Dodaj do ulubionych

Wiem, problem z duszy...

14.11.16, 14:13
Gotowałam coś pierwszy raz w życiu. Potrawa tradycyjna. Prosta. Gotowałam z przepisu Gessler. Smakowało dla mnie, jak zawsze.
Dałam mamie i babci.
Mama: to nie jest nasza potrawa (tonem nie dorównuje naszej do pięt)... Owszem, dużo tego i tego, ale tego się tak nie gotuje, tylko tak jak MY (Czytaj - ona i jej mama) gotujemy.

Babcia: no dooobry nawet (takim tonem wiecie jakim), ale ja to bym więcej tego i tego dala, tamto zmieniła, to objęła.

Jest mi przykro. Specjalnie jechałam 30 km do jednej i 30 do drugiej, żeby im zawieźć. Nie oczekiwałam peanow.

Ale ja bym powiedziała: córcia, wnuczka - jak na pierwszy raz? Rewelacja. Może spróbuj dodać to i to następnym razem, bo to nasza tajemna receptura, ale i tak jest ekstra.

I tak wygląda całe moje życie, w każdej jego płaszczyźnie.

Nigdy nie jestem wystarczająco dobra. W NICZYM.

Obserwuj wątek
    • madame_edith Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 14:19
      Bardzo przykra reakcja i bardzo Ci współczuję.
      Akurat od matki to się człowiek raczej spodziewa dodania otuchy, a nie podcinania skrzydeł. sad
    • kozica111 Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 14:20
      Kij im w talerz.
    • e_on Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 14:50
      No to do luftu. Pozostaje się nauczyć olewać opinię rodziny.
      Ja tam jestem pewna, że jak na pierwszy raz wyszło pysznie smile
    • d.o.s.i.a Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 14:53
      >>>. Nigdy nie jestem wystarczająco dobra. W NICZYM.

      To po co sie tak starasz? Po co gotowalas?
    • mid.week Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 14:57
      shellerka gotuj dla mnie! Będę cię wielbić i mogę nawet pisać o twoich potrawach wierszyki!
      • cauliflowerpl Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 15:01
        I ja! Uwielbiam jesc i bardzo doceniam, jak mi ktos cos do jedzenia zrobi.
        A jak nic nie bede mowic podczas jedzenia to znaczy, ze jest tak pyszne, ze oddalam sie konsumpcji cala soba (czasem ktos pyta "nic nie mowisz... nie smakuje Ci?". A mnie wlasnie wtedy smakuje jak nie wiem co).
        • mid.week Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 15:15
          Ja jestem zdecydowanie lepsza w jedzeniu niż gotowaniu. Moja mama też z tych co to jej najlepsze i najsmaczniejsze, a dodatkowo "nie tak, bo zgnieciesz", "żle trzymasz", "zaraz rozsypiesz", wiec kuchnia zdecydowanie nie jest moim ulubionym pomieszczeniem. Podziwiam shellerkę, że w ogóle ma jeszcze chęci do gotowania.
          • cauliflowerpl Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 15:18
            Moja mama gotuje dobrze, ale nie przepada za tym szczegolnie.
            Ale w naszym domu po jedzeniu zawsze sie chwalilo i mowilo dziekuje.
            I do dzis mnie zatyka, jak ktos po prostu zje i nic. Albo ostatnio ja zjadlam, stwierdzilam "ale dobre bylo", a "kucharz" na to "przeciez to tylko omlet. No i co z tego, ze tylko omlet. Omlet nie moze byc dobry?
            A jak ktos skrytykuje to moze byc pewny, ze wiecej nie bede sobie nim zawracac glowy.
            • mid.week Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 15:39
              Moja gotowała rewelacyjnie - to musze jej przyznać (i faktycznie znacznie lepiej odemnie, ale nie dała mi szansy się nauczyć bo "nie przeszkadzaj" ) i równie sprawnie domagała się należnych dowodów uznania. Niechaj tylko zajęliśmy się samym jedzeniem, bez wystarczająco szybkiej recenzji dania! Oj zaraz było wymowne "o czymś chyba zapomnieliście...." "nie smakuje wam?!?" big_grin Też mam już taki nawyk komplementowania dań zawsze i wszędzie wink
              Mama moje też niby chwali, ale to zawsze takie IMO grzecznośowe i bez zachwytu, ale ja sama wiem że to co gotuję nie zachwyca...
              • solejrolia Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 16:08
                Ja akurat lubię gotować, i też bym czasem chciała usłyszeć pochwałę.
                Dlatego czasem pytam męża: i jak? smakuje ci?
                NO PRZECIEŻ JEM!
                wink

