Ematki, pomóżcie racjonalną myślą, bo nie wiem, co się stało...
Wchodzę do łazienki. I widzę nożyk.
A właściwie to obudowę nożyka, takiego do papieru. Leży na mydelniczce.
To nie mój nożyk.
W domu nie ma nikogo poza mną, nikt nie przychodził dzisiaj, drzwi zamknięte. Jak poprzednio byłam w łazience, kilka godzin temu, to przysięgam, że tego nie było.
W pewnym momencie, owszem, słyszałam, jak coś stuknęło, więc może spadł, ale... jak, kurde, skąd? Za lustrem był schowany? Wentylację mam całkiem w innym miejscu, niemożliwe, żeby stamtąd, szafki też niemożliwe... W jakim celu i kto miałby chować nożyk do papieru za lustrem?!
A co ważniejsze - nie ma w nim ostrza.
Gdzie jest ostrze...?
Wiecie co, naprawdę mam ochotę dzwonić po braci Winchester albo po Pogromców Duchów albo od razu po egzorcystę, powiedzcie mi coś, bo ja nie umiem tego racjonalnie wyjaśnić... Nie usnę dzisiaj