Ponad miesiąc temu załozono mi wkładkę - Mirenę. Mam wrażenie, że już się do niej przyzwyczajam, ale... No właśnie - te sznurki, które wystają z szyjki macicy na początku były dość długie, a teraz ledwo je wyczuwam i... złapałam stresa. Napisałam do gina, a on na to, że najprawdopodobniej to nic takiego, bo one bardzo często się przemieszczają, a nawet lądują w macicy. Naprawdę? Jakoś mnie to nie pocieszyło - po raz, to są w sumie takie druciki, czy one tam jakiejś szkody nie narobią, a dwa to jak on potem wyciągnie tę wkładkę, gdy przyjdzie na nią czas? Dodał, że jeśli się denerwuję, że wkładka mogła się przemieścić, to mam wpaść na UG, więc jutro idę, bo jak już się zestresowałam i nabrałam schizy na ten temat, to wolałabym sprawdzić, ale pytam też o wasze doświadczenia... No i boje się teraz seks uprawiać, bo co jak wepchnie się dalej