Dodaj do ulubionych

miałam rocznicę ślubu...

29.10.16, 09:52
-nastą ale czy to ma znaczenie? specjalnie nic mężowi nie mówiłam żeby zobaczyć czy pamięta. przypomniał sobie tylko dlatego że teściowa przysłała sms z życzeniami. nigdzie nie wyszliśmy, nijak nie świętowaliśmy. wcześniej ja proponowałam restaurację na co się zgadzał. wszystkie wyjazdy, wyjścia choćby do kina też ja muszę zaproponować, zorganizować. mam tego dość sad ostatnio tylko siedzimy w domu i każdy patrzy w swój komputer. życia towarzyskiego brak. zawsze to ja animowałam te sprawy ale po prostu już mi się nie chce. na sylwestra moglibysmy wyjechac ale też jak nie załatwię to nie pojedziemy nigdzie.
żeby oddać sprawiedliwość mężowi, jest bardzo zajętym człowiekiem. pracuje, w tym sporo w domu, bardzo dużo zajmuje się dziećmi, więcej niż ja. ale nasz związek leży i kwiczy. seks raz na tydzień nie załatwi sprawy.
Obserwuj wątek
    • aurinko Re: miałam rocznicę ślubu... 29.10.16, 09:55
      A rozmawialas z mezem na ten temat?
      • swiezynka77 Re: miałam rocznicę ślubu... 29.10.16, 10:10
        tak, wiele razy. bagatelizuje kwestię, dla niego to po prostu mało ważne.
        • aurinko Re: miałam rocznicę ślubu... 29.10.16, 10:14
          To albo dla Ciebie też przestaje być to ważne i tak żyjecie sobie obok siebie, albo Ty wszystko inicjujesz, albo zajmujesz się sobą - wychodzisz z przyjaciółmi zostawiając męża w domu. Ew rozwód. Jak jemu nie zależy a Tobie się nie chce to slabo to widzę na przyszłość.
          • cauliflowerpl Re: miałam rocznicę ślubu... 29.10.16, 11:33
            Problem w tym, że nawet "zajmując się sobą" oczekujemy od partnera, żeby się chociaż zainteresował. Z kim się spotkałam, gdzie byłyśmy, jaki film widziałyśmy...

            Przerobiłam organizowanie, wyciąganie, a w końcu siedzenie i patrzenie każde w swój komputer. Wieczorami, bo w dzień ja "zajmowałam się sobą" a on gapił się w monitor.
            Wrażenie, że jakbym tak nagle padła na zawał to on zauważyłby to dopiero jakby wstał na "papieroska" było słabe.
            Jeszcze słabsze było odkrycie, że KAŻDY facet, z którym rozmawiam, wykazuje mną większe zainteresowanie, niż mój "partner".
            I od tego odkrycia, do rozpadu związku to już poszło błyskawicznie.
            • swiezynka77 Re: miałam rocznicę ślubu... 29.10.16, 11:45
              tak źle nie jest, w mojej codzienności uczestniczy. tylko poza tą codziennością-praca, dom- brak jakichkolwiek rzeczy 'ekstra'. a jak tak nie mogę żyć sad mam swoje zajęcia, czasem (rzadko) wyjazdy bez rodziny co jest dla mnie rozrywką. ale to nas nie zbliża do siebie.
              • e-kasia27 Re: miałam rocznicę ślubu... 29.10.16, 16:11
                Skoro to ty nie możesz tak żyć, to załatwiaj, organizuj i go wyciągaj, bo jemu widocznie nic ekstra nie jest potrzebne, a już na pewno nie załatwianie czegokolwiek. Takiego sobie chłopa wzięłaś, to i takiego masz. Skoro poza tym jednym jest Ok, to w czym problem?
                Mnie byś nawet wołami nie wyciągnęła na jakieś ekstra wyjścia, ale ja mam męża, który jest pod tym względem taki sam, jak ja, więc u nas nie ma problemu. Żadnych rocznic nie obchodzimy, nigdzie nie wychodzimy, jeśli nie ma bezwzględnej konieczności i jest nam z tym dobrze. Teraz ja sobie piszę na forum, a mój chłop wierci dziury w ścianie, bo wymienia okno w przedpokoju na nowe. Dopiero co ze sklepu przyszłam, bo po piankę do tego okna byłam, więc mi się odpoczynek należy.

                Nie zmienisz jego charakteru, choćbyś i 1000 razy rozmawiała. Jakiś kompromis musi być. Tobie potrzeba, to ty załatwiasz. Ciesz się, że chce iść, jak załatwisz, bo mnie by się nie chciało, nawet, jakby chłop załatwił i błagał.
            • julita165 Re: miałam rocznicę ślubu... 29.10.16, 15:31
              Skąd ja to znam.
    • sueellen Re: miałam rocznicę ślubu... 29.10.16, 11:40
      coś mi to przypomina... aa, juz wiem! Tak własnie wyglądał poczatek końca mojego związku! smile
    • vaikiria Re: miałam rocznicę ślubu... 29.10.16, 12:14
      A kiedykolwiek było inaczej?
      • yvona73pol Re: miałam rocznicę ślubu... 29.10.16, 13:49
        No widzisz, a u nas obydwoje zapominamy tongue_out
        Dodatkowo maz domator jest i ciezko go gdzies wyciagnac, choc czasami sie zbiera zeby mi przyjemnosc sprawic.
        • swiezynka77 Re: miałam rocznicę ślubu... 29.10.16, 14:12
          no właśnie mąż nie lubi wychodzić ale jak go nakłonię to się zgodzi. a mi się marzy żeby choć raz sam coś zaproponował sad
          • nena20 Re: miałam rocznicę ślubu... 29.10.16, 14:20
            Daj spokój nic na siłę. Mój niby pamięta ale z reguły przynosi różę i czekoladki.
          • vaikiria Re: miałam rocznicę ślubu... 29.10.16, 14:22
            Czyli zawsze był domatorem bez inicjatywy do wyjść i atrakcji? No to wzięłaś z dobrodziejstwem inwentarza i masz. Pewnie biedny chłop sobie myśli: kurde, żeby raz na tyłku usiadła i nie chciała nigdzie iść smile
          • sanrio Re: miałam rocznicę ślubu... 29.10.16, 14:32
            jezu, weź nie dramatyzuj. Nie lubi wychodzić i nie proponuje, ale zgadza się na wyjścia jak ty dasz pomysł, tak? To po prostu proponuj i nie graj męczennicy, po co? Będziesz się tak męczyć do końca życia i snuć marzenia, że mąż wyskakuje z tortu na 23 rocznicę ślubu a potem organizuje weekend w Paryżu? Nie szkoda ci życia? Weź sprawy w swoje ręce i spędzajcie czas inaczej, tak jak tego oczekujesz, póki co to sama piszesz, że siedzicie każdy przy swoim kompie.
          • cauliflowerpl Re: miałam rocznicę ślubu... 29.10.16, 15:02
            No właśnie miałam pytać.
            Słuchaj, skoro - jak Ty zorganizujesz - to wychodzi, to... organizuj. Pomyśl sobie, że najzwyczajniej w świecie jesteś w tym lepsza. Albo że to taki podział ról: on więcej zajmuje się dziećmi, Ty jesteś "domowe biuro podróży".
            Jakby marudził to co innego...
            • yvona73pol Re: miałam rocznicę ślubu... 29.10.16, 15:12
              Poza tym rocznice rocznicami, ale ja tez tak mam, ze jakis drobiazg bez okazji dostaje, albo przykladowo maz przynosi mi cos, co lubie (czasami nawet nie wiedzialam, ze akurat pamieta, ze to lubie wink ) albo mi puszcza jakas mila piosenke w kompie jak cos robimy w domu, wiecie, takie piesni z przeslaniami big_grin ze wiem, ze to ze mna monologuje sobie wink
              • cauliflowerpl Re: miałam rocznicę ślubu... 29.10.16, 16:39
                Ja potrafię o własnych imieninach zapomnieć wink więc zapominanie o rocznicach, urodzinach i tym podobnych wybaczam bez problemu.
                A już prezentu szukać to dla mnie istna mordęga...
            • jdylag75 Re: miałam rocznicę ślubu... 09.11.16, 12:43
              Ta rada jest wartościowa, ja mam akurat tak jak mąż autorki. Mój mąż się zżymał, ze on tylko organizuje wyjazdy, planuje, wymyśla prezenty. Pomogło mu wyjaśnienie, ze jest w tym najlepszy, ja go nie gonię do mycia okien i prania ( chociaż to ostatnie jest o wiele częstsze niż wyjazdy), do wybierania wyposażenia chałupy, czy projektowania ogrodzenia w celu zapewnienia parytetu w każdej dziedzinie naszego życia.
              Ma swoja specjalizację.
          • mikams75 Re: miałam rocznicę ślubu... 29.10.16, 15:19
            ale to troche bez sensu, on nie lubi wychodzic, wiec sam sie za organizacje nie bierze (nie umie, nie chce, uwaza, ze ty to zrobisz lepiej), trudno wiec od niego oczekiwac inicjatywy w tym temacie. Godzi sie na wyjscia, ktore ty proponujesz, bo wie, ze Ci zalezy, poza tym sie postaralas, zorganizowalas, wiec nie wypada olac.
            Roznicie sie i juz, ale ja tu dramatu nie widze. Albo wiec przyjmujesz dozywotnio role organizatora albo rezygnujesz i wykorzystujesz inne zalety faceta.
    • nathasha Re: miałam rocznicę ślubu... 29.10.16, 15:26
      powiem jak to wyglada z mojej perspektywy - i mojego faceta. On lubi kino, wiec on organizuje wyjscia (ustala czy film moze mi sie podobac, dostosowuje dni i godziny). ja uwielbiam podrozowac wiec ja wszystko ustalam (loty, hotele - jak cos go interesuje typu muzeum to musi sam to zorganizowac). I tak sie dzielimy. Ty lubisz towarzystwo, wyjscia - maz najwidoczniej nie. jesli chcesz wychodzic, bywac to musisz to sama zorganizowac, a jesli chodzi Ci o po prostu bycie razem to inicjuj rozmowy.
    • prophetess.pl Re: miałam rocznicę ślubu... 29.10.16, 17:50
      Słabe to co piszesz. Słabe z twojej strony of course. Zamiast mu przypomnieć i powiedzieć mu, że chcesz gdzieś wyjść rocznicę, i o zgrozo, jeśli trzeba wyjście zorganizować, czekasz... Czekasz i zalewasz się żółcią... Czekasz, i pacz pani, znów zapomniał. Powódź żółci. Słabe.
      Siedzi przed laptopem. Ty też siedzisz. Ale widać tobie wolno. Twoje siedzenie jest zapewne zapisane w konstytucji. Jak rozumiem, za 100% swojego wkładu w związek uważasz zorganizowanie wyjścia raz na 100 lat. Brawo.
      Zacznij z tym chłopem rozmawiać wreszcie. Oddawaj mu sprawiedliwość w realu a nie na forum. Dużo pracuje, jest zmęczony, lat mu nie ubywa. Możesz spędzić z nim czas nie wychodząc. Tak wielkie to dla ciebie poświęcenie? Czy to ważne, kto stara się bardziej, jeśli korzysta wspólny związek?
    • asia06 Re: miałam rocznicę ślubu... 30.10.16, 10:25
      Są ludzie, dla których świętowanie rocznic, urodzin itd. jest nieistotne. Należę do takiej grupy i moj mąż też. Nie zmienisz człowieka, taki jest twój mąż. Jeśli Ci zależy, dalej musisz sama wszystko organizować.
      • thaures Re: miałam rocznicę ślubu... 30.10.16, 17:39
        Mój mąż też domator- ja zawsze wszystko organizowalam, on jeczal, a potem dobrze się bawił.. Pamiętam wyjazd na Litwę, gdzie przed utrul mnie strasznie twierdząc, że będziemy tylko chodzić od kościoła do cmentarza. Wtedy tak się wscieklam, że zaczęłam organizować osobę zastepcza na ten wyjazd. I na tej Litwie stał się cud- on złapał bakcyla- nagle, po 20 latach małżeństwa poczuł magię podróżowania. Sam wyjście do kina, knajpy też już potrafi zaproponować. Może Twój dojrzeje?
    • swiezynka77 nowa sytuacja 07.11.16, 09:40
      przyjęłam Wasze odpowiedzi na klatę. ok jeśli mi zależy to mam męża wyciągać na wyjścia.

      no więc wyciągnęłam męża wczoraj do kina. okazało się że film jest dłuższy niż założyliśmy. mąż był wściekły bo musiał później o godzinę iść spać, jeszcze wiele rzeczy (dla siebie) przed położeniem się spać zrobić a musi w poniedziałek wcześnie wyjść. na parking niemal biegł a ja za nim. do tego twierdził że na pewno dziecko starsze nie położy się spać przed naszym powrotem a ma jutro wiele zajęć. dziecko ma 13 lat. zresztą okazało się że spało a za to młodsze nie spało.
      i tak to miłe wyjście do kina zmieniło się dla mnie w koszmar. to samo jest z wyjazdami - obciąża mnie poczuciem winy że na wyjeździe nie daje rady -on i dzieci- wykonać wszystkich obowiązków (praca, granie na instrumencie) tak jakby się to zrobiło w domu.
      obawiam się że za 6 lat jak dzieci się usamodzielnią nie będzie co zbierać z naszego związku.
      • melancho_lia Re: nowa sytuacja 07.11.16, 09:53
        Smutne co napisałaś. A nie da się z nim na spokojnie pogadać czemu tak się zachowuje? Może faktycznie za dużo chce naraz i dlatego się tak frustruje?
        Trzymaj się kobito.
        • default Re: nowa sytuacja 07.11.16, 10:10
          Ja też bym się wściekła, gdyby mnie wyciągnięto na siłę z domu w niedzielny wieczór, w dodatku na czas dłuższy niż zakładałam. Najwyraźniej Twój mąż zgodził się dla świętego spokoju, a potem tego pożałował, czemu dał wyraz. No, ok, nie było to eleganckie, ale z drugiej strony - po co kogoś przymuszać do robienia rzeczy, na które nie ma ochoty ?
          Dla Ciebie są ważne "ekstra wyjścia", dla niego widocznie nie. Teraz pytanie czy jesteś w stanie to zaakceptować, czy jest to mankament męża, który jest rekompensowany w inny sposób - czy może jest to coś w rodzaju gwoździa do trumny czy ostatniej kropli przepełniającej czarę niezadowolenia z męża i z Waszego związku w ogóle.
          • tontonik Re: nowa sytuacja 07.11.16, 11:06
            Jeżeli dla żony "extra wyjścia" są ważne i powie o tym mężowi, to powinien raz na jakiś czas wyjść z żoną i nie uraczać jej skwaszoną miną. Przecież tu nie ma takiej sytuacji, że żona męża codziennie wyciąga z domu, tylko wyciągnęła go do kina po długim czasie siedzenia w domu. No straszne oczekiwania, rzeczywiście sad
            • default Re: nowa sytuacja 07.11.16, 11:42
              tontonik napisał(a):

              > Jeżeli dla żony "extra wyjścia" są ważne i powie o tym mężowi, to powinien raz
              > na jakiś czas wyjść z żoną

              No to wyszedł, a wściekł się później, gdy się okazało, że to dłuższe wyjście niż się spodziewał. I ja go rozumiem, natomiast nie rozumiem żony, która zmusza go do tych ekstra-wyjść "po trupach", tzn. za nic mając fakt, że jemu one są do niczego niepotrzebne i robi to tylko dla niej. Mnie by nie sprawiało przyjemności wyjście z kimś, kto tak naprawdę robi to tylko z przymusu.
              Przykładowo, mój mąż nie znosi polskiego morza - w przeciwieństwie do mnie. No i ja go właśnie tak na siłę kiedyś wyciągnęłam, on się nudził, ja się stresowałam, że on jest znudzony. Obojgu nieprzyjemnie. Więcej nad Bałtyk nie pojechaliśmy razem. Jeździmy w góry, na Mazury, w Dolomity, oboje zadowoleni. Nad Bałtyk jeżdżę z córką smile
              • attiya Re: nowa sytuacja 11.11.16, 13:49
                nie przesadzaj, nie siedział w tym kinie trzech godzin dłużej, tylko pewnie z max 30 minut - faktycznie jest o co obrażać się i krzywić. Chyba raz na rok w tę rocznicę mógłby już ogarnąć się i zachowywać się jak dorosły facet a nie rozkapryszony bachor, któremu zabrano zabaweczkę.
          • hallbera.jarlakappi Re: nowa sytuacja 07.11.16, 11:07
            tez bym się wkurzyla
            ale ja nie lubie randek
      • porzadkoodporna Re: nowa sytuacja 07.11.16, 10:43
        Mój mąż jest strasznie planujący i "pod zegarek" więc trochę się nauczyłam patrzeć z innej strony na takie sprawy:
        1. "Okazało się że film jest dłuższy niż założyliśmy." - nie "okazało się" tylko nie sprawdziliście. Na każdej stronie internetowej jest podany czas trwania filmu. Do tego dodajesz margines 15 minut na reklamy przed i nie zaskakuje Cię, że wychodzisz z kina pół godziny, czy godzinę później.
        2. Mąż miał zaplanowane jeszcze wiele rzeczy do zrobienia, a mimo to pozmieniał swoje plany i wyszedł z Tobą.
        3. "to miłe wyjście do kina zmieniło się dla mnie w koszmar" - jeżeli mąż faktycznie miał zaplanowany wieczór, to wcale bym się nie zdziwiła jakby dla niego siedzenie w kinie było koszmarem podczas którego zamiast skupić się na filmie i Tobie myślała tylko o tym czy zdąży się ze wszystkim wyrobić, czy nie zdąży. A skoro okazało się, że film jest dłuższy, to był coraz bardziej pewien, że nie zdąży.
        4. "obciąża mnie poczuciem winy że na wyjeździe nie daje rady -on i dzieci- wykonać wszystkich obowiązków" - "Obciąża Cię" czy stwierdza fakt? Jeżeli faktycznie na wyjeździe nie daje rady wykonać obowiązków - szczególnie zawodowych - to Cię nie "obciąża poczuciem winy" tylko informuje o konsekwencjach wyjazdu.

        Nie piszę tego złośliwie. Ja jestem skrajnie spontaniczna i funkcjonuję "bez zegarka" i bez planu. Mój mąż jest za to ekstremalnie planujący i każde spóźnienie o 5 minut to u niego istny dramat. Nawet wyjście na zakupy musi mieć konkretny plan i harmonogram wink Mieliśmy o to miliardy awantur i wiele lat wypracowywania kompromisów. Nauczona tymi doświadczeniami podsuwam Ci powyższe punkty jako podpowiedź jak ta sytuacja może wyglądać z perspektywy męża.

        Druga sprawa - jeżeli mąż na wyjeździe musi wykonywać obowiązki zawodowe, to dla niego taki wyjazd to praca w utrudnionych warunkach a nie wypoczynek. Może zacznij od planowania wyjść czy wyjazdów wtedy kiedy mąż naprawdę ma na to czas i nic go nie goni. A jeżeli ZAWSZE coś go goni to zaczęłabym od rozwiązania problemu nadmiaru obowiązków.
        • swiezynka77 Re: nowa sytuacja 07.11.16, 11:18
          no właśnie jest dokładnie taki jak piszesz. a on pracuje na wyjazdach (wszystkich!) bo to lubi, woli niż życie rodzinne. nie musi.
          nie sprawdziliśmy długości filmu - owszem, ten temat nie padł wcześniej, bo nie sądziłam że ma znaczenie. i nie zaskoczyłam go wyjściem pół godziny przed (wtedy nie byłoby szans) tylko w sobotę w południe to ustaliliśmy.
          • porzadkoodporna Re: nowa sytuacja 07.11.16, 12:43
            "on pracuje na wyjazdach (wszystkich!) bo to lubi, woli niż życie rodzinne. nie musi."

            Wcześniej napisałaś, że obarcza Cię poczuciem winy za to, że nie daje rady wykonać wszystkich obowiązków. Jeżeli pracuje bo chce a nie bo musi to nie może mówić o obowiązkach tylko o hobby. W takim wypadku obarcza Cię poczuciem winy za to, że nie może robić tego na co ma ochotę. To w zasadzie jest prawdą, patrząc obiektywnie. Tyko, że ja bym się takim "poczuciem winy" jakoś szczególnie nie przejmowała, bo związek to jednak jakieś kompromisy a nie ciągłe robienie tego, na co się ma ochotę.

            Pozwolę sobie jeszcze nawiązać do drugiej Twojej wypowiedzi:
            "ja pracuję dłużej niż mąż (...) zarabiam ok 2x więcej niż mąż" - wróżę z fusów, bo każdy związek jest inny ale mam przeczucie, że tu może być pies pogrzebany. Lepiej zarabiasz a więc w podświadomości męża jesteś "głównym żywicielem rodziny" a on jest Twoim "utrzymankiem". Całą masę facetów to straszliwie boli. Może mąż ucieka w pracę nie dlatego, że lubi tylko podświadomie próbuje się dowartościować, że może mniej zarabia ale za to jego praca naukowa jest niesamowicie ważna. Może koniecznie chce Cię "dogonić" pod względem zarobków albo przynajmniej osiągnięć zawodowych. Oczywiście to jest teoria totalnie z księżyca, bo nic o Was tak naprawdę nie wiem, więc równie dobrze mogę nie mieć racji smile

            I jeszcze:
            "mogę gdzieś wyjść sama, ale tu znowu poczucie winy że dziećmi się nie zajmuję." - Możesz gdzieś wyjść sama z dziećmi. Najlepiej zrób z tego normę. Spędzaj weekendy z dziećmi tak jak masz na to ochotę a męża nie pytaj tyko mu proponuj na zasadzie: "idziemy do zoo/kina/na spacer. Idziesz z nami czy zostajesz?". Po powrocie możesz trochę poopowiadać jak to się fantastycznie bawiliście i jak miło spędziliście czas i ile fajnych rzeczy go ominęło wink Na początku zapewne mąż poczuje ulgę, że dałaś mu wreszcie święty spokój ale po kilku weekendach kiedy nie będzie miał się do kogo odezwać powinien zatęsknić.

            Jeżeli mąż z tych reformowalnych to wykorzystaj jego planowanie przeciwko niemu - Porozmawiaj. Powiedz, że za nim tęsknisz, że chcesz z nim spędzać więcej czasu i żeby ZAPLANOWAŁ sobie 5 (8, 12) godzin w przyszły weekend (albo w dalszej perspektywie za dwa - trzy tygodnie) na spędzenie czasu z Tobą i żeby na te 5 godzin nie planował sobie absolutnie żadnej innej pracy. Ja wiem, że rezerwowanie sobie czasu w terminarzu własnego męża brzmi niesamowicie idiotycznie dla większości ludzi ale dla ludzi którzy żyją według planów i harmonogramów to jest coś zupełnie normalnego i może na Twojego męża też zadziała wink
            • swiezynka77 Re: nowa sytuacja 08.11.16, 15:54
              porzadkoodporna napisał(a):

              > Pozwolę sobie jeszcze nawiązać do drugiej Twojej wypowiedzi:
              > "ja pracuję dłużej niż mąż (...) zarabiam ok 2x więcej niż mąż" - wróżę z fusów
              > , bo każdy związek jest inny ale mam przeczucie, że tu może być pies pogrzebany
              > . Lepiej zarabiasz a więc w podświadomości męża jesteś "głównym żywicielem rodz
              > iny" a on jest Twoim "utrzymankiem". Całą masę facetów to straszliwie boli. Moż
              > e mąż ucieka w pracę nie dlatego, że lubi tylko podświadomie próbuje się dowart
              > ościować, że może mniej zarabia ale za to jego praca naukowa jest niesamowicie
              > ważna. Może koniecznie chce Cię "dogonić" pod względem zarobków albo przynajmni
              > ej osiągnięć zawodowych. Oczywiście to jest teoria totalnie z księżyca, bo nic
              > o Was tak naprawdę nie wiem, więc równie dobrze mogę nie mieć racji smile

              w sferze deklaracji nigdy ta różnica zarobków nie była problemem ale może coś być w tym co piszesz.

              z tym planowaniem czasu przez niego dla mnie -dobry pomysł ale obawiam się że usłyszę "nie mam czasu na takie bzdury" sad już nie wiem co mam mu powiedzieć... byłam blisko zdrady bo jestem w takim stanie że lecę na trochę uwagi ze strony innego człowieka. ale to akurat bez sensu i żadnej sprawy nie załatwi bo nie seks jest tu problemem.
              • porzadkoodporna Re: nowa sytuacja 09.11.16, 08:59
                "z tym planowaniem czasu przez niego dla mnie -dobry pomysł ale obawiam się że usłyszę "nie mam czasu na takie bzdury" już nie wiem co mam mu powiedzieć... "

                A ja wiem. Masz mu powiedzieć, że żona to nie bzdura. Jak nie ma czasu na zajmowanie się żoną (i nie mówimy tu o ciągłym zajmowaniu się, tylko o wygospodarowaniu kilku godzin raz na tydzień czy raz na miesiąc) to do czego mu właściwie żona potrzebna? Co innego jak mąż jest "planujący" i nie daje się spontanicznie wyciągać z domu a co innego jak świadomie odmawia zaplanowania kilku godzin dla własnej żony.

                Nie proponuję straszenia rozwodem, bo szantaż to nie jest dobra metoda na rozwiązywanie problemów. Ja jednak całkiem spokojnie i z pełną powagą zapytałabym męża do czego mu jestem potrzebna i czy nie żyłoby mu się łatwiej/lepiej/wygodniej samemu. Z tego co piszesz to żyjecie ze sobą bardziej na zasadzie współlokatorstwa niż związku. Może warto uświadomić to mężowi. Tylko pamiętaj, że jeśli zadajesz takie pytania to musisz być przygotowana na KAŻDĄ odpowiedź.

                Mam jednak nadzieję, że mąż nie będzie miał oporów przed zaplanowaniem dla Ciebie czasu i że do tej rozmowy nie będzie musiało dojść...
        • turzyca Re: nowa sytuacja 07.11.16, 13:08
          >Mój mąż jest strasznie planujący i "pod zegarek" więc trochę się nauczyłam patrzeć z innej strony na takie sprawy

          Przy takim samym chlopie u nas wyjscie wyglada mniej wiecej w ten sposob:
          1. Wybieram/wybieramy tytul filmu.
          2. Chlop sprawdza, gdzie i w jakich godzinach film jest grany, ile czasu potrzebujemy na dojazd i powrot, dolicza czas reklam i kupowania popcornu. Lacznie z kolejka. I wizyta w toalecie.
          3. Sprawdza, co mial zaplanowane na niedziele wieczor i przeklada te obowiazki na sobote lub niedziele rano. W zaleznosci od dalszych ukladow decyduje o outsorcingu obowiazkow lub prosi mnie o przejecie czesci jego obowiazkow.
          4. W przypadku dzieci prawdopodobnie organizowalby opiekunke (lub wpisal mi na liste to-do) i dbal o wszelkiego typu dodatkowe zadania typu nadzor, zeby dziecko mialo spakowane wszystkie rzeczy zanim wyjdziemy z domu do kina. Jesli wiadomo, ze w poniedzialek trzeba wstac nadzwyczaj wczesnie, to wybiera inny termin na wyjscie niz niedziele wieczor.
          5. Spokojnie i z pelnym zaangazowaniem oglada ze mna film, wykorzystujac reklame do bezwstydnego obcalowywania sie. Po filmie bez pospiechu wracamy do domu, gadajac o tym, co zobaczylismy.
          6. Przypinam moj bilet kinowy do lodowki, co przypomina nam, jaki fajny wieczor razem spedzilismy i w ogole, jakie to szczescie, ze jestesmy para, co zasadniczo zwieksza tolerancje na wpadki w codziennym zyciu. Dzieki czemu jestesmy bardziej szczesliwa para.
          • emigrantkaaa Re: nowa sytuacja 08.11.16, 23:00
            > wykorzystujac reklame do bezwstydnego obcalowywania sie.

            Wszystko ładnie, pięknie, ale jednakowoż fakt, że woli w tym kinie obcałowywać się, a nie Cię, psułby mi humor, gdybym była na Twoim miejscu wink
      • czar_bajry Re: nowa sytuacja 07.11.16, 11:01
        Słuchaj czy ty masz jakieś zajęcia oprócz tego żeby wymyślać ekstra rozrywki?
        Bo z tego co piszesz to mąż i dzieci mają sporo zajęć i dokładnie rozplanowany plan dnia a ty masz to w nosie . Mąż wydaje się bardziej odpowiedzialny a ty zachowujesz się jak znudzone dziecko.
        • swiezynka77 Re: nowa sytuacja 07.11.16, 11:14
          ja pracuję dłużej niż mąż - tzn poza domem dłużej, bo on jeszcze sporo pracuje w domu. poza tym chodzę na fitness, w domu gotuję, piorę. zarabiam ok 2x więcej niż mąż. w wolnym czasie głównie czytam ale nawet taki introwertyk jak ja potrzebuje czasem rozrywek.
          mamy rozplanowany cały tydzień. ale w weekend to są ok 2 godziny zajęte, poza tym moglibyśmy coś zrobić, to jest tylko kwestia priorytetów. dla męża priorytetem jest praca (ale to nie jest praca na deadline, pracuje naukowo) a jego rozrywką są filmy na YT. dzieci wolą też patrzeć w komputer. ciężko ich gdzieś wyciągnąć a im dzieci są starsze tym pomysłów mam mniej a oni mniej ochoty.
          ostatnio czuję się jak zamurowana żywcem w grobie. oczywiście mogę gdzieś wyjść sama, ale tu znowu poczucie winy że dziećmi się nie zajmuję.
          • klamkas Re: nowa sytuacja 08.11.16, 23:50
            >dla męża priorytetem jest praca (ale to nie jest praca na deadline, pracuje naukowo)

            Przeczytałam to i padłam. Ty wiesz jak trudno jest pracować skutecznie, efektywnie i nie odwlekać, jeśli się nie ma deadlinu, szczególnie jeśli to praca naukowa (zawsze można jeszcze coś doczytać, domierzyć, dokształcić się i ty tak czytasz, mierzysz, dokształcasz się i orientujesz, że minęły 3 lata, a twój dorobek leży i kwiczy)?! Szczególnie jeśli od tego jak pracujesz i ile publikujesz zależy to czy będziesz mieć za co publikować w przyszłości? Aż tak bardzo nie interesuje cię tryb pracy męża, że uważasz to za "ach, to tylko praca naukowa, przecież może wyskoczyć ze mną do kina"?
            • swiezynka77 Re: nowa sytuacja 09.11.16, 12:03
              ale ja mu nie każę z niej rezygnować, chcę tylko żeby ją CZASEM odłożył na bok. taka praca ma to do siebie że nie ma żadnych ograniczeń w górę, tzn mąż pracuje w weekendy, wcześnie rano, późno wieczorem, na urlopach itp. nie istnieje dla niego coś takiego jak dzień wolny od pracy. a ja wiecznie mam poczucie że proponując np. wyjście w niedzielę odrywam go od pracy.
              • pade Re: nowa sytuacja 09.11.16, 12:17
                A może wykaż się docenieniem tego co robi i troską o jego samopoczucie?
                Pretensjami nic nie ugrasz. Mówi Ci to osoba, która przez wiele lat miała pretensje do męża o pracoholizm i nie wykazywanie się inicjatywą.
    • czar_bajry Re: miałam rocznicę ślubu... 07.11.16, 10:57
      Mam wrażenie że się czepiasz po nastu latach doszłaś do wniosku że obecny model małżeństwa ci nie odpowiada i mąż ma natychmiast się domyśleć i dokonać zmiany.
      W małżeństwie powinien funkcjonować jakiś podział bo jedna osoba nie da rady zrobić wszystkiego a jak sama mówisz twój mąż dużo pracuje, zajmuje się dziećmi więcej od ciebie a ty do tej pory załatwiałaś takie sprawy jak wyjazdy, wyjścia itp.Mówisz że związek kwiczy to może zamiast nadęcia i focha zrób coś aby przestał kwiczeć. Ew powiedz mężowi a że od tej pory ma przestać zarabiać kasę i zajmować się dziećmi tylko całą energię i czas ma poświęcić na wymyślanie rozrywek dla znudzonej małżonki aby jego związek nie kwiczał.
      • swiezynka77 Re: miałam rocznicę ślubu... 07.11.16, 11:15
        z kasą jest o tyle dowcipnie że ja zarabiam więcej niż mąż, spokojnie mogłabym nas utrzymać. on nie zrezygnuje z pracy bo to jego pasja ale mógłby chociaż nie brać dodatkowych zajęć - ale nie umie odmawiać. niby jest z nich kasa ale zupełnie nam niepotrzebna. on twierdz że te zajęcia dodają mu prestiżu do naukowego cv.
        • klamkas Re: miałam rocznicę ślubu... 08.11.16, 23:52
          >on twierdz że te zajęcia dodają mu prestiżu do naukowego cv.

          No faktycznie fanaberia.
    • hallbera.jarlakappi Re: miałam rocznicę ślubu... 07.11.16, 11:05
      a te wyjścia to naprawdę sa takie ważne ?
      i ważne bo rzeczywiście dla ciebie ważne czy bo co ludzie powiedzą i rocznice obchodzić trzeba bo tak
      doba ma tylko 24 godziny ohu**sz a wszystkiego nie zdarzysz zrobić
      kupcie ksiazke 5 jezykow milosci ( nie pamietam dokładnie tytułu ) i poczytajta


      • swiezynka77 Re: miałam rocznicę ślubu... 07.11.16, 11:19
        nie dlatego co ludzie powiedzą i niekoniecznie chodzi o rocznicę ślubu ale o JAKIEKOLWIEK inne wydarzenie niż tylko lista obowiązków do zrobienia (praca, dom, dzieci).
      • turzyca Re: miałam rocznicę ślubu... 07.11.16, 13:15
        7 zasad szczesliwego malzenstwa Gottmana?
        • hallbera.jarlakappi Re: miałam rocznicę ślubu... 08.11.16, 15:19
          https://unitygreaterportland.org/wp-content/uploads/sites/41/2014/03/5lovelanguages.jpg
    • sonniva Re: miałam rocznicę ślubu... 07.11.16, 12:26
      Rocznica ślubu? Nawet nie pamiętam kiedy! Tzn. pamiętam bo 3-4 dni później był zamach na WTC w NY i jak w telewizji o tym przypominają, to coś mi tam dzwoni big_grin. Czy mąż pamięta? Tak, dokładną datę. A ja nie. Widzisz są tacy ludzie na świecie, żyją, mają się dobrze i są szczęśliwi. Nie przykładam wagi do takich symboli. Mąż to wie i nie robi problemu. Może czas to zaakceptować, a do kina/restauracji wyjść bez okazji, tak ad hoc big_grin
    • kagrami Re: miałam rocznicę ślubu... 08.11.16, 15:34
      O rany no proszę ciebie, to jest FACET. Raczej nie będzie pamietał chyba że jest pantoflarzem albo się ciebie boi.

      Mój syn natomiast skasował powiadomienia na fb i twitterze o urodzinach i było mu smutno że mało kto pamiętał wink Och, naiwny. Takie czasy że się nie pamięta głową o takich rzeczach!
      No, chyba że jest się dojrzałą romantyczną kobietą.
      • swiezynka77 Re: miałam rocznicę ślubu... 08.11.16, 15:50
        ok, ale gdybyście przeczytały inne wypowiedzi to byście zobaczyły że nie chodzi mi konkretnie o rocznicę ale o jakikolwiek przerywnik od codzienności. gdyby były wyjścia bez okazji to słowa bym nie powiedziała.
        • pade Re: miałam rocznicę ślubu... 08.11.16, 23:37
          Nie rozumiem odpowiedzi w tym wątku.
          Z jednej strony fakt, za zaspokojenie swoich potrzeb przede wszystkim Ty jesteś odpowiedzialna. Ale z drugiej, związek polega na tym, że mężczyzna częściowo zaspokaja potrzeby kobiety, a kobieta częściowo mężczyzny. Celowo piszę "częściowo", bo jedna osoba nie zaspokoi wszystkich potrzeb drugiej
          Czy Twój mąż rozumie, że nie masz potrzeby wyjścia do kina, tylko wyjścia do kina Z NIM? Czy on wie, że potrzebujesz spędzać z nim czas? Może mówisz: zorganizowałbyś coś, poszlibyśmy gdzieś, nic razem nie robimy? Zamiast: chcę spędzić z Tobą czas, chcę wyjść z Tobą z domu, co chciałbyś ze mną robić? Jeśli mąż powie, że nic, zapytaj: NIC nie chcesz ze mną robić? Jesteś pewien?
          Mój mąż też jest bardzo zajęty, wiele lat mu marudziłam, że nie wychodzimy, że to, że tamto. Teraz rezerwuję weekend w Karkonoszach dla dwojga i mówię mu kiedy jedziemy. Jest boskosmile
          • klamkas Re: miałam rocznicę ślubu... 08.11.16, 23:55
            A ja trochę zaczęłam rozumieć po przeczytaniu wypowiedzi dot. pracy naukowej męża.

            • evee1 Re: miałam rocznicę ślubu... 10.11.16, 03:42
              A co, praca naukowa jest jakas wartoscia nadrzedna, wobec ktorej nic innego sie nie liczy?
    • ewcia1980 Re: miałam rocznicę ślubu... 09.11.16, 14:01
      U mnie sytuacja jest podobna.
      Jak ja zaplanuję i zorganizuję to ok.
      Mąż sam z siebie - NIC.

      W kwestii wakacji zawsze ,mi to pasowało bo ja lubię jak jest "po mojemu" i jestem takim naszym domowym biurem podróży. Jak wszystko zaplanuje i mężowi pasuje to rzucam propozycję znajomym (z którymi lubimy jeździć na wakacje) i komu termin i propozycja pasuje to rezerwuje dla wszystkich.
      Już teraz mam zarezerwowane wczasy 2017 dla nas (2 + 2) , mojej siostry z partnerem i znajomych (rodzina 2 + 2)

      Większość wyjść organizuję również ja.
      Kiedyś czekałam aż mąż zorganizuje jakieś wyjścia i wkurzał mnie brak inicjatywy z jego strony. Było mi smutno i przykro, że on nigdy nic sam z siebie.
      mało tego - często nie zachwycały go moje pomysły wiec i ja rezygnowałam.

      Ale wzięłam sprawy w swoje ręce i doszłam do wniosku, że jak on nie chce ... to nie ale ja nie bede z tego rezygnować.
      Zawsze proponuję mężowi wyjście a jeśli on nie chce to ..... szukam innego towarzystwa.

      Bardzo lubię Teatr Komedia we Wrocławiu ,mój mąż nie przepada , to jeżdżę z mamą i siostrą.
      Od dawna planowałam wyjazd do Karpacza z dziećmi.
      Mąż ciągle zwlekał
      Więc dogadałam się z koleżanką (żona męża kolegi) , że jak nasi mężowie nie chcą jechać to jedziemy z dzieciakami same.
      Oczywiście zaproponowałyśmy stawiając ich przed faktem dokonanym (miałysmy ustalony termin) i ..... pojechali (byliśmy we wrześniu).
      W październiku byłam na weekend w spa w Polanicy z koleżanką bo mój mąż nie przepada.
      I chyba stanie się to naszym corocznym rytuałem bo w zeszłym roku też byłyśmy tyle, że w Kudowie.
      Niedawno w moim mieście był występ Neo-nówki. Mój mąż nie przepada za kabaretem a siostra z niemężem owszem. więc dogadałam sie z nimi, że pójdziemy i o dziwo mój mąż też wyraził chęć.
      Jak mam chęć iść na coś do kina to najpierw proponuję mężowi i kiedyś zazwyczaj kręcił nosem. Więc zaczęłam umawiać się z koleżanką. No to foch - że nie proponuje jemu. No i teraz idziemy razem na wszystko co zaproponuję.
      Podobnie z wyjściem do restauracji czy klubu.
      Za tydzień jedziemy z dziećmi do Wrocławia na mecz - moja propozycja, moja organizacja, mąż bardzo chętny ale sam ..... nie pomyślał.
      Na ten weekend wybieramy sie do Warszawy z moją siostra (+ 1 smile i bez dzieci
      Mąż bardzo chętny i na TAK ale zgadnij czyj pomysł i organizacja?

      Od lat przymierzam się żeby pojechać z dziećmi na Disney on ice.
      Ale najbliżej na występ mam 250 km.
      Mąż oczywiście na Nie.
      No to w tym roku dogadałam się z sister i jedziemy z moimi dziećmi.

      Zaakceptowałam to, że mój mąż jest taki a nie inny.
      Nie mam za dużych oczekiwań w tej kwestii więc i nie ma rozczarowania.
      Jak czegoś chcę mówię wprost.
      A samo planowanie wręcz mnie pozytywnie nakręca.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka