Pytanie mam takie.
Mamy w klasie ucznia, którego rodzic jest bardzo nadgorliwy. Najpierw nie podobały mu sie zajęcia z angielskiego, potem inne, nie chce sie rozpisywać, bo a nóż...

Pan sle pisma do kuratorium ze skargami na nauczycieli. Ale do rzeczy...Pan wchodzi sobie na zajęcia lekcyjne.Tak po prostu...Albo...jak wf był na dworze stal i obserwował zza ogrodzenia jak Pani prowadzi lekcje. W minionym tyg wszedł na lekcje wf do szatni dziewczynek,żeby z Panią po raz setny "porozmawiać".
Wczoraj obserwował chłopaków poza szkołą, byli po lekcjach na placu zabaw, zabrał im plecaki, schował do samochodu, żeby "dać chłopakom nauczkę".Plecaki byly na ławce, na placu zabaw.
Przyznam,że szlag mnie trafia na kolesia.
Mamy mieć spotkanie z dyrektorem (dyrektor krótko mówiąc doopa wołowa) sprawa ciągnie sie z małymi przerwami trzeci rok i chciałam zapytać co można wymusić na dyrektorze? Bo chyba nie możę być tak, żeby rodzic sobie wchodził na lekcje i obserwował.Szkoła niestety "półotwarta"
Wychowawczyni już jest wykończona psychicznie, nawet dzieci to widzą.