieszczanie mnie. Ze dla mnie liczy się coś innego, ale coś się stało... Później napiszę co. Teraz muszę ochłonąć, dojść do siebie.