                (a z pewnością inaczej gotuję niz moja mama, oraz teściowa, która jest kiepską kucharką, ja gotuję na większym luzie, i przepisy traktuję z większą swobodą)
                • dziennik-niecodziennik Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 16:11
                  Moj ma to samo! 'Smakowalo Ci?' - 'No zjadlem przeciez!'
                  big_grin
    • yaguarete Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 14:59
      Przykre to. Moze o to chodzi, ze to tradycjonalistki sa i zawsze musi byc tak, jak od dawien dawna w tej rodzinie bylo, stad niechec do eksperymentow kulinarnych. No ale tak czy tak takie jojczenie w opisanej sytuacji jest bardzo nie na miejscu. Moja mama zawsze cieszyla sie, jak gotowalam cos nowego, jakis nowy przepis wyprobowalam, zawsze sie tym entuzjazmowala. Ale jej siostra to wlasnie przyklad takiej osoby, co to zadnych nowosci kulinarnych nie zaakceptuje, nawet nad mozarella sie dziwowala kiedys, no ma byc tak jak bylo zawsze u niej i juz, inaczej jest be i ona tego nie rozumie.
    • koza_w_rajtuzach Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 15:03
      Przykre.. Ale z drugiej strony nie ma co się łamać. Wiele osób, szczególnie tych ze starszych pokoleń, ma tak, że mają swoje kulinarne przyzwyczajenia, są sceptycznie nastawieni do wszelkich nowości i ciężko ich zadowolić.
      • yuka12 Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 20:43
        Np. maja rodzicielka uznaje barszcz bialy czy zurek wylacznie z torebek. Oczywiscie pozniej doprawia je, dodaje majeranku czy czosnku, ale dla niej te zupy moga byc TYLKO z torebk. Gdziekolwiek zjadla tradycyjny zurek na zakwasie z miejsca odrzucala, bo nie taki jak JEJ (czyli torebkowy).
        Dlatego podczas wizyt w domu rodzinnym raczej nie gotuje, bo robie to inaczej i zupelnie nie jak moja mama i mysle, ze nie bylaby zachwyzona smakiem wlasnie ze wzgledu na roznice (a nie czy obiektywne jest smaczne). Za to czesciej pieke, bo mam w tym wieksze doswiadczenie niz mama czy tesciowa.
    • olga_jaga Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 15:05
      Pod kątem nowinek kulinarnych rzadko komu jesteś w stanie dogodzić, zwłaszcza starszym pokoleniom, które przyzwyczajone są do pewnego smaku i niechętnie przyjmują jakiekolwiek modyfikacje. Ja mojej mamie zaserwowałam jakiś czas temu sushi, jadła po raz pierwszy w życiu. Powiedziała: hmm, ciekawe to jest. Oczekiwałam, że zapieje z zachwytu, a tu niekoniecznie. Musiałam potem podać mielonego z ziemniakami, bo "to japońskie coś" smaczne było co prawda, ale obiad porządny być musi! Więc nie zniechęcaj się i rób swoje. Jak następnym razem powiedzą Ci, że nie jesteś w czymś wystarczająco dobra, zapytaj: "A po kim mam być geniuszem?". Może się obrażą i będziesz miała spokój wink
      • shell.erka Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 15:39
        To był bigos. Tylko że wiedziała, że dodałam wino. Za dużo mięsa - u "nas" a raczej u nich, bigos to takie, co masz z resztek wrzucasz, suszone grzyby i śliwki wędzone.
        A na koniec podsumowała, że kiełbasę powinnam pokroić w kostkę, nie w talarki....
        • shell.erka Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 15:41
          W sensie ja dodałam te grzyby, śliwki, wino i przeszło kilo mięsa na 2 kg kapusty. U mamy i babci w bigosie raczej sama kapusta i kiełbasa. No ale w kostkę. Nie w talarki wink
          • agni71 Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 15:52
            Ja wolę taki bigos jak twój, jesli cię to pocieszy smile
            • princy-mincy Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 16:02
              Ja tak samo.
              Dodatkowo, nie tkne bigosu w knajpie wlasnie dlatego, ze to takie resztki. Lubie taki domowy, na winie, ze sliwka, miesem i grzybami.
          • olga_jaga Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 15:55
            Ciesz się, że się nie udławiły tymi talarkami! Pewnie im w gardle stawały z każdym kęsem wink
            PS. W moim rodzinnym domu bigos zawsze był bardziej mięsny niż kapuściany, u babci odwrotnie. Dobrze, że ja nigdy nie gotowałam bigosu dla wszystkich, bo jeszcze bym wywołała jakąś rodzinną awanturę!
          • mid.week Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 15:59
            Mniamm! Ja wolę taki z mięskiem, talarki czy kostka to bez róznicy więc w ciemno zapewniam cię, że bigos wyszedł ci przepyszny!
          • capa_negra Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 19:34
            Kochana zrobiłaś bigos jak należy - to twoja mama i babcia mają problem i gotują nie bigos, a kapustę z kiełbasą.
            Brawo Ty, nie daj im się
        • marikooo Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 16:17
          Mam wrażenie, że w każdej rodzinie jest inny przepis na bigos i każda kucharka uważa, że ten jej jest jedyny słuszny. Moja mama robi chudy i bardzo mięsny. Teściowa kwaśny i tłusty. Moja szwagierka taki jak Ty. I każda broni swojej koncepcji jak niepodległości wink Nie próbuj dogodzić, nie masz szans.
          • dziennik-niecodziennik Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 16:40
            Ja lubie chudy i kwaśny. I nie znosze mieszania wsadu - albo jest na kielbasie, albo na miesie. I to na miesie, a nie na wedlinach. I bez przecieru pomidorowego. I tylko na kiszonej kapuscie,bez dodatku slodkiej...
            I tez uwazam ze moj jest najlepszy smile
            • pade Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 20:04
              A wcale nie, bo mójtongue_out
              Ja robię z przepisu Macieja Kuronia, mniamsmile Kurczę, jeszcze ponad miesiąc czekania na bigossad
            • ponis1990 Re: Wiem, problem z duszy... 16.11.16, 22:48
              Bigos bez przecieru? No popatrz, to mnie się z kolei w głowie to nie mieścibig_grin
              • default Re: Wiem, problem z duszy... 17.11.16, 10:01
                Bigos z przecierem to profanacja tego szlachetnego (z racji tradycji) dania.
    • nightdream Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 15:09
      O, ja mam to samo. Nigdy nic do końca dobrze nie robię. Zawsze coś. Od obydwojga rodziców tak mam, ale bardziej od taty. nie ważne czy to chodzi o zakupy,ubiór, gotowanie, wychowywanie dzieci czy prace remontowe w domu. Zawsze wszystko mogłoby być lepiej/inaczej/po ichniejszemu.
      Nauczyłam się z tym żyć i puszczac mimo uszu, tylko w kwestii dzieci jeszcze próbuję dyskutować co czasem wywołuje awantury.
      Wczoraj usłyszałam od najbliższej rodziny że muszę schudnąć wink jestem 4 tygodnie po porodzie i ważę już tyle co przed ciążą. Do wczoraj byłam zadowolona z efektu na tę chwilę (wiem że jeszcze parę kg przede mną ale do licha, nie z dnia na dzień nooo).
      • ola766 Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 15:14
        >Wczoraj usłyszałam od najbliższej rodziny że muszę schudnąć wink jestem 4 tygodnie po porodzie<

        No to już jest czystej wody chamstwo.
        Mam nadzieję, że to nie Twój mąż. Resztę bym pożegnała.
        • nightdream Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 15:20
          Nie mąż. Mąż przez kilka lat "wyprowadzał" mnie z bardzo niskiej samooceny i teraz stara się utrzymać efekty wink
          Brat wczoraj mi pojechał ale od razu został sprowadzony do pionu.
      • shell.erka Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 15:44
        Przytulam! Ja 2 dni po wyjściu ze szpitala po cięciu cesarskim, pojechałam ubrana w sukience sprzed ciąży pokazać babci prawnuka.
        Cytuję: taki jakiś mały, a ty co? Jeszcze jedno masz w brzuchu?! Idź żeby sąsiedzi nie patrzyli.
        Autentyk.
        • ofelia1982 Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 15:55
          No i to jest moment na o***ol. Nieważne czy babcia, kolezanka czy krolowa brytyjska. Nie daj sie dziewczyno!
        • olga_jaga Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 16:09
          Ma-sa-kra. Współczuję. W takich sytuacjach przypomina mi się jeden z odcinków "Seksu w wielkim mieście", kiedy grubas w kasynie każe Mirandzie zabierać gruby tyłek od stołu z ruletką. Dziewczyny wyskakują do niego z informacją, że koleżanka jest tuż po porodzie stąd ma grubszy tyłek, po czym pytają: "What's your excuse? You're having triplets?". Oj, jakie to życiowo prawdziwe. Mamusia w tydzień po porodzie musi wyglądać jak z obrazka, a szczęśliwy tatuś może zamiatać brzuchem po podłodze i nikt mu nie zwróci uwagi.
        • lokitty Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 19:20
          Przebiję was big_grin. Wzięłam sobie kotkę z dt, no i moja matka na podstawie zdjęcia orzekła, że kot jest brzydki, bo biały, a poza tym białe chorują i są niesympatyczne. Nawet mój kot jest jak widać do du...
          • sanrio Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 20:37
            no nie, nie przebiłaś babci shellerki mimo szczerych chęci.
    • 18lipcowa3 Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 15:12
      Specjalnie jechałam 30 km do jednej i 30 do drugiej, żeby im zawieźć


      nastepnym razem nie jezdzij i tyle
      mam alergie na takie toksyczne stare babska
      • niu13 Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 15:36
        Witaj w klubie.
        To bardzo typowe i bardzo polskie. Jeśli Cię pociesza takie wyjaśnienie.
        Co ciekawe, schemat jest zawsze z gatunku "dobre, ALE"... Nie ma jednoznacznych pochwał, ani jednoznacznej krytyki (o której często marzę)
        • dziennik-niecodziennik Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 15:48
          Najlepsze ma moja przyjaciółka
          'dobre, ALE juz mi wiecej nie dawaj'
          big_grin
    • ola_dom Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 15:19
      shell.erka napisała:

      > Ale ja bym powiedziała: córcia, wnuczka - jak na pierwszy raz? Rewelacja. Może
      > spróbuj dodać to i to następnym razem, bo to nasza tajemna receptura, ale i tak jest ekstra.

      > I tak wygląda całe moje życie, w każdej jego płaszczyźnie.

      > Nigdy nie jestem wystarczająco dobra. W NICZYM.

      To chyba dla Ciebie:

      lubimyczytac.pl/ksiazka/3746494/nigdy-dosc-dobra-jak-wyzwolic-sie-spod-destrukcyjnego-wplywu-narcystycznej-matki
      • shell.erka Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 15:45
        Dzieki
    • sayyida Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 15:20
      Jak ja Cię rozumiem!
      I choćbyś nie wiem jak to przepracowała, to i tak gdzieś w głębi duszy: a może tym razem pochwali? Może tym razem zasłużę?
      Przyjęłam za pewnik, że NIGDY nie zadowolę swojej mamy, i jestem przygotowana na to, że mnie skrytykuje. Nauczyłam się rozpoznawać, że jest mi wtedy przykro, smutno, jestem rozczarowana i nawet - wbrew obowiązującym zasadom - mówię sobie "mama zrobiła mi przykrość". Z nią się tym nie dzielę, bo i po co, usłyszę co najwyżej, że jestem głupia, skoro jest mi przykro.
      Dzięki temu pochwały mnie mile zaskakują i... coraz częściej je zauważam. I skoro "przykrości" zlewam i nie rozpamiętuję (tak, było mi przykro, ok, mama taka jest, trudno, żyję dalej, JA wiem, że to co rozbiłam było GE-NIAL-NE), to te pochwały mnie cieszą i jakoś ich się więcej zrobiło.
      • shell.erka Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 15:47
        Rok terapii za mną wink też już mam podobne podejście, ale sama wiesz...są takie chwile, że...
    • bei Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 15:21
      Znasz juz te panie, wiesz, ze musza krytykowac, takie sa, nie zmienisz ich.
      A moze zmienia sie? Tylko musisz mowic o swoich odvzuciach.
      Mamo, babciu- nie smakuje ci?? Szkooodasad Gotowalam pierwszy raz w zyciu, wiozlam specjalnie do ciebie, bys sprobowal. Przykro mi, ze ci nie smakujesad.

      Przytulam Cie. Mozesz mi wyslac potrawy na meilasmile jak nie masz fotek to chociaz link do przepisusmile
      Nie przejmuj sie skostniala rodzinka, marudy bo marudy, ale sa.
      Ech, ile bym dala, by moja mama byla, nawet w roli krytykantki......
      • bei Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 15:23
        Ja Ci wierze na slowo, ze bylo PYSZNEsmile!
    • ola766 Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 15:21
      Idź poczytaj "Życie rodzinne", tam jest pełno takich historii jak Twoja, może co Cię tam wspomoże.

      A w skrócie - nie dostaniesz od nikogo tego, czego on dla Ciebie nie ma.

      Czy w pasmanterii kupisz bułki?
      Nie.
      Nawet jak będziesz bardzo długo płakać, jednocześnie potrząsając walizką pieniędzy.
      W pasmanterii bułek po prostu nie ma. Po prostu.
    • pade Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 15:22
      Shellerka, Ty na terapię chodzisz, dobrze pamiętam?
      Chyba nie masz innego wyjścia jak zaakceptować fakt, że dla mamy czy babci zawsze będzie niewystarczająco dobrze. Zawsze. One się nie zmienią. Możesz sobie na głowie stawać i wciąż mieć nadzieję, że może tym razem docenią, zauważą...itd. Nie, nie zrobią tego, a Ty starając się wciąż i wciąż robisz SOBIE kuku.
      To, co o Tobie mówią to ICH opinia. A TY jesteś już na tyle duża, żeby mieć własną, zdrową opinię o sobie i nie przejmować się opiniami innych, nawet bliskich.
      Tak, to jest przykre, znam to uczucie z doświadczenia. Trzeba się po prostu w żalu utulić, pocieszyć i ...olać.
      Bądź dla siebie wystarczająco dobrasmile
      • lady-z-gaga Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 15:59
        No ja nie jestem pewna, czy w tej konkretnej sytuacji warto dorabiac ideologię. Nie wiem, o jaką potrawę chodziło, ale z postu wynika, że było to coś, co w tej rodzinie się jada, a nie jakąś kulinarną nowinkę. I Shellerka, w tej rodzinie wychowana, nie zapytałą o przepis matkę, ani babcię, tylko panią Gessler. Wolno jej smile a wymienionym paniom wolno, bez zbędnej dyplomacji, stwierdzic, że wolą swoją wersję. Ja na przykład lubię gotować (i probować) całkiem nowe potrawy, ale są też takie, do ktorych jestem przyzwyczajona i uważam, że nowomodnych pomysłow nie potrzebują. Mąż kiedyś bawił się w eksperymenty, na bazie telewizyjnych programow i efekt mnie nie zachwycił, co mu jasno zakomunikowałam smile gdyby on wtedy strzelił focha pt "bo Ty ZAWSZE mnie krytykujesz", popukałabym się w głowę.
        • shell.erka Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 16:04
          To był przepis na bigos STAROPOLSKI smile
          • mid.week Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 16:10
            Shellerka przez ciebie muszę iść teraz po kapustę... Nie wytrzymam bez bigosu!
            Mam śliwki, grzyby, cebulkę - przysmażałaś cebulę do środka?
            Musze dokupic kapuste, wino (zrobię sobie rzańca przy okazji) i mięsiwo jakieś...
            • shell.erka Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 16:26
              www.smakizycia.pl/kuchnia/przepisy/swiateczny-bigos/
              • shell.erka Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 17:01
                Zamiast dzika dałam 800 g karkowki, 200 g wołowiny i 100 g łopatki.
                • mid.week Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 17:54
                  Kapusta już siedzi w granku, mięso się dusi w piekarniku...
        • pade Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 16:15
          To jest ideologia do kolejnego wątku na temat rodziny Shellerki, a nie wyłącznie do niepolubienia Shellerkowego bigosu.
          • lady-z-gaga Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 16:27
            no fakt, nie jestem na bieżąco, albo nie zapamiętałam wcześniejszych wątkow
            • pade Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 16:35
              dużo ich nie było, więcej luźnych uwag, ale dość wymownych
    • princy-mincy Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 15:26
      Ja jestem kuliarna noga, dodatkowo uwazam, ze pozytywny feedback ma wieksze pole razenia niz negatywny, wiec gdybym juz cos ugotowala, to chcialabym zeby ktos docenil moj wysilek i pochwalil.
      Moj maz wie, ze nie lubie gotowac i jak juz staram sie zrobic cos nowego, to zawsze mowi, ze smaczne smile

      Gdyby zas moja corka przyjechala 30 km to chwalilabym pod niebiosa smile
    • agonyaunt Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 15:29
      Całe życie i jeszcze się nie nauczyłaś olewać? Jak się ma jury do duszy, to się przestaje startować w konkursach, a nie łasi o komplementy - bo tych nigdy nie będzie. Ugotowałaś, smakowało Ci, następnym razem resztę zamroź, zamiast wozić do kogoś, kto i tak nie doceni.

      Chcesz być szczęśliwa, to bądź wystarczająco dobra DLA SIEBIE. Inni się nie liczą.
    • zuzi.1 Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 15:35
      Po pierwsze następnym razem nic nie wozić. A jesli koniecznie musisz, to po takich komentarzach wbij obie panie w poczucie winy. Typu to ja się tyle napracowalam i tyle do was jechałam a wy m tu taaakie komentarze...itd. byle dosadnie żeby zapamietaly. A najlepiej po prostu nie wozić.
    • lady-z-gaga Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 15:47
      >Ale ja bym powiedziała: córcia, wnuczka - jak na pierwszy raz? Rewelacja.

      Ile Ty masz lat? bo gdyby to12latka pisała, ktora ugotowała coś pierwszy raz w życiu, to bym, zrozumiała.
      Dorosła baba mazgai się, że matka lub babka jest kulinarną konserwą i pewne potrawy lubi przyrządzone w tradycyjny (czytaj: swój) sposob, a nie wg receptur telewizyjnych celebrytów. Litości!
      • ola_dom Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 15:55
        lady-z-gaga napisała:

        > Dorosła baba mazgai się, że matka lub babka jest kulinarną konserwą i pewne potrawy
        > lubi przyrządzone w tradycyjny (czytaj: swój) sposob, a nie wg receptur telewizyjnych celebrytów. Litości!

        Lady - to Ty - czy Cię podmienili?
        Czytałaś cały wpis, czy tylko fragment o gotowaniu?
        Ja rozumiem, że może nie masz pojęcia, jak to jest zawsze, całe życie i we wszystkim być niewystarczająco dobrym dla własnej matki. Bo tylko wtedy skamlesz o każdy wyraz jej uznania. I niektórym faktycznie trudno to zrozumieć.
        Ale że Ty nie będziesz tego rozumieć, to się nie spodziewałam sad
        • lady-z-gaga Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 16:02
          No ja na to nie patrzę w szerszym kontekscie, bo nie śledzę relacji Shellerki z rodziną smile odniosłam się do tej konkretnej sytuacji smile
          • ola_dom Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 16:13
            lady-z-gaga napisała:

            > No ja na to nie patrzę w szerszym kontekscie, bo nie śledzę relacji Shellerki z
            > rodziną smile odniosłam się do tej konkretnej sytuacji smile

            O.K. smile
            Ja też nie śledzę, ale to podsumowanie:

            I tak wygląda całe moje życie, w każdej jego płaszczyźnie.
            Nigdy nie jestem wystarczająco dobra. W NICZYM.


            było dla mnie aż nadto wymowne.
    • shell.erka Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 15:49
      Dziękuję Wam wszystkim. Tak naprawdę ciepło. No dziękuję.
    • dziennik-niecodziennik Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 15:50
      Ochu...alas??
      Przeciez jestes zaje.fajna smile
      Olej glupie gadanie.
      • dziennik-niecodziennik Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 16:14
        I daj przepis na ten bigos smile
    • ofelia1982 Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 15:51
      Przytulam. Ale następnym razem sie odgryz i powiedz im to co nam. Ze mogly sobie zachować dla siebie te "cenne" rady. Bo znając życie robią to w ogóle nieświadomie. Odkąd zaczęłam walić prosto mojej mamie, ktora tez nie przebiera w słowach i bywa taktowna jak Godzilla w sklepie z ceramika - mam z nia świetne relacje. I bądź z siebie dumna bo nie potrzebujesz potwierdzenia z zewnątrz, ze zrobiłaś cos fajnego. Masz to w sobie i nakarm sie samasmile
    • niennte Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 16:20
      Dla mnie sytuacja totalnie niezrozumiała.
      Nie lubię gotować, robię proste, tradycyjne potrawy.
      Lubiłam kuchnię teściowej i bardzo się cieszę, że jedna z moich córek, po babci, gotuje o wiele lepiej i ciekawiej ode mnie. Zresztą, druga też niezgorzej.
      Bardzo chętnie jadam u córki, zwłaszcza różne nowinki i z chęcią chwalę.
      Fakt, bigos akurat mnie wychodzi lepiej, ale żadna z nas nie przeżywa, że komuś smaczniej wyszło.
      No, ale ja nigdy nie uważałam umiejętności kulinarnych za najważniejsze w życiu kobiety wink
      • aqua48 Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 17:01
        A było zamiast jechać do jednej i drugiej z garem bigosu ZADZWONIĆ i powiedzieć: wiecie świetny bigosik mi wyszedł, ale nie dam Wam spróbować, bo nie lubicie mojej kuchni..
    • nangaparbat3 Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 16:41
      Niestety. Mnostwo rodziców tak ma. Uważam, że to nasze narodowe przekleństwo. Bo z rodziców to sie przenosi na nauczycieli, urzednikow, policjantów i nawet ekspedientki.
      Wiele lat temu napisala do mnie na nk dawna uczennica. To brzmialo tak: Mieszkam i pracuję w Holandii, studiuję we Francji zaocznie. Robie wszystko jak treba, ale nie staram sie jakos specjalnie, i wszyscy mnie chwalą, wszyscy są zadowoleni. A u nas staralam się, staralam, i zawsze bylo nie tak.
      Poplakalam się, kiedy pierwszy raz czytalam ten list. CO MY SOBIE ROBIMY?
      • mid.week Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 18:19
        Smutne okropnie ale prawdziwe.
        Wyłazi jak się porówna wszelkie programy typu talentszoł. Ostatnio widziałam brytyjskich Ugotowanych. U nas: dania "ę", "ą", odpicowana chata, stół odświętnie zastawiony, cud atrakcje dla gości. Oceny gości 5-8. W oryginale: dania codzienne, podane codziennie, przy stole gadka-szmatka, oceny 7-10.
      • lokitty Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 19:35
        Generalnie jesteśmy toksyczni.
        Ja całkiem niedawno, jako kobieta już 40-letnia i podsumowująca różne rozdziały własnego życia, odkryłam, że mam całą, calusieńką rodzinę toksyczną. Matka, ojciec, matki siostry, kuzyni. Jeden mój kuzyn znalazł robotę w USA, tutaj bywa rzadko i toksyczny nie jest wink.
        Najgorsze, że od małego traktowani w domu jak ktoś nigdy nie wystarczająco dobry pozwalamy póxniej byle jak traktować się w szkole, w sklepie, na uczelni, w pracy, wreszcie w związku.
        Brrr.
        A najlepsze było, że jak w końcu powiedziałam ojcu, że nie życzę sobie słuchać takich i takich opinii, to się obraził.
        Aktualnie serio przemyśliwam, jak tu zrobić, żeby spędzić święta bez matki. Nie mam siły już jej słuchać. Szkoda mojego życia, mojego czasu.
        • claudel6 Re: Wiem, problem z duszy... 14.11.16, 19:59
          toksyczny naród. to by dużo tlumaczyło...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